W epoce zmian klimatycznych odpowiedź na pytanie, co zrobić z deszczówką, będzie wracać jak bumerang za każdym razem, gdy będziemy mieć do czynienia z lokalnymi podtopieniami i deszczami nawalnymi. Ponieważ wybetonowaliśmy nasze miasta, pozbawiając się tym samym powierzchni biologicznie czynnej (pojęcie nielubiane zwłaszcza w krainie deweloperów, którzy chcą wycisnąć złotówki z każdego metra kwadratowego gruntu), musimy się liczyć z tym, że czasem woda szybko nie odpłynie. Nasze systemy przeciwburzowe w sytuacji deszczu nawalnego są zwyczajnie niewydolne i będą niewydolne. Widok autobusów i tramwajów, które do wysokości kół stoją w wodzie, będzie nam w związku z tym towarzyszył tak długo, jak długo nie będziemy potrafili zatrzymać deszczówki na posesjach, również tych prywatnych.

Rośliny - najlepszy magazyn wody

Na zachodzie model miasta gąbki funkcjonuje od dłuższego czasu. W Wiedniu o ochłodę walczy się na wszystkich frontach. Do niwelowania wysp ciepła powstał program zielonych fasad budynków. Rośliny magazynują deszczówkę, dzięki czemu w budynkach jest potem chłodniej. Na dachach i tarasach urzędów powstają ogródki społeczne (np. w donicach), które podlewa się deszczówką. Niedawno w stolicy Austrii powstał pierwszy Cooling Park w Esterházypark, gdzie zdjęto chodnik, posadzono zieleń i podłączono do skweru mgiełki wodne. Wiedeń postawił także na renaturyzację 30-kilometrowego potoku Liesingbach. W ramach projektu usunięto betonowe płyty na jego dnie i pozwolono mu łagodnie meandrować poza swoim korytem, które odsypano żwirem i piaskiem. Potok obsadzono krzewami i trawami. W Paryżu w ramach programów małej retencji odbetonowuje się szkolne podwórka. Rozłupywać chodniki przy kamienicach i sadzić w miejsce betonowych płyt rośliny pozwala także Rotterdam.

W Polsce programy małej retencji dopiero zaczynamy wprowadzać. Mała retencja ważna będzie zwłaszcza na obszarach, które nie dość, że wysychają, to mają jeszcze bilans wodny (m.in. w przeoranej kopalniami odkrywkowymi centralnej Polsce). Słynny dzięki kampanii wyborczej stał się program przydomowych oczek wodnych. Polacy mogą się ubiegać o pieniądze z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Mowa o około 100 mln zł na instalacje do zbierania wód opadowych. W ramach programu można otrzymać do 85 proc. kosztów, ale nie więcej niż 5 tys. zł. Ministerstwo Klimatu poinformowało, że w ciągu pierwszego tygodnia obowiązywania programu „Moja woda” beneficjenci zawnioskowali o blisko 30 proc. środków z puli wynoszącej 100 mln zł. Od 1 lipca złożono ponad 6 tys. wniosków o dofinansowanie instalacji przydomowej retencji na łączną wartość 27 mln zł.

Pogoda w Warszawie. Podtopienia po ulewachPogoda w Warszawie. Podtopienia po ulewach DARIUSZ BOROWICZ

Łąki kwietne w polskich miastach

Instalacje do gromadzenia deszczówki na własnej posesji to po prostu zbiorniki z komorami do rozsączania, które można np. wkopać w grunt albo postawić przy elewacji budynku. W Polsce są już prywatne firmy, które specjalizują się w dostarczeniu wszystkich niezbędnych elementów systemu wyłapywania deszczówki, jej magazynowania, a potem wykorzystania, np. do podlewania ogrodu, mycia okien czy nawet do używania jej w domu do spłukiwania toalety.

Dlatego niektóre polskie miasta zaczęły oferować mieszkańcom dotacje w ramach miejskiego systemu małej retencji. Władzom miast zwyczajnie się to opłaca. Im więcej deszczówki zostanie na prywatnych posesjach, tym bardziej wydolny będzie system odprowadzania wód opadowych i kanalizacji. Im więcej mieszkańcy zużyją jej do podlewania, tym mniej wody zalegać będzie na ulicach. A im więcej zieleni będzie w mieście zamiast betonu, tym mniej wysp ciepła, które rujnują zdrowie (zwłaszcza osób starszych) i generują straty w infrastrukturze (szybciej topi się asfalt na drogach, wyginają się szyny tramwajowe etc.).

