Coraz bardziej oswajamy się ze zbieraniem deszczówki i wykorzystywaniem jej na przykład do podlewania ogródka. W gospodarstwach domowych wspomagają nas w tym samorządowe i rządowe programy. Dzięki nim na oczka wodne czy instalacje do zbierania wody można dostać do 5 tys. zł dofinansowania. Na przykład Wrocław ogłosił program "Złap deszcz", w którym pieniądze można było dostać na budowę studni, instalacji do gromadzenia wody z dachów czy ogrodów deszczowych. Dodatkowo w ramach konkursu do wrocławian trafiły specjalne pojemniki do łapania deszczówki.

Pomaga też nowy, rządowy program "Moja woda". W jego ramach w ciągu trzech tygodni wpłynęły wnioski na dofinansowanie w wysokości łącznie około 50 mln zł. 

Takie inwestycje, które umożliwiają zatrzymywanie wody, pomogą radzić sobie ze skutkami suszy. - Przede wszystkim retencja. Powie to praktycznie każdy hydrolog i specjalista zajmujący się wodą - mówi dr hab. Andrzej Wałęga z Wydziału Inżynierii Środowiska i Geodezji Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie oraz prezes Stowarzyszenia Hydrologów Polskich. I zaznacza, że to z jednej strony sposób na poradzenie sobie ze skutkami suszy i ograniczenie zużycia wód podziemnych, z drugiej zaś zwiększenie ochrony przed podtopieniami w czasie ulewnych deszczy.

Jak zatrzymać wodę?

Wodę można zatrzymywać także na własnym podwórku i korzystać z niej w domu. - Wody opadowe to nie odpad, ale zasób, który możemy ponownie wykorzystać. Zarówno w czasie suszy, jak i na co dzień, do podlewania ogródka, mycia samochodu, a po podczyszczeniu nawet do prania czy spłukiwania toalety - tłumaczy Wałęga.

Agnieszka Wrzesińska, menadżer produktu systemy zagospodarowania wody deszczowej w firmie Wavin, zajmującej się produkcją systemów instalacyjnych, mówi: - W gospodarstwie domowym łapać wodę można łatwo, choćby w beczkę postawioną przy rynnie. Ale można też instalować oczka wodne i systemy wprowadzające wodę w grunt. Dzięki odpowiednim technologiom można ją zbierać z dachów i wtedy nie trafia ona bezpośrednio do kanalizacji, tylko nawadnia roślinność przy naszym domu. Zbierać ją można też z podjazdów czy innych powierzchni utwardzonych i wprowadzać ją do bezpośrednio do gruntu np. poprzez systemy skrzynkowe.

Deszczówka w toalecie

Niektórzy zaczynali zbierać wodę zanim to było modne. Jak opowiadał nam już w 2017 roku Marek Gendaj, właściciel hotelu Uroczysko Siedmiu Stawów w Niemczy (dolnośląskie), deszczówką spłukuje się tam około 40 toalet.

Gendaj zlecił budowę dodatkowej instalacji hydraulicznej, dublującej tę wodociągową, podczas gruntownego remontu 10 lat wcześniej. Inwestycja kosztowała 50 tys. zł. Dzięki niej woda deszczowa jest zbierana do zbiorników, a pompy i przewody prowadzą ją do toalet. Deszczówki wystarcza, poza wyjątkowymi sytuacjami, jak susza. Wtedy automatycznie pobierana jest kranówka.

– To rozwiązanie dobre i dla indywidualnych gospodarstw domowych. Do takich inwestycji w przyszłości skłonią nas rosnące koszty wody – mówił Gendaj.

Nadal jednak daleko nam do łapania i powtórnego wykorzystywania wody, której używamy w domu. Chodzi o wodę z kąpieli, mycia, prania czy zmywania, czyli o tzw. szarą wodę. 

Jeśli chcemy ją wykorzystywać w modelowy i wygodny sposób, trzeba mieć w domu podwójną instalację. Wymaga to odrębnych pionów kanalizacyjnych, które zbierają i filtrują ścieki. Wtedy zbierana woda jest podczyszczana i można jej użyć do spłukiwania toalet czy podlewania. To rozwiązania często spotykane w Niemczech, Francji, Japonii czy Izraelu. W Polsce są niemal nieznane i w efekcie spłukujemy toalety (to aż 30-40 proc. dziennego zużycia!), myjemy samochody i podlewamy trawnik wodą pitną. Najlepsza woda, jaką mamy, leci z kranu, jakby nigdy miało jej nie zabraknąć. 

Woda szara: brak systemowych rozwiązań

Trudno się samemu winić za brak lepszych rozwiązań. Możliwość korzystania z wody w takim zamkniętym obiegu trudno sobie zapewnić. Próbować mogą indywidualni właściciele domów, które dopiero są w budowie. Instalacja drugiej rury w już gotowych budynkach nie byłaby łatwa, a w nowym budownictwie takie rozwiązania nie są wymagane. Deweloperzy raczej nie będą więc w nie inwestować.

