Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sierpień 1994

– Ja pierdolę, co to było? Chyba kogoś przejechałem – wydyszał Artur. Powietrze wewnątrz poloneza było gęste od strachu i konsternacji Laury i Pawła.

Samochód należał do jego kumpli, Tetrisa i Pac-Mana. Włóczyli się po lesie, nanieśli do kabiny pełno piachu i liści. Umowa była jasna: Artek ustawia sprawę wewnątrz obozu, oni obserwują z daleka i włączają się na sygnał. Ale Tetris i Pac-Man robili, co chcieli, podłazili coraz bliżej i pół godziny temu Paweł omal nie zauważył ich za ogrodzeniem. Kto wie, jak by się to skończyło, gdyby Artek nie znalazł się wtedy w pobliżu, nie klepnął go w ramię i nie zagadał. Po trosze, żeby odegnać myśli Kopińskiego od tego, co słyszał i widział, a częściowo, żeby ukarać kumpli, zaproponował przejażdżkę ich wózkiem. Piratował po lesie bez świateł, podskakując na nierównościach. Niech się przyzwyczajają, wkrótce czekała ich wszystkich ostrzejsza jazda.

– Ha, ha, ha – roześmiał się nieco piskliwie. Schodziło z niego napięcie po tamtej sytuacji przy ogrodzeniu. Chichrał się coraz głośniej.

– Jezu, Artur, jesteś świrem – westchnęła Laura.

– Nie narzekaj, merolkiem swojego starszego tak byś się nie przejechała. – Artur odwrócił się i wystawił na nią język.

– To prawda, tata używa świateł i hamulców – odparowała.

– Odkąd zobaczyłem to granatowe cudo, marzę, żeby się nim karnąć.

– Zapomnij. Nie dałby rady na wykrotach i korzeniach.

Superdżaga. Niby dyrektorska córka, ale fajna, nie zadziera nosa. No i te cycki! To ją najlepiej byłoby wziąć na akcję zaplanowaną przez Tetrisa. To jednak raczej niemożliwe; nie było szansy, żeby Paweł odstąpił ją na krok w czasie obozu. Zabujany centralnie.

– Tutaj chyba nie da się nawrócić. Dasz radę jechać tyłem? – zatroskał się Paweł. Zawsze przejęty obozowy wychowawca.

– Olać to. Zostawimy go tutaj – uciął Artur. – To pewnie jacyś kłusownicy, znajdą sobie.

Sam jutro powie Tetrisowi i Pac-Manowi, gdzie jest polonez, przecież mają nim jechać do Reichu. Choć może niekoniecznie wyjawi, że to on go zwinął.

Poznali się na wakacjach dwa lata temu, a kilka miesięcy później odbyła się walka na noże, która ich ze sobą związała. Artur pokłócił się z jednym fajansiarzem, wyciągnęli kosy i zanim ich rozdzielono – dali se po razie. Starszej wstawił potem ściemę, że przeciął lewe ramię na ogrodzeniu fermy lisów sąsiada. Spazmowała strasznie, za to u tamtej dwójki zaskarbił sobie szacunek. Nie wygraną, bo dziabnął przeciwnika w bok i ostrze się ześlizgnęło, ale tym, że nie speniał.

Odtąd trzymał się z nimi, już dorosłymi wirażkami. Tetrisem, z łbem wprost stworzonym do gry, od której wziął ksywę, mistrzem logiki i pomysłowości. I Pac-Manem, który wprawdzie nie połykał białych kulek, ale miał inne atuty. – Najszybsza kosa miasta w kategorii juniorów starszych - śmiał się z niego Tetris.

Nie tylko jemu imponowali. Parę miesięcy temu ten śliski facio, Wojtek Malczyk, chciał zrobić wrażenie na Pac-Manie i opowiedział mu o dziewczynie, którą wysłał do ziemi. Fanty po niej przechowuje na pamiątkę w szkatułce ukrytej w szklarni, razem z ukradzionymi gdzieś czy zaoszczędzonymi dolarami.

Opowiadając to, Pac-Man proponował, żeby go od razu obrobić ze wszystkiego. Artur chciał szantażować Malczyka i ciągnąć z niego regularnie kasę, ale Tetris miał szerszy plan. On zawsze patrzył szerzej.