To także kryzys klimatyczny sprawił, że w polskich miastach pojawiły się łąki kwietne, które gromadzą deszczówkę, oraz zmieniono częstotliwość koszenia trawy w parkach czy na bulwarach.

Nie tylko deszczówka

Na łapaniu deszczówki możliwości oszczędzania wody się nie kończą. Anna Borowczyk-Kurasińska, dyrektor ds. rozwoju rynku komunalnego w firmie Xylem, wskazuje, że najnowsze rozporządzenie ministra środowiska umożliwi wykorzystanie ścieku oczyszczonego np. na polach uprawnych do podlewania upraw przez rolników. – W rozporządzeniu określone są minimalne parametry ścieku oczyszczonego, który może być ponownie wykorzystany. Mówiąc prościej, ściek oczyszczony to produkt końcowy pracy oczyszczalni ścieków. Jest to pierwszy znaczący krok w radzeniu sobie przez nasz kraj z suszą i brakiem wody. Mamy suszę, a zasoby wód gruntowych w Polsce nie są wielkie. Przyzwyczajajmy się więc, że ściek oczyszczony ma szerokie zastosowanie. W Polsce także powinniśmy wypierać z naszych głów uprzedzenia do ścieków oczyszczonych. Co więcej, niektóre kraje już teraz za pomocą dostępnych technologii uzdatniają ściek oczyszczony do celów bytowych, np. w Izraelu. Można tą wodą myć np. ulice w miastach albo podlewać parki, skwery, kwietniki i trawniki - wymienia Borowczyk-Kurasińska. I zapewnia, że jej firma dysponuje technologiami niezbędnymi do dodatkowej filtracji ścieku oczyszczonego, jego dezynfekcji oraz do usunięcia całego spektrum mikrozanieczyszczeń. Służą do tego m.in. urządzenia ozonujące, lampy UV, system drenaży otwartych wzbogaconych węglem aktywnym. Pilotażowo w 2019 r. gmina Kraków zaczęła używać ścieków oczyszczonych do mycia ulic. Współpracują przy tym Miejskie Wodociągi i Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania, czyli dwie spółki komunalne.

Pieniądze za oszczędność

Jak z wyłapywaniem deszczówki radzą sobie polskie miasta?

Przykładem miejskiego programu dotacji do małej retencji może być wrocławski "Złap deszcz", dzięki któremu mieszkańcy mogą otrzymać do 5 tys. zł na przydomowy zbiornik na deszczówkę, ogród deszczowy albo muldę chłonną. W tym roku w związku z bardzo dużym zainteresowaniem wrocławian miasto uruchomiło nawet dogrywkę programu, przeznaczając na dofinansowania łącznie 700 tys. zł i realizując łącznie około 220 wniosków. Program ruszył w 2019 roku. Dotychczas Wrocław wydał prawie milion złotych na realizację 300 wniosków.

Do uruchomienia podobnego programu od przyszłego roku przygotowuje się Poznań (dotacja w wysokości 80 proc. kosztów instalacji, ale nie więcej niż 5 tys. zł). Pieniądze na ogród deszczowy albo studnię chłonną można od tego roku dostać w Lublinie. Mieszkaniec może otrzymać 70 proc. zwrotu kosztów (maksymalnie 5 tys. zł). Pilotażowo Lublin miał przeznaczyć na program 50 tys. zł, ale ze względu na duże zainteresowanie (wpłynęło 129 wniosków, podpisano osiem umów, a dwie są już rozliczane) rada miasta ma się zająć zmianami w budżecie, które pozwolą wygospodarować kolejne 100 tys. zł. W 2021 roku Lublin zamierza wydać 450 tys. zł.

Bardzo zaawansowany program małej retencji ma Kraków. Miasto zwraca 80 proc. kosztów budowy podziemnego zbiornika na deszczówkę, lecz nie więcej niż:

- 6 tys. zł za zbiornik o pojemności do 5 m sześc.,

- 8 tys. zł za zbiornik o pojemności 5-10 m sześc.,

- 10 tys. zł za zbiornik o pojemności powyżej 10 m sześc.,

Niższe dopłaty w Krakowie są do zbiorników naziemnych. Na wykonanie systemu nawadniania deszczówką ogrodów, gruntów zadrzewionych albo dużych prywatnych terenów zielonych zamienionych na łąki kwietne w Krakowie również można otrzymać do 12 tys. zł (80 proc. poniesionych kosztów).

