Z szefową Instytutu Strelka spotykam się w barze, który też nazywa się Strelka. Warwara Mielnikowa to jedna z najbardziej wpływowych kobiet w rosyjskiej kulturze i urbanistyce. To rodzinne. Wybudowany przez jej ojca most zdobi rewers banknotu o nominale 5 tys. rubli. Warwara ma w barze swój stolik przy oknie z widokiem na rzekę Moskwa.

Dziwna szkoła

Po jednej stronie mamy rzekę. Po drugiej – stare, pomalowane na biało parterowe budynki z cegły. To garaże, w których stały kiedyś ciężarówki należące do fabryki czekolady Krasnyj Oktiabr, czyli Czerwony Październik. Fabryka nie działa od 12 lat, jej gmach mieści dziś biura, galerie i sale konferencyjne. Garaże zajął Instytut, którym kieruje Warwara, a niecałe 200 m dalej leży biuro firmy Strelka KB, która od kilku lat zmienia oblicza rosyjskich miast. Projektuje udogodnienia, pomaga układać plany zagospodarowania przestrzennego, przygotowuje koncepcje rewitalizacji ulic, parków i całych dzielnic. Strelka KB to biznesowa emanacja Instytutu Strelka, jego polisa ubezpieczeniowa i skarbiec. Dzięki niej Instytut może sobie pozwolić na kształcenie przez pół roku 30 studentów i wypłacanie im stypendiów w wysokość 500 euro miesięcznie. Może też pozwolić sobie na wykłady prof. Benjamina Brattona z Uniwersytetu Kalifornijskiego, socjologa i teoretyka designu. Albo Rema Koolhaasa, holenderskiego architekta i profesora Uniwersytetu Harvarda. Albo Lwa Manowicza, rosyjskiego teoretyka nowych mediów i wykładowcy City University of New York.

Strelka Institute. Miejsce, w którym opracowywana jest przyszłość miastStrelka Institute. Miejsce, w którym opracowywana jest przyszłość miast fot. Strelka Institute

Zastanawiam się nad tym, czym tak naprawdę jest Instytut Strelka. Uczelnią? Think tankiem? – Od samego naszego początku, czyli od 10 lat, słyszymy to pytanie regularnie. Jesteśmy prywatną placówką edukacyjną, mamy licencję resortu edukacji, ale nie składamy im programu nauczania i nie prowadzimy certyfikacji. Daje nam to nieskrępowaną wolność i nasi wykładowcy bardzo to sobie cenią – odpowiada Warwara.

Prestiżowy włoski magazyn „Domus” zaliczył Instytut Strelka do setki najlepszych szkół architektury i designu. Dookoła słyszę jego studentów, którzy właśnie wrócili z podróży nad Ural, gdzie oglądali przemysłowe krajobrazy Czelabińska i zastanawiali się nad skutkami robotyzacji pracy. Słychać angielski i rosyjski, ale urbaniści, architekci i projektanci są tu w mniejszości. Nicolay Bojadjiev, wykładowca w Instytucie Strelka, podkreśla, że coraz więcej do powiedzenia o przestrzeni miejskiej mają inne zawody. - Staramy się więc, żeby architekci, projektanci i urbaniści stanowili jedną trzecią rocznika. Kolejna jedna trzecia to przedstawiciele zawodów technicznych, czyli inżynierowie i programiści. Pozostali wywodzą się z nauk społecznych i są socjologami, historykami, a czasem dziennikarzami, których uważamy za specjalistów od projektowania komunikacji – tłumaczy Bojadjiev.

Wieczne studia

Wymieszane w ten sposób roczniki pracują w czteroosobowych zespołach nad projektami końcowymi. Jednak nie zawsze są to prace pisemne. To mogą być filmy albo plany zagospodarowania ulicy lub dzielnicy. W Instytucie nie ma też etatowych profesorów czy wykładowców. Strelka zatrudnia raczej kuratorów poszczególnych obszarów. I tak nad Ural studenci wybrali się z Liamem Youngiem, australijskim reżyserem i autorem „In the Robot Skies” – pierwszego filmu nakręconego wyłącznie z dronów.

- Nawet nie nazywamy naszych studentów „studentami”. Wolimy określenie „badacze”. Aplikują do nas, bo szukają nowych idei – podkreśla Bojadjiev. Według niego kluczową umiejętnością profesjonalisty w jakiejkolwiek dziedzinie jest sięganie po wiedzę i doświadczenie z innych dziedzin.

Zamiast stopni czy dyplomów Strelka chce dawać swoim „badaczom” umiejętność szybkiego sięgania po wiedzę i doświadczenie z innych dziedzin.

