Centrum Dialogu „Przełomy” zdobywa nagrodę za nagrodą. Oddział Muzeum Narodowego w Szczecinie poświęcony historii najnowszej miasta to częściowo podziemny pawilon wraz z falującym placem na jego dachu. Lokalizacja muzeum jest szczególna – tu, na placu Solidarności, w grudniu 1970 roku doszło do masakry robotników.

W swoim projekcie Robert Konieczny odniósł się też do dawniejszej historii tego fragmentu śródmieścia Szczecina. Przed wojną nie było tu placu, lecz była gęsta zabudowa kwartałowa, pełna eleganckich kamienic z monumentalnym gmachem Konzerthausu. W czasie alianckich nalotów okolice filharmonii przemieniły się w morze ruin. W PRL-u nowe władze postanowiły nie zabudowywać okolicy. Tak powstał niby-plac. Konieczny postanowił zszyć ranę zadaną tkance miejskiej przez II wojnę światową. Plac jest tam, gdzie był najbardziej potrzebny – przed filharmonią oraz pobliskim kościołem, dla których stanowi przedpole. Wypiętrza się natomiast w przeciwnych narożnikach – jedno wzniesienie skrywa właściwe muzeum, drugie jest sztuczną górką separującą plac od ruchliwego skrzyżowania.

W trakcie ogłoszenia wyników konkursu na Najlepszy Budynek Świata 2016 Roku przewodniczący jury WAF sir David Chipperfield powiedział: „Szczecińskie muzeum to projekt, który odnosi się do przeszłości w sposób optymistyczny, poetycki i pełen wyobraźni”.

Projekt Roberta Koniecznego z prestiżową nagrodą

Wieczny student

Robert Konieczny w młodości wcale nie chciał zostać architektem. Wolał grać na gitarze i szwendać się po hałdach. A tych nie brakowało w Rudzie Śląskiej, górniczym mieście, w którym spędził pierwsze dziewięć lat życia. Mieszkał wtedy w wielopokoleniowym domu z rodzicami i dziadkami. Wspomina ten czas jako totalną wolność. Nauka przychodziła mu łatwo, więc się do niej nie przykładał, w liceum miał nawet spore zaległości. Z tamtego czasu zapamiętał jedno architektoniczne uniesienie – był na projekcji „Gwiezdnych wojen” w hali katowickiego Spodka. Kosmiczne krążowniki latające na wielkim ekranie w równie kosmicznej sali zrobiły na nim do dziś niezatarte wrażenie.

Studia na Wydziale Architektury Politechniki Śląskiej w Gliwicach rozpoczął w przełomowym 1989 roku. Przygoda z tym wydziałem miała dla niego trwać całą dekadę. – Robert przykładał się tylko do tych przedmiotów, które go interesowały. Z rysunku czy projektowania miał najwyższe noty, natomiast totalnie ignorował przedmioty branżowe, z których nie tylko nie zdobywał zaliczeń, ale nawet nie chodził na te zajęcia – wspomina Oskar Grąbczewski, kolega Koniecznego ze studiów, dziś także uznany katowicki architekt.

O niezależności Koniecznego krążą legendy. Nie tylko za nic miał reguły uczelni, ale też opinie profesorów o tym, co robił. – Podczas konsultacji jednego z pierwszych poważniejszych projektów prowadzący zaczął szkicować na projekcie Roberta, coś tam dodawać, mówiąc: „Niech się pan nad tym zastanowi”. Robert odczekał sekundę i odpowiedział: „Zastanowiłem się. Zostaje, jak jest”. Od początku wiedział, czego chce – opowiada Grąbczewski.

Pokolenie Koniecznego wchodzące w zawód w latach 90. składało się z takiej liczby ciekawych indywidualności, że zaczęto nawet mówić o fenomenie śląskiej szkoły architektury. Studenci zgarniali nagrody w konkursach nie tylko w Polsce, ale także na świecie. Potem zakładali własne pracownie i budowali jedne z najciekawszych budynków w Polsce. Kolegami Roberta są m.in. Jan Kubec, który zaprojektował krajobrazowe Centrum Nauki „Kopernik” w Warszawie, czy Łukasz Zagała i Przemo Łukasik, założyciele bytomskiej pracowni Medusa Group, znani z racjonalnych i minimalistycznych budynków, obecnie budują drapacz chmur koło Spodka w Katowicach.

– Byliśmy pod wielkim wpływem naszych nauczycieli – Andrzeja Dudy i Henryka Zubla, którzy kształcili się w Berlage Institute w Amsterdamie. Przywieźli z Holandii nowe idee, powtarzali nam, że architektura jest intelektualną grą. Zaszczepili w nas chęć przygody i eksperymentowania – wspomina Grąbczewski.