W latach 2014-19 na krakowską mikroretencję miasto przeznaczało ponad 3 mln zł. W ramach programu wykonano 495 instalacji do gromadzenia wód opadowych (za łącznie 2,35 mln zł). Ale już wiadomo, że zapotrzebowanie jest znacznie większe. Rekordowy będzie 2020 r. W budżecie miasta zarezerwowano na ten cel 2 mln zł.

Mała retencja w Makowiskach w Puszczy BydgoskiejMała retencja w Makowiskach w Puszczy Bydgoskiej Maciej Kulesza

Retencja retencji nierówna

Prof. Paweł Licznar z Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Wrocławskiej studzi jednak nadmierny entuzjazm związany z gwałtownym rozwojem retencji: - Dotacje do małej retencji, a zwłaszcza do systemów wykorzystania wód deszczowych na miejscu, to dobre rozwiązanie, ale duża część tych pieniędzy może niestety być wyrzucona w błoto. Ludzie budują instalacje na podstawie tego, co usłyszą od przysłowiowego szwagra albo od pracowników hipermarketów budowlanych. Tutaj przydałoby się jednak coś więcej. Może lepsze byłoby połączenie wiedzy z wiarygodnymi danymi i efektywnym sposobem ich przetworzenia zakończone doborem sprawdzonej technologii? Dlaczego dziś nie oprzeć się przy tym na wiarygodnych narzędziach cyfrowych? Czy dobór rozwiązania zagospodarowania wód deszczowych nie może przypominać zabawy z konfiguracją nowego samochodu w internecie? Nie wystarczy kupić zbiornik na deszczówkę i podstawić go pod rynnę albo wykopać oczka wodne w ogrodzie i zalać je deszczówką. Teoretycznie im większy zbiornik, tym lepiej, ale po co nam wielki, jeśli nigdy się nie napełni? Jaka nam przyjdzie korzyść ze zbiornika, który jest za mały i świeci pustkami w czasie, gdy przyjdzie kilka słonecznych dni i wody potrzebujemy w naszym ogrodzie najwięcej? Jaką będziemy mieć przyjemność z oczka wodnego, w którym woda zacznie gnić i stanie się ono tylko wylęgarnią komarów? W epoce ocieplenia klimatu w niedalekiej przyszłości mogą być to może nawet komary malaryczne - ostrzega.

Prof. Licznar nie próbuje zniechęcić do rozwoju tej formy oszczędzania wody. Zwraca jednak uwagę, by przed wprowadzeniem systemu zagospodarowania deszczówki dobrze zatem wszystko przemyśleć i zaprojektować. I poleca narzędzia dostępne w internecie. Od marca tego roku projektanci systemów odwodnienia mogą dobierać najlepsze rozwiązania do retencjonowania i rozsączania wód opadowych na terenie całej Polski na platformie www.WaterFolder.com. Korzystanie z kalkulatorów platformy jest łatwe i bezpieczne, bo bazują one na wiarygodnych maksymalnym natężeniach deszczów z Polskiego Atlasu Natężeń Deszczów (PANDa). Opracowanie Atlasu PANDa przez firmę Retencja.pl we współpracy z IMGW-PIB było możliwe dzięki dofinansowaniu ze strony NCBiR. Dzięki współpracy z partnerami z przemysłu, firmami będącymi liderami w rozwiązaniach w obszarze systemów odwodnienia platforma jest bezpłatna i otwarta dla każdego, a wyniki projektu PANDa są wykorzystywane w praktyce do przemyślanego odprowadzania, retencjonowania i rozsączania wód opadowych.

- Narzędzia dostępne na platformie nie są jednak jeszcze wystarczające. Trzeba myśleć o ich rozwoju i docieraniu z nimi do konkretnych miast i ich mieszkańców. Trzeba też drogą cyfrową promować zagospodarowanie wód deszczowych. Tutaj także narzędzie do optymalnego doboru zbiorników do gromadzenia i wykorzystania deszczówki jest bardzo ważne. Mamy przyjemność budować takie narzędzie przy współpracy z MWiK w Bydgoszczy. Bydgoszcz to krajowy lider w adaptacji do zmian klimatu miejskiego systemu odwodnienia - wskazuje naukowiec. - Co ważne, osoby zaangażowane w projekt bydgoskiej retencji, wiedzą, że oprócz dużych inwestycji w infrastrukturę systemu odwodnienia i stawiania na rozbudowę jego retencji trzeba odłączyć od kanalizacji jak najwięcej dachów. Do tego niezbędne jest aktywne działanie ze strony samych mieszkańców miasta. Chodzi przy tym o ważną zmianę patrzenia na deszczówkę, to nie ma być problem, ale zasób. Wszystko zgodnie z hasłem: "Deszcz to zysk!". Dwa lata temu przygotowano już katalog zielono-niebieskiej infrastruktury. Dostępny dla każdego mieszkańca kalkulator zagospodarowania wód deszczowych ma być kolejnym krokiem pomagającym w mądrym zagospodarowaniu deszczówki na terenie własnej posesji.

