Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Joanna Sosnowska: Twierdzi pan, że to pralka, a nie internet, była największym wynalazkiem XX wieku.

*Ha-Joon Chang: Pralka pojawiła się na rynku 100 lat temu, a internet zaledwie 25 lat temu. Pralka miała więc dużo więcej czasu na wywieranie wpływu na świat niż internet.

Ale gdy została wynaleziona i zaczęła się upowszechniać, wywarła gigantyczny wpływ na społeczeństwo. Zrewolucjonizowała sposób, w jaki kobiety wykonywały prace domowe. Oddała im czas wolny, więc mogły masowo podejmować pracę, mieć własne dochody i zyskały większą niezależność. A to zmieniło siły społeczne.

W krajach bogatych.

Często nie dostrzegamy podobnych przemian. Myślimy, że zmiany, które dokonują się na naszych oczach, są najważniejsze, przez co brakuje nam perspektywy. Statki skróciły podróż z Europy do USA z trzech miesięcy do dwóch tygodni - to niesamowity postęp. Dziś mamy szybkie samoloty, które z jednego końca świata na drugi pozwalają nam lecieć 14 zamiast 16 godzin. To oczywiście zmiana na lepsze, ale w kontekście poprawy jakości życia nie jest aż tak duża. Pralka zmieniła społeczeństwo. Internet i smartfony - na razie nie. Co prawda warto wrócić do tego zagadnienia za 100 lat i sprawdzić, jak sytuacja się potoczyła.

Ale przecież dziś to internet i smartfon zmieniają sposób, w jaki się zachowujemy. A to jeden z wyznaczników innowacyjności.

Internet i smartfon to wspaniałe rozwiązania i nie mam zamiaru ich deprecjonować. Ale większość zmian, które zachodzą dzięki tym wynalazkom, jest ograniczona. Szybkość dostępu do danych, rozrywka, handel - te obszary zmieniły się kompletnie dzięki dostępowi do internetu. Ale pozostają jeszcze takie dziedziny jak produkcja czy przemysł. W ciągu ostatnich 1500 lat było więcej technologicznych innowacji, które wywarły na nas większy wpływ niż jakiekolwiek współczesne wynalazki.

To co było najważniejszym wynalazkiem ostatnich 1500 lat?

Moim zdaniem silnik parowy. W porównaniu do tego internet nie wydaje się aż taki ważny. Co więcej - wynalezienie komputera było istotniejsze niż wynalezienie internetu. Maszyna parowa była istotniejsza niż samolot czy Amazon. Nowe rzeczy wydają nam się innowacyjne tylko dlatego, że zaakceptowaliśmy już wynalazki z przeszłości.

Wiele nowych rozwiązań, np. takich jak Uber, możliwych było nie tylko z powodu rozwoju technologii, a przede wszystkim dlatego, że wiele krajów rozluźniło swoje prawo pracy i umożliwiło jednoosobową działalność gospodarczą. Jednym z powodów, dla których handel zmienił się tak bardzo, jest to, że kierowcy jeżdżący z dostawami sami pokrywają koszty za swoje nieobecności spowodowane np. chorobą. Bez tych ludzi firmy internetowe nie byłyby tak rentowne.

Wielu inwestuje w kryptowaluty, licząc na milionowy zwrot. Co pan im doradzi jako ekonomista?

Zróbmy krok do tyłu - waluta nie ma wartości.

Bo jest oparta na wierze?

W Mikronezji jest wyspa, na której walutą są wielkie kamienie. Tak duże, że nie da się ich unieść. A mimo tego rozwijał się tam handel, bo wszyscy powszechnie wierzyli, że kamienie stanowią walutę. “Za trzema wzgórzami pod drzewem jest mój kamień. Wymienię go za trzy krowy”. Były czasy, gdy np. Argentyna przeżywała wielki kryzys finansowy - padały banki, więc ludzie przenieśli się na inną, lokalną walutę. Określone miasto mogło mieć własną i dopóki wszyscy mieszkańcy zgadzali się, że to pieniądze, wszystko działało. Z kryptowalutami jest obecnie podobnie. Ludzie, którzy je emitują, są w stanie przekonać innych, że ten nowy byt to pieniądze. Ktoś kupuje je za duże kwoty, jeszcze inni wymieniają za towary. I dopóki tak to działa, nie ma problemu. Ludzie ze skłonnościami liberalnymi uważają, że jest to świetna sprawa, bo taka waluta redukuje centralny nadzór państwa.

