Monitor snu to wynalazek zespołu, który tworzą dr Paweł Janik, jego żona dr Małgorzata Janik oraz doktorant Michał Pielka. Składa się on ze stacji bazowej i czujnika rejestrującego parametry życiowe osoby śpiącej. To od użytkownika, który zaprogramuje urządzenie, zależeć będzie, na śledzeniu jakich parametrów życiowych się ono skupi.

Czujnik mocuje się na ciele podopiecznego, ale jest niewielki, zatem nie powinien przeszkadzać w odpoczynku. W przypadku dziecka można wsunąć go pod pieluszkę, a u osoby dorosłej zaczepić o piżamę. Zadaniem czujnika jest rejestrować i przekazywać do stacji bazowej, za pośrednictwem nadajnika bluetooth, informacje m.in. o częstotliwości i głębokości oddechu, pulsie czy zmianie położenia ciała. Śledzenie ich na bieżąco może uratować życie noworodkom, zwłaszcza wcześniakom. – W przypadku noworodków pozycja na brzuchu może być niebezpieczna. Może powodować bezdech, a dziecko nie będzie mieć siły przekręcić się na plecy. Wówczas monitor zaalarmuje rodziców, że powinni interweniować – mówi dr Paweł Janik, kierownik zespołu.

Jedno urządzenie dla wielu dzieci

Umieszczony na ciele czujnik wykrywa oddech, reagując na ruchy przedniej ściany brzucha. Gdy są spokojne i miarowe, ustawiona w pokoju stacja bazowa pulsuje kolorowym światłem. Kiedy oddech słabnie, ustaje lub gwałtownie przyspiesza, włącza się alarm dźwiękowy. Opiekunowie mogą zsynchronizować z monitorem swoje smartfony, które dodatkowo powiadomią ich o sytuacji kryzysowej. Aplikacja pozwoli też śledzić na odległość pozycję ciała dziecka, częstotliwość oddechu, temperaturę ciała czy puls. Na wypadek przerwy w dostawie prądu układ wyposażono w akumulator umożliwiający pracę w trybie awaryjnym. – Bardzo ważne jest, aby narzędzia monitorujące parametry życiowe człowieka działały w sposób ciągły – podkreśla dr Paweł Janik.

Jedna stacja bazowa może czuwać nad większą liczbą podopiecznych. Wówczas każdemu z nich przypisany zostanie inny kolor pulsującego światła. – To ułatwi życie rodzicom wieloraczków. Sami jesteśmy rodzicami bliźniąt, więc wiemy, jakie to wyzwanie – mówi dr Paweł Janik.

Maksymalnie ze stacją współpracować może szesnaście czujników – po jednym dla każdego podopiecznego. Ta opcja przydać się może w domach pomocy społecznej, monitor bowiem przeznaczony jest również dla osób starszych i wymagających stałej opieki. – System będzie można zintegrować z automatyką budynku, tak by jeszcze sprawniej informował dyżurujący personel o tym, co dzieje się u pensjonariuszy – mówi dr Paweł Janik.

Dziecko dorośnie, zostanie praktyczny gadżet

Część z rozwiązań technologicznych naukowcy zgłosili do Urzędu Patentowego. Ochroną wzoru przemysłowego na terenie Unii Europejskiej objęta została z kolei obudowa dla stacji bazowej. To wydrukowana na drukarce 3D kremowa kolumna ze świecącymi elementami dekoracyjnymi. – Chciałem, aby wygląd urządzenia wpisywał się w nurt organicznego designu. Jego płynne, plastyczne kształty mają przypominać klepsydrę z elementami nawiązującymi do roślinności – wyjaśnia mgr inż. Michał Pielka, który zaprojektował obudowę.

Dr Małgorzata Janik dodaje, że dzieci szybko rosną i przestają potrzebować stałego nadzoru, dlatego naukowcy zadbali, by urządzenie mogło później pełnić inne funkcje.

– Stacja bazowa może być wykorzystywana jako lampka nocna, zegarek z budzikiem, ładowarka, wzmacniacz sygnału, a nawet monitor zanieczyszczenia powietrza wykrywający pyły czy alergeny – mówi pani doktor.

Prof. Zygmunt Wróbel, dyrektor Instytutu Informatyki UŚ, podkreśla, że celem kierowanej przez niego jednostki jest wdrożenie rozwiązań informatycznych do branży medycznej, m.in. do systemów rehabilitacji dzieci i dorosłych. – Bardzo prężnie rozwijający się internet rzeczy to jedna z dróg – podkreśla prof. Wróbel.

Projekt był realizowany we współpracy ze spółką celową Uniwersytetu Śląskiego SPIN-US w ramach projektu „Inkubator innowacyjności+", współfinansowanego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.