Większość z nas spędza na studiach pięć lat, zdobywając wiedzę, a przez resztę życia próbuje znaleźć dla niej praktyczne zastosowanie. Jednak coraz częściej specjaliści muszą się szkolić i zdobywać nowe kompetencje przez całe życie. Dlatego szefowie Strelki proponują spojrzeć na edukację jak na proces cykliczny – po zakończeniu studiów idziemy do pracy, ale po jakimś czasie wracamy na kolejne studia albo kursy, warsztaty czy szkolenia. Potem wracamy do pracy, a za jakiś czas wracamy do nauki czegoś nowego. Następnie sami prowadzimy warsztaty, na których spotykamy się z przedstawicielami innych dyscyplin, którzy chcą skorzystać z naszych umiejętności. Jest szansa, że później z uczestnikami tych kursów i warsztatów zrobimy coś razem.

Smoki i konceptualiści

To przydarzyło się włoskim architektom, którzy po powrocie z Moskwy w 2014 r. założyli własny butik projektowy - ^Studio. Jeden z nich, Giulio Margheri, absolwent architektury na Uniwersytecie we Florencji, obronił pracę na temat ponownego wykorzystania platform wiertniczych na Adriatyku. Inni założyli sieć przestrzeni co-workingowej Trust w Berlinie. – Nasi absolwenci sami próbują wymyślać dla siebie pracę – podsumowuje Bojadjiev.

Izabela Cichońska zajmowała się w Strelce organizacją przestrzeni w więzieniach i jej wpływem na skazanych. Jak sama tłumaczy, m.in. dlatego że jej dziadek zostawił po sobie 30 tomów pamiętników, w których była blisko pięcioletnia przerwa - ten czas dziadek spędził na zesłaniu na Syberii. Wkrótce po obronie pracy do Instytutu zwrócił się Timur Bekmambetow, znany z reżyserii m.in. filmu „Nocna straż”. Akurat pracował nad filmem fantasy „Smok”, tworzył fikcyjny świat i potrzebował architektów. Uczelnia poleciła Izabelę Cichońską i tak Polka wylądowała w ekipie speców od efektów wizualnych w studiu filmowym Bazelevs. Współtworzyła tam zmyśloną osadę w VIII wieku gdzieś na rosyjskiej północy oraz rajską wyspę na południu, na której mieszkał smok.

 

Ciekawy zbieg okoliczności: opiekunem Cichońskiej w Strelce był Kuba Snopek, który w zeszłym roku zdobył wyróżnienie w największym w Europie konkursie na aranżację przestrzeni publicznej - European Prize for Urban Public Space. Jego zespół zaprojektował scenę w parku w Dnieprze na Ukrainie. Snopek jest urbanistą i autorem książek o współczesnej architekturze. Wraz z Izabelą Cichońską badali budownictwo sakralne w Polsce po 1945 r. w ramach projektu pt. „Architektura VII dnia”. Snopek był jednym z pierwszych badaczy w Strelce, pracę obronił w 2011 r. W Polsce ukazała się ona jako książka pt. „Bielajewo. Zabytek przyszłości” opowiadająca o moskiewskim blokowisku skupiającym rosyjskich konceptualistów w latach 70. i 80.

Od oligarchy do mundialu

Strelka to również historia współczesnego rosyjskiego mecenatu. Pierwsze 5 mln dol. na szkołę wyłożyli Aleksander Mamut oraz Siergiej Adonjew. Pierwszy to jeden z najbogatszych Rosjan, współwłaściciel m.in. sieci brytyjskich księgarni Waterstone’s oraz rosyjskiej grupy mediowej Rambler. Jego majątek magazyn „Forbes” szacuje na 2,5 mld dol. Z kolei Sergiej Adonjew to właściciel sieci handlowej Yota, sponsor kampanii Ksenii Sobczak oraz członek rady opiekunów opozycyjnego wobec Kremla dziennika „Nowaja Gazieta”.

Obaj chcieli stworzyć miejsce, w którym wykształceni specjaliści będą uczyć się myślenia o mieście, co w Rosji z jej postradzieckim dziedzictwem jest szczególnie istotne. Ich pieniądze pozwoliły m.in. zmienić wystrój starych garaży z dawnej fabryki czekolady i wybudować Bar Strelka, który niejako zamknął podwórko Strelki od strony rzeki. Powstał w 2010 r., ale wygląda jak część starej fabryki. Również w środku został zaprojektowany tak, żeby sprawiał wrażenie lokalu działającego od dawna.

Jednak od 2017 r. Aleksander Mamut przestał finansować uczelnię (Adonjew wycofał się wcześniej). Dziś utrzymuje się ona wyłącznie z pieniędzy założonej w 2013 r. firmy doradczej Strelka KB. Sukces tej ostatniej to historia bliskiej współpracy z moskiewskim ratuszem. „Bez bliskich relacji z władzą dziś w Rosji rzadko udaje się biznes średniej wielkości” – skonstatował magazyn „Inc.”, opisując działalność Strelka KB. Pierwszym wielkim zleceniem, które powierzono firmie Strelka KB, była rewitalizacja Parku Gorkiego. To ten sam park, którego nazwa stała się tytułem hollywoodzkiego thrillera w 1983 r. W filmie to ponure miejsce, w którym milicja znajduje trupy ofiar KGB, ale w rzeczywistości nie było tak źle. Park Gorkiego, jak wiele innych radzieckich parków, podupadł w wyniku transformacji ustrojowej. Na jego terenie działały nielegalne punkty handlowe, wejście do parku było płatne.