Czy na dłuższą metę bez kontroli państwa nie ma stabilności finansowej?

Do XIX w. każde państwo samo biło własną monetę, ale w żadnym kraju nie było banku centralnego. W efekcie często występowały kryzysy finansowe - wystarczyło, że jakiś bank niezbyt rozsądnie gospodarował pieniędzmi. Dochodziło do kryzysu, ludzie wypłacali swoje pieniądze w obawie przed ich utratą, panika się rozszerzała, więc inni wyciągali pieniądze z innych banków. Dziś w podobnej sytuacji banki mogą liczyć na wsparcie banków centralnych, które wkraczają do akcji i pożyczają pieniądze (oczywiście na wysoki procent). Dlatego bankructwa banków są znacznie rzadsze. Bank centralny jest w stanie zasilić gotówką te podmioty, których upadek może zagrozić gospodarce.

Za ostatni kryzys gospodarczy odpowiadają nadmiernie skomplikowane narzędzia finansowe, które nie były wystarczająco sprawdzone. Przykład: medycyna. Nie można wymyślić i wyprodukować jakiegoś lekarstwa, a następnego dnia wprowadzić go na rynek. Trzeba je przebadać klinicznie i mieć potwierdzenie, że to naprawdę działa. Ten sam mechanizm powinien być stosowany do narzędzi finansowych. Leki można naprawdę łatwo wyprodukować, tak samo jak nowe rozwiązania finansowe. Ale leki podlegają ścisłej regulacji, a algorytmy finansowe już nie.

Gdybyśmy w 2008 r. operowali wyłącznie kryptowalutami - udałoby się uniknąć kryzysu?

W momencie, w którym waluta jest zdecentralizowana, nie ma mechanizmu, który mógłby hamować panikę na rynkach. Jeśli kryptowaluty przejmą rolę tradycyjnych pieniędzy, wszyscy zapłacimy wysoką cenę. Nie można o kryptowalucie myśleć wyłącznie w kontekście interesów niewielkich grup osób. Wyobraźmy sobie, że 5 mln ludzi na świecie uwierzy, że kryptowaluta jest walutą, potem rynek się załamie i znów staniemy na krawędzi kryzysu finansowego. W 1844 r. Wielka Brytania, a potem wszystkie inne kraje wprowadziły instytucję banku centralnego. Do tamtej pory państwa pozbawione tej instytucji miały tylko jeden organ finansowy, ale po wielu kryzysach wszystkie wprowadziły bank centralny. Upowszechnienie kryptowaluty jest powrotem do XIX w., kiedy każdy mógł wprowadzać własną walutę.

Czyli potrzebujemy regulacji.

Oczywiście, że tak. Każda decyzja którą podejmujemy dokonywana jest z indywidualnego punktu widzenia, to zupełnie normalne. Ale nie każda taka decyzja jest dobra z punktu widzenia społeczeństwa. Musi istnieć jakiś rodzaj porozumienia społecznego, który będzie brał pod uwagę dobro całości. I są to regulacje rządowe.

*Ha-Joon Chang - koreański ekonomista, obecnie wykłada na Uniwersytecie w Cambridge, autor wielu książek o makroekonomii, w tym "Źli Samarytanie. Mit wolnego handlu i tajna historia kapitalizmu" czy "23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie". W 2013 r. magazyn Prospect uznał Changa za jednego z 20 "największych myślicieli świata".

Książki Ha-Joon Changa są dostępne w formie ebooków w Publio.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.