Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gdy umawiałyśmy się na rozmowę, za oknem panowała iście wiosenna aura. Nie minęło kilka dni, a walczymy z burzą śnieżną i siarczystymi mrozami. Anomalia pogodowe zaskakują. Na własnych oczach możemy obserwować, do czego doprowadził cywilizacyjny postęp. Czy mamy jeszcze czas na zatrzymanie zmian, które, chyba nie ma co do tego wątpliwości, prowadzą do katastrofy klimatycznej?

Iwona Jacaszek-Pruś: Mam nadzieję, że dzisiaj nikt już nie ma wątpliwości, że jeżeli przynajmniej nie spowolnimy tych zmian, to doprowadzą one do katastrofy klimatycznej ze wszystkimi konsekwencjami, nawet w postaci utrzymania życia na ziemi. To, czy nam się uda, zależy od wielu czynników. Osobiście jestem zwolenniczką podejścia aby nie oglądać się na innych, bo każdy ma swoją rolę do odegrania. Mają ją politycy, firmy i poszczególni ludzie. Jeśli zbiorowy wysiłek zostanie podjęty, to - chociaż statystyki jeszcze tego nie pokazują, bo średnia temperatura ciągle rośnie - jest szansa, że nam się uda. Są podpisywane porozumienia i stawiane konkretne cele na poziomie globalnym, ale też na poziomach regionalnych i konkretnych krajów. Myślę, że te ramy doprowadzą do tego, że jako ludzkość będziemy mieć instynkt samozachowawczy i zatrzymamy degradację natury.

Uważa się, że to emisje CO2 w największym stopniu przyczyniają się do zmian klimatycznych. Z badań Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO) wynika, że tyle gazów cieplarnianych co dziś było w atmosferze 5-3 mln lat temu, kiedy średnia temperatura Ziemi była o 2-3 st. wyższa niż obecnie, a poziom oceanu przewyższał ten dzisiejszy o 10-20 m. Grenlandia i Antarktyda Zachodnia nie były jeszcze pokryte lodem… Do podobnych zmian klimatu zmierzamy?

Eksperci twierdzą, niestety, że tak. Badacze z Polskiej Akademii Nauk opublikowali niedawno komunikat, z którego wynika, że postępujące zmiany klimatu mogą doprowadzić do częstszych sztormów na Bałtyku, a także zalania historycznego centrum Gdańska. Kiedyś zmiany następowały powoli, na przestrzeni tysięcy lat. Rewolucja przemysłowa i związana z nią emisja gazów cieplarnianych spowodowały, że obecnie następują w ciągu życia jednego, dwóch pokoleń. To zasadnicza różnica, która pokazuje, że także odwrócenie trendu wymaga szybkiego tempa, nie można zakładać, że mamy kilkaset lat do dyspozycji. Nie mamy czasu, musimy działać!

Materiał Promocyjny PartneraMateriał Promocyjny Partnera 

Kompania Piwowarska już działa. Firma bardzo mocno zaangażowała się w kwestie ochrony środowiska. W nowej strategii Grupy Asahi, właściciela Kompanii Piwowarskiej, zawarto bardzo ważne zobowiązanie. Do 2030 roku firma ma osiągnąć neutralność węglową. Czy to realny termin?

Tak, rzeczywiście, do 2030 roku chcemy być zeroemisyjni, jeśli chodzi o nasze browary. Skupiamy się przede wszystkim na tym, na co mamy największy wpływ i co najszybciej możemy zrobić, czyli na naszych browarach. Patrzymy jednak na biznes jako całość. Dlatego chcemy też o 30 proc. obniżyć emisje w całym łańcuchu dostaw. I to już jest o wiele poważniejsze wyzwanie.  Przeanalizowaliśmy, które obszary naszej działalności wiążą się z największą emisją CO2. Okazało się, że nie są to tylko browary. Dużą emisję generują producenci opakowań, z których korzystamy, dalej – rolnictwo – nasza produkcja oparta jest przecież na naturalnych składnikach, następnie cała dystrybucja – to też emisja CO2, i w końcu konsumpcja – tu pojawiają się lodówki, które stoją w punktach sprzedaży i w których przechowywane jest piwo. Ich używanie też wiąże się z emisją CO2. Odpowiadając jednak na pytanie: tak, wierzę, że uda nam się osiągnąć do 2030 roku założone cele, choć czasu nie ma dużo.

Przyznała Pani, że zmniejszenie emisji w łańcuchu dostaw nie będzie łatwe. Jak Kompania Piwowarska zamierza to osiągnąć?

Będziemy dobierać takich partnerów, którzy dostarczą nam produkty i usługi, pozwalające zmniejszyć emisję CO2. Chcąc skorzystać z danej usługi, będziemy kierować się nie tylko użytecznością czy kosztem, ale i ekologią. Jeśli dany dostawca będzie nam chciał oferować produkty, będzie musiał szukać dróg, by spełnić nasze kryteria. To już się dzieje. Kupujemy tylko lodówki o określonych parametrach zużycia energii. Kiedyś używaliśmy bardzo dużo kartonów, które żyły miesiąc, dwa i trzeba było je wymienić na nowe. Dzisiaj wybieramy drewniane czy stalowe konstrukcje, które posłużą na lata. To oczywiście oznacza większe inwestycje z naszej strony, ale w dłuższym rozrachunku to się opłaca, pozwalając zmniejszyć nasz ślad węglowy.

Wróćmy do samych browarów. Mówiła Pani, że dokonaliście analizy, która pozwoliła ocenić, które obszary działalności wiążą się z największą emisją CO2. Co okazało się takim punktem zapalnym w browarach?