Dziś to jedno z najpopularniejszych publicznych miejsc w Moskwie. Jego rewitalizacja była pierwszym poważnym projektem, nad którym pracował Instytut, ale dla Strelki KB pierwszym zleceniem było przeprowadzenie konkursu na rewitalizację parku Zariadie. To był pierwszy w Rosji międzynarodowy konkurs urbanistyczny, do którego zgłosiło się kilkaset firm. Przełomem był 2015 r., kiedy firma wygrała realizację wielkiego stołecznego  projektu pt. „Moja ulica”. Zapotrzebowanie na urządzanie miast rosło, bo zbliżał się mundial, i Strelka KB z tego skorzystała: według rosyjskiego rejestru spółek w 2015 r. wygrane przez nią przetargi państwowe dały jej 54,7 mln zł, a w  2016 r. - ok. 52,9 mln zł. Zeszły rok był znacznie chudszy, firma wygrała tylko trzy kontrakty o łącznej wartości 3,13 mln zł.

Przyszłości nie ma, proszę przyjść jutro

Przerwa obiadowa. Bar Strelka się zapełnia, robi się głośno, więc idziemy z Warwarą do jej gabinetu, który mieści się na antresoli w starych garażach Krasnego Oktiabria. Na podwórku mijamy gigantyczne drewniane schody prowadzące na dach baru z tarasem. Teraz siedzą na nich badacze z komputerami i kawą. W letnie wieczory Strelka ustawia na swoim podwórku scenę, a na tych schodach rozmieszczają się widzowie z całej Moskwy, którzy przychodzą na wykłady, filmy i spektakle.

Jak Instytut, który ciągle wymyśla przyszłe zawody, przyszłe przestrzenie publiczne i przyszłą edukację, myśli o własnej przyszłości? Może czas postawić na rzeczy bardziej użyteczne i dochodowe? Warwara zaprzecza i podkreśla, że Strelka nie bierze zleceń komercyjnych i nie zamierza.

Warwara Mielnikowa, dyrektor Strelka InstituteWarwara Mielnikowa, dyrektor Strelka Institute fot. Strelka Institute

A jak się zachowa, jeśli przyjdzie Google albo Facebook i będzie chciał zapłacić milion dolarów za kilkuletni projekt badawczy? Warwara bez wahania odpowiada, że najprawdopodobniej skieruje firmę do Strelki KB.

Potem robi dłuższą pauzę. – Według mnie ciekawsze jest wymyślanie teraźniejszości, przyszłość sama się stworzy. Nieustająco się zmieniamy, odtwarzamy siebie na nowo, a takie procesy fatalnie się projektuje za pomocą celów biznesowych, ograniczenie się do rzeczy praktycznych i użytecznych w tym też nie pomaga. Kiedyś mieliśmy badanie pt. „Wielka przyszłość” i do jego prezentacji wymyślaliśmy slogany. Mój ulubiony brzmiał: „przyszłości nie ma, proszę przyjść jutro” – opowiada szefowa.

Nietypowe uczelnie

  • Rodowód Instytutu Strelka przywodzi na myśl inne szkoły stworzone przez zamożnych, chcących zapisać się w historii nie tylko jako twórcy wielkich przedsiębiorstw. W takich miejscach nauka jest procesem mniej sformalizowanym i opartym na ciągłych eksperymentach i realizacji projektów w grupach.
  • Francuska Szkoła 42 jest prywatną szkołą bez opłat, nauczycieli i dyplomów. Jej uczniowie zakładają firmy i rozwijają produkty i usługi, a prawa do nich zachowują po zakończeniu szkoły. Szkoła 42 wystartowała w 2013 r. i do tej pory przeszło przez nią ponad 2,5 tys. studentów. Jej twórcą jest Xavier Niel, jeden z najbogatszych ludzi we Francji, którego majątek magazyn "Forbes" szacuje na 6,9 mld dol. Na 42 wyłożył dotąd kilkaset tysięcy euro.
  • Z kolei Piotr Voelkel, właściciel grupy Vox produkującej meble, założył School of Form, czyli wydział wzornictwa przemysłowego na SWPS. To klasyczna prywatna uczelnia, która oferuje studia licencjackie i podyplomowe i w tym sensie odbiega od idei kształcenia, na której powstał Instytut Strelka. Jednak podobnie jak inne nowoczesne szkoły stawia na eksperymentowanie i łączenie różnych dyscyplin, czyli projektowania i humanistyki. Jej studenci uczą się aranżacji wnętrz, projektowania usług, projektowania doświadczeń czy kodowania. Szkoła zaczynała w Poznaniu w 2011 r. i rozrosła się na tyle, że w przyszłym roku całkowicie przeprowadzi się do Warszawy.