Szambo znów wybiło, ścieki znów wpłynęły do Wisły - grzmiał w czerwcu minister środowiska Michał Woś na konferencji przy kolektorze burzowym w Warszawie. - Niestety, mamy do czynienia z symbolem nieudolności, katastrofą ekologiczną, nie takiej skali jak ta w zeszłym roku w Czajce, ale z taką stałą katastrofą - podkreślał, stawiając znak równości między odprowadzaniem do Wisły ścieków i deszczówki przez warszawskie wodociągi.

Awaryjne zrzuty ścieków

Jak zauważa prof. Piotr Bugajski z Wydziału Inżynierii Środowiska i Geodezji Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, używanie słowa „awaria oczyszczalni” w tym konkretnym przypadku jest niezasadne, bo w Warszawie doszło do pęknięcia kolektora kanalizacyjnego doprowadzającego ścieki do oczyszczalni, a nie awarii któregoś z urządzeń ciągu technologicznego oczyszczalni. - Zarzut, że nie wszystkie ścieki, które trafiają do Wisły, są w pełni oczyszczone, też nie jest trafiony. Każda zbiorcza oczyszczalnia ścieków powinna mieć tzw. kanał awaryjny, którym odprowadzany jest nadmiar ścieków w okresie, gdy ich ilość jest większa niż zakładana przepustowość oczyszczalni. Takie działanie zapobiega jej awarii i można powiedzieć, że wybieramy mniejsze zło, gdyż lepiej odprowadzać nie w pełni oczyszczone ścieki do odbiornika przez kilka czy kilkanaście godzin niż przez kilka miesięcy, zanim po awarii oczyszczalnia osiągnie pełnię sprawności - podkreśla prof. Bugajski.

Oczyszczalnia ścieków 'Czajka'. Komisja Helsińska chce poznać dokładne przyczyny awarii kolektoraOczyszczalnia ścieków 'Czajka'. Komisja Helsińska chce poznać dokładne przyczyny awarii kolektora Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Ścieki w Motławie, ścieki w Serafie

Problem trafiających wprost do rzek zanieczyszczeń komunalnych nie kończy się jednak na Warszawie. Pod koniec ubiegłego roku po awarii rurociągu ściekowego w oczyszczalni w Swarzewie nieczystości zrzucono do Zatoki Puckiej. W maju 2018 roku po uszkodzeniu komory pomp w Przepompowni Ścieków Ołowianka ścieki z Gdańska trafiły do Motławy i Zatoki Gdańskiej. Przez kilka dni maja do rzeki Kamienica w Małopolsce lądowały nieczystości z gminnej oczyszczalni, która działała bez pozwolenia wodnoprawnego. - To, co się działo na naszych wodach przez weekend majowy, woła o pomstę do nieba. Co chwila dostajemy informację, że oczyszczalnie bezkarnie spuszczają ścieki - alarmowali w maju wędkarze z Nowego Sącza. I wymieniali, że zanieczyszczone zostały też Dunajec i Biała Tarnowska. Pokazywali zdjęcia pływających do góry brzuchem ryb w Mszance, dopływie Raby. O kleistej mazi lub pieniącej się wodzie w Rudawie, Serafie oraz Drwince informowali też krakowianie.

Prof. Bugajski winy za takie zdarzenia upatruje jednak nie w samych oczyszczalniach, ale w niewłaściwym sposobie eksploatacji całego systemu kanalizacyjnego. – Oczyszczalnia w części biologicznej to żywy organizm. Jeżeli metabolizm tego żywego organizmu, czyli mikroorganizmów, zostaje zaburzony, bo np. ktoś zrzucił do kanalizacji ścieki przemysłowe albo toksyczne zanieczyszczenia, to oczyszczalnia zaczyna szwankować. Kolejnym negatywnym zjawiskiem są sytuacje, kiedy mieszkańcy nie wiedzą, co robić z nadmiarem deszczówki i nielegalnie podpinają rynny dachowe do kanalizacji. W okresie intensywnych opadów okazuje się, że do oczyszczalni dopływa nawet kilkaset procent więcej ścieków, niż jest ona na to przygotowana. Tego typu nadprogramowy dopływ powoduje wypłukanie osadu czynnego - tłumaczy ekspert. A to właśnie osad czynny odpowiada za biologiczne oczyszczanie ścieków.

