W 2019 r. Polskie Towarzystwo Studiów nad Przyszłością* wraz z firmą 4CF, która zajmuje się prognozowaniem przyszłości, przygotowało raport o scenariuszach przyszłości dla Polski na lata 2030-50. Jeden z tych scenariuszy oparto na symulacji świata, przez który przeszła pandemia grypy, zabijając setki milionów ludzi. Raport powstał na zamówienie Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju. 

Paweł Hekman: Ilu z nas zabiła grypa?

Kacper Nosarzewski**:  Scenariusz przyszłości, który opracowaliśmy w ubiegłym roku, zakładał zmniejszenie ludności świata o 600-800 mln osób w stosunku do prognoz ONZ na rok 2050.

Jak wygląda ten świat w waszym scenariuszu. Wyglądam za okno i co widzę?

- W naszym scenariuszu świata po pandemii - zastrzegam, że nie jest to prognoza przyszłości po COVID-19 - glob ugina się pod ciężarem niezrównoważonej struktury demograficznej. Mamy ogromną przewagę osób starszych, bo w toku modelowanej przez nas epidemii zmarło wiele osób w wieku produkcyjnym, więc pojawiły się nieproporcjonalne obciążenia socjalne. To też świat po blisko 20-letniej recesji w skali globalnej, ten kryzys przewyższał miarę wielkiej recesji lat 30.

A Polska?

- W naszym modelu śmierć poniosło 1,5 mln osób. Dopiero w drugiej połowie lat 40. tego stulecia kraj osiąga niewysoki, dodatni wzrost PKB i stabilny wzrost gospodarczy. Szereg sektorów, w tym górnictwo węgla kamiennego, nie istnieje, bo brakuje rąk do pracy. Energetyka opiera się na odnawialnych źródłach energii, produkowanej w rozproszonych instalacjach. Zadowalający jest stan naszego środowiska naturalnego: wzrasta lesistość, poprawia się różnorodność gatunkowa. W końcu dostrzegamy, jak ważną rolę odgrywa środowisko naturalne, bo od bioróżnorodności może zależeć efektywność upraw, a w tym świecie naprawdę nastąpiło tąpnięcie konsumpcyjne.

Co się dzieje ze służbą zdrowia i edukacją w scenariuszu?

- Jakość opieki zdrowotnej w scenariuszu ma bezpośrednie przełożenie na gospodarkę oraz sytuację ekonomiczną osób starszych. Skuteczna profilaktyka, diagnostyka oraz leczenie pozwalają na zwiększenie średniej długości życia w zdrowiu, co z jednej strony umożliwia osobom starszym na dłuższą aktywność ekonomiczną, z drugiej zwiększa okres ich samodzielności i zmniejsza obciążenie kosztami leczenia i opieki nad osobami długotrwale niepełnosprawnymi. Oznacza konieczność reform w opiece zdrowotnej, która jest dofinansowana i dostosowana do nowych realiów społecznych. Wyzwaniem jest rozwój edukacji medycznej, w tym zasilanie zawodów lekarskich i pielęgniarskich, fizjoterapeutów i menedżerów placówek medycznych. Powiązanie tematu zdrowia z dbałością o środowisko naturalne w warunkach scenariusza przyjmuje charakter systemowy. Nasi eksperci (a także z firmy Atmoterm oraz Instytutu Sobieskiego) rekomendowali szczególne uwzględnienie w planach ochrony zdrowia profilaktyki chorób somatycznych i psychicznych.

Czy przetrzebione przez epidemię państwa ze sobą walczą? Jak wygląda sytuacja u naszych sąsiadów?

- W okresie do 2050 r. tworzą się nowe i umacniają stare sojusze. Liczba konfliktów - polityczno-ekonomicznych oraz zbrojnych - nie zwiększyła się wobec  2020 r.

Kto rządzi w 2050 r.? Populiści czy liberałowie? Czy gospodarka jest państwowa czy prywatna?

