Dariusz Kołodziej: Jakie są najważniejsze przesłanki zamontowania instalacji PV?

Agnieszka Kozłowska-Korbicz, dyrektor ds. projektów strategicznych w SOLTEC: Przesłanki możemy podzielić na trzy kategorie: ekologiczne, geopolityczne i ekonomiczne. Generacja energii z instalacji PV jest całkowicie bezemisyjna. Ślad węglowy pozostawia jedynie produkcja i transport wszystkich komponentów, jednak nawet uwzględniając te elementy, wyprodukowanie 1 kWh dostarcza do atmosfery jedynie 40 g CO2. Dla porównania, aby wyprodukować taką samą ilość energii ze spalania węgla, do atmosfery trafia 1000 g CO2. Inwestycja w fotowoltaikę jest inwestycją długoterminową – panele cechują się bardzo długą żywotnością i pracują nawet przez 30 lat.

Inwestycja w instalację PV, szczególnie rozbudowaną o magazyn energii, pozwala prosumentom, czyli odbiorcom energii zwiększyć swoją niezależność energetyczną i uodpornić się na jej rosnące ceny.

Własny zestaw baterii akumulatorowych umożliwia przechowywanie prądu, wyprodukowanego przez elektrownię fotowoltaiczną i zużycie go wieczorem, gdy panele nie pracują. Co więcej, baterie pozwalają na korzystanie z energii ze słońca, również w momencie awarii sieci. W przypadku „tradycyjnej" instalacji jest to niemożliwe, ponieważ falownik sieciowy wyłączy się w momencie zaniku napięcia. To rozwiązanie zdaje się być wyjątkowo korzystne, zwłaszcza w obliczu coraz częściej występujących w Polsce orkanów. Ubiegłej zimy silny wiatr uszkodził linię energetyczne na obszarze większej części kraju i na pewien czas pozbawił prądu niemal milion osób.

Oczywiście prosument może zdecydować się na pełną niezależność i zainwestować w tzw. instalację off-gridową. W takiej sytuacji elektrownia fotowoltaiczna jest całkowicie odłączona od sieci elektroenergetycznej i wszystkie urządzenia elektryczne zasilane są energią ze słońca. To rozwiązanie najlepiej sprawdzi się w przypadku domków letniskowych położonych w odludnych miejscach ze słabo rozwiniętą infrastrukturą energetyczną.

Jak obliczyć rentowność takiej inwestycji?

– Obliczenie stopy zwrotu z inwestycji w mikroinstalację w nowym systemie jest dość trudnym zadaniem, ponieważ cena sprzedawanej energii przez prosumenta jest uzależniona od jej giełdowego kursu. Z uwagi na fakt, że elektrownia PV będzie pracowała przez 25 lat trudno jest precyzyjnie przewidzieć, jak zachowa się rynek. Co więcej, od 2024 roku rozliczenia będą oparte również na taryfach dynamicznych. Można jednak przyjąć, że dobrze dobrana instalacja wyposażona w magazyn energii może osiągnąć rentowność po ok. 10 latach. Okres ten może ulec znacznemu skróceniu, jeżeli w naszym kraju powstanie uregulowany rynek dla agregatorów rozproszonych systemów generacji i magazynowania energii. Nie należy również zapominać o dodatkowych funkcjach magazynów w domu w postaci gwarantowanego zasilania, które stanowi coraz istotniejszy wymóg stawiany przez konsumentów energii elektrycznej.

Aby w prosty sposób oszacować zwrot dla konkretnych instalacji w systemie net-billing warto skorzystać z gotowych narzędzi takich jak kalkulator opłacalności PV opracowany przez naszą firmę. Jest to intuicyjne narzędzie, które po wpisaniu niezbędnych danych obliczy, po jakim czasie zwróci się inwestycja i ile możemy na niej zaoszczędzić.

Ceny energii rosną. Z czego to wynika?

– Ceny energii dla odbiorców indywidualnych przez wiele lat utrzymywały się na stabilnym poziomie. W latach 2012-2019 za jedną kilowatogodzinę konsumenci musieli zapłacić ok. 50 groszy z uwzględnieniem opłat dystrybucyjnych oraz handlowych. Jednak jak podaje URE od roku 2020 prąd zaczął drożeć i obecnie jego wartość kształtuje się na poziomie ponad 70 groszy za kilowatogodzinę.