Dotyczy to zwłaszcza małych oczyszczalni, które nie mają kanału awaryjnego, więc często kończy się to przeciążeniem systemu i awarią. Ponadto Bugajski zaznacza, że na procesy, które zachodzą w oczyszczalni ścieków, wpływ mają mieszkańcy już podłączeni do sieci kanalizacyjnej, gdyż to od nich zależy, co znajduje się w oczyszczanych ściekach.

Bo wraz z nimi w rzekach wylądować może chemia z pralek czy zmywarek, która wzmaga procesy eutrofizacji wód, ale także wydalane przez człowieka farmaceutyki (głównie antybiotyki i leki hormonalne), które powodują wiele zmian w morfologii komórek oraz funkcjonowaniu mikroorganizmów żyjących w środowisku wodnym.  

JednaPlaneta.JednoŻycie Woda
CZYTAJ WIĘCEJ

Okolice przepompowni ścieków Ołowianka, 15Okolice przepompowni ścieków Ołowianka, 15 BARTOSZ BAŃKA

Rzeczpospolita nieskanalizowana

Jednakże znacznie większym problemem niż awarie oczyszczalni jest w wielu regionach kraju brak systemów kanalizacyjnych.

W Polsce gospodarkę ściekową udało się uporządkować głównie dzięki wymogom unijnym i wdrożeniu Krajowego Programu Oczyszczania Ścieków Komunalnych (KPOŚK), który pomógł zwiększyć liczbę oraz wydajność oczyszczania ścieków w aglomeracjach.

Jednakże nie wszędzie się to udało. Komisja Europejska wytyka Polsce, że 1,2 tys. aglomeracji nie ma systemu unieszkodliwiania ścieków komunalnych, w ok. 1,3 tys. nie podlegają one odpowiedniemu oczyszczaniu przed odprowadzeniem do odbiorników. „Polska nie zapewniła w 426 aglomeracjach bardziej rygorystycznego oczyszczania ścieków komunalnych wprowadzanych do systemów zbierania i odprowadzanych na obszary wrażliwe” – napisała KE w oświadczeniu z 14 maja, w którym wzywa Polskę do natychmiastowej naprawy sytuacji.

Najwyższa Izba Kontroli zwracała z kolei uwagę na problem miejscowości turystycznych, które w sezonie letnim lub zimowym z małej mieściny stają się kurortem odwiedzanym przez tysiące turystów. Szczególnie trudna sytuacja panuje na Podhalu, gdzie za postępującą budową hoteli czy pensjonatów dla coraz liczniejszych gości nie poszła rozbudowa infrastruktury komunalnej. Tylko w rejonie Bukowiny Tatrzańskiej  liczba turystów w ciągu minionej dekady wzrosła 30-krotnie, nie poszła za tym jednak rozbudowa sieci sanitarnej i wodnej. Efekt? Brak wody w sieciach wodociągowych i ścieki bardzo często lądujące w górskich potokach.

Według danych GUS w 2019 roku udział ludności korzystającej z oczyszczalni ścieków wynosił 75 proc., przy czym w miastach wynosił ok. 95 proc, na wsiach zaś tylko 44 proc.

Ile ścieków znika w ziemi?

Na obszarach wiejskich zamieszkanych przez 15 mln osób funkcjonuje około 2,1 mln zbiorników bezodpływowych (szamb). Liczba nieczystości ciekłych odebranych z nich i dostarczonych do oczyszczalni ścieków lub stacji zlewnych wynosiła ok. 34,4 hektometrów sześciennych rocznie. Przy średnim dobowym zużyciu 50-80 litrów wody na mieszkańca można oszacować, jak wiele ścieków znika przez nieszczelne szamba albo nawożenie nimi pól uprawnych lub nieużytków. Tylko w samym województwie wielkopolskim różnica między poborem wody a ściekami oczyszczonymi w 2015 roku wyniosła aż 78 mln litrów ścieków dziennie.

Jak wyliczył prof. Ryszard Błażejewski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, przy dotychczasowym tempie likwidacji szamb licznik powinien się wyzerować w 2072. Potrzeba na to jednak 52-72 mld zł.

Z szacunków resortu rolnictwa i rozwoju wsi wynika natomiast, że podłączenie wszystkich mieszkańców wsi do zbiorczej sieci kanalizacyjnej wymagałoby budowy 39,4 tys. km sieci oraz dokonania około 623 tys. przyłączeń. Koszt takich inwestycji waha się od ok. 7,1-9,6 mld zł.