Jak będzie działać taki kalkulator? Na podstawie Google Maps będziemy mogli obrysować nasz dach. Kalkulator wyliczy jego powierzchnię, a także obliczy, ile wody z niego będzie można pozyskiwać. Będzie się przy tym opierał na lokalnych szeregach opadowych, a więc nie tylko informacji o średniorocznym opadzie, ale też precyzyjnej informacji o opadach w poszczególnych dniach oraz na nie mniej ważnej informacji, w których dniach akurat nie padało. Kalkulator zada nam też pytanie, czy dach jest zielony i już częściowo retencjonuje wodę, czy to zwykły szczelny dach, np. pokryty blachą falistą, papą lub dachówką. Na tej podstawie kalkulator określi dopływy do zbiornika i okresy ich występowania.

Na uczestników pikniku czekało wiele atrakcji. Pojawiło się stoisko z grami VR, a na przykładzie ogrodów w słoikach, eksperci tłumaczyli, na czym polega zjawisko retencji. Można było także zobaczyć, jak wygląda woda pod mikroskopem. Na uczestników pikniku czekało wiele atrakcji. Pojawiło się stoisko z grami VR, a na przykładzie ogrodów w słoikach, eksperci tłumaczyli, na czym polega zjawisko retencji. Można było także zobaczyć, jak wygląda woda pod mikroskopem.  AGATA GRZYBOWSKA

Kalkulator prawdę ci powie

Druga ważna część kalkulatora to wykorzystanie deszczówki. Kalkulator wskaże nam cztery optymalne obszary wykorzystania deszczówki:

1. Podlewanie ogrodu. Deszczówka doskonale nadaje się do podlewania drzew i kwiatów i naszych przydomowych trawników. W kalkulatorze za pomocą Google Maps będzie można zmierzyć, jak duży jest nasz ogród i ile deszczówki będziemy potrzebować do jego nawadniania po określeniu intensywności i częstości podlewania.

2. Pranie. Dawniej na wsi zbierano deszczówkę do beczek i robiono w niej pranie. To stara obserwacja, która dzisiaj może oznaczać, że gdy zastąpimy kranówkę deszczówką, to nasze pralki nie będą miały tyle problemów z kamieniem, a przy okazji spadnie zużycie proszków do prania.

3. Spłukiwanie toalety. Tutaj zastąpienie wody z kranu deszczówką może dawać nawet oszczędności rzędu 60-90 litrów wody na jednego mieszkańca i dzień.

4. Woda gospodarcza, np. do utrzymania czystości posesji, mycia elewacji etc.

Po określeniu powierzchni ogrodu i podaniu informacji o liczbie mieszkańców kalkulator pozwoli na zbilansowanie potrzeb co do strumienia deszczówki na wyżej wymienione cele. Bilans ten zostanie skonfrontowany z dopływami deszczówki z dachu. Na tej podstawie kalkulator wskaże optymalną objętość zbiornika, która pozwoli efektywnie magazynować nadmiar wód w czasie opadów i wykorzystywać je w okresie suszy. Kalkulator będzie mógł być wykorzystywany nie tylko przez mieszkańców, ale także przez zarządców wspólnot mieszkaniowych i spółdzielni. Warto, aby tego typu kalkulatory były implementowane także w innych miastach i w przyszłości były podstawą do weryfikacji, czy przyjmowane rozwiązania mają techniczny sens i warto je wspierać finansowo.

- Premiera kalkulatora zagospodarowania wód deszczowych jest przewidziana na kolejnej już edycji konferencji "Bydgoska retencja +2050" w październiku tego roku. Co ważne, na konferencji zademonstrowane będą już pierwsze realne rozwiązania z obszaru małej retencji na terenie miasta. Wracając do początku rozmowy, tak trzeba i warto wspierać i stymulować retencję wód opadowych, ale trzeba i można to robić w sposób przemyślany z użyciem nowoczesnych narzędzi - podsumowuje naukowiec.

embed