Energia staje się droższa, ponieważ po lockdownie spowodowanym pandemią wirusa COVID-19 światowa gospodarka dynamicznie przyspieszyła. Ożywienie w przemyśle oraz transporcie zwiększyło popyt na surowce energetyczne, w tym węgiel. Jeszcze wiosną 2020 roku za tonę tego paliwa trzeba było zapłacić ok. 40 dolarów. W grudniu 2021 roku, już trzykrotnie więcej. Polski miks energetyczny wciąż cechuje się wyjątkowo niską dywersyfikacją. Aż 70 proc. energii elektrycznej powstaje poprzez spalanie węgla kamiennego i brunatnego. Z tego powodu, te podwyżki były dla naszego sektora energetycznego wyjątkowo dotkliwe.

Uzależnienie od węgla oznacza również konieczność zakupu uprawnień do emisji dwutlenku węgla. W 2021 roku ich cena również biła rekordy, rosnąc z nieco ponad 30 euro za tonę na początku roku, do niemal 90 euro po 12 miesiącach. Oczywiście, środki uzyskane ze sprzedaży uprawnień trafiają do polskiego budżetu. Według danych Forum Energii, tylko w ubiegłym roku, była to kwota 25 miliardów złotych. Te fundusze powinny być przeznaczone na transformację energetyczną, jednak eksperci zwracają uwagę, że strona Polska w dalszym ciągu ma problem z efektywną redystrybucją otrzymanych pieniędzy.

Co nas czeka w najbliższym czasie? Będzie jeszcze drożej?

– Niestety tak. Wszystkie problemy polskiej energetyki stają się coraz bardziej poważne. Napaść Rosji na Ukrainę wymusiła zmianę głównego dostawcy węgla dla Polski. Tylko w 2021 roku, zza wschodniej granicy dotarło ponad 6 milionów ton surowca. W związku z agresywną polityką Władimira Putina, 14 kwietnia prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę zakazującą zakupu i tranzytu przez terytorium RP węglowodorów z Rosji i Białorusi. Embargo zaczęło obowiązywać niemal natychmiast od wejścia nowego prawa w życie.

Z tego powodu cena „czarnego złota", która już przed wojną w Ukrainie była wysoka, zaczęła rosnąć jeszcze szybciej. Sytuacja jest problemem zarówno dla sektora energetycznego, jak i odbiorców indywidualnych, którzy używają węgla do ogrzewania swoich domów.

Co więcej, Kreml dąży do wywołania w Europie kryzysu energetycznego, dlatego systematycznie zmniejsza wolumen gazu ziemnego przesyłanego do Europy. „Błękitne paliwo" przestało już płynąć gazociągami Jamał – Europa oraz „Braterstwo". Z kolei Nord Stream 1 pracuje na poziomie 40 proc. ze swojej nominalnej przepustowości. Z tego powodu m.in. Niemcy zdecydowały się na czasowe uruchomienie swoich wygaszonych elektrowni węglowych, co dodatkowo podniosło popyt i cenę tego surowca.

Brak dostaw węgla ze Wschodu, rosnące zapotrzebowanie na rynkach zagranicznych sprawiają, że jego cena na światowych giełdach sięga 380 dolarów za tonę i jest to wzrost o ponad 150 proc. rok do roku. Energetyczne problemy naszych sąsiadów, przekładają się bezpośrednio na sytuację Polski. W poprzednich latach, rząd mógł ratować się importem tańszej energii zza granicy. Jednak z uwagi na powyższe czynniki, w tym roku będzie to niemożliwe.

Trudno zatem z optymizmem patrzeć w przyszłość. Rafał Gawin, prezes URE, powiedział w wywiadzie udzielonemu „Dziennikowi Gazecie Prawnej", że w najbliższych miesiącach należy spodziewać się „co najmniej kilkudziesięcioprocentowych wzrostów cen energii elektrycznej". Dziennikarze OKO.press dotarli jednak do niepublikowanego wcześniej pisma, w którym Rafał Gawin ostrzega premiera Mateusza Morawieckiego przed potencjalnymi podwyżkami na poziomie 180 proc.

Oczywiście rząd ma do dyspozycji środki, które na jakiś czas złagodzą skutki podwyżek. W obliczu trudnej sytuacji, może np. wprowadzić dodatki osłonowe czy nawet „zamrozić" ceny taryf. Z uwagi na zbliżające się wybory, prawdopodobnie władze zdecydują się na podobną interwencję, jednak to nie zmieni faktu, że będzie to droga zima.

Jaka jest w tej chwili sytuacja prosumentów w nowym systemie rozliczania?