- Tu trzeba uważać, bo wiele zależy od tego, jak zdefiniujemy populizm czy liberalizm w 2050 r. W naszym scenariuszu klin podatkowy jest wyższy, a potrzeby niepotrafiącej utrzymać się samodzielnie rzeszy seniorów - jak wyżywienie, dach nad głową czy dostęp do świadczeń zdrowotnych - są zaspokojone przez państwo. 

UE istnieje nadal i Polska jest jej członkiem.

Skoro przemysł jest w rozsypce, to jakie branże kwitną? 

- Osią rozwojową gospodarki stały się technologie biomedyczne, środowiskowe oraz technologie wspierające osoby starsze. Są one rozwijane i sprzedawane zarówno na rynku krajowym, jak i  eksportowane do większości państw świata. Ważnym obszarem polskiej gospodarki jest sektor technologii niskoemisyjnych oraz bezemisyjnych dla energetyki i przemysłu. Rozwinął się w drugiej połowie lat 30., kiedy z uwagi na brak rąk do pracy zamknięto większość polskich kopalń. Dysponujemy także rozwiniętym zapleczem przemysłowym dla technologii zeroemisyjnych w ramach globalnego łańcucha dostaw. To wszystko zakłada, oczywiście, wykorzystanie pewnych szans, które pojawiają się po drodze.

Czy w takiej Polsce - z lepszym środowiskiem i bardziej rozwiniętej technologicznie - ludzie są bardziej szczęśliwi?

- Mogą być, jeśli instrumentami państwowymi utrzymamy solidarność międzypokoleniową. Zreformujemy służbę zdrowia oraz profilaktykę psychologiczną i psychiatryczną do nowych realiów, opracujemy własną, skuteczną ścieżkę integracji imigrantów ekonomicznych. 

Co nas dźwignie ze skutków pandemii?

- W sensie społecznym - zwiększanie poziomu aktywności zawodowej, reforma systemu zdrowia i skuteczne zapobieganie pauperyzacji osób starszych. Kolejny aspekt to zapobieganie wyludnianiu się oraz ubożeniu małych i średnich miast, które jeśli tego nie zrobimy, staną się piekłem dla starszych obywateli. 

W sensie ekonomicznym dźwignie nas konsekwentne, nawet w warunkach dwudziestoletniej recesji, wspieranie przez państwo podmiotów polskiej gospodarki wpisujących się w inteligentne krajowe specjalizacje: rozwój rolnictwa precyzyjnego i ekologicznego, odejście od rolnictwa intensywnego na rzecz upraw ekstensywnych i ekologicznych, wspieranie podmiotów gospodarczych, które są dostawcami innowacyjnych technologii, w szczególności technologii biomedycznych, technologii wsparcia osób starszych oraz technologii automatyzacji pracy.

Ministrowie dali wiarę waszym ostrzeżeniom?

Bardzo trudno było wyobrazić sobie taki świat, no bo co miałoby do niego doprowadzić? Jednak opowiadając o epidemii w toku projektu dla Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju, nie spotkaliśmy się z taką niewiarą, jaką powodują w pewnej części społeczeństwa np. zmiany klimatyczne.

Życie potoczyło się jednak nieco inaczej.

- Z perspektywy czasu ktoś mógłby nam zarzucić, że w naszym scenariuszu pomyliliśmy się we wszystkim. Epidemia nie przyszła z Indii, jak zakładaliśmy, ale z Chin i nie była grypą, lecz koronawirusem itd. Jednak to nie precyzja prognoz jest w naszej pracy najważniejsza. Chodziło o to, żeby - powtarzając za Kotarbińskim - zakwestionować pewne założenia (np. o przewidywalności przyrostu populacji świata) i w ten sposób dowiedzieć się, czego zakwestionować się nie da.

Jak zmierzyć sukces takiej analizy?

- Nasz klient nie musi w 100 proc. uwierzyć w nasze wizje. Chodzi o otwarcie oczu na pewne kwestie, wywołanie reakcji. Można mówić o sukcesie, jeśli po pracy z nami następują jakieś mikrozmiany. Np. kiedy pod wpływem badania klient decyduje się na jakąś inwestycję albo, przeciwnie, wyjście z jakiegoś biznesu. Albo kiedy np. duże przedsiębiorstwo za pomocą scenariuszy przyszłości albo innych naszych analiz jest w stanie znaleźć nowych strategicznych partnerów, którzy uwierzą w jego wizję przyszłości - to też jest sukces. 

