Spękana ziemia, wyschnięta studnia i codzienne długie wędrówki do źródła, by zaczerpnąć wodę, to obrazki, które kojarzymy z borykającymi się z niedoborem wody pitnej krajami Azji i Afryki. Niesłusznie. Taki świat jest bliżej, niż myślimy. Z wyliczeń Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) wynika, że deficyt wody to także problem ponad 100 mln Europejczyków. Problem, który nie omija Polski, gdzie na jednego mieszkańca w ciągu roku przypada ok. 1600 m sześc. wody (na Europejczyka ok. 4500 m sześc.), a w okresach suszy wskaźnik ten spada nawet poniżej 1000 m sześć.  – Zużywamy sześć razy więcej wody niż sto lat temu, a przez to, że jest ona łatwo dostępna, nawet nie zauważamy, jak często z niej korzystamy – mówi Joanna Mieszkowicz z fundacji ekologicznej Aeris Futuro.

Kryzys wodny u wrót

W kolejnych dziesięcioleciach te wyliczenia mogą diametralnie się zmienić, bo z powodu postępujących zmian klimatycznych będą nam zagrażać dotkliwe susze. Migracje ludzi do miast zwiększą zapotrzebowanie na wodę tam, gdzie o jej jakość niedostatecznie się troszczymy. Widmo kryzysu wodnego sprawia wprawdzie, że cała Unia zabiega, by wodę oszczędzać i retencjonować. Jednakże zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy z tego, że zużywana przez nas woda to nie tylko to, co spłynie, gdy odkręcimy kurek, gdy naciśniemy spłuczkę w toalecie lub to, co wypijemy.

O tym, ile właściwie zużywamy wody, mówi nam ślad wodny (water footprint). Dzięki niemu możemy podliczyć, ile w naszym codziennym życiu zużywamy wody bezpośrednio (do mycia, picia, sprzątania) oraz pośrednio (woda wirtualna). Każda bowiem rzecz, którą jemy, w którą się ubieramy i której używamy, nie powstałaby bez wody.

Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Trzy kolory wody

Na ślad wodny składają się trzy elementy: zielony, niebieski i szary. Co oznaczają? Zielona woda to ta zmagazynowana w roślinach lub w wierzchniej warstwie gleby oraz ta, która paruje poprzez rośliny. Termin niebieska woda określa ilość użytej wody pozyskanej z zasobów wód powierzchniowych i podziemnych. To, że jej używamy, nie oznacza jednak, że znika, bo woda jest zasobem odnawialnym i biorąc udział w cyklu wodnym, pobrana na przykład z rzeki wraca do niej kawałek dalej. Woda szara jest miarą stopnia zanieczyszczenia wód słodkowodnych w procesie produkcji. Zaliczamy do niego także ścieki i punktowe zanieczyszczenia wód. Na przykład deszcz, który spadnie w mieście, zmyje ulice i trafi do kanalizacji, to już woda szara.

Ślad wodny państwa i miasta

Ślad wodny obliczany dla konkretnego kraju uwzględnia sumę zużytej wody do produkcji wszystkich dóbr i usług konsumowanych przez jej mieszkańców i mieszkanki. Wyróżniamy ślad wodny wewnętrzny (woda pochodząca z zasobów danego kraju) oraz zewnętrzny (woda pochodząca z zasobów położonych poza granicami kraju). I tak Polska zostawia ślad wodny w wysokości 54 km sześc. na rok (pojemność ponad 80 zbiorników wielkości jeziora Śniardwy). 25 proc. tych zasobów to woda zużywana w innych krajach i regionach.

Ślad wodny zostawia też każde miasto. Składa się na niego objętość dostępnej wody z rzek, jezior, stawów, zbiorników podziemnych (niebieska woda), objętości wód opadowych (zielona woda) oraz objętość wody, która byłaby potrzebna do rozcieńczenia ładunku odprowadzanych zanieczyszczeń (szara woda). Urbanizacja oraz zwiększenie powierzchni zabudowy, a co za tym idzie powierzchni nieprzepuszczalnych (drogi, parkingi, chodniki itp.) sprawiło, że naturalny spływ powierzchniowy, infiltracja i parowanie wody w miastach zostały zaburzone. Osuszanie terenów podmokłych oraz konieczność odprowadzania wody deszczowej naruszyły natomiast naturalny przepływ cieków wodnych. Mikroretencja dopiero raczkuje.

Jak mówi Agnieszka Wrzesińska z firmy Wavin zajmującej się produkcją m.in. systemów do zagospodarowania wody deszczowej, kluczowe w ograniczaniu negatywnych skutków takich zmian, a co za tym idzie zmniejszaniu śladu wodnego miast, jest inwestowanie w błękitno-zieloną infrastrukturę. Miasta powinny działać jak gąbka, czyli zatrzymywać wodę deszczową, a następnie ją wykorzystywać.  – Nie potrzeba do tego budowy wielkich zbiorników retencyjnych, ale rozwiązań, które jednocześnie uchronią miasto przed suszą, a z drugiej urozmaicą krajobraz  – zaznacza Agnieszka Wrzesińska.

W jaki sposób? Na przykład stawiając na powiększanie powierzchni zieleni w miastach, tworzenie ogrodów deszczowych czy nawet fontann, które będą rozrywką dla najmłodszych i które naturalnie schładzają powietrze. Widać już zmianę podejścia, bo jeżeli kiedyś używało się słowo „ścieki”, teraz mówi się o „wodzie deszczowej”. Kiedyś stawiano na to, by woda jak najszybciej odpłynęła do odbiornika, a teraz inwestuje się w systemy, które będą tę wodę retencjonować i rozsączać  – podkreśla ekspertka z Wavin. Podaje przykłady coraz częściej używanych rur, które poprzez perforację i zastosowanie geowłókniny wokół rury umożliwiają, by woda mogła stopniowo wsiąkać do gruntu albo przykłady zbiorników retencyjnych lub retencyjno- rozsączających budowanych np. pod parkingami.

Fot. Tomasz Sta?czak / Agencja Gazeta

 To, co jesz, odciska ślad

Na podstawie codziennych nawyków wyliczyć możemy także nasz indywidualny ślad wodny. Przykłady? Na śniadanie zjadłeś dwa jajka i kromkę chleba, a do tego wypiłeś filiżankę kawy. Licznik zużytej przez ciebie wody przekroczył już 300 litrów. Jak dowodzą autorzy Water Footprint Calculator (WFC), narzędzia, które wylicza nasz ślad wodny, to właśnie dieta ma największy wpływ na jego wielkość. Aż jedną czwartą globalnych zasobów słodkiej wody wykorzystywanych na świecie zużywa się do produkcji mięsa i przetworów mlecznych. 43 razy więcej wody zużywa się do nawadniania upraw zbóż na paszę dla zwierząt niż do nawadniania pastwisk. Z tego powodu produkcja wołowiny jest jednym z najbardziej wodochłonnych procesów. Do wyprodukowania kilograma takiego mięsa potrzeba aż 15 415 litrów wody! Więcej pochłaniają tylko fabryki czekolady, bo żeby powstał kilogram ciemnej słodkości, potrzeba 17 196 litrów wody. Dla porównania do uprawy kilograma warzyw potrzeba jej tylko 322 litry.

Po jedenaste: nie marnuj!

Co można zrobić, aby oszczędzać wodę i ograniczyć ślad wodny?  – Przede wszystkim ograniczyć konsumpcję. Warto pomyśleć nie tylko co, ale w czym kupujemy, bo także produkcja plastikowych czy aluminiowych opakowań powoduje ogromne straty wody  – podkreśla Mieszkowicz. Warto zastanowić się także, ile razy w ciągu ostatniego roku uzupełnialiśmy naszą szafę. Uprawy bawełny, z której produkuje się ubrania to jedno z największych zagrożeń dla gospodarki wodnej krajów producentów. Szacuje się, że zużycie wody może wynosić od ponad 2 tys. litrów w Sudanie do 7 tys. litrów w Izraelu na kilogram gotowej bawełny. Wynika z tego, że aby wyprodukować parę jeansów, potrzeba co najmniej tysiąca litrów wody! Niszczycielski wpływ upraw bawełny bardzo wyraźnie widać w Uzbekistanie, gdzie Morze Aralskie zmniejszyło swoją objętość o 85 proc., zwiększając przy tym swoje zasolenie o prawie 600 proc. Spowodowało to wymarcie wszystkich zwierząt żyjących w tym akwenie.

Jak jednak ograniczyć ślad wodny, skoro musimy coś jeść? Możemy bardziej świadomie wybierać te produkty, które są mniej wodochłonne oraz starać się nie marnować żywności. Według ekspertów z Too Good To Go, którzy działają na rzecz niemarnowania żywności, najczęściej wyrzucanymi do kosza przez Polaków produktami są:

- Chleb (ok. 1 608 litrów wody potrzebnych do produkcji 1 kg),

- Wołowina (jeden zmarnowany burger wołowy to tyle wody, ile zużyjemy podczas 90-minutowego prysznica!),

- Owoce (ok. 822 l wody do produkcji 1 kg jabłek),

- Warzywa (1 kg pomidorów to 214 litrów wody).

Z drugiej zaś strony pokochaliśmy awokado, którego uprawa drenuje zasoby wodne Meksyku czy Peru (do wyprodukowania 1 kg potrzeba 900 litrów wody!). By tak się nie działo, powinniśmy stawiać na produkty lokalne i mniej przetworzone. - Chociaż to się zmienia, wciąż brakuje nam świadomości konsumenckiej. Realne koszty wyprodukowania danego produktu czy żywności, które uwzględniałaby zużycie wody, pozostają ukryte. Zaczynamy się nad nimi zastanawiać, dopiero gdy przestaje padać i rolnikom doskwiera susza, a my za żywność płacimy coraz więcej - komentuje Mieszkowicz.

embed