Wrzesień 2019

Po strzale z przyłożenia z głowy Perkowskiego nie wyleciało na skórzaną tapicerkę zbyt dużo krwi i kawałków mózgu. Pac-Man śmiał się zawsze, że beretta kalibru 5,56 milimetra to damski pistolet, nie ma powera. Póki sam od niej nie zginął.

Tetris pociągnął nosem. Nie miał w planach zabijania Artka, ale też nie sądził, że tamtemu zacznie tak odpierdalać. Już pierwszy jego przyjazd do Goldsteina był bez sensu, ale ten dzisiejszy mógł im bardzo zaszkodzić. Na szczęście świrujący Perkowski, zanim pojawił się w progu domu opieki, postanowił pojeździć sobie zabytkowym granatowym mercedesem po leśnych dróżkach i tak przechwycił go Tetris.

Albo po prostu Artek grał własną grę. Jego plan szantażu Kopińskiego i Goldsteinowej za kłamstwa sprzed ćwierć wieku początkowo wydawał się dobry. Po przyjeździe do Warszawy dotarło do Tetrisa jednak, że za długo siedział w Niemczech, a przede wszystkim w Stanach, przez co zupełnie odkleił się od polskich realiów. Gdy wcześniej usłyszał o prokuratorze ze stolicy i profesorce wyższej uczelni, z mężem rektorem na dodatek, wyobrażał sobie górę szmalu. A tu okazało się, że to dziady; ledwo po byle jakiej chacie i samochodzie mieli. No nic, może uda się wyciągnąć kasę z fundacji Kopińskiego, a rektora można wyszlamować do ostatniego grosza. Musi mu bardzo zależeć na dużo młodszej żonce.

Tetris ściągnął z Artura kraciastą koszulę, powycierał nią z grubsza siedzenie, a potem owinął głowę trupa. Ciało zsunął nisko. Jeśli zostaną na nim ślady z samochodu, to nawet lepiej; może policja będzie podejrzewała Goldsteina i Kopińskiego o współpracę.

Na skraju polanki pokazało się popielatoszare audi z Ming za kierownicą. Po chwili wysiadła zeń jego Japonko-Koreanko-Chinka. Idealna. Niewysoka, ale zgrabna sylwetka, owalna buzia z błyszczącymi oczami, intelekt. Polskiego nauczyła się od nich w niespełna dwa lata.

Perko zawsze był posłuszny, ale teraz wydawało mu się, że jak Pac-Mana nie ma, to Tetris jest słaby. Tymczasem on był mocniejszy niż kiedykolwiek, bo zamiast nożownika o sadystycznych skłonnościach miał Ming, która potrafiła owinąć sobie dowolnego mężczyznę lub kobietę wokół palca. Tak jak Artka, który znał ją na tyle dobrze ze Stanów, by jej zaufać, ale niedostatecznie dobrze, by wiedzieć, jak bardzo jest związana z Tetrisem. Ostrzegła go, że Perko zaczyna coś kombinować.

– Zabrałaś tę folię, o którą prosiłem?

Ming kiwnęła lekko głową i skinęła nią w kierunku bagażnika audi. Była też małomówna.

– Co teraz? To zepsuje akcję? - odezwała się dopiero, kiedy owijali ciało Artura rozłożoną na trawie plastikową płachtą.

– Wręcz przeciwnie. W nocy wyrzucimy Artura gdzieś w ustronnym miejscu w Warszawie, zostawimy przy nim te wycinki o Kopińskim. Pojedziemy tam mercem Goldsteina, na wypadek gdyby miały nas gdzieś złapać kamery monitoringu. Teraz w rezerwowym mieszkaniu zrobimy na podłodze napis krwią z tej szmaty, potem go lekko zmyjemy. – Tetris podniósł koszulę nieboszczyka. – Za parę dni, gdy już gliny zaczną węszyć, skierujesz ich tam jednocześnie z Kopińskim. „Za Modrym Stawem” zostawiamy wszystko, jak jest, nic nas tam nie obciąża. A jeśli nawet Perko kontaktował się z rodzicami, to oni się nie zdradzą, za bardzo będą bali się o pieniądze z odszkodowania.

– Czyli rezygnujemy z szantażu tamtą starą sprawą, a próbujemy ich wszystkich wrobić w zabójstwo?

