W szkołach podstawowych w Warszawie zostało zaledwie 600 wolnych miejsc dla ukraińskich dzieci. Trochę więcej jest w liceach i szkołach zawodowych.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Małgorzata Zubik: Ilu dodatkowych szkół potrzebowałaby Warszawa dla uczniów z Ukrainy?

Renata Kaznowska, zastępczyni prezydenta Warszawy odpowiedzialna za edukację: To zależy. Szacujemy, że poza polskim systemem edukacyjnym jest ok. 40 tys. uczniów i wychowanków przedszkoli. Jeśli wszyscy zdecydują się wejść do naszego systemu, a mają do tego prawo, to potrzebnych będzie 40 nowych szkół i przedszkoli, takich na tysiąc uczniów każde. Pewnie żadne miasto na świecie nie byłoby w stanie wybudować aż tylu w kilka miesięcy.

Już teraz w naszych szkołach i przedszkolach mamy 16,8 tys. dzieci z Ukrainy, najwięcej w Polsce. To stan na 1 września, ale każdego dnia sytuacja się zmienia, ponieważ rodzice przyprowadzają kolejne dzieci. Najwięcej dzieci mamy w szkołach podstawowych. Są takie, które przyjęły ponad setkę ukraińskich dzieci. Co ważne, obserwujemy trend wzrostowy – w podstawówkach mamy 12,3 tys. uczniów z Ukrainy, aż o 3 tys. więcej w porównaniu ze stanem na koniec roku szkolnego. Podwoiła się liczba uczniów szkół ponadpodstawowych, jest ich teraz 1,8 tys. Tylko w przedszkolach ukraińskich dzieci nieco ubyło, ale niewiele. Niemal 17 tys. dodatkowych dzieci to prawie tyle, co jeden rocznik warszawiaków w szkołach, mniej więcej taka grupa co roku pojawia się w szkołach. To jest skala naszych wyzwań.

Renata Kaznowska, wiceprezydentka Warszawy
Renata Kaznowska, wiceprezydentka Warszawy  Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl

Co to znaczy dla szkół?

– Wielkie obciążenie. Potrzebnych jest więcej miejsc w świetlicach i więcej wychowawców, których brakuje. Opłacamy więc godziny ponadwymiarowe. Dla klas przygotowawczych potrzeba osobnych sal, wychowawców, nauczycieli języka polskiego i innych przedmiotów. Musimy mieć klasy tylko dla cudzoziemskich uczniów, którzy przez rok skupiają się na nauce języka polskiego i przygotowują do wejścia w polski system edukacji. W tej chwili mamy 104 takie oddziały i ta liczba też się zwiększa.

Więcej dzieci oznacza, że szkoły zużywają np. więcej mediów: wody, prądu, gazu. Nauczyciele pracują w trudniejszych warunkach, nie znają przecież języka ukraińskiego. A niezwykle zależy nam na utrzymaniu wysokiego poziomu nauczania.

Poza tym mury nie uczą, a w Warszawie zmagamy się z brakiem nauczycieli. Stan na koniec sierpnia to prawie 3,6 tys. wakatów.

Nie wszystkie dzieci z Ukrainy, które zatrzymały się w Warszawie, uczą się w polskich szkołach.

– Szacujemy, że w Warszawie zatrzymało się około 160-170 tys. uchodźców z Ukrainy, a w tej grupie jest ok. 60 tys. dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym, z tego te prawie 17 tys. już uczy się w naszych szkołach i przedszkolach. Międzynarodowe badania pokazują, że około 60 proc. uchodźców zamierza zostać na stałe w pierwszym miejscu, w którym się zatrzymali po opuszczeniu swojego kraju. Spodziewamy się, że zostanie z nami dodatkowe, sporej wielkości miasto. Warszawa jest atrakcyjna dla uchodźców, stosunkowo łatwo tutaj o pracę, jeszcze udaje się znaleźć mieszkania.

Wszystkie miejsca w naszych placówkach mamy dokładnie policzone już od marca. W szkołach podstawowych zostało nam zaledwie 600 wolnych miejsc. Trochę więcej jest w liceach i szkołach zawodowych – jest ich 1,7 tys., jednak nie ma się z czego cieszyć, ponieważ po wakacjach będziemy musieli w nich zmieścić kolejne półtora rocznika dzieci [dawne sześciolatki wysłane obowiązkowo do nauki z siedmiolatkami, teraz są w ósmych klasach]. W którymś momencie dojdziemy jednak do ściany, a pierwszą z tych ścian będzie edukacja. Niestety, brakuje programu rządowego, słyszymy tylko o pilotażu zachęt relokacyjnych, ale ciągle go nie ma.

Co się dzieje z dziećmi, które nie włączyły się do polskiego systemu edukacji?

