Szpitale powiatowe, w których najczęściej się leczymy, są w katastrofalnej sytuacji finansowej. Lecznice w Rydułtowach i Wodzisławiu Śląskim do końca roku mogą mieć 11 mln zł strat. - Wszędzie szukamy oszczędności, ale już nie mamy gdzie ciąć - mówi Krzysztof Kowalik, dyrektor szpitali.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Lecznice w Rydułtowach i Wodzisławiu Śląskim to jeden podmiot pod nazwą Powiatowy Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej. Jego organem założycielskim jest powiat wodzisławski. Samorząd zatrudnia dyrektora, sprawuje nadzór, udziela zakładowi dotacji, które często wręcz ratują szpitale. Bo choć z nazwy jest to szpital powiatowy, to powinien być utrzymywany w całości przez państwo z pieniędzy pochodzących z ubezpieczeń.

Pieniądze z budżetu od lat nie nadążają za wydatkami. Wyceny udzielanych świadczeń są na niskim poziomie, co tylko generuje długi. - Jeszcze kilka lat temu straty miesięczne szpitala wynosiły kilkaset tysięcy złotych, teraz to miliony. Perspektyw na lepszą przyszłość nie widać - mówi Leszek Bizoń, starosta wodzisławski.

Szpitale w Rydułtowach i Wodzisławiu Śląskim zadłużone na 60 mln zł

Poziom zadłużenia szpitali w Rydułtowach i Wodzisławiu Śląskim wynosi obecnie ponad 60 mln zł. Problem w zarządzaniu? Raczej nie, bo sytuacja pogarsza się od wielu lat, mimo zmiany dyrektorów, podejmowanych kolejnych działań naprawczych, restrukturyzacyjnych i szukaniu oszczędności. Tylko za pierwsze półrocze 2022 roku strata wyniosła 3 mln zł, co przy panującej drożyźnie można uznać za nie najgorszy wynik. W pierwszym półroczu 2022 roku szpital generował stratę w wysokości 1,7 tys. zł od każdego pacjenta na oddziale chorób wewnętrznych. - Problemem jest głównie sposób wyceny świadczeń, które są na niskim poziomie. Stawki proponowane przez NFZ nie nadążają za rosnącymi kosztami - mówi Kowalik.

Tak jest już od wielu lat. Zarządzający szpitalami w całej Polsce wielokrotnie alarmowali, że interna jest oddziałem, do którego stale należy dokładać. A to przecież najczęściej zajmowane łóżka w każdym szpitalu. Placówki w Rydułtowach i Wodzisławiu Śląskim zabezpieczają nie tylko 157 tys. mieszkańców powiatu wodzisławskiego, ale także okoliczne gminy. Szacuje się, że około 40 proc. osób, które trafiały na internę w ostatnim czasie, to mieszkańcy z okolic Rybnika, gdzie w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 3 interna - z powodu braku personelu - została zamknięta. Łóżka rydułtowskiej i wodzisławskiej interny są obłożone w 80-90 procentach, ale pieniędzy z tego powodu nie przybyło.

Świadczenia na internie są nie tylko słabo wyceniane. Fundusz z zasady płaci szpitalom tylko za jedną procedurę, tymczasem na oddziały wewnętrzne trafiają osoby z wieloma chorobami występującymi jednocześnie. - To często pacjenci starsi, którzy często z racji wieku, samotności, nie mogą liczyć na pomoc w dostępie do lekarza pierwszego kontaktu, a kiedy coś niedobrego zaczyna się dziać z ich zdrowiem, obejmuje to więcej schorzeń - słyszymy.

Szpitale powiatowe nie wykonują zazwyczaj (a przynajmniej nie tyle, ile by poprawiło sytuację finansową) dobrze wycenianych świadczeń, jak np. udar czy endoprotezy, którymi można próbować podreperować budżet. Większość świadczeń, które są znacznie wyżej wyceniane od interny, wykonują szpitale wielospecjalistyczne, kliniczne. Dlatego powiatowe lecznice są zmuszane do cięć.

