Wodę oszczędzać powinniśmy wszyscy. Ale gospodarstwa domowe odpowiadają za tylko kilkanaście proc. poboru wody. Większość, bo aż 70 proc., zużywa energetyka węglowa. Nie jest normalny wynik. W Niemczech energetyka pochłania 18 proc. całkowitego poboru wody w kraju, a średnia dla UE to 13,7 proc. 

Zmiana miksu energetycznego 

Zmiany powinny zadziać się więc przede wszystkim „u góry” i być skierowane na zmianę źródeł energii. Sami tego nie zrobimy – wymagane są polityczne decyzje, by zamiast na węglu, energetykę oprzeć na odnawialnych źródłach energii (OZE). Powodów jest wiele – jakość powietrza czy wysokie koszty energii pozyskiwanej z węgla. Jeszcze jednym jest oszczędność wody i niwelowanie negatywnego wpływu elektrowni węglowych na rzeczne ekosystemy. 

W jaki sposób elektrownie zużywają wodę? Pobierają ją z rzek głównie do chłodzenia bloków energetycznych. Elektrownia o mocy 500 MW z tego typu chłodzeniem potrzebuje basenu olimpijskiego wody co trzy minuty.

Tomasz Mikołajczyk z Pracowni Ekspertyz i Badań Ichtiologicznych mówi, że woda, choć jest w dużej części zwracana do rzek, to nie w formie, w jakiej została pobrana. Przede wszystkim jest ciepła i podgrzewa rzekę. Zgodnie z przepisami jej temperatura może wzrosnąć nawet do 36 stopni Celsjusza.

– W takiej temperaturze ginie wiele wodnych organizmów i nie jest w stanie przeżyć żadna żyjąca w Polsce ryba. Ciepła struga może rozciągać się przez wiele kilometrów poniżej elektrowni, zanim całkowicie wymiesza się z woda z rzeki – mówi. 

Tzw. zanieczyszczenie termiczne nie jest domeną tylko polskich elektrowni – prym wiodą tu Amerykanie. Na przykład na rzece Ohio czy Missisipi elektrownie z otwartym systemem chłodzenia całkowicie zmieniły ekosystemy tych rzek, aż po zmiany w składzie gatunkowym flory i fauny.

Radosław Ślusarczyk, prezes Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, alarmował niedawno: – Tzw. otwarty system chłodzenia elektrowni np. Kozienice niszczy bioróżnorodność Wisły. Zasysając wodę, wciąga razem z nią ryby i zwyczajnie je mieli, z kolei wypuszczając ją z powrotem, tworzy barierę termiczną blokującą migrację części gatunków na tarło.

Brak wody to brak prądu

Latem wody w rzece może być mniej i jest cieplejsza, przez co mniej efektywnie chłodzi. Elektrownie muszą wtedy zmniejszyć obroty albo wręcz przestać produkować. Skutków niskich poziomów wody w rzece doświadczyliśmy w 2015 roku, gdy niemal doszło do blackoutu. Zużycie prądu trzeba było ograniczyć, korporacje na przykład nie mogły włączać klimatyzacji.  

Elektrownie z otwartym systemem chłodzenia zmieniają rzeki w jeszcze inny sposób. Dla potrzeb obiektów nad Wisłą uregulowano jej brzegi. Najpierw zbudowano na niej ostrogi, by zawęzić koryto i podnieść poziom wody, tak by zapewnić dostęp do niej elektrowniom. W przypadku Kozienic spowodowało to z czasem obniżenie się rzędnej dna i poziomu wody w Wiśle, co utrudnia zaopatrzenie w wodę potrzebną do chłodzenia.

– Ze względu na to, że elektrownia potrzebuje gigantycznych ilości wody. Dla przykładu Elektrownia Kozienice potrzebuje tyle wody, ile niesie Wisła w Krakowie. Innymi słowy, gdyby Elektrownia Kozienice stała w Krakowie, to pochłonęłyby tam całą wodę z Wisły – mówi ekspert. 

Elektrownia Kozienice postanowiła więc wybudować przegrodę na Wiśle, aby spiętrzyć wodę. Nie było na nią zgody ekologów, ze względu na utrudnienia w migracji ryb. Wisłę przegrodzono więc prowizoryczną ścianką z grodzi stalowych (larsenów). Według ekologów to działanie nielegalne i szkodliwe dla środowiska.

