Iwona ma 32 lata, robi specjalizację z ortopedii i ma dyżury nocne oraz świąteczne w warszawskiej przychodni publicznej. Od tygodnia konsultuje pacjentów przez telefon. Najczęściej dzwonią chorzy na grypę i przeziębienie. Wielu obawia się, że ma koronawirusa, i dodaje, że „czuje duszności”. - Często przez telefon słychać, że duszności nie występują. Zdarza się też, że pacjent nie ma temperatury. W niektórych przypadkach mam wątpliwości, czy włączyć antybiotyk, bo nie mogę zbadać i obejrzeć danej osoby - opowiada. Zdarzają się trudne sytuacje i pacjent, który usłyszał, że ma jechać do szpitala, boi się, że się tam zakazi. - Największym szczęściem służby zdrowia dzisiaj jest to, że w styczniu weszły e-recepty. Bez nich nie wiem, jak by to w ogóle działało - dodaje Iwona.

Epidemia koronawirusa sprawiła, że wielu z nas przekonało się do zdalnych konsultacji lekarskich. Działają lęk przed potencjalnym zakażeniem i spadająca dostępność służby zdrowia. Wiele oddziałów szpitalnych przekształcono w oddziały zakaźne, część pracowników służby zdrowia musiała wziąć zwolnienia i urlopy, żeby móc opiekować się dziećmi. Narodowy Fundusz Zdrowia zaleca zdalne porady tam, gdzie nie ma konieczności badań bezpośrednich czy np. zmiany opatrunku.

Z danych firmy doradczej PwC wynika, że ponad połowa Polaków chciałaby zdalnie łączyć się z internistą, 39,8 proc. - z farmaceutą, a 39,5 proc. - z kardiologiem. Wraz ze wzrostem średniej długości życia w Europie, a także liczbą osób cierpiących na choroby przewlekłe (na naszym kontynencie to aż 77 proc. schorzeń) rosnąć będzie też telemedycyna. "Tylko w zeszłym roku powstało 78 tys. nowych aplikacji zdrowotnych, co zwiększyło ich ogólną ofertę do 325 tys." – pisze "Rzeczpospolita", powołując się na dane firmy Deloitte.

Czat z lekarzem

W ostatnich tygodniach platformy oferujące porady lekarskie online przeżywają oblężenie. Na Telemedi.co, gdzie można m.in. skonsultować się z lekarzem na czacie, odbywa się pięć razy więcej konsultacji dziennie niż w lutym. 

Z platformy korzysta ok. 400 lekarzy. - Dziennie przybywa nam kilkudziesięciu lekarzy, dodajemy też ciągle nowe przychodnie, które uruchamiają telekonsultacje w swoich placówkach - mówi założyciel firmy Paweł Sieczkiewicz. 

80 proc. korzystających z usług jego firmy to nowi pacjenci z ostatnich dwóch tygodni. Głównie w wieku 25-45 lat, z czego 60 proc. stanowią kobiety, a 40 proc. to mężczyźni. - Konsultuje się bardzo dużo osób z Polonii. Naszym drugim największym miastem jest Frankfurt, w pierwszej dziesiątce są też Dublin, Birmingham i Londyn. To głównie osoby, które mają teraz utrudniony dostęp do lekarza, a jeżeli mają korzystać z prywatnej zdalnej opieki zdrowotnej, to wolą ją w swoim ojczystym języku - dodaje Sieczkiewicz, który w tych trudnych dniach osobiście monitoruje obsługę klienta. Przyznaje, że zdarza mu się samodzielnie odpisywać na maile.

Technologię jego firmy wykorzystuje operator medyczny PZU Zdrowie, który opracował portal Wirtualna Przychodnia. - Do korzystania z niej nie jest konieczne posiadanie pakietu medycznego. Telekonsultacje odbywają się także poza godzinami pracy placówek – wieczorem, w nocy oraz w weekendy i święta - mówi Andrzej Zawada, menedżer ds. innowacji PZU Zdrowie.

LUX MED i Medicover

Na zdalne przyjmowanie pacjentów w czasie epidemii przestawił się też LUX MED. Z jego usługi Porada Telemedyczna skorzystało do tej pory blisko 120 tys. osób. Teraz firma rozwija konsultacje w formie czatów. W marcu ich liczba wzrosła o 40 proc. w stosunku do marca w 2019 r. Prognozujemy dalszy wzrost zapotrzebowania na tego typu konsultacje, nawet do poziomu 500 tys. w kwietniu - mówi przedstawiciel firmy.