Holenderski racjonalizm trafił na Górnym Śląsku na podatny grunt. Przemysłowy region, wolny od ciężaru tradycji i historii, nastawiony od zawsze na technologiczny postęp, był otwarty na innowacyjność. – My nie mieliśmy tylu zleceń co koledzy z Warszawy. Za to mieliśmy sporo czasu na startowanie w konkursach i intelektualne dyskusje – dodaje Grąbczewski.

– Staraliśmy się wpoić studentom, że architekt nie jest estetyzującym designerem, ale inżynierem. Forma nie ma znaczenia – ważne jest tworzenie mechanizmów, które kształtują przestrzeń – wyjaśnia Andrzej Duda, profesor projektowania na gliwickim wydziale.

Konieczny rzucił się w wir robienia zagranicznych konkursów studenckich. W różnych konfiguracjach osobowych. Tak przyszły pierwsze sukcesy i międzynarodowe wyróżnienia. Zawsze jednak okupione nieprzespanymi nocami czy gonitwą na pocztę, bo wówczas data stempla pocztowego decydowała o terminowym wysłaniu pracy.

W trakcie studiów Robert poznaje Marlenę Wolnik, która stanie się najpierw jego partnerką projektową, potem dziewczyną, a w końcu żoną. Razem stworzą projekt szklanego mostu w Weronie, który był zarazem wirtualnym muzeum. Dzięki niemu dostali zaproszenie na stypendium w New Jersey. Tam stworzyli koncept przebudowy Wyspy Gubernatora obok Manhattanu. Wśród Amerykanów wywołał on poruszenie – śląscy studenci zaproponowali muzeum historii, które miało pokazywać przeszłość za pomocą najnowszych technologii: laserów wyświetlających obrazy na sztucznej mgle.

Arka Roberta Koniecznego najlepszym domem świata

KWK Promes

Sukcesy ośmielają ich do założenia własnego biura. Jest 1999 rok, Konieczny po dekadzie wreszcie skończył studia i uzyskał tytuł architekta.

– Nie chciałem, żeby nazwa pracowni była jakaś specjalna, bo jak kiedyś zakładałem zespół muzyczny, tak długo deliberowaliśmy z kumplami nad tym, jak się nazwać, że w końcu nic z tego nie wyszło. Aby nie zapeszyć, nazwą biura miała być pierwsza, która nam przyjdzie do głowy – wspomina architekt. Tak powstało KWK Promes, pracownia, którą prowadzi od 17 lat. Pierwszy człon nazwy pochodzi od nazwisk założycieli: Roberta Koniecznego i Marleny Wolnik-Konieczny. Skojarzenie ze skrótem kopalni węgla kamiennego było jak najbardziej na miejscu. Drugi człon nazwy jest, jak mówi sam architekt, „trochę od czapy”, ale zawiera inicjały imion projektantów oraz rodziców Koniecznego, którzy ich wówczas mocno wspierali.

Pierwsza realizacja KWK Promes – Dom Trójkątny – od razu okazała się sukcesem. Budynek zdobył nagrodę Architektury Roku Województwa Śląskiego 2001.

To były jednak ciężkie czasy dla młodych architektów. Zleceń jak na lekarstwo. Choć projektują kolejne domy, ich perfekcjonizm i długi czas realizacji budynków nie przekładają się na finansowe profity. Konieczny wspomina, że brakowało mu pieniędzy na paliwo. Biuro przenieśli do sutereny domu teściów w Rybniku – pomieszczenie było nieogrzewane, ale przynajmniej za darmo. Mało kto by się wówczas domyślił, w jakich warunkach pracuje jeden z najgorętszych duetów architektonicznych. Bo o projektach Roberta i Marleny już rozpisywała się prasa. W najgłośniejszym po 1989 roku konkursie architektonicznym – na Świątynię Opatrzności Bożej – zajęli trzecie miejsce, kościołem tak prostym i abstrakcyjnym, że wywołali sporo dyskusji wśród architektów i hierarchów Kościoła.

Te publikacje spowodowały, że zaczęli do nich przychodzić coraz bardziej majętni klienci. Pewnego razu pod dom w Rybniku zajechało porsche carrera. Inwestora nie zraziła pracownia w piwnicy. Zamówił projekt willi, późniejszego Domu Aatrialnego, który okazał się pierwszym światowym sukcesem pracowni. Już bez Marleny, która wyjechała do Irlandii. Rozwód przypieczętował rozpad architektonicznego duetu.

Dom, który powstał pod Opolem, był zjawiskowy. – Budynki Koniecznego nie są zwykłym zbiorem pomieszczeń czy form, za nimi zawsze stoją jakieś mocne i klarowne idee. Każdy projekt Roberta ma podbudowę teoretyczną. W Domu Aatrialnym odwrócił porządek domu atrialnego, jakby go przenicował – opowiada Duda.

