Gdyby JK Rowling miała pisać pierwszy tom przygód Harry'ego Pottera dziś, mogłaby umieścić Hogwart w tym uroczym kornwalijskim miasteczku. A konkretnie na Uniwersytecie w Falmouth, gdzie od czterech lat działa Games Academy. Jej studenci nie uczą się wprawdzie magicznych zaklęć i nie latają na miotłach, ale potrafią wymyślać i zaludniać całe światy.

Gosia Jaracz przeniosła się tam z Jasła, gdy miała 18 lat. - Poszłam do pracy, chciałam odłożyć trochę pieniędzy na studia w Polsce. Nie rozważałam edukacji za granicą, nie sądziłam, że mam jakiekolwiek szanse - opowiada. Dziś ma już licencjat Akademii Gier, a jesienią rozpocznie tam studia magisterskie. 

Gry w raju surferów

Dawniej port w Falmouth był ważnym punktem na mapie szlaków wodnych, co w połączeniu z piękną kornwalijską przyrodą przekonało króla Henryka VIII do postawienia tam w 1540 r. zamku. Stoi do dziś i jest jedną z największych atrakcji w regionie. Port stracił na znaczeniu i Falmouth żyje głównie z turystyki. Do 21-tysięcznego miasta ludzie przyjeżdżają na festiwale muzyczne oraz na plaże z porządnym wiatrem i falami. Życie tam jest znacznie tańsze i bardziej bezpieczne niż w Londynie, Manchesterze czy Liverpoolu.

Studenci Falmouth University deski surfingowe przynoszą ze sobą nawet na zajęciaStudenci Falmouth University deski surfingowe przynoszą ze sobą nawet na zajęcia fot. Joshua-James Cunliffe/ Falmouth University

Jednak wizerunek cichej brytyjskiej prowincji, żyjącej od sezonu do sezonu z surferów i miłośników natury to nie wszystko. Jest jeszcze Falmouth University, na którym uczą się studenci sztuk pięknych.

Od sztuk pięknych do rozrywki

Budynki uczelni znajdują się w Falmouth i sąsiednim Penryn. W głównym gmachu mieści się olbrzymia biblioteka, gdzie można wypożyczać nie tylko książki, ale i MacBooki. Wśród sal koncertowych i tanecznych znajdziemy studia fonograficzne i telewizyjne oraz pracownie dla projektantów mody i architektów. Falmouth University jest szkołą artystyczną kształcącą tancerzy, grafików, malarzy, ale również filmowców, fotografików i dziennikarzy. Falmouth School of Art otworzyła się w 1902 r., ale dopiero 110 lat później, decyzją brytyjskiego ministra szkolnictwa wyższego, została przekształcona w pełnoprawny uniwersytet. Do Falmouth zaczęło przyjeżdżać coraz więcej studentów i w 2015 r. uczelnia zainwestowała przeszło 2,4 mln euro w rozbudowę programu nauczania. Wtedy też powstała m.in. Akademia Gier, jedna z ważniejszych specjalizacji i prawdziwa wizytówka szkoły.

- Stawiają tam przede wszystkim na praktyczną naukę, dzięki czemu aż 96 proc. absolwentów znajduje pracę w ciągu sześciu miesięcy od ukończenia studiów - tłumaczy Magda Quinto z firmy Elab Education Laboratory, pomagającej młodzieży znaleźć wymarzoną uczelnię za granicą. Jedną z ambasadorek Akademii Gier została Gosia Jaracz z Jasła, którą można będzie spotkać 5 października w Warszawie podczas Elab Education Festival 2019.

Artystka od kompromisów

Najpierw pracowała w hotelu, potem znalazła pracę w uniwersyteckiej kafeterii. Tam rozmawiała ze studentami i wykładowcami i dowiedziała się, jak wygląda rekrutacja. - Zdecydowałam, że spróbuję - wspomina.

Od grafiki 3D przez business development po marketing gier. Falmouth University uczy kompleksowego tworzenia gier wideoOd grafiki 3D przez business development po marketing gier. Falmouth University uczy kompleksowego tworzenia gier wideo fot. Matt Jessop/ Falmouth University

Na początku widziała siebie na studiach finansowych, ale poszła na produkcję gier. - Stwierdziłam, że będę się nudziła na kierunku matematycznym. Anulowałam aplikację i odczekałam jeszcze rok. Już wtedy bardzo interesowałam się grafiką 3D. Przekonały mnie zajęcia zespołowe i współpraca z programistami, muzykami czy pisarzami.