Takim newralgicznym miejscem jest energia elektryczna, ale też używamy bardzo dużo energii cieplnej oraz zimna, co również wiąże się z emisją CO2. Zużywać coraz mniej energii jest trudno, zaczęliśmy się więc zastanawiać nad jej ekologicznymi źródłami. Przejrzeliśmy nasze potrzeby, i rozpoczęliśmy poszukiwania nowych rozwiązań. Udało nam się znaleźć partnera, z którym podpisaliśmy dla naszych trzech browarów umowę na dostarczanie energii z wiatru. Od tego roku praktycznie cała energia elektryczna, którą zużywamy, pochodzi z energii wiatrowej. Dzięki temu w porównaniu z 2019 zmniejszyliśmy emisję CO2 przez browary z energii elektrycznej o 66%.

Została nam jeszcze jednak energia cieplna oraz zimno. Cały czas szukamy najlepszych rozwiązań. Mamy już pierwsze instalacje w Tychach, gdzie energia cieplna, której używamy, pochodzi z biogazów. Produktem ubocznym przy produkcji piwa są substancje, które można użyć w instalacji biogazowej i uzyskać z tego ciepło. Nie ma ich jednak na tyle dużo, by pokryć nasze zapotrzebowanie całkowicie. W związku z tym stale poszukujemy rozwiązań technologicznych i partnerów, którzy pomogą nam uzyskiwać znacznie czystszą energię cieplną w naszych trzech browarach. Prace trwają. Liczymy też, że stale będą pojawiać się nowe ekologiczne rozwiązania, z których w przyszłości będziemy mogli skorzystać i na pewno to zrobimy.  

Materiał Promocyjny PartneraMateriał Promocyjny Partnera 

Korzystanie z zielonej energii rozwiązuje tylko część problemu. Do emisji CO2 przyczyniają się również śmieci. Czy Kompania Piwowarska podejmuje działania, by zmniejszyć ich ilość?

Tak, to prawda. Produkcja opakowań to bardzo duże źródło emisji CO2, zwłaszcza przy naszej skali działania. Jesteśmy liderem rynku, z udziałami na poziomie 30 proc. To powoduje, że generujemy miliony opakowań. Cały czas jednak działamy, by ograniczyć ich wpływ na środowisko. Już bardzo dużo osiągnęliśmy w tym zakresie. Połowa naszej sprzedaży, trafia na rynek w opakowaniach wielokrotnego użytku. Czy możemy zwiększyć ten udział? To zależy od konsumentów. Jeśli będą kupować piwo w butelkach, a butelki zwracać, to uda nam się to zrobić. Podobnie z puszkami. Jeśli puszki będą trafiać do recyklingu, to będziemy mogli zamknąć ich obieg – nie trzeba będzie pozyskiwać nowego aluminium, tylko korzystać z tego, które już jest.

Coraz więcej Polaków deklaruje, że segreguje śmieci, tymczasem poziom recyklingu jest w Polsce na fatalnym poziomie. Co musiałoby się stać, żebyśmy mogli poprawić ten wynik?

Bardzo byśmy chcieli, by w Polsce funkcjonował system depozytowy. Konsumenci mogliby odnieść puszki do skupu i dzięki temu trafiłyby one bezpośrednio do recyklera. Jesteśmy bardzo zaangażowani w działania zmierzające do tego, żeby taki system w Polsce powstał. Dyskusje na ten temat trwają, ale one są naszym zdaniem zbyt długie.

Takie systemy z powodzeniem działają w innych krajach. System kaucyjny obejmujący puszki czy butelki plastikowe przynosi duże korzyści. Czy Pani zdaniem Polacy chętnie korzystaliby z takiego rozwiązania?

Nasze badania pokazują, że Polacy chcieliby wprowadzenia w Polsce systemu depozytowego. Widać to zresztą w praktyce. W Poznaniu uruchomiliśmy skup butelek, który cieszy się bardzo dużym powodzeniem. Aby oddać butelkę w sklepie, handlowcy często wymagają okazania paragonu, to stwarza bariery – nie każdy taki paragon przechowuje. W Polsce bardzo skomplikowaliśmy sobie zwrot butelek. Apelowaliśmy do rządu o zmiany, niestety sytuację komplikują rozliczenia VAT. Pilotażowo uruchomiliśmy skup w Poznaniu. Butelki mogą oddać osoby, które nie mają paragonu, nie pamiętają, gdzie kupiły piwo albo po prostu pozbierały opakowania na własną rękę i chcą zarobić parę groszy. Powodzenie naszego punktu skupu pokazuje, jak bardzo potrzebne są zmiany w prawie.

Na razie nie wiadomo, czy w ogóle doczekamy się systemu kaucyjnego w Polsce. Co, na dzień dzisiejszy, możemy my, jako konsumenci, zrobić, by też przyczynić się do zmniejszenia emisji CO2?

Przede wszystkim korzystać z butelek wielokrotnego użytku i je zwracać. Jest to korzystne z punktu widzenia ekologicznego i finansowego – oddając butelkę, otrzymujemy kaucję. Kolejnym ważnym zadaniem jest segregowanie odpadów opakowaniowych. Warto nie tylko samemu wrzucać odpady do odpowiednich pojemników, ale i edukować się wzajemnie i motywować do takich działań. Powinniśmy też wymagać zmian od decydentów, oczekiwać ekologicznych rozwiązań. Im szybciej wprowadzimy system depozytowy w Polsce, tym lepiej. Jaki jest sens degradować środowisko pozyskując surowiec, skoro można odzyskiwać go z butelek czy puszek, które już są w obrocie? Dzięki systemowi depozytowemu, opakowania po napojach mogłyby wracać do obiegu cały czas. To jest oczywiste i najprostsze rozwiązanie, a jakoś nie możemy się z nim przebić.

Materiał promocyjny PartneraMateriał promocyjny Partnera 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.