W klasycznym domu atrialnym wchodzi się od zewnątrz, a w środku domu jest patio. Konieczny zrobił inaczej, do domu wchodzi się przez wewnętrzne atrium, bo droga biegnie w wykopie pod domem. Wszystko po to, by otwierał się on bez przeszkód na ogród, a ten nie kolidował z dojazdem na działkę od południowej strony. Nowatorskość koncepcji została doceniona – w 2006 roku budynek zdobył tytuł Najlepszego Domu Świata w konkursie WAN Awards.

Po tej nagrodzie rozpętała się burza medialna. O Koniecznym mówiły wszystkie gazety i telewizje. – Dzięki Robertowi architektura zaczęła być w Polsce doceniana w zwykłych codziennych mediach, wręcz stała się modna. To też zasługa jego osobowości – jest otwarty i bezpośredni, potrafi mówić o architekturze w prosty i ciekawy sposób, bez naszego zawodowego żargonu – przekonuje Ewa P. Porębska, redaktorka naczelna miesięcznika „Architektura-Murator”.

Medialna rozpoznawalność przełożyła się na nowe zlecenia dla KWK Promes. Skończyło się wreszcie siedem chudych lat.

Dobry z niego psycholog

Choć architektura Koniecznego jest wymagająca, to nigdy nie ma problemów z przekonaniem inwestorów do swoich idei. – Nawet tak dziwne na pozór pomysły jak długi tunel w Domu Autorodzinnym znajduje zrozumienie u jego klientów. Robert po prostu racjonalnie tłumaczy, skąd się wziął pomysł, pokazuje go na diagramach. Dobry koncept jest jak algorytm, który rozwiązuje wszystkie inne problemy – wyjaśnia Duda.

Oskar Grąbczewski mówi, że Konieczny to trochę czarodziej, bo nawet najbardziej niezwykły pomysł jest w stanie sprzedać klientom. – Przekonywanie inwestorów do swojego projektu to umiejętność, której nie uczą nas w szkole. Architekt musi być po trosze psychologiem, żeby udało mu się trafić w potrzeby klienta. I Robert to potrafi jak nikt inny – przekonuje Grąbczewski.

Pan Sławomir, mecenas z Warszawy, właśnie kończy budowę domu w Wilanowie projektu KWK Promes. Główne oczekiwania inwestora dotyczyły słońca. – W naszej szerokości geograficznej jest go tak mało, że chciałem, aby dom łapał światło dzienne o każdej możliwej porze. Po blisko trzech miesiącach Robert pokazał nam koncepcję domu. Spełnił nasze założenie, ale w zupełnie inny sposób, niż to sobie wyobrażałem. To dom, który się porusza, podąża za słońcem. Jak zobaczyliśmy z żoną ten pomysł, to nam opadły szczęki – wspomina mecenas.

Dom Kwadrantowy z ruchomym salonem to najnowszy projekt Koniecznego, jeszcze nigdzie niepublikowany. Dla inwestora pomysł był tak odważny, że zastanawiał się, czy to w ogóle da się zbudować. – Wybraliśmy Koniecznego, bo to nie tylko świetny architekt, ale także znakomity budowniczy. Jego poprzednie domy zawierały mnóstwo nowinek technologicznych, a jednak udało mu się je zrealizować. Wiedzieliśmy, że i ten projekt da radę zbudować – wyjaśnia mecenas.

Cena architektury

– Realizacja tak odważnej wizji sporo kosztuje – zdradza inwestor Domu Kwadrantowego. Zaraz jednak dodaje, że po raz pierwszy z taką przyjemnością wydawał duże sumy. – Nie żałuję żadnej złotówki wydanej na tę budowę, bo tu wszystko jest nieszablonowe, a zarazem zaprojektowane pod nasze oczekiwania – mówi.

Konieczny ma na koncie sporo luksusowych willi, ale żadna z nich nie epatuje bogactwem kamiennych okładzin czy złota. Ich luksus polega na unikatowości wizji, dużych przestrzeniach czy ogromnych przeszkleniach.