Zaczynała jako grafik 3D, ale z czasem jej rola w zespołach się zmieniała. Stawały się one coraz bardziej interdyscyplinarne, pojawiało się coraz więcej napięć. Artyści chcieli, żeby gra wyglądała jak najładniej, a programiści, żeby działała jak najlepiej. Zdarzało się, że nie potrafili się porozumieć. - Dużo rozmawiałam z różnymi osobami i doprowadzałam do kompromisu. Poczułam, że to jest to i postanowiłam zarządzać projektami - opowiada.

Kto uczy magii?

Niczym w Hogwart, studenci w Falmouth pobierają nauki od doświadczonych magów. Uczy tam m.in. Rich Barham, który pracował przy „World of Warcraft”, „League of Legends” czy pierwszej edycji „Hitmana”. Był też członkiem zespołu, który tworzył europejski oddział firmy Blizzard. Równie imponujące portfolio ma inny wykładowca - Douglas Brown z przeszłością chociażby w Square Enix, gdzie pracował m.in. przy „Final Fantasy XII”.

Richard Milligan zajmował się animacją w serialu „Przystanek Dżungla” w brytyjskim oddziale Walt Disney Co. i pracował przy pełnometrażowym filmie „Moshi Monsters”. W Falmouth uczy tworzenia gier, efektów specjalnych i animacji. - Jestem jednym z tych ludzi, o których słyszałeś, że istnieją, ale nikt ich nigdy nie widział - śmieje się. I dodaje: - Uczymy, jak tworzyć gry i biznes. Każdy student przychodzi do nas z innego powodu. Jedni chcą robić gry z pasji, inni chcą na tym zarobić, każde podejście jest dobre. Dlatego uczymy również rozpisywania biznesplanu oraz rozpoznania rynku - tłumaczy Milligan, który jest również certyfikowanym ratownikiem, a także fotografem, tancerzem, muzykiem i trenuje sztuki walki.

Gra zespołowa

Na pierwszym roku studenci Akademii muszą stworzyć grę planszową: wymyślić reguły, opisać fabułę. Pierwsze błędy lepiej popełniać na prostych, tanich i analogowych przykładach, które nie wymagają kompetencji informatycznych. - Nauczyciele chcą nam pokazać, jak wyciągnąć z błędów naukę w przyszłości - tłumaczy Gosia.

Następnie studenci grają w swoje planszówki i wymieniają się uwagami o ich wadach i zaletach. To z kolei ma nauczyć ich przyjmowania krytyki i zgłaszania konstruktywnych uwag. Poza tym dowiadują się najprostszej prawdy o gamingu: gry to nie tylko spełnianie swoich pomysłów, trzeba umieć zainteresować nią innych.

Dopiero potem studenci pierwszego roku przystępują do krótkiej gry wideo. Temat jest przypadkowy: student losuje dwa wyrazy i na tej podstawie buduje fabułę, tytuł i głównych bohaterów.

Na drugim roku studenci zgłaszają wykładowcy nazwiska osób z pokrewnych wydziałów, z którymi chcieliby pracować nad kolejną grą. Co najmniej jedna z wybranych osób musi trafić do ich zespołu. Praca nad tytułem zajmuje cały rok.

Trzeci rok to dalsze poszerzanie drużyn. Studenci zapraszają do współpracy kolegów z innych kierunków, np. dźwiękowców do obróbki ścieżek audio, aktorów do podkładania głosów czy muzyków. Gra jest produktem osób o różnych specjalizacjach, dlatego umiejętność budowania interdyscyplinarnych ekip jest jedną z kluczowych kompetencji.

Co roku, tuż przed wakacjami, podczas wydarzenia „Show&Tell” odbywają się publicznie pokazy studenckich gier. Widzowie i przedstawiciele branży głosują na najlepszą z nich, a zwycięzca otrzymuje w nagrodę pieniężną.

