embed

Zeszłego lata sama zawahałam się, czy napić się kranówki. Z kranu w letniskowym domku na Mazurach woda popłynęła bowiem lekko rdzawa i, cóż, smakowała adekwatnie. Dopiero po przegotowaniu nabrała neutralnego smaku.

Właściciel domku zapewniał, że woda jest zdatna do picia, ale by się dowiedzieć, czy na pewno, po urlopie chwyciłam za telefon. Dzwoniłam do zakładów wodociągowych i sanepidu, licząc na uspokajające wiadomości. Nie rozczarowałam się. Okazało się, że domek, w którym mieszkałam, nie jest co prawda podłączony do sieci wodociągowej (woda pochodziła ze studni głębinowej), ale sanepid i tak przeprowadza tam regularne badania wody. Ostatnie nie wykazało w niej żadnych patogenów. A kolor i smak to kwestia minerałów.

Uwaga na płytkie ujęcia 

Jasne, trzeba uważać, jeśli nie jesteśmy pewni ujęcia, bo wody nie dostarczają spółki wodociągowe. Wtedy rzeczywiście trudno zagwarantować jakość wody. Woda z własnych, płytkich ujęć czy ze studni może zaszkodzić, bo może być zanieczyszczona azotynami, niebezpiecznymi zwłaszcza dla małych dzieci. Wtedy lepiej wodę przegotować.

Ale większość z nas korzysta z wody wodociągowej i nawet nie wie, jaka to jakość. I wciąż sięga po wodę w butelce, mimo że eksperci przekonują, że bezpieczna woda w kranie to w Polsce reguła. A już zwłaszcza w miastach, gdzie badana jest nawet kilka razy dziennie.   

Jak mówi Agnieszka Nawirska-Olszańska, profesor z Wydziału Biotechnologii i Nauk o Żywności wrocławskiego Uniwersytetu Przyrodniczego, w różnych częściach Polski woda może i z pewnością będzie smakować inaczej.

- To kwestia związków mineralnych w niej zawartych. Woda może na przykład mieć więcej żelaza czy innych pierwiastków niż w innych częściach kraju. Nigdzie jednak ich poziom nie może przekraczać ustalonych przez ministra zdrowia norm. I jeśli na przykład żelaza jest za dużo, to trzeba je z niej usunąć. W różnych miejscach w Polsce woda będzie smakowała przez swój skład inaczej, czasem lepiej, czasem gorzej. Zawsze jednak spełnia ten warunek, że jest bezpieczna dla zdrowia - mówi. 

Chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo mikrobiologiczne, które oznacza, że w wodzie nie ma bakterii. Podobnie rok temu tłumaczyła nam to dr Małgorzata Perchuć z Politechniki Warszawskiej, ekspertka w zakresie technologii uzdatniania wody do spożycia: - Nie ma o czym dyskutować. Woda w kranie musi spełniać wymagania ministra zdrowia, czyli być zdatna do picia nawet bez przegotowania. 

Zastanówmy się: kiedy ostatnio, jeśli w ogóle, media grzmiały o przypadkach zatrucia kranówką? Ba, nawet sanepid zapewnia, że jakość wody w kranie nie odbiega jakością od wody w butelce albo ją przewyższa.

To już nie ten chlor 

Za bezpieczeństwo odpowiadają substancje dezynfekujące wodę. To nie są już śmierdzące chlorem środki stosowane przez laty. Ich zapach i smak bywał przykry zwłaszcza dla mieszkańców, których instalacje podłączone były na początku sieci. Tam środka dezynfekującego dodawało się dużo, by mógł dotrzeć aż do najbardziej oddalonych mieszkańców. - Dziś tych substancji dodaje się mniej, za to na kilku różnych odcinkach sieci - tłumaczy ekspertka. Wasza kranówka nadal zalatuje chlorem? To możliwe. - Ale to tylko potwierdza, że woda jest bezpieczna - mówi Perchuć. 

Wiele osób, nawet jeśli ufa jakości wody, to jakości instalacji w budynku już nie. Boi się, że woda zanieczyszcza się na przykład w starych rurach i woli pić wodę butelkowaną. I faktycznie, sanepid też umywa ręce - nie odpowiada za jakość wody, potencjalnie pogorszoną przez stan rur. "Za jakość wody w kranach w danej nieruchomości odpowiada właściciel nieruchomości" - pisze Joanna Narożniak, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Inspekcji Sanitarnej w Warszawie. Jak dodaje, taki obowiązek nakłada prawo budowlane.