Potrafi też pracować przy mniejszych budżetach. Dla rodziców i babci zaprojektował skromny Dom z Kapsułą, który stanął w Rudzie Śląskiej. Budynek jest dostosowany do potrzeb starszych ludzi – nie ma żadnych schodów i progów. Parterowy dom otwiera się na ogród, jego centrum zajmuje obita sklejką obła bryła – tytułowa kapsuła. Serce budynku, podobnie jak w starych śląskich familokach, stanowi kuchnia z dużym stołem jadalnym. Aby mama nie musiała za dużo sprzątać, syn zaprojektował jej gładką podłogę z żywicy epoksydowej, łatwą do wycierania. Do tego wszystkie szafki są zabudowane w ścianach, żeby nie trzeba było ścierać kurzu. Wielkie okna nie mają firan, więc mieszkańcy widzą otoczenie, ale i sami są na widoku. – Przywykliśmy już do ciekawskich spojrzeń. Pierwsze lata to były ciągłe wycieczki pod domem. Przyjeżdżały też media, bo dom dostawał nagrody. Nawet Lech Majewski nakręcił tu parę scen do swojego filmu „Krew poety” – opowiada Elwira Konieczny, matka architekta.

Budynek autorstwa Roberta Koniecznego najlepszą przestrzenią publiczną w Europie

Nigdy nie odpuszczać!

Szczeciński CDP był największą batalią Koniecznego. Ten projekt miał od początku pod górkę. Gdy w 2009 roku odbył się konkurs architektoniczny na gmach muzeum, KWK Promes wysłało koncepcję częściowo łamiącą warunki konkursowe. Zamiast budynku i najbliższego otoczenia śląscy architekci zaprojektowali cały plac, wychodząc daleko poza ramy opracowania. Uważali, że nie można traktować fragmentarycznie ważnej przestrzeni w mieście. Szczęśliwie jury podzieliło ich zdanie i przyznało im pierwszą nagrodę. Niestety, ponad dwa razy większy zakres prac projektowych nie zyskał większego budżetu. – Dziś mówi się tylko o sukcesach CDP, ale dla mnie była to jedna wielka walka o każdy aspekt tego projektu – wspomina Konieczny.

Zaczęło się od niskiego budżetu muzeum. Potem pojawił się pomysł, by realizować muzeum i plac w dwóch etapach. – To jakby produkować najpierw jedną połowę samochodu, potem drugą. To było nielogiczne i szkodliwe dla jakości przestrzeni – opowiada architekt. Problemy się piętrzyły. Konieczny non stop jeździł na trasie Katowice – Szczecin. – Każda zmiana wymagała od nas słania setek pism. Przy prywatnej inwestycji zawsze wygrywa zdrowy rozsądek, przy publicznych musisz stoczyć batalię z biurokratyczną machiną – opowiada Konieczny.

Kilka lat ciągłego jeżdżenia do Szczecina to setki godzin za kółkiem, zajechany samochód, dziesiątki nieprzespanych nocy. – Ludzie mówią, że po tym projekcie się postarzałem, ale w tym samym czasie budowałem swój dom, Arkę w Brennej. Żyłem w rozjazdach i nieustającym stresie – wspomina architekt.

Nawet posadzka placu w Szczecinie wywoływała kontrowersje. Miasto nie chciało, by po placu, na którym stoi pomnik pomordowanych robotników, jeździli skejci. Miał być pokryty brukiem. – A my chcieliśmy placu otwartego dla wszystkich, nie tylko dla kombatantów, którzy przychodzą tam głównie na rocznice, ale także przestrzeni dla młodych. Pokrycie placu udało nam się zmienić dopiero wtedy, gdy szczecińska prasa zaczęła krytykować miejskie inwestycje z krzywym brukiem, na którym łamią się szpilki – wspomina Konieczny. I tak na placu pojawiły się betonowe płyty. Ale gdy na falującym dachu zaczęli jeździć deskorolkarze i ludzie na rowerach, miasto powiesiło regulamin zakazujący wszelkich sportów. – Robert temu się sprzeciwiał. To typ architekta, który chce mieć też wpływ na funkcjonowanie budynku, na to, by powstało miejsce żywe i przyjazne dla ludzi – wyjaśnia Ewa Porębska. Gdy na placu odbyła się gala z racji przyznania CDP tytułu Najlepszej Przestrzeni Publicznej w Europie, Konieczny wjechał na scenę na rolkach i w ten sposób wręczył statuetkę marszałkowi województwa. W końcu restrykcyjny regulamin zmieniono i dziś po placu śmigają rowerzyści i rolkarze.

Robert Konieczny stworzył najlepszy budynek świata [ZDJĘCIA]

Wiecznie młody

Rem Koolhaas, jeden z najważniejszych współczesnych architektów i teoretyków architektury na świecie, jest po siedemdziesiątce. Frank Gehry, który buduje dziś na kilku kontynentach naraz, ma blisko 90 lat. W skali zawodu architekta 47-letni Konieczny jest młodzieniaszkiem.

– Te ostatnie nagrody mogą być dla Roberta przepustką do międzynarodowej kariery – prorokuje Porębska. – Z wiekiem większość architektów ugina się pod ciężarem rzeczywistości, podporządkowuje się rynkowi – mówi Duda. A Robert nie – duchem jest ciągle młody.