Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Lucerna jest bramą do Alp, która otwiera wejście do wyjątkowego zakątka na świecie - Centralnej Szwajcarii z Lucerną i Jeziorem Czterech Kantonów. Krainy wolności, naturalnego wyciszenia i odpoczynku. Jako cel podróży – Szwajcaria to synonim spektakularnych gór, dzikich wąwozów i magicznych lasów. To przestrzeń, gdzie przyroda ma moc dawania energii. To także synonim rozwoju i nowoczesności, której najważniejszym celem jest odpowiedzialność za przyrodę i utrzymanie jej dla kolejnych pokoleń.

Już we wrześniu po raz kolejny wyruszymy w podróż do Szwajcarii! Tym razem do centralnej Szwajcarii z Lucerną i Jeziorem Czterech Kantonów.

A kto z nami pojedzie? Oto lista zwycięzców:

Mateusz Sobierajski

fot. Mateusz Sobierajskifot. Mateusz Sobierajski 

Zacznę w opisie od tego, że jestem tak zwanym wolnym duchem (i ciałem). Ostatnie 5 lat spędziłem, podróżując po świecie. Tym razem byłem przygotowany na wyjazd do Hiszpanii. Po drodze odwiedziłem swojego przyjaciela Daniela, który od kilku lat mieszka w Bern – stolicy Szwajcarii. Planowałem zostać tam na 2 tygodnie, zostałem 6 miesięcy – tak bardzo spodobało mi się w szwajcarskich Alpach!

Miałem przyjemność zamieszkać w Lauterbrunnen – miasteczku w dolinie, która była inspiracją dla J.R.R.Tolkiena, kiedy tworzył krainę Rivendell. W okolicy można znaleźć aż 62 wodospady!

Pracując jako kelner w tej malowniczej okolicy podczas zimy, spełniłem swoje marzenie – czyli nauczyłem się jeździć na snowboardzie (zakochując się w tym sporcie). Odbyłem ponadtygodniową wyprawę rowerową po innych częściach Szwajcarii, korzystając z bodajże najlepszych ścieżek rowerowych na świecie oraz śpiąc w namiocie "na dziko" w lasach i na polach (w tamtym czasie wszystkie campingi były zamknięte ze względu na pandemię COVID).

Poznałem niesamowitych ludzi, mieszkając w mecce sportów ekstremalnych, którzy zachwycali opowieściami o swoich wyczynach. Każdego dnia mogłem spotkać ludzi z każdego zakątka świata, nic dziwnego! Jest tam tak pięknie.

Bardzo chętnie wrócę w te oraz inne przepiękne regiony Szwajcarii.


Katarzyna Ostrowska

fot. Katarzyna Ostrowskafot. Katarzyna Ostrowska 

Kiedy 7 lat temu zatrzymałam się na dwa dni w Szwajcarii, urzekła mnie natychmiast pięknymi górskimi krajobrazami i jeziorami z krystalicznie czystą wodą. Moja współpodróżniczka zażartowała od razu, że chciałaby zostać szwajcarską emerytką. Szybko podchwyciłam to pragnienie, rozkoszując się widokiem na Jezioro Czterech Kantonów z punktu widokowego na przeciwległym brzegu do legendarnej Rütli, gdzie powstała Szwajcaria.

Szwajcarską emerytką jeszcze nie zostałam, ale życie w stylu swisstainable jest niezwykle kuszące. Miałam szczęście zakosztować go, spędzając owe dwa dni u zaprzyjaźnionej mieszkanki kantonu Schwyz. Yvonne nie tylko wskazała nam to zapierające dech w piersiach miejsce, ale ugościła, częstując lokalnymi produktami, po które jeździłyśmy do małych gospodarstw położonych wysoko w górach. Moment rozstania ze Szwajcarią pozostawił wielki niedosyt i chęć powrotu do tego i innych regionów.