Jednak także w tym wypadku eksperci uspokajają, że nawet stara instalacja nie oznacza zagrożenia. Dlaczego? Choć możemy mieć jak najgorsze wyobrażenia, jak wyglądają od środka kilkudziesięcioletnie rury w naszym budynku, to… wyobraźnia raczej nas zawodzi. Tak naprawdę woda mineralizuje rury od środka, więc płynie po ściankach wytworzonej przez siebie kamiennej osłonki (czasem jej fragmenty urywają się i wypływają z kranu).  

Parę lat temu dr Łukasz Balwicki z Zakładu Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego tłumaczył nam to tak: – Z czegokolwiek rury byłyby zrobione, bardzo szybko od środka pokrywają się wytrąconymi z wody związkami mineralnymi tworzącymi kamień, który możemy zauważyć w czajnikach. Dlatego tak naprawdę po jakimś czasie woda płynie w łożysku kamiennym i nawet stare rury, rdzewiejące z zewnątrz, nie stanowią zagrożenia, jeśli tylko są szczelne.

Osobnym przypadkiem są oczywiście awarie sieci (rura się przedziurawi) i wtedy sytuacja może być poważna. Do wody mogą się dostać patogeny i może dojść do tzw. wtórnego zanieczyszczenia wody. "Mogą wystąpić zanieczyszczenia mikrobiologiczne, zanieczyszczenia fizykochemiczne. Do wody mogą dostać się na przykład bakterie E.coli" - wymienia Narożniak. 

Ale o takich sytuacjach administracja budynku powinna poinformować mieszkańców i natychmiast odciąć dopływ wody do czasu naprawienia awarii. 

Ruda woda

Czego jeszcze się boimy? Rudej wody. To wypływają złogi osadzonego żelaza, najpewniej dlatego, że woda stała dłużej w rurach albo była przerwa w dostawie w wyniku awarii. To oczywiście nieapetyczne, ale nie jest trujące - taką wodę wystarczy spuszczać przez kilka minut. Bo jest ryzyko, choć minimalne, że w wodzie, która stoi w rurach dwa tygodnie, rozwinie się jakaś bakteria. Ale w ogóle nie muszą się tego obawiać mieszkańcy centrów miast, gdzie pobór wody jest ciągły. 

Kolejne zastrzeżenie niektórych z nas: woda ma zbyt dużo minerałów. Ciekawe stwierdzenie w kraju, który bije rekordy w suplementowaniu minerałów tabletkami z apteki czy chwyconymi przy kasie w sklepie. Także poziom minerałów ma wyznaczone górne granice, co do ich dozwolonej ilości w składzie.

Ale jeśli czyjemuś zdrowiu takie dawki szkodzą, na przykład z powodu chorób, można zainstalować na kranie filtr. Za to zdrowe osoby nie muszą się obawiać - im kranówka nie zaszkodzi.

Co ważne, bezpieczna kranówka nie zależy od niczyjego widzimisię. W zakresie jakości wody musimy po prostu spełniać unijne standardy. To dlatego na wodociągi i kanalizację Unia dała nam miliardy zł.

- Ostatnie 20 lat w naszym kraju to przełom epokowy, jeśli chodzi o jakość wody. Wodociągi zainwestowały ogromne pieniądze w aparaturę i technologię. Nastąpiła również konsolidacja firm wodociągowych. Mniejsze łączyły się w większe, a im większy wodociąg, tym częstsze kontrole sanitarne. Wodociągi w dużych miastach muszą badać wodę praktycznie na każdej zmianie, czyli co osiem godzin - tłumaczył nam Jan Bondar, rzecznik głównego inspektora sanitarnego już w 2016 r. 

Po co dźwigać? 

Argumentem za kranówką powinna też być oszczędność pieniędzy. Kupując wodę w butelce, przepłacamy bowiem jakieś 323 razy. Woda z kranu kosztuje około jednej trzeciej grosza za litr (średnia cena metra sześciennego zimnej wody w Polsce to 3,85 zł), czyli blisko 17 groszy na miesiąc, gdyby pić 1,5 litra wody dziennie. Taka ilość w butelce kosztuje blisko 55 zł miesięcznie. Zarabiają firmy wlewające wodę do butelek. Ten rynek jest wart aż około 5 mld zł. 

Do tego dochodzi kosz na śmieci zawalony plastikowymi butelkami, koszt ich wywozu, a także transportu wody smrodzącymi ciężarówkami do sklepów.

Czy nie jest absurdem, że dźwigamy do domów wodę, choć wystarczy odkręcić kran i napełnić szklankę?