– Mamy tutaj do czynienia z kumulacją trzech szkodliwych czynników. Zasysanie olbrzymich ilości wody do elektrowni i unicestwianie żyjących w niej organizmów, podgrzewanie rzeki gorącą wodą pochłodniczą i na dodatek reguluje się rzekę i blokuje migrację ryb. To wszystko zabija powoli Wisłę, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w jej dorzeczu posadowionych jest siedem dużych obiektów energetycznych – mówi Mikołajczyk.

Wajcha na OZE

Alternatywą mogą być zamknięte obiegi systemów chłodzenia w elektrowniach, ale docelowo marzeniem jest przestawienie się na OZE. Redukcję zużycia węgla w produkcji prądu wspiera Unia, która m.in. dofinansowuje źródła odnawialne. Zdaniem Joanny Maćkowiak-Pandery, szefowej Forum Energii, trzeba pogodzić czarne z zielonym, czyli harmonizować pracę bloków cieplnych z OZE. Te pierwsze muszą skracać czas pracy w ciągu roku i pracować z mniejszą mocą, tych drugich musi być więcej niż dziś (8,5 GW).

Podobnie mówi Michał Hetmański z Fundacji Instrat. Jak tłumaczy, elektrownie węglowe są nie tylko mniej efektywne w produkcji energii elektrycznej, ale też zużywają dużo wody. – Potrzebujemy więcej energii pochodzącej z odnawialnych źródeł. W rozbudowie mocy pomagają programy jak Mój Prąd czy Czyste powietrze, dzięki którym coraz więcej gospodarstw korzysta z fotowoltaiki zamiast prądu z sieci. Polski prąd ma najwyższy wskaźnik uwęglowienia w Europie – mówi Hetmański. 

Jak zaznacza, szykuje się renesans w rozbudowie mocy farm wiatrowych. Zmniejszyłoby to produkcję prądu z elektrowni węglowych, a finalnie przyczyniło także do mniejszego zużycia wody. Ekspert zwraca jednak uwagę, że nie ma prognoz co do zmniejszenia poboru wody przez przemysł energetyczny – rzadko rozmawia się o jej zużyciu w kontekście energetyki. – Nie ma wspólnej polityki dla gospodarki wodnej i przemysłu energetycznego – mówi Hetmański. 

Udział węgla w naszym miksie energetycznym będzie spadał, choć powoli. Obecnie wynosi prawie trzy czwarte i choć rząd liczy, że w 10 lat zmniejszy się do 56 proc., eksperci uważają to za nierealne. – To przeszacowana liczba, nieaktualna już w czasie wydania prognozy, czyli publikacji Polityki Energetycznej Polski do 2040 – uważa Hetmański.

Ekologiczne browary 

Już teraz z odnawialnych źródeł starają korzystać niektóre firmy. Na przykład Kompania Piwowarska podpisała w 2019 roku umowę PPA (power purchase agreement) z firmą innogy na dostawę energii z farmy wiatrowej.

– Jest to pierwsza tego typu umowa w Polsce i pierwszy raz na taką skalę produkcja browaru będzie zasilana energią pochodzącą z wiatru. Dzięki współpracy z innogy do końca 2020 roku 40 proc. energii elektrycznej wykorzystywanej przez nasze browary będziemy pozyskiwać w sposób przyjazny środowisku i klimatowi – mówi Iwona Jacaszek-Pruś, dyrektor ds. korporacyjnych w Kompanii Piwowarskiej.

Będzie miało to wpływ na emisję dwutlenku węgla, którego zakłady będą produkować w tym roku o 26 proc. mniej. A do końca 2021 roku firma planuje korzystać już tylko z OZE.

– Zredukujemy emisję CO2 aż o dwie trzecie. Mówiąc bardziej obrazowo, dzięki temu, że będziemy warzyć piwo w oparciu o „zieloną energię”, pozwolimy swobodnie „oddychać” 7,5 tysiącom ha lasu. Dokładnie taka jego powierzchnia jest bowiem obecnie potrzebna do neutralizowania CO2 emitowanego przez nasze browary – mówi Jacaszek-Pruś.

embed