Starożytna kolumnada

PRZEŁĘCZ JULIERA. Droga pnie się z St. Moritz przez płaskowyż usiany jeziorkami i wśród olbrzymich skał na wysokość 2284 m n.p.m. Jest łatwa, dość bezpieczna i całe szczęście – widoki są tak piękne, że trudno się skupić na kierownicy. Przy szczycie można zobaczyć odnalezione przez archeologów fragmenty starożytnych kolumn z czasów rzymskich.

321 kroków w otchłań

VIAMALA. Piękna, imponująca i budząca strach, starożytni nazwali ją Via Mala – zła droga. Tragarze schodzili po śliskich schodkach do głębokiego, wąskiego wąwozu, którym płynie rwąca rzeka Hinterrhein, jedno z ramion źródłowych Renu. Żeby poczuć tamte emocje, wysiądź z auta na parkingu Viamala, z którego rozciąga się imponujący widok na wąwóz. Dziś w jego otchłań może zejść każdy – po 321 schodkach. Lepiej jednak nie patrzeć za często w dół.

Rzeka HinterrheinRzeka Hinterrhein Fot. Switzerland Tourism

Stąd pochodzi pies ratownik

PRZEŁĘCZ SAN BERNARDINO. Granica między włosko- i niemieckojęzyczną Szwajcarią, zarazem jedna z pierwszych nowożytnych dróg w Alpach. Prowadzi przez rozległe torfowiska, łąki usiane jeziorkami i lodowcami na wysokość 2065 m n.p.m. Na przełęczy są klasztor z noclegownią oraz muzeum bernardynów (nazwa tych psów ratowników wzięła się właśnie od tego miejsca).

Diabelska przeprawa

VIA TREMOLA. Królowa alpejskich szos, jedna z najbardziej emocjonujących i niebezpiecznych dróg prowadzi z Airolo na Przełęcz św. Gotarda (2106 m n.p.m.) wąskimi i ciasnymi zakrętami bez zabezpieczeń. To stara przeprawa tylko dla ludzi o mocnych nerwach, kierowcy o nieco gorszej tolerancji na przepaściste widoki wybierają nową drogę albo 16-kilometrowy tunel. Drogi prowadzą na mosty zawieszone między pionowymi granitowymi ścianami wąwozu Schöllenen. Ludzie bali się tego miejsca od zawsze. Pierwszy most udało się zbudować dopiero w XIII w. i – jak głosi legenda – z pomocą diabła.

Wyścig z wrogiem

PRZEŁĘCZ FURKA. Z jałowych wyżyn Przełęczy św. Gotarda droga opada ku zielonej dolinie Realp, gdzie czeka kolejne wyzwanie – serpentyny ku przełęczy Furka (2429 m n.p.m., najwyższy punkt na trasie). Odcinek ma iście filmową scenerię i rzeczywiście jest gwiazdą srebrnego ekranu: w filmie „Goldfinger” pod gradem kul przeciwnika, mknął swoim słynnym astonem James Bond. To wąskie zakręty tylko dla odważnych. Warto zatrzymać się na szczycie dla niebiańskich widoków na Masyw św. Gotarda, a zjeżdżając z niej – nieco mniej optymistycznych na Lodowiec Rodanu kurczący się w oczach z powodu ocieplenia klimatu (można też odwiedzić wykutą w nim grotę).

Piękno i nic więcej

PANORAMA BERNEŃSKIEGO OBERLANDU. Ten fragment zapamiętasz na pewno: trasa wiedzie wokół długiego jeziora Thun, do jednej strony szosy niemal przyklejają się jego zielone wody, a druga wcina się w zbocza. Najpierw jedziemy południowym brzegiem zachwycając się widokami na górę Niesen (2362 m n.p.m.) nazywaną Szwajcarską Piramidą, bo wygląda jak przeniesiona z Egiptu. Przy najwęższym krańcu jeziora droga robi zwrot o 180 st., przy okazji pozwalając podziwiać panoramę sąsiedniego jeziora Brienz z parostatkami.

Grand Tour to:

  • pętla o długości 1643 km wytyczona bocznymi drogami przez najpiękniejsze zakątki kraju,
  • cztery regiony językowe,
  • pięć alpejskich przełęczy,
  • 22 miasta,
  • 22 jeziora,
  • 44 topowych atrakcji, w tym 11 wpisanych na listę UNESCO i dwa rezerwaty biosfery.

Praktycznie:

  • najlepszy czas na podróż to kwiecień-październik,
  • kierunek – zgodnie z ruchem wskazówek zegara (ale nie jest to koniecznością),
  • środek lokomocji – auto osobowe (także elektryczne, są stacje ładowania), motocykl; przy 5 godz. jazdy dziennie na przejechanie trasy potrzeba minimum siedmiu dni,
  • noclegi – hotele, dużo małych pensjonatów,
  • mapy do ściągnięcia: myswitzerland.com/grandtourmap.