Od 23 marca ponad 20 proc. placówek ambulatoryjnych LUX MED-u świadczy porady w trybie telemedycznym. 

Również w Medicoverze można uzyskać poradę medyczną bez wychodzenia z domu - za pośrednictwem firmowej aplikacji lub rozmowy telefonicznej. - Obecnie 60 proc. wszystkich porad medycznych udzielane jest telefonicznie lub online. W ostatnim tygodniu liczbę porad telemedycznych zwiększyliśmy czterokrotnie w porównaniu z początkiem roku - tłumaczy dr n. med. Piotr Soszyński, dyrektor ds. medycznego doradztwa strategicznego firmy.

Ortopedia przez telefon

Lekarze publicznej służby zdrowia zwracają uwagę na to, że to, co działa teraz w Polsce, nie jest do końca telemedycyną. Najczęściej chodzi o teleporady, nawet bez zdalnych oględzin pacjenta. Iwona przez telefon konsultuje również pacjentów ortopedycznych. 

- To często absurd. Starsza osoba, której nie widzę i nie mogę zbadać, mówi, że boli ją ręka. Dla mnie ręka zaczyna się od nadgarstka i kończy na łokciu. Pytam, gdzie konkretnie boli. Odpowiada: w okolicach barku - mówi Iwona. Jej zdaniem zdalne konsultacje powinny wejść na stałe do służby zdrowia, a pacjenci powinni być wstępnie kwalifikowani przez telefon, czy mają przyjść do przychodni, czy szpitala. Działa to już w większości krajów zachodnich. 

Zdalny szpital

Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku uruchomiło zdalne porady dla swoich pacjentów jeszcze przed oficjalnym zaleceniem NFZ. - Uprzedziliśmy naszych pacjentów SMS-em lub telefonicznie o zmianie sposobu realizacji wizyty. W tym samym czasie uruchomiliśmy telefoniczny wywiad przed ewentualnym przybyciem pacjenta do szpitala na zwykłą poradę bądź w celu hospitalizacji. Chcieliśmy w ten sposób ograniczyć ryzyko i zmniejszyć liczbę osób napływających codziennie do szpitala - tłumaczy Jakub Kraszewski, dyrektor UCK. Jego zdaniem teleporady są możliwe dzięki temu, że wszystkie informacje o pacjentach placówka gromadzi w systemie teleinformatycznym, a dodatkowym wsparciem są e-recepty i e-zwolnienia. Również skierowania na diagnostykę laboratoryjną i obrazową pacjenci UCK otrzymują w formie elektronicznej. 

To oraz przełożenie części mniej pilnych wizyt (z wyjątkiem onkologii i hematologii) pozwoliły UCK ograniczyć liczbę porad z 1400 do ok. 400 dziennie.

Konsultacja z psychiatrą na kwarantannie

Justyna ma 33 lata, jest psychiatrą i przebywa na kwarantannie domowej, bo jej koleżanka z oddziału w warszawskim szpitalu została zakażona koronawirusem. Na razie Justyna czuje się dobrze, a pacjentów przybywa bardzo szybko. Od tygodnia przyjmuje ich przez Skype'a. 

- Teoretycznie nie muszę fizycznie badać pacjenta, żeby go zdiagnozować, więc można pomyśleć, że w mojej specjalizacji zdalne porady będą łatwiejsze. Niektóre osoby, najczęściej te pracujące w korporacjach i przyzwyczajone do wideokonferencji, mówią, że to dla nich żadna różnica, albo nawet cieszą się, że nie muszą wychodzić z domów. Jednak ten kontakt jest zupełnie inny. Zgłasza się do nas dużo pacjentów, którzy kiedyś leczyli się psychiatrycznie, zdążyli odstawić leki, ale dzisiaj muszą do nich wrócić. Przyjmujemy dużo osób z problemami lękowymi i objawami obsesyjnymi: nadmiernym myciem rąk, nadmierną kontrolą czystości w domu. Albo panicznym lękiem przed kwarantanną i zamknięciem w domu. Podczas rozmów z takimi pacjentami muszę bardzo precyzyjnie zadawać pytania. Trochę słychać poziom lęku i napięcia w głosie, ale zdalny kontakt jest inny i dużo przez to tracimy - opowiada.