Radek von Hirschberg

fot. Radek von Hirschbergfot. Radek von Hirschberg 

Praca ma wyrażać pochwałę dla dążenia do celu. Dążenia jednak spokojnego a równocześnie wytrwałego, zgodnego z naturą, bez „dróg na skróty" . I w zespole, choć z zachowaniem indywidualnego charakteru każdej z „podążających" postaci. Będąc „tu i teraz" w górach uchwyciłem ten stan i, ubrawszy go we własne emocje, przekazuję.

„Moja włoska Szwajcaria, mój Matternhorn"

Jak co roku, w ramach tzw. męskiego wyjazdu wybraliśmy się na narty. W ten bowiem sposób pielęgnujemy – zadzierzgnięte w akademickich ławach – przyjaźnie, łącząc to wyzwanie z aktywnym trybem życia. I choć z upływem lat coraz wcześniej chodzimy spać i wcześniej wstajemy, to tradycja ta trwa i trwać będzie (…), a wkrótce zapewne dołączą do nas synowie wchodzący powoli w wiek do tego odpowiedni.

W tym roku na celownik wzięliśmy włoską Cervinię, która nas… zachwyciła, choć nie powaliła na nogi z tego zachwytu. Dlatego też, korzystając z okna pogodowego, wybraliśmy się do Zermatt, przejeżdżając tam poprzez góry. I to był strzał w dziesiątkę. Pominę tu aspekty stricte narciarskie, bo nie sposób było się na nich koncentrować w tak niezwykłym otoczeniu.

Majestatyczne góry, zatrzymujące i piękne równocześnie. Wszechobecny spokój… Tam po prostu dobrze jest być, zatrzymać się, oddychać tym powietrzem. I On… zachwycający – dostępny i niedostępny zarazem – Matternhorn. Podziwiałem Go z różnych perspektyw i wysokości, uwieczniłem Go na wielu zdjęciach, z których jedno tu prezentuję.

Ale to nie wszystko. Już teraz myślimy o tym, by odwiedzić Zermatt latem, tym razem rodzinnie, gdyż pasja do gór i fotografii także nas łączy. Zapewne bowiem i Matternhorn dobrze nas wtedy przyjmie…


Paweł Jagiełło

fot. Paweł Jagiełłofot. Paweł Jagiełło 

Dokładnie pamiętam, kiedy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcie w internecie z doliny Lauterbrunnen. Widok był tak bajkowy, że aż ciężko było uwierzyć w to, że takie miejsce naprawdę istnieje. To jedno zdjęcie spowodowało, że zapragnąłem kiedyś odwiedzić dolinę i od razu wpisałem Lauterbrunnen na moją „listę marzeń". Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że będzie mi dane być w tym miejscu trzy razy i spędzić w regionie prawie dwa tygodnie.

Jednakże przyszedł czas pandemii i wszelkie plany prywatne i zawodowe z dnia na dzień legły w gruzach. Lockdown, obawa o bliskich czy niepewność jutra były wtedy codziennością. Z tęsknotą wracało się z myślami do dni, w których podróże były dostępne. Ciężko było znieść myśl, że najbliższe tygodnie i miesiące trzeba będzie spędzić zamkniętym w domu.

Mijały miesiące, jedna fala koronawirusa odchodziła, a kolejna przychodziła. Przyszły szczepionki, niektóre kraje powoli zaczęły się otwierać, a wraz z tym wróciła nadzieja na pierwszy wyjazd od dłuższego czasu. Zacząłem się zastanawiać, gdzie można byłoby wyjechać. Chciałem, żeby to było gdzieś blisko natury, z dala od zgiełku miast. I wtedy moja dziewczyna rzuciła: „a może Lauterbrunnen"?

Oczy od razu się zaświeciły, w głowie pojawił się idylliczny obrazek przepięknej doliny z wodospadami. Szybkie sprawdzenie obostrzeń, połączeń lotniczych i kolejowych oraz dostępnych noclegów i podejmujemy decyzję. Jedziemy do Lauterbrunnen.