 

Uniwersytet Falmouth pozwala studentom zachować prawa do swoich produkcji. Mogą więc pracować nad swoją grą po studiach albo wejść w partnerstwo z uniwersytetem. Latem studenci mogą korzystać z pomieszczeń i sprzętu uczelni, wykładowcy pomagają stworzyć pełny biznesplan i znaleźć inwestorów.

- Jeden zespół z mojego roku skorzystał z tego, potem założył firmę. Projekt nie został jednak ukończony, bo zdecydowali się kontynuować naukę na studiach magisterskich - mówi Gosia.

Magiczne czesne

W Falmouth nie ma prac magisterskich i znanej z polskich studiów obrony. System studiów przypomina raczej rodzime akademickie inkubatory przedsiębiorczości i nazywa się Launchpad. Studenci łączą się w zespoły współpracujące z partnerem uniwersytetu (m.in. BBC) i tworzą grę lub aplikację. Czasami pracują nad technologicznym rozwiązaniem albo problemem zgłoszonym przez partnerów. Każdy student studiów magisterskich dostaje wypłatę - ok. 1300 funtów miesięcznie.

Dla porównania: podczas studiów Gosia pracowała w dwóch miejscach na pół etatu, zarabiając maksymalnie 800 funtów.

- Sama magisterka trwa rok i jest bezpłatna. Czyli nic nie płacisz, to my płacimy tobie - zaznacza Richard Milligan. Nad projektem można pracować nawet po ukończeniu studiów, uczelnia może zatrudnić danego absolwenta. A jeżeli projekt powstaje na zlecenie konkretnego partnera, były student zostaje udziałowcem, o ile zgodzi się pozostać w Launchpadzie i na uczelni przez pięć lat. Uniwersytet nadal będzie traktował  taką osobę jako studenta, zachowane będą więc wszystkie ulgi, w tym mieszkaniowe.

Uniwersytet Falmouth nie jest dotowany przez rząd, utrzymuje się niemal w całości z opłat za czesne. Budżet uzupełniają też granty oraz dotacje od prywatnych inwestorów. Czesne za trzyletnie studia licencjackie dla osób z Unii Europejskiej wynosi ok. 10 tys. funtów, czyli blisko 47 tys. zł. Większość korzysta jednak z pożyczki przyznawanej przez rządową organizację Student Finance. Dług można zacząć spłacać np. dopiero gdy absolwent znajdzie pracę. W zależności od tego, czy dana osoba pracuje w jednym z krajów Europy Zachodniej, czy w Polsce, raty spłaca się od osiągnięcia poziomu zarobków (odpowiednio - ponad 2083 funtów miesięcznie lub ponad 4 tys. zł miesięcznie). Wówczas od nadwyżki z tej kwoty odliczane jest 9 proc. i przekazywane Student Finance. Jeśli jednak absolwent w ciągu 30 lat nie zacznie zarabiać więcej niż 4 tys. zł miesięcznie, kredyt zostanie anulowany.

Czego nie potrafią magicy? 

- Jesteście różnorodną i utalentowaną  grupą ludzi, którzy robią niezwykłe rzeczy. Jesteście wizjonerami, twórcami, wynalazcami i odkrywcami - powiedziała Gruba Dama z Gryffindor żegnając tegorocznych absolwentów. Grubą Damę w filmie „Harry Potter i więzień Azkabanu” zagrała Dawn French, która jest kanclerzem uczelni w Falmouth. Anglicy znają ją także z roli w serialu komediowym „French & Sauders”, za którą była wielokrotnie nominowana do nagrody BAFTA (brytyjski odpowiednik nagród Emmy). 

Uniwersytet w Falmouth jest wysoko w rankingu światowych uczelni. „Princeton Review” umieścił go w swoim zestawieniu w pierwszej dziesiątce uczelni, magazyn „Time” na 84. miejscu, a brytyjski „Guardian” na 54. pozycji. Absolwenci Akademii Gier pracują nad takimi tytułami jak „Little Big Planet” (ponad 4,5 mln sprzedanych kopii i nagroda Bafty), „Terraway, „Until Dawn” czy „Sea of Thieves”.

Czy jest coś, co im się nie udaje? Gosia Jaracz nie nauczyła się surfowania. Pokochała jednak SUP, czyli wiosłowanie na desce na stojąco.