– Dokładnie. I postaramy się wyciągnąć jak najwięcej z fundacji Kopińskiego.

– Jestem umówiona z tą Margaret Tatarczuk na pojutrze. Wydaje mi się, że złapała przynętę.

Wrzesień 1994

Natalia opierała głowę o szybę samochodu. W uszach brzmiały jej jeszcze wykrzyczane wczoraj przez Pawła słowa: To po co chodzisz do Goldsteina!?

Nie dlatego, żeby miała do niego pretensje. Dzieci mówią takie rzeczy, otwarcie i brutalnie; z zazdrości, naiwności, braku delikatności. To był przełom. Pierwszy raz ktoś, wprawdzie nie wprost, ale głośno, zasugerował, że coś łączy ją z Dawidem. Powiedział to, o czym myślała codziennie. Niejako nadał temu bieg w rzeczywistym świecie, poza jej marzeniami.

Zerknęła kątem oka na siedzącego za kierownicą Dawida. Prowadził swojego granatowego mercedesa nie za szybko, ale spokojnie i pewnie. Jak wszystko w życiu. Umiał zachować opanowanie nawet w okresie, kiedy wszystko waliło mu się na głowę. Poznała go podczas długich rozmów na obozie i zaczęła marzyć, że resztę życia mogłaby spędzić u boku tego wrażliwego mężczyzny z horyzontami intelektualnymi, tak różnego od jej męża.

Drugim impulsem było złapanie Malczyka. Ciągle nie mogła uwierzyć, że przez ponad dwa tygodnie przebywała w towarzystwie chorego człowieka, mordercy, i nie powzięła żadnego podejrzenia. Wojtek był miły, trochę wręcz safandułowaty. Ale nawet przyparty do muru nie chciał przyznać się, gdzie ukrył ciała Kamili i Daniela. Nie miała już sił rozpaczać nad losem ukochanej córki. Czuła, że to przełom, że nic jej już tutaj nie trzyma.

– Odchodzę od ciebie – powiedziała rano do Władka. Z coraz większym trudem znosiła go w ostatnich latach, a teraz był nie do wytrzymania. Po pracy tylko pił albo kopał w lesie. Jak mógł, nawet w nerwach, rzucić takie oskarżenie, że Kamila zginęła, bo ona jej nie dopilnowała!

– Pomyśl o Laurze, pomyśl o sobie! Przecież wam już tutaj żyć nie dadzą!

Stali nad brzegiem wypełnionego wodą wyrobiska, do którego dzieciaki chodziły się kąpać w trakcie obozu. Namówiła Dawida na wyjazd do miejsca, gdzie wydarzyło się tyle strasznych rzeczy, które przewróciły ich świat. Liczyła, że tutaj łatwiej mu będzie podjąć decyzję.

– Pomyśl o mnie!!

– Daj spokój, Natalia. To nie takie proste. Wszystko, całe nasze życie, jest tutaj. A Paweł? – Goldstein mówił w typowy dla siebie zrównoważony sposób, perswazyjnym tonem, który teraz podobał jej się znacznie mniej niż zazwyczaj.

– W tej chwili Władek i tak nie pozwoliłby go zabrać. Pomyślimy o nim później, gdy już urządzimy się w Izraelu albo gdzieś na zachodzie Europy.

– Oszalałaś.

– To jedyne wyjście! Sprzedaj mieszkanie, weź oszczędności, zanim wszystko ci zabiorą.

– To nierealny pomysł. Absurd. – Dawid pokręcił głową i odwrócił się w stronę jeziorka.

– Tchórz! Tchórz! – Szarpała go za rękaw dżinsowej bluzy. – Jak możesz być takim tchórzem, jakbyś był… jakbyś był jakimś… jakimś impotentem!

Wrzesień 2019

Leśna ścieżka zwęziła się do tego stopnia, że musieli iść gęsiego. Dawid Goldstein ciężko oddychał, stękał i pocierał nadgarstki. Kiedy na wstępie rozmowy powiedział: Jestem chory, szwankuje mi serce, Kopiński uznał to za wykręt, ucieczkę od jego indagacji. Spytał więc o wizytę Artura Perkowskiego, ale ojciec Laury go zbył. Może on faktycznie ma poważny problem z pikawą, pomyślał Paweł.