Krzysztof Bukała, Product Manager Systemy Magazynowania Energii: – Wprowadzenie nowego systemu rozliczania prosumentów, który zastąpił bardzo korzystny net-metering, wiązało się z dużymi obawami w branży PV. Wcześniej nieskonsumowana energia elektryczna, która została wyprodukowana przez panele PV trafiała do sieci elektroenergetycznej. Prosument mógł ją odebrać przez rok od jej wysłania, z kolei operator w ramach świadczenia swoich usług zatrzymywał dla siebie 20 lub 30 proc. magazynowanej energii. Od 1 kwietnia 2022 roku nowi prosumenci zostali objęci tzw. net-billingiem, który radykalnie zmienił tę zasadę. Obecnie nieskonsumowana energia wyprodukowana przez instalacje PV, zostaje sprzedana dystrybutorowi energii po cenie giełdowej. Jest ona obliczana na bazie średniej wartości 1 MWh na Towarowej Giełdzie Energii w miesiącu poprzedzającym transakcję.

Z kolei w przypadku niewystarczającej produkcji energii przez elektrownie PV, prosument kupuje ją od dostawcy energii po cenie rynkowej, według taryfy operatora. Zadaniem nowego systemu jest skłonienie nowych prosumentów do zwiększenia tzw. autokonsumpcji, czyli zużywania, jak największej ilości energii na własne potrzeby. W osiągnięciu tego celu pomogą m.in. magazyny energii, które mogą naładować się energią ze słońca w dzień i rozładować po zachodzie słońca, kiedy instalacja PV nie pracuje.

Obecna sytuacja na rynku jest bardzo korzystna dla nowych prosumentów. Cena kilowatogodziny według taryfy G pozostaje względnie niska i wynosi ok. 75 groszy. Z kolei notowania na TGE w ostatnim czasie biją kolejne rekordy. Dlatego w lipcu prosumenci mogli sprzedawać niewykorzystaną energię po cenie 660 złotych za MWh, natomiast w sierpniu było to nawet o 140 złotych więcej. Oczywiście ten układ stanie się mniej korzystny po nadchodzących podwyżkach energii, jednak w dalszym ciągu inwestycja w PV pozostanie bardzo atrakcyjna.

Od lipca przyszłego roku wchodzi w życie tzw. taryfa dynamiczna. Jaka będzie wobec tego rola magazynów energii?

– Za dwa lata cena prądu będzie zmieniała się w czasie rzeczywistym, z godziny na godzinę, w zależności od popytu i podaży. Ten proces można dobrze zaobserwować analizując transakcje na TGE. Obecnie najwyższe zapotrzebowanie na energię występuję rano ok. godziny 8-9. Następnie jej wartość spada, aby zacząć rosnąc ok. godziny 18 i sięgnąć szczytu ok. godziny 20. Później, z uwagi na niższy popyt w nocy, dochodzi do ponownej przeceny.

Posiadacze magazynów energii mogą ładować akumulatory w czasie, gdy energia jest tańsza i rozładowywać ją w szczycie cenowym, gdy jest droższa.

A jak otrzymać dotację w ramach programu Mój Prąd?

Mikołaj Mikulski, młodszy specjalista ds. magazynów energii: – Od 15 kwietnia prosumenci mogą pozyskać dofinansowania w ramach czwartej edycji programu Mój Prąd. Tym razem na beneficjentów czeka 350 milionów złotych, które mogą trafić na konta właścicieli elektrowni PV przeprowadzających swoje inwestycje po 1 lutego 2020 roku.

Program Mój Prąd 4.0 powstał, aby zachęcić Polaków do zakupu magazynu energii. Sięgając po własne akumulatory, można otrzymać nawet 7 500 złotych wsparcia. Kwotą 3 000 złotych dotacji zostały objęte systemy HEMS/EMS, z kolei magazyny ciepła objęto dofinansowaniem 5 000 złotych. Na pomoc mogą liczyć inwestorzy kupujący panele PV. Jeśli zdecydują się na zakup innych elementów, na ich konta trafi 5 000 złotych, jeśli zostaną przy wyborze samych modułów, kwota będzie o 1 000 złotych mniejsza.

Należy pamiętać, że suma dofinansowania, nie może przekroczyć 50 proc. kosztów kwalifikowanych. Co więcej, prosumenci już posiadający instalację rozliczaną wg. systemu net-metering, chcąc otrzymać dofinansowanie, muszą przejść na net-billing.

Wnioski należy składać do NFOŚiGW za pośrednictwem strony internetowej.