Po wylądowaniu w Bazylei docieramy autobusem do dworca kolejowego. Co rzuciło się nam od razu w oczy, to ogrom połączeń do najróżniejszych miejsc w Szwajcarii: Zurych, Lucerna, Berno. Lecz tym razem nasz kierunek to Interlaken. Tam czeka nas przesiadka do Lauterbrunnen. Nie musimy się spieszyć. Praktycznie co 30 minut odjeżdża w tym kierunku pociąg, więc w spokoju możemy się przepakować i zrobić sobie zakupy.

Podróż koleją po Szwajcarii to sama przyjemność. Bardzo czytelne rozkłady jazdy, duża siatka połączeń, punktualność, łatwość zakupu biletu i ogromny komfort jazdy. No i co najważniejsze – przepiękne widoki za oknem. Sama jazda pociągiem jest ogromną atrakcją. Praktycznie przez cały czas wlepiamy nasze twarze w okna i nie dowierzamy. Z każdym kilometrem robi się coraz piękniej. Zaczynają się pojawiać pagórki z pastwiskami, które mają tak intensywny kolor zielony, jakby były pokolorowane w Photoshopie. Między nimi ukrywają się bajkowe turkusowe jeziora, a zaraz potem naszym oczom ukazują się majestatyczne góry pasma Alp Berneńskich.

Dojeżdżamy do Interlaken, miejscowości przepięknie położonej między dwoma jeziorami. Niestety tym razem nie będzie nam dane tutaj zostać. Szybko przesiadamy się do kolejnego pociągu i ruszamy do naszego wymarzonego celu – doliny Lauterbrunnen. Pociąg rusza. Mijamy miejscowość Wilderswil i wjeżdżamy do wąskiej doliny prowadzącej do Lauterbrunnen. Z jednej oraz z drugiej strony dominują majestatyczne, wysokie na dwieście metrów pionowe ściany doliny. Czujemy, że nasz cel jest już blisko.

Po dojechaniu na stację wychodzimy z pociągu i od razu ruszamy w stronę słynnego wodospadu Staubbachfall, którego wysokość sięga blisko trzystu metrów i góruje nad miasteczkiem. Docieramy do punktu widokowego i trudno nam uwierzyć w to, co widzimy. Udało się nam zobaczyć dokładnie to miejsce, które zachwyciło mnie kilka lat temu. Na dodatek okazało się, że jest ono nawet piękniejsze niż na zdjęciu. Siadamy na ławce i w ciszy wpatrujemy się w ten cud natury. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że najpiękniejszy widok na dolinę jeszcze przed nami.

Jest taka zasada w fotografii krajobrazowej: jeśli chcesz sfotografować jakiś obiekt, to powinieneś się od niego oddalić. Dzięki temu będziesz mógł spojrzeć na niego z dalszej i szerszej perspektywy. Kierując się tą zasadą, ruszyliśmy do wyżej położonego miasteczka Wengen, aby zobaczyć dolinę z innej strony. Tam właśnie odkryłem najpiękniejszą panoramę doliny Lauterbrunnen. Było to miejsce, do którego podczas pobytu w regionie codziennie wracałem, aby chociaż przez chwilę napawać się tym fantastycznym widokiem. Idylliczny dolina Lauterbrunnen skąpana w słońcu to taka Szwajcaria w pigułce i dla mnie zdecydowanie jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Na pewno jeszcze kiedyś tam wrócę.

Na nagrodę składają się:

- przelot szwajcarskimi liniami SWISS (LX) w klasie ekonomicznej na trasie Warszawa - Zurych w dniu 15 września 2022 roku;

- przelot szwajcarskimi liniami SWISS (LX) w klasie ekonomicznej na trasie Zurych - Warszawa w dniu 18 września 2022 roku;

- bilet Swiss Travel Pass w 1 klasie ważny 4 dni, na cały okres pobytu w Szwajcarii;

- 3 noclegi na trasie, w pokojach dwuosobowych;

- 3 posiłki dziennie (w tym lunch pakiety);

- program pobytu pełen atrakcji;

- ubezpieczenie podróżne.

Gratulujemy zwycięzcom!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.