– Co panu powiedziała moja matka? – przycisnął znowu, gdy znaleźli się obok siebie.

– Odeszła od twojego ojca. – Jak od ściany. Myśli Goldsteina biegły innymi torami. – Dziękuję, że byłeś dyskretny – odezwał się ni w pięć, ni w dziewięć.

Paweł jednak skojarzył. Wrócił obraz sprzed ćwierć wieku: znacznie młodszego Goldsteina z głową odrzuconą do tyłu i dłuższymi, acz siwiejącymi włosami. Dłońmi przytrzymywał głowę Malczyka, który obejmował go na wysokości pośladków.

– Nastraszył mnie pan – odparł Kopiński mechanicznie, przypominając sobie granatowego mercedesa zajeżdżającego mu drogę i zrzucającego go z roweru.

– Sam rozumiesz, że nie mogłem uciec z twoją matką. – Goldstein mówił jakby do siebie, do przeszłości. – Choć bardzo naciskała. Za bardzo. Rozmowy to wszystko, co mogłem jej zaoferować. Na dłuższą metę kobiety ze swoimi potrzebami mnie irytowały.

Znaczenie jego słów docierało do Kopińskiego, ale wydawało mu się, że mają głębszy sens, którego nie potrafi uchwycić. Po głowie krążyły mu słowa: Miłość jest przereklamowana. Boli. Ty lubisz, jak cię boli?... Kto to mówił? Ten morderca?

I nagle zrozumiał. Złapał Goldsteina za luźne klapy zapinanego z przodu swetra.

– Mama chciała uciec z panem? Co pan jej zrobił!? – krzyknął mu w twarz.

– Ja nie chciałem, nie chciałem. – Stary odwracał głowę, jak gdyby chciał uniknąć nieprzyjemnego oddechu Pawła. – Rozumiesz? Rozumiesz… gdyby ta sprawa wyszła, wsadziliby mnie do więzienia i to by zupełnie zniszczyło Laurę.

– Co pan jej zrobił? Co pan zrobił mamie? – Potrząsnął Goldsteinem.

– Ubliżała mi, szarpała, chciałem się uwolnić… machnąłem ręką i trafiłem ją zegarkiem w grdykę… – Goldstein z wysiłkiem chwytał powietrze, charczał, jakby to on dostał cios w gardło.

 – Upadła... dusiła się... nic nie mogłem zrobić… och… ochhh…

– I wrzuciłeś ją do wody? – Paweł znowu potrząsnął Goldsteinem i dopiero po chwili zauważył, że tylko zdziera sweter z jego uniesionych ramion, bo tułów uderzył o deski pomostu, przy którym się zatrzymali.

Laura, która miała czekać na Pawła obok domu opieki, przybiegła do pomostu kilkanaście minut później, zaalarmowana śladami krwi znalezionymi na siedzeniu mercedesa. Zobaczyła, jak zapłakany, zdyszany po kolejnej próbie reanimacji Paweł daremnie szuka pulsu pod brodą jej ojca.

Sierpień 1994

Kamila przeszła obok zaparkowanego na uboczu, przy ogrodzeniu, granatowego mercedesa dyrektora. Widziała, że Paweł wymknął się z obozu z Laurą, więc furtka powinna być otwarta.

Na zewnątrz musieli nawrócić i przejść blisko głównego, zamkniętego wejścia, żeby nie podążać za Pawłem i Laurą. Minęli tablicę z napisem: "Obóz LO im. Korczaka. Rządzimy tu my". Zza płotu dobiegały odgłosy tej głupiej dyskoteki, na której Monika Sowik zaczęła flirtować z jej Danielem:

Na twoich ustach kładę dłoń

Rozkwita jak róża

Zabierz wszystko to, co chcesz

Lecz nie zabieraj róży

Róża to twoja wierność

zdrada i wniebowstąpienie...

Po wakacjach musi sobie kupić tę płytę, gdy tylko się ukaże.

Nie wiedziała, czy to Daniel ciągnie ją za rękę, czy ona jego. Zdawała sobie sprawę, że jeśli tego nie zrobi, straci go. Widziała to w jej uśmiechu i w jego oczach. Wredna suka.