– Najpewniej pozostały w systemie ukraińskim i uczą się zdalnie. W Warszawie od początku budowaliśmy te dwa systemy. Liczyliśmy się z tym, że przyjęcie tak dużej liczby dzieci będzie po prostu niemożliwe. Byli u nas dyrektorzy szkół i urzędnicy odpowiedzialni za oświatę we Lwowie. Tam też nie mają jak przyjąć wszystkich dzieci, które przyjechały ze wschodniej Ukrainy. Resort edukacji Ukrainy, z którym współpracujemy, rozumie ten problem. Od początku komunikuję i polskiemu i ukraińskiemu Ministerstwu Edukacji i Nauki, że co oczywiste, nie przyjmiemy ani jednego ucznia więcej, niż mamy miejsc.

Chcemy jednak młodzież włączać w środowisko poprzez różne programy i angażować, żeby nie czuła się wyalienowana. Współpracujemy z UNICEF-em, który wyłożył 40 mln zł na pomoc uczniom z Ukrainy. Dzięki nim m.in. budujemy 49 małych centrów edukacyjnych, które są w każdej dzielnicy. To miejsca z biurkiem, komputerem, szybkim internetem. Mogą z nich korzystać uczniowie, którzy nie mają odpowiednich warunków w miejscu zamieszkania. Jedno z pierwszych powstało w bibliotece w dzielnicy Bemowo. Zaczęło się od kilku stanowisk, a teraz regularnie przychodzi ponad 100 uczniów. Przy okazji pożyczają książki, także w języku ukraińskim, przychodzą mamy uczniów. Jest to też miejsce integracji. UNICEF zapłacił też za półkolonie dla dzieci z Ukrainy, które organizowaliśmy w wakacje w naszych szkołach, oraz za wyposażenie, odzież sportową, zajęcia psychologiczno-pedagogiczne.

Wsparcie daje nam także Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej, które finansuje zatrudnianie uchodźczyń z Ukrainy, które odgrywają rolę asystentek. Pracują w naszych przedszkolach, szkołach, są łączniczkami między uczniami, rodzicami, nauczycielami. Za to wszystko płacą organizacje pozarządowe. Wsparcie rządu w tym zakresie wynosi zero złotych.

Ale miasto dostaje subwencję dla dodatkowych uczniów?

– Tak, tylko że subwencja oświatowa od dawna nie pokrywa nawet połowy naszych wydatków na oświatę. Edukacja to pierwsza pozycja wydatków w budżecie Warszawy, w tym roku pochłonie ponad 5,6 mld zł. Nasz udział w tej kwocie to 2,7 mld zł. W przyszłym roku wydamy jeszcze więcej pieniędzy, bo ponad 6,2 mld zł. To m.in. dodatkowe 115 mln zł na prąd, ponad 50 mln zł pochłonie wzrost płacy minimalnej, około 200 mln zł podwyżki dla nauczycieli. Wzrośnie kwota bazowa, ale za tym idą odprawy, trzynastki.

Od ministra edukacji słyszymy na spotkaniach, że budżet na przyszły rok ma być rekordowy i nie będzie więcej pieniędzy. My apelujemy więc o zwiększenie budżetu resortu edukacji oraz o rzetelny i sprawiedliwy podział środków.

Państwo nie może przerzucać ciężaru na samorządy. Jaskrawy przykład to przedszkola. Miesięczny koszt utrzymania dziecka w przedszkolu w Warszawie wynosi ponad 1,2 tys. zł, średnia krajowa to 1-1,1 tys. Po długich negocjacjach zaczęliśmy dostawać dofinansowanie na dzieci z Ukrainy w kwocie 354 zł miesięcznie. Po kolejnych udało się wypracować kwotę 833 zł, ale te zasady obowiązywały do końca czerwca. Od lipca nie dostajemy żadnego dofinansowania poza sześciolatkami. Jedynie tzw. zerówki są dofinansowane przez państwo, bez rozróżniania, czy to polskie, czy ukraińskie dzieci.

Jeśli nie będziemy w stanie czy to z powodów lokalowych, czy finansowych przyjmować dzieci do przedszkoli, to ich mamy będą bezrobotne, a wtedy będą zmuszone przyjść po pomoc socjalną od państwa. Dlatego rządowi powinno zależeć na tym, żeby wspierać samorządy. O przedszkolach rozmawiamy, mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia.

Ciągle przypominamy na spotkaniach ze stroną rządową, że to samorządy w pierwszych dniach wojny stanęły na wysokości zadania, niosąc wraz z mieszkańcami wsparcie i pomoc uchodźcom. Dziś przypominam, że czas na spontaniczność dawno się skończył. Potrzebne są planowe, długofalowe działania. Samorządy pomagają od pierwszych dni wojny, ale nie możemy zastępować rządu. Po to są fundusze pomocowe, by rząd świadczył nie tylko pomoc socjalną, w zakwaterowaniu, ale również w edukacji.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Aleksandra Sobczak poleca
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem