Przyzwyczailiśmy się, że woda, którą pijemy, jest solidnie oczyszczona. To prawda, wraz z rozwojem cywilizacji i rosnącym dobrobytem na horyzoncie pojawiają się jednak nowe zagrożenia. Już nie tylko bakterie E.coli spędzają sen z oczu naukowców i pracownikom stacji uzdatniania wody.

Dr Tadeusz Bochnia, zastępca dyrektora produkcji w krakowskim Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji: - Od kilku lat naukowcy zwracają uwagę na obecność nowych, niemonitorowanych dotychczas zanieczyszczeń (leki, steroidy, hormony, środki ochrony osobistej, środki odkażające, związki powierzchniowo czynne, związki opóźniające zapłon oraz dodatki do benzyn), określanych angielskim terminem „emerging contaminants” (ECs) co oznacza „nowo pojawiające się zanieczyszczenia” - wskazuje. - Substancje te stanowią dużą grupę związków chemicznych (organicznych i nieorganicznych), będących również składnikami substancji codziennego użytku. Spośród nich największe zainteresowanie budzi szeroka grupa farmaceutyków i produktów ich przemian w środowisku. Pozostałości farmaceutyków, związków endokrynnych i innych oraz ich metabolity, wydalane przez ludzi i zwierzęta trafiają do środowiska wodnego głównie wraz ze ściekami komunalnymi z oczyszczalni ścieków oraz poprzez spływy powierzchniowe z gospodarstw hodowlanych.

Jak z tym wyzwaniem radzą sobie polskie przedsiębiorstwa wodociągowe?

Badania za duże pieniądze

Henryk Piekutowski, główny technolog w Białostockich Wodociągach, mówi wprost, że badań na obecność leków, hormonów czy mikroplastiku nigdy w stolicy Podlasia nie robili, bo nie wymaga tego rozporządzenie ministra zdrowia. Żeby takie badania w ogóle zacząć robić, potrzebne są duże pieniądze i specjalistyczny sprzęt wart kilkaset tysięcy złotych. W Białymstoku mają na razie tylko jeden chromatograf, czyli urządzenie do bania mieszanin i związków chemicznych. Czekają na kupno kolejnego.

W Gdańsku również przyznają, że standardowo na razie nie badają wody pod kątem obecności leków, hormonów czy mikroplastiku. - Wyrywkowo jednak mamy możliwość prowadzenia badań zawartości mikrozanieczyszczeń w ramach projektów międzynarodowych, w których bierzemy udział. Badania zawartości w ściekach wybranych farmaceutyków i substancji endokrynnie czynnych były prowadzone w ramach projektu NonHazCity. Analizy realizowane były przez partnerów projektu: Uniwersytet w Gdańsku i Uniwersytet w Uppsali. Natomiast, badania zawartości mikroplastiku w wodzie pitnej z ujęcia Straszyn oraz w ściekach z OŚ Gdańsk Wschód są przedmiotem jeszcze trwającego projektu FanpLESStic-sea. Oprócz badań surowej wody i ścieków weryfikować będziemy również efektywność procesu uzdatniania wody i procesu oczyszczania ścieków w usuwaniu mikroplastiku. Wyniki będą dostępne dopiero w przyszłym roku. Analizy prowadzi Uniwersytet w Aalborgu (partner projektu) - wskazuje dr Monika Piotrowska-Szypryt z Gdańska. Zaznacza jednak, że trudno oczekiwać jednoznacznych wyników z tych "wyrywkowych" badań. Żeby do takich wniosków dojść potrzebne będą bardziej pogłębione badania, a potem analizy naukowców.

Brak regulacji, brak metod badawczych

Podobne argumenty jak w Gdańsku, słyszymy w poznańskim Aquanet. Wśród powodów, dla których w wodzie nie bada się tam obecności leków czy mikroplastiku większość wodociągowców w Polsce podaje m. in. brak odpowiednich regulacji w polskim prawie, brak wiarygodnych metod badawczych czy brak limitów na te zanieczyszczenia w wodzie. W Poznaniu też zrobili badania na obecność farmaceutyków, ale jedynie pilotażowe (we współpracy z uczelniami). Na ich wyniki jeszcze czekają. W czerwcu zaczęli natomiast badania wody pod kątem obecności mikroplastiku. - Aktualnie też analizujemy propozycję wzięcia udziału w badaniach stężenia substancji hormonalnych w wodach, którą otrzymaliśmy z uczelni warszawskiej - dodaje Dorota Wiśniewska z Aquanet-u.