Na spłachetku trawy nad jeziorkiem, gdzie chodzili się kąpać, było twardo. Kamila poczuła język Daniela w ustach, jego kolano rozchylające jej uda. Wymarzyła sobie inny pierwszy raz, nie gdzieś w krzakach, pod księżycem. Jak te tępe strzały, które piszą listy do "Bravo". Podobno jedna przysłała coś takiego: Współżyłam z chłopakiem bez zabezpieczenia, a teraz zrobiło mi się zgrubienie pod kolanem. Kochane "Bravo", poradź, czy to może być ciąża pozamaciczna?

– Czyżby to była noc rozdziewiczenia Kopińskich? – usłyszała znienacka głos Artka Perkowskiego.

– I to w tym samym lesie – zachichotała ta zdzira Sowikowa.

Daniel zerwał się na równe nogi, kiedy zaś oszołomiona Kamila podnosiła się powoli, wszystkich oślepił blask bardzo silnej latarki. A może reflektorka.

– Kurwa, Perko, to nie miało być zbiegowisko – rozległo się spoza źródła światła. Do ich grupki doskoczył z drugiej strony jakiś cień i zszokowana Kamila zobaczyła ramię zataczające łuk, refleks światła na metalowym ostrzu i strugę krwi tryskającą z gardła Moniki. Zaczęła przeraźliwie krzyczeć. Artur stał jak wmurowany, a Daniel pobiegł w kierunku lasu.

– Bierz go, Pac-Man! – wrzasnął facet zza reflektorka. Światło zakołysało się, przybliżyło do niej i nagle silne uderzenie przewróciło ją na ziemię.

Zdołała krzyknąć jeszcze raz, kiedy jakaś dłoń zatkała jej usta.

– Trzymaj ją, Perko, muszę wyciągnąć krople – powiedział tamten głos.

– Kurwa! Kurwa… Ale, kurwa, po co on ją zabił? - skomlał Artek.

– Nie jęcz, tylko trzymaj. Arabusy i tak nie lubią chudych, ale blondynki przy kości i z cyckiem. Ta będzie lepsza, włosy się przefarbuje.

Dłoń się cofnęła, lecz zanim Kamila zdążyła krzyknąć, na jej twarz spadła chusteczka i zaciągnęła się gęstym, duszącym aromatem.

– Trupy przykleją Malczykowi. Jak sami na to nie wpadną, to doniesiemy na niego, gdzie fanty scho… - usłyszała, tracąc przytomność.

Październik 2019

Laura sprzątała granatowego mercedesa. Tamte plamy krwi wytarła dokładnie z siedzenia i pamięci już w dniu, gdy tata umarł na zawał. Później dręczyło ją irracjonalne poczucie, że ten samochód jest złowrogim świadkiem wszystkich dramatów, jakie przytrafiły się bliskim i jej samej. Nie miała jednak serca oddać go na złom, na szczęście zainteresowało się nim kilku hobbystów.

Czyściła dokładnie kabinę i bagażnik. Leon trochę z niej pokpiwał, że nie chce wynająć firmy załatwiającej takie rzeczy, ale chyba i on rozumiał, że to dla niej jeszcze jedno pożegnanie z ojcem. Wyciągnęła gumowe wycieraczki i małym odkurzaczem podłączonym do gniazdka w domu dwoma przedłużaczami wodziła po syntetycznej wykładzinie między przednimi i tylnymi siedzeniami. Coś zazgrzytało w szczelinie, gdzie schodziły się warstwy materiału. Sięgnęła tam dłonią i znalazła wąski pasek zaplecionych żyłek: środkiem biegły niebieskie, bokami jaśniejsze; kiedyś pewnie białe, teraz poszarzałe. Stara, przerwana opaska na nadgarstek. Czuła, jak krew uderza jej do głowy. W szkolnych czasach prawie wszyscy nosili taką „biżuterię”. Paweł nawet nabijał się z Kamili, że przykłada tak dużą wagę do opaski otrzymanej od Daniela, niczym do pierścionka zaręczynowego.

Pobiegła do swojego samochodu. Musi mu to pokazać.

Tetris mierzył do Kopińskiego i Dunaj-Szafrańskiego ze swojej beretty. Przerwał im kłótnię akurat, gdy prokurator warknął do tamtego: Gówno na mnie masz!