Na płaszczyźnie osobistej pewne wrażenie wywiera oczywiście sytuacja, w której minister, generał czy prezes powie: no faktycznie, teraz patrzę inaczej. Tacy ludzie są zwykle odporni na epatowanie "szokiem przyszłości", mają sceptyczne podejście do różnych wizji, tym trudniej zmienić ich optykę i wywołać taką reakcję.

Ale zdarza się?

- 4CF działa od 13 lat i - odkąd tu pracuję - nie spotkałem, niestety, ugrupowania u władzy, które byłoby szczerze zorientowane na przyszłość. Konieczność wpisywania się w koniunkturę polityczną sprawia, że zadania foresightowe (prognostyczne) spoczywają raczej na ekspertach i urzędnikach z resortów, to tam znajdujemy partnerów do dialogu, a owoce współpracy wpływają na politykę na wyższych szczeblach. 

Kiedy się korzysta z odpowiednich narzędzi i kompetentnych ekspertów, okazuje się, że decydenci są podatni na pobudzanie wyobraźni takimi scenariuszami. Jeżeli praca została wykonana rzetelnie, to i odbiór będzie dobry. Pojawią się rozważania: czy dałoby się tego uniknąć? Co jeśli...? Co mogę zrobić, żeby ta przyszłość rzeczywiście nadeszła?

Mamy wiedzę z waszego raportu. Co możemy zrobić?

- Jeśli chodzi o obecną sytuację epidemiologiczną, to moim zdaniem, bez głębokich kompetencji w zakresie modelowania złożonych systemów oraz wiedzy medycznej, lepiej powstrzymać się od prób zarysowania scenariuszy. Skuteczność podejmowanych dziś działań będziemy mogli rzetelnie ocenić dopiero za jakiś czas, kiedy będziemy mieli wszystkie dane i nabierzemy odpowiedniej perspektywy. Jedna myśl o przyszłości powinna nam towarzyszyć: przetrwanie i odbudowa są możliwe. Jako ludzie jesteśmy bardzo dobrzy w adaptacji. Nieważne, jak czarna jest ta noc, kiedyś na pewno się skończy.

Da się zaplanować przyszłość za pomocą takich prognoz?

- Przyszłość nie istnieje. Będzie wynikiem nieprawdopodobnie złożonej gry z udziałem nowych czynników, których istnienia nie jesteśmy jeszcze świadomi, nie jesteśmy w stanie ich przewidzieć ani ich sobie wyobrazić. Modelowanie przyszłości, którym się zajmujemy, a potem opowiadanie o niej, ma wytrącić decydentów z rutyny, która często towarzyszy planowaniu.

**Kacper Nosarzewski jest partnerem w firmie 4CF i członkiem zarządu Polskiego Towarzystwa Studiów nad Przyszłością, doradza UNESCO, UNDP, firmom i organizacjom pozarządowym. 

*Polskie Towarzystwo Studiów nad Przyszłością powstało w 2011 roku. Skupia ludzi nauki, profesjonalistów z różnych gałęzi gospodarki oraz entuzjastów. Ich cechą wspólną jest przekonanie o wadze odpowiedzialnego planowania. - Działamy zarówno w skali mikro (pojedynczy ludzie, firmy, małe społeczności), jak i makro (społeczeństwa, państwa, świat) - tłumaczą. Podstawowym celem Polskiego Towarzystwa Studiów nad Przyszłością i misją jest promocja i organizacja inicjatyw związanych z kształtowaniem i odpowiedzialnym planowaniem w różnych dziedzinach. Zajmują się również rozwojem technologii, gospodarowaniem zasobami oraz rozpowszechnianiem informacji na temat wartościowych inicjatyw w dziedzinie studiów nad przyszłością i foresightu.