JAKUB WŁODEK

Badania jak melodia przyszłości

Kraków niedawno otarł się o finał konkursu na zieloną stolicę Europy. Zajął piąte miejsce, podczas gdy do finału awansowały cztery miasta z najlepszymi ekologicznymi wskaźnikami. Jednym ze wskaźników ocenianych przez jury była właśnie jakość wody. W tym aspekcie Kraków został doceniony najbardziej ze wszystkich 18 startujących miast. Władze miasta i wodociągi w Krakowie od lat chwalą się jakością "kranowianki" (jak w Krakowie nazywa się wodę prosto z kranu) i promują jej picie. Polecają przede wszystkim nalewanie jej do szklanek w domach zamiast kupowania w plastikowych butelkach. Rozwijają też sieć miejskich pitników (na razie jest ich 18, głównie w rejonie parków), a na imprezy (np. koncerty "Męskie Granie" i inne festiwale muzyczne) krakowscy wodociągowcy dowożą wodę beczkowozami. W Krakowie wodociągowcy uruchomili także specjalne projekty: "Dobra woda prosto z kranu w Twojej szkole”, „Dobra woda prosto z kranu w Twoim szpitalu” oraz „W Krakowie pijemy kranowiankę” skierowany do barów, kawiarni, restauracji i hoteli. Właściciele tych lokali otrzymują otrzymują od wodociągów szklanki i dzbanki na wodę, w których potem mogą podawać swoim klientom wodę prosto z kranu.
Ale czy w stolicy Małopolski bada się wodę na obecność leków czy mikroplastiku? Wodociągowcy nie mają złudzeń, że na razie mówi się o takich badaniach jak o melodii przyszłości.

JednaPlaneta.JednoŻycie Woda
CZYTAJ WIĘCEJ

Stężenia poniżej granicy wykrywalności

Zdaniem Bochni wiedza na temat obecności farmaceutyków w środowisku jest nadal nie wystarczająca, a badania w tym zakresie dopiero raczkują. Brakuje procedur, a niektóre zanieczyszczenia mają tak śladowe ilości, że potrzebne są dodatkowe badania i sprawdzanie próbek na bardziej wrażliwym sprzęcie laboratoryjnym.

W Krakowie tym tematem specjaliści od wody zajęli się już 10 lat temu. Wodociągi razem z Akademią Górniczo-Hutniczą realizowały wspólny projekt badawczy, którego celem było monitorowanie właśnie substancji ECs. Celem naukowym tego projektu było kompleksowe sprawdzenie występowania najczęściej stosowanych leków z poszczególnych grup terapeutycznych w ściekach komunalnych w krakowskich oczyszczalniach ścieków (najpierw w dwóch: Płaszów i Kujawy). W tym celu ścieki badano na wejściu do oczyszczalni, a potem na wyjściu. Naukowcy starali się też oszacować, czy ilości uwalnianych do ekosystemów wodnych zanieczyszczeń stanowią istotne zagrożenie dla środowiska.

- Aktualnie realizowany jest program badawczy dotyczący wód powierzchniowych, które stanowią źródło zaopatrzenia Krakowa w wodę (rzeki: Sanka, Rudawa, Dłubnia oraz Zbiornik Dobczycki) oraz badania wody przeznaczonej do spożycia, jednak w tym przypadku substancje ECs są niewykrywalne (stężenia poniżej granic detekcji) - wskazuje Bochnia.

Niezależnie od wspólnego projektu badawczego z AGH krakowscy wodociągowcy m. in. za dotację z Unii Europejskiej rozbudowują swoje laboratorium, do którego chcą kupić aparaturę (m.in. wysoko sprawny specjalistyczny chromatograf cieczowy z detekcją masową) i wdrożyć własne metody analityczne, dzięki którym powstanie rutynowy monitoring nowych mikrobiologicznych i chemicznych wskaźników jakości wody. Krakowscy wodociągowcy spodziewają się też, że zmieni się niebawem unijna dyrektywa, która nałoży obowiązek badania wody pod kątem obecności niektórych ECs (m.in. mikroplastiku i leków) w wodzie do picia. W Krakowie spodziewają się, że nowe przepisy nie wejdą wcześniej w życie niż w 2024 roku. Nie wiadomo jednak, kto będzie odpowiedzialny za ich egzekwowanie: służby sanitarne, czy sami wodociągowcy.

Wnioski z dotychczasowych badań w Krakowie? W wodzie do picia farmaceutyki (ibuprofen, diklofenak i ich metabolity) są prawie niewykrywalne, a w ściekach oczyszczonych ich poziom jest stabilny z lekkim wzrostem.

W Krakowie raz w 2019 roku przeprowadzono również badania wody pod kątem obecności w niej mikroplastiku. Nie są one jednak na tyle pogłębione, by mówić o wnioskach.

embed