Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Europejski Instytut Innowacji i Technologii (EIT) zebrał w stolicy Węgier początkujące projekty technologiczne. Ta niezależna jednostka Unii Europejskiej celebruje 10 lat swojej działalności, ale cel ma nadal ten sam - wzmocnienie zdolności innowacyjnych Starego Kontynentu i wspieranie przedsiębiorców. A tych w Budapeszcie nie zabrakło. 

Płuco w plecaku

Firma Enmodes powstała siedem lat temu i zdążyła wyrobić sobie markę na arenie międzynarodowej jako uznany producent urządzeń biomedycznych. Od trzech lat pracuje nad nowym projektem, którym kieruje dr Tim Kaufmann. Uśmiechnięty trzydziestolatek na co dzień pracuje na Uniwersytecie w Aachen w Akwizgranie, gdy ze mną rozmawia, do uprzęży do noszenia dzieci podczepione ma przenośne płuco.

- Największą bolączką osób chorujących na płuca jest brak mobilności. Masz do wyboru: leżeć podpięty do aparatury albo wozić ją za sobą - tłumaczy.

Urządzenie, które wisi u boku uprzęży, nazywa się RAS-Q, choć Tim mówi, że znacznie bardziej chwytliwe i zrozumiałe jest "płuco w plecaku". Trudno się nie zgodzić. Przenośne narządy tego typu nie są nowością na rynku, ale propozycja Enmodes ma być najmniejszą i najlżejszą z dostępnych na rynku. - Pracujemy ciągle nad mocowaniem, bo uprząż dla dzieci nie wygląda najbardziej efektownie - tłumaczy Kaufmann. Koszt "płuca w plecaku" to 20 tys. euro za urządzenie. Dla porównania: miesięczna kuracja pacjenta w niemieckim szpitalu wynosi 25 tys. euro miesięcznie.

Z podobnym urządzeniem porusza się ich laboratoryjna owca, która straciła płuco w wypadku. Dziś jest w stanie funkcjonować w miarę normalnie.

Najbliższe plany na przyszłość? - Doprowadzenie do końca wszystkich procesów regulacyjnych w Europie i ekspansja na rynki azjatyckie oraz amerykańskie - opowiada Tim.

Czy wiesz, co jesz?

- Zdarzyło mi się, że kupiłam rybę w supermarkecie, która później okazała się zupełnie innym gatunkiem niż ten z etykiety. To dało mi do myślenia - mówi Isabel Hoffmann, założycielka firmy Tellspec. Cel ma jeden: być pewnym, czy to, co ląduje na naszym talerzu, jest zdrowe.

Posłużą do tego niewielki skaner, aplikacja mobilna i tysiące danych w chmurze. Wystarczy przyłożyć czujnik do produktu, ten zostanie poddany analizie, algorytm ustali wszystkie dane, po czym prześle je na nasz telefon. Można go stosować zarówno na gotowej żywności, jak i przez szkło w sklepowej ladzie lub przez opakowanie.

Raport, który otrzymujemy, jest szeroki: od zawartości tłuszczów, cukrów oraz soli po występowanie alergenów, glutenu, rtęci czy substancji zaczynających się od oznaczeń literką E. Dane pobrane przez urządzenie są zbierane, przez co ich baza ciągle rośnie.

Ale Tellspec potrafi nie tylko ostrzec przed niechcianymi elementami w naszej żywności. Pomoże również przy dietach czy ograniczeniu kalorii.

Samo urządzenie jest niewielkie, waży zaledwie 136 gramów i jest mniejsze od przeciętnego smartfona. Jego koszt to 1450 dol. Aplikacje działające ze skanerem są bezpłatne.

 

Alzheimer w rozszerzonej rzeczywistości

Czy aplikacja może wykryć symptomy choroby Alzheimera? - Prace nad nią trwają od 12 lat i za chwilę może być przepisywana przez lekarza, więc powiedziałbym, że tak - mówi Ioannis Tarnanas, szef firmy Altoida.

Sama aplikacja to zbiór prostych gier wykorzystujących rozszerzoną rzeczywistość i polegających na umieszczaniu lub odnajdywaniu obiektów w naszym codziennym otoczeniu. Całość połączona jest z rozległą bazą danych na bieżąco aktualizowaną.

 

- Wyniki przebadanych dotychczas 4 tys. pacjentów prezentują się obiecująco i zaliczają 94 proc. wykrywalności choroby Alzheimera - chwali się Tarnanas. Altoida została już uznana przez Amerykańską Agencję Żywności i Leków za urządzenie klasy medycznej. Obecnie aplikacja czeka na podobną certyfikację w Europie.

- Naszym celem jest odkrycie pierwszych symptomów poznawczych choroby przed wystąpieniem objawów klinicznych - mówi Tarnanas. Sama aplikacja nie jest jeszcze dostępna dla każdego, ale jej twórcy liczą na to, że pojawi się na w Apple Storze w przyszłym roku.

Co poprawić po dekadzie?

EIT obchodzi w tym roku swoje dziesiąte urodziny. Celebracja nie mogła się obyć bez podsumowań, podczas których organizacja chwaliła się zebraniem ponad 890 milionów euro na wszystkie wspierane inwestycje, utworzeniem przeszło 6 tys. miejsc pracy, a także wsparciem dla 640 produktów stworzonych przez start-upy.

Jednym z gości był Tibor Navracsics, członek Parlamentu Europejskiego, który zajmuje się edukacją oraz kulturą młodzieży i sportu. Jak sam podkreśla, z EIT jest związany od samego początku i aktywnie wspiera działalność organizacji. Celem organizacji jest poprawa konkurencyjności europejskich start-upów. Navracsics uważa, że są na dobrej drodze do osiągnięcia celu, ale pewne rzeczy wymagają jeszcze poprawy. 

 - Dopracować trzeba przede wszystkim dostosowanie się do zasad panujących na rynku. Niezbędne jest również przyspieszenie procesu wdrażania innowacji na rynek. Znacznie więcej można również zdziałać na linii edukacja - EIT. Pierwsze kroki już zostały postawione we wspieraniu europejskich uniwersytetów, ale wierzę, że za chwilę będzie ich więcej - wylicza Navracsics.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.