... to hasło dotyczące branży OZE, którym posługuje się Krzysztof Dziaduszyński - członek zarządu firmy ESOLEO. Przekonuje, że moc płynąca ze Słońca, to nie tylko przyszłość, ale również bezpieczeństwo.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jak założyć farmę fotowoltaiczną?

Krzysztof Dziaduszyński: Na początku należy podkreślić, że założenie elektrowni fotowoltaicznej przechodzi takie same procedury formalne, jak każda inwestycja potrzebująca uzyskania pozwolenia na budowę. Proces zaczynamy od uzyskania warunków zabudowy, bardzo często wraz z decyzją środowiskową, a następnie występujemy o warunki przyłączeniowe do zakładu energetycznego. Każdy wybudowany obiekt potrzebuje elektryczności, ale farma dodatkowo musi mieć zgodę na wprowadzenie energii do sieci. Gdy dystrybutor takową wyrazi, przystępujemy do projektowania i rozpoczynamy pracę nad wykonaniem inwestycji. Tak wygląda to w teorii, w rzeczywistości często spotykamy się z oporem i dodatkowymi formalnościami, które należy spełnić.

Z czego to wynika?

Czasem, zwłaszcza przy farmach o większym wolumenie, żądane jest przeprowadzenie oceny oddziaływania na środowisko czy roczne badania ptactwa. Aktualnie w Polsce wydano decyzje środowiskowe na kilkanaście megawatów energii z fotowoltaiki i wiatraków. Niestety, w dużej części są to decyzje „martwe", ponieważ projektowaniem elektrowni fotowoltaicznych zaczęli zajmować się ludzie, którzy bywa, że nie mają wystarczającej wiedzy na ten temat.

Posiada Pan przykłady takich decyzji?

Widzimy „wysyp" nierzetelnych firm, które starają się budować farmy. Jeżeli inwestor skorzysta z ich usług, z uwagi na niską cenę początkową, może liczyć się z dużymi kosztami w perspektywie następnych lat. Porównanie – w ostatnich latach wybudowaliśmy jedną z największych farm fotowoltaicznych w Polsce, 70 MW, a w przeciągu roku wymieniliśmy zaledwie 150 modułów, gdyż pojawiły się mikrouszkodzenia. Stanowi to niespełna promil wszystkich zainstalowanych. Z drugiej strony istnieją na rynku farmy, gdzie w przeciągu 3 lat zostało wymienionych nawet kilka procent wszystkich paneli. Firma, która realizowała inwestycję zniknęła z rynku, a inwestor został z olbrzymimi kosztami po swojej stronie. Od 25 lat jestem związany z branżą OZE, dlatego czuję się w obowiązku edukować i stawiać na najwyższe standardy, ale również wskazywać i przestrzegać przed patologiami niedojrzałego rynku odnawialnych źródeł energii.

Jak zmaksymalizować zyski z farmy fotowoltaicznej?

Produkcja energii oraz czerpanie korzyści z jej sprzedaży to główne powody budowy elektrowni słonecznych. Możemy dostarczać energię w kontraktach długoterminowych (najczęściej typu PPA) i zagwarantować cenę odkupu energii na okres nawet 15 lat. Realnie cena 1MWh z tego typu kontraktów to od 300 do 500 zł, z indeksacją inflacji. To jasna i klarowna sytuacja w szczególności dla banków, które dzięki kontraktom PPA chętniej finansują takie projekty. Drugą możliwością jest odsprzedaż energii na rynku bilansującym. Produkcją energii z OZE charakteryzuje się naturalną zmiennością, dlatego łączymy ze sobą oba rozwiązania: korzystamy z kontraktów PPA, a nadprodukcję odsprzedajemy na rynku bilansującym. Dzięki takim działaniom maksymalizujemy zyski naszych farm. Jest jeszcze trzecia możliwość, którą proponujemy przedsiębiorcom, czyli inwestycja we własne elektrownie słoneczne. Jest to mechanizm, który uniezależnia producentów od rosnących cen energii. W Polsce i na całym świecie system elektroenergetyczny jest koncepcją „miedzianej płyty". Zakłada, że energię można przesłać dowolnie, niezależnie od miejsca odbioru. Dlatego nie jest ważne, gdzie własna farma powstanie, a przedsiębiorcy mają przez to dostęp do taniej energii.

Rozmawiał Marek Guzik

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.