Instalacja dualna łączy aspekt ochrony zasobów wodnych z obniżeniem rachunków za dostawę wody i odprowadzanie ścieków. Jednak to wciąż stosunkowo drogie rozwiązanie dla statystycznego Polaka, szczególnie w przypadku wykorzystania wody szarej. – Obecnie nie ma zachęt, ulg czy dofinansowań do takich instalacji. A inwestycja zwróci się, w postaci niższych rachunków za wodę i ścieki, dopiero za kilkanaście lat - mówi prof. Ewa Burszta-Adamiak z Instytutu Inżynierii Środowiska z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Jak mówił nam jednak już kilka lat temu prof. Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu Andrzej Drabiński, w przyszłości ekologiczne systemy hydrauliczne będą wymagane przez prawo budowlane, podobnie jak dzisiaj wymagane jest izolowanie budynków przed utratą ciepła.

Kiedy? – Myślę, że najwyżej za kilkanaście lat. Bo jeśli gorące lata, jak obecne, będą się powtarzały, to kłopoty z wodą będą narastały. I zwiększy się presja na oszczędne gospodarowanie wodą – mówił Drabiński. Dodaje, że rachunki za wodę będą coraz wyższe, bo zwiększać się będą normy czystości wody, podobnie jak z dopuszczalnymi normami smogu. 

Burszta-Adamiak uważa, że zmiany są kwestią czasu. Świadomość, że należy retencjonować wodę jest coraz większa. - Widać to wyraźnie w podejmowanych inicjatywach odnośnie do gromadzenia i wykorzystywania wody opadowej. Po tym pierwszym kroku przejdziemy dalej i zajmiemy się też zbieraniem wody szarej - uważa ekspertka. 

Woda szara? Na pewno się nadaje?

Na razie istnieje też opór psychologiczny przed wykorzystywaniem wody szarej, bo w przeciwieństwie do deszczówki, traktujemy ją po prostu jako wodę brudną. 

Taka woda rzeczywiście nie kwalifikuje się jako woda pitna, ale też jako silnie skażona. I oszczędzać ją warto. Jak wylicza korzyści Watersystem, firma dostarczająca m.in. instalacje do odzysku wody szarej, w tradycyjnym gospodarstwie domowym 50-80 proc. wody ściekowej może być wykorzystane powtórnie. To oszczędność co najmniej 250-300 litrów wody dziennie w przypadku czteroosobowej rodziny i takaż ilość ścieków, które nie zostałyby natychmiast odprowadzone.    

Jak zauważa Mariusz Proczek, dyrektor sprzedaży i rozwoju rynku budownictwa w firmie Xylem Water Solutions Polska, dostarczającej rozwiązania dla całego cyklu obiegu wody, w Polsce dostępne są kompaktowe rozwiązania (urządzenie wielkości lodówki), które wykorzystując zestaw filtrów, lampę UV i ozon, są w stanie oczyścić do 21 tys. litrów szarej wody na dobę. - Urządzenia te oczyszczają wodę bez użycia chemikaliów, niszczą wszystkie czynniki patogenne jak bakterie E.coli, salmonella, legionelli itp. Jedno takie urządzenie jest w stanie oczyścić wodę z około 100 gospodarstw - zauważa Mariusz Proczek. I dodaje: - Niektóre miasta, np. Podkowa Leśna, już dziś projektują drogi tak, by maksymalnie zatrzymać, zmagazynować każdy opad. Kolejnym krokiem dla miast powinno być wykorzystanie stałego źródła, jakim jest woda szara. Zastosowanie wstępnie uzdatnionej wody szarej do podlewania ogrodów dodatkowo pozytywnie wpłynie na odbudowanie się wód gruntowych.

Także hotele mogłyby oszczędzać tak wodę, której obecne zużycie waha się od 125 do 200 litrów na gościa dziennie. Baseny? Uzdatniana woda może być wykorzystywana do nawadniania terenów zielonych.

Oczywista strata z braku zbierania wody szarej jest taka, że zużywamy do codziennych czynności, takich jak spłukiwanie ustępów, prace porządkowe, większe ilości wody wodociągowej, uzdatnianej do jakości wody do picia i odprowadzamy więcej ścieków. To oznacza wyższe rachunki, a także większe obciążenie systemu kanalizacyjnego i w konsekwencji, zwłaszcza w czasie intensywnych opadów, przeciążenie odbiorników wód.

Niektórzy zbierają wodę z kąpieli do misek, i potem spłukują nią toaletę, czy podlewają rośliny. Czy takie działanie ma sens? - Pozytywnie się do tego odnoszę, choć rozumiem, że nie każdemu musi odpowiadać ten sposób ze względu na estetykę. Ale to ważne, że ktoś podejmuje zdrowe inicjatywy. To minikroki w dobrym kierunku - mówi Ewa Burszta-Adamiak.

embed