Wszystko było gotowe, Ming sprzedała ziemię szwagierce, zgromadzili haki; dość materiałów, żeby z każdego zdjąć kasę. I wtedy wpieprzył się ten baran z telewizji, który miał własne porachunki z Kopińskim.

– Mam nagrane wasze rozmowy, z których jasno wynika, że nielegalnie zbierałeś informacje na temat prokuratora i szantażowałeś go, aby wpłynąć na wynik rozprawy. Odkupienie ich będzie cię kosztować ćwierć dużej bańki. Zielonych – mówił Tetris do dziennikarza telewizyjnego. Pewna siebie, trochę narcystyczna gęba – oni wszyscy mają takie – teraz nieco pobladła. Z bliska był trochę podobny do tego aktora, którego nazwiska Tetris nie mógł sobie przypomnieć. Tego, który był sławny jeszcze przed jego wyjazdem z Polski, bo grał u Pasikowskiego.

– Od ciebie i twojej rodziny następne ćwierć melona za nieujawnienie przez nas tego, co robiłeś na obozie, podejrzeń o dokonanie eutanazji żony i o wyprowadzanie pieniędzy z fundacji przez fikcyjną sprzedaż gruntów - zwrócił się do Kopińskiego. - Kasa, którą wpłaciła twoja szwagierka za nieistniejącą działkę, zostaje zaliczona na poczet tej kwoty. Mam osobną sprawę z panią profesor i jej mężem, ale ty może jesteś jeszcze zainteresowany losami niejakiej Kamili Kopińskiej? Będziesz musiał doło…

– Moja siostra żyje!? – przerwał mu Paweł.

– No raczej. Do burdelu w Sankt Pauli była za młoda i za świeża. Żal marnować taki potencjał.

– Nieee!!! - rozległo się od drzwi.

Tetris szarpnął głową, dostrzegł Laurę, ale wtedy rzucił się na niego Kopiński. Odruchowo nacisnął spust, lecz rozpędzony prokurator staranował go i przewrócił. Pistolet wypadł Tetrisowi z dłoni, udało się go złapać, gdy obiema nogami skoczył mu na przedramię Dunaj-Szafrański. Trzask łamanych kości rozniósł się w jego głowie, a ból był tak potworny, że stracił przytomność.

Listopad 2019

Paweł Kopiński stał przed gmachem Ministerstwa Spraw Zagranicznych w alei Szucha i zastanawiał się, dokąd zaprowadzi go droga, na którą właśnie miał wejść po dwudziestu pięciu latach łudzenia się nadzieją. Na masztach po obu jego stronach łopotały flagi Polski i Unii Europejskiej. W środku czekał podsekretarz stanu, z którym umówił go kolega ze studiów prawniczych na Uniwersytecie Warszawskim, teraz szef Biura Informacji Niejawnych.

Namacał w kieszeni należącą niegdyś do Kamili wyplatankę z żyłek. Ten niepozorny człowieczek, który wyrządził im tyle krzywd, zeznał, że Artur Perkowski wziął sobie tę opaskę na pamiątkę i odtąd nosił ją na nadgarstku. Kamilę sprzedali w sierpniu 1994 roku w Hamburgu chorwackiemu gangowi. Dalej miała powędrować na Bliski Wschód jako kandydatka na kolejną żonę saudyjskiego czy katarskiego szejka. Nie dowiedzieli się więcej, bo Jacek Goch, w świecie przestępczym funkcjonujący jako Tetris, zrzucał winę na Perkowskiego. Współpracująca z nimi azjatycka piękność, Ming, rozpłynęła się w powietrzu. Polska policja skierowała do Interpolu wniosek o ściganie jej czerwoną notą.

Tamten gang przestał istnieć w toku walk mafijnych, a centrum handlu kobietami przeniosło się do Turcji. Tropy zostały zatarte. Ciekawe informacje Kopiński usłyszał jednak od wuja inspektora Macieja Jorka, emerytowanego oficera UOP, który potwierdził realność scenariusza przedstawionego przez Tetrisa. Doradzał poszukiwanie Kamili za pomocą nieformalnych zabiegów dyplomatycznych i biznesowych.

Paweł bezwiednie dotknął lewego boku, gdzie rana postrzałowa już się zasklepiła, lecz ciągle zabezpieczał ją opatrunkiem, bo groziła otwarciem. Wszedł na pierwszy z trzech schodków wiodących do budynku.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.