Oczyszczalnia ścieków CzajkaOczyszczalnia ścieków Czajka Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Wszystkich nie podłączymy

Szansą na poprawę sytuacji są środki unijne na projekty wodno-ściekowe, które do rozdysponowania mają marszałkowie województw. Wsparcie skierowane jest do gmin wiejskich i miast poniżej 5 tys. mieszkańców. Środki można otrzymać na budowę, przebudowę, modernizację lub wyposażenie obiektów budowlanych służących do zaopatrzenia w wodę i odprowadzania ścieków oraz na zakup i montaż urządzeń kanalizacyjnych i wodociągowych. W czerwcu 35,6 mln zł pomocy z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-20 (PROW) zasiliło 32 projekty na Śląsku. Na Dolnym Śląsku takie dofinansowanie na łączną kwotę 57 ml zł otrzymały 42 projekty. Zarząd województwa lubelskiego, w którym wskaźnik poziomu skanalizowania jest najniższy w kraju i wynosi 53 proc. do podziału w tym roku, ma aż 80 mln zł. Zdaniem prof. Bugajskiego skanalizowanie zbiorczym system kanalizacyjnym całej Polski to zadanie niewykonalne. Powód?

Problemem jest specyficzna, rozproszona zabudowa wielu wsi, gdzie budowa tzw. infrastruktury liniowej jest bardzo kosztowna. Jeżeli 1 metr bieżący kanalizacji kosztuje 300-400 zł, to koszt połączenia domów oddalonych od siebie o 100 metrów to 30-40 tys. zł. A są to tylko koszty inwestycyjne, do których trzeba doliczyć koszty eksploatacji. Dlatego lokalne społeczności nie dążą, by taką sieć budować, a jeśli już powstanie, mają duże opory, by się do niej podłączyć.

Bakterie w wodach podziemnych

Alternatywą dla kanalizacji zbiorczej jest indywidualny system oczyszczania ścieków, czyli przydomowa oczyszczalnia ścieków. Ale - jak przestrzega ekspert - nie wszystko z „oczyszczalnią” w nazwie rzeczywiście spełnia funkcje, jakie powinno. – W przeciwieństwie do oczyszczalni zbiorczych te przydomowe pozbawione są kontroli. Jeżeli obecnie w Polsce mamy ok. 330 tys. takich urządzeń, to w ciągu doby przepływa przez nie 150 tys. m sześc. ścieków i nie bardzo wiadomo, jakiej jakości ścieki z tych obiektów trafiają do środowiska - zaznacza prof. Bugajski. - Coraz częściej zaś słyszymy o zamkniętych ujęciach wody pitnej z powodu wykrycia w niej bakterii E. coli. To zanieczyszczenia pochodzenia kałowego, które niestety, pochodzą z nieoczyszczonych ścieków odprowadzanych na pola czy do rowów. Po kilku latach migracji w glebie pojawiły się w wodach podziemnych - dodaje.

I podkreśla, że istnieją technologie przydomowych oczyszczalni, które doskonale spełniają zadanie, ale przeciętny Kowalski się na tym nie zna. Przez lata gminy i mieszkańcy mogli się starać o pożyczkę z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na sfinansowanie takiej inwestycji. Często środki rozdzielano bez żadnej kontroli, jaką technologię wybierają mieszkańcy, a ci kierowali się głównie ceną. Efekt? - Znam gminę, gdzie na 300 zakupionych urządzeń nie działa 300 - kwituje prof. Bugajski.

W najbliższych latach Polska będzie musiała baczniej przyjrzeć się gospodarce komunalnej. Zobowiążą ją do tego nowe unijne przepisy dotyczące ponownego wykorzystania ścieków komunalnych do nawadniania terenów rolniczych. Bruksela chce określić normy jakości wody którą można uzyskać ze ścieków. Dzięki temu państwa członkowskie mogłyby decydować, do czego mogą wykorzystać oczyszczoną wodę. Bruksela liczy, że dzięki proponowanym działaniom „drugie życie” zyskałoby nawet 6,6 mld m sześć. wody rocznie, co jest szczególnie ważne w dobie kryzysu klimatycznego. Stworzenie pierwszej w Polsce instalacji do produkcji wody technologicznej ze ścieków planują wodociągi w zachodniopomorskim Goleniowie.

embed