Drożeje prąd, ciepło, leki, a kontrakty z NFZ za niskie

Powodem szukania oszczędności jest nie tylko nienadążający za potrzebami kontrakt z NFZ. Stale rosną koszty. W 2022 roku rydułtowski i wodzisławski szpital za MWh energii elektrycznej płacił o 267 procent więcej niż w 2021 roku. W przeliczeniu na złotówki to około 100 tys. zł. więcej każdego miesiąca. W przyszłym roku według prognoz będzie to już 731 proc. więcej w porównaniu z 2021 rokiem (wzrost z 321,30 zł do 2350 zł).

Lecznica szykuje się na kolejne podwyżki. Ciepło - według prognoz - ma wzrosnąć miesięcznie o 50 tys. zł. Ceny leków i materiałów medycznych mają wzrosnąć o 150 tys. zł. Więcej trzeba będzie płacić za konieczne usługi, jak catering, utylizację materiałów medycznych czy pranie. Starostwo szacuje, że za te usługi zapłaci o 50 proc. więcej niż do tej pory. Sam rachunek za pranie wzrośnie o około 30 tys. zł miesięcznie.

To nie wszystko. Na początku roku zostały obcięte pieniądze na ochronę indywidualną: maski, fartuchy, kombinezony i organizację szpitala z powodu pandemii koronawirusa. Chorych z COVID-19 jest obecnie mniej (nie wiadomo, co będzie w okresie grypowym), ale zużycie środków jest na podobnym poziomie. Personel ma większą świadomość, chce się zabezpieczać, ale ten wydatek nie jest już brany pod uwagę przez NFZ w takim zakresie jak poprzednio, mimo konieczności utrzymywania reżimu pandemicznego. - Szukamy oszczędności już w taki sposób, że chodzimy po szpitalu i zaglądamy, gdzie jest za dużo światła. Zostawiamy włączoną co drugą świetlówkę, instalujemy perlatory w celu oszczędzania wody, zrezygnowaliśmy z zewnętrznej ochrony - słyszymy w Wodzisławiu Śląskim.

- Nie ma tygodnia, żebym nie dostał wezwania do zapłaty. Jestem zmuszony jeździć po dostawcach, negocjować, prosić, żeby nie oddawali sprawy do sądu. Kolejnym problemem są odsetki. To pieniądze, które moglibyśmy spożytkować z korzyścią dla pacjentów - zaznacza Kowalik.

Kolejnym gigantycznym problemem jest tegoroczna nowelizacja ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Szpitale zostały zobowiązane podwyższyć minimalne pensje od kilkunastu do nawet 41 procent (średnio o 28 proc.). Podwyżkę obiecał rząd. W przeszłości takie ruchy niemal w całości były finansowane z budżetu państwa. Teraz dyrektorzy szpitali mówią, że propozycje przedstawione przez Narodowy Fundusz Zdrowia "są niewystarczające i nieadekwatne do realizacji podwyższenia wynagrodzeń pracowników". W Rydułtowach i Wodzisławiu Śląskim szpital powinien mieć około 1,6 mln zł na wypłaty. NFZ przeznaczył pieniądze jedynie na połowę obowiązkowych podwyżek. Na pensje brakuje co miesiąc około 730 tys. miesięcznie. To może być gwóźdź do trumny szpitala.

Powiaty dokładają miliony złotych, ale też dochodzą do ściany

Niezależnie od kosztów bieżących oraz zadłużenia szpital cały czas musi się dostosowywać do norm określanych przez ministerstwo i sanepid. Czasem są to większe, czasem mniejsze remonty. Przy większych realizacjach pomoc zapewnia powiat wodzisławski. W latach 2013-2022 udzielił ponad 7,8 mln zł dotacji do różnego rodzaju inwestycji. Za cały ten okres wypłacił ponad 37 mln zł i składały się na to również pożyczki, które - ze względu na sytuację finansową PPZOZ - najczęściej są umarzane.

- Dokładamy miliony złotych do inwestycji, np. do remontów. Utrzymujemy lecznice przy życiu, ale sytuacja jest bardzo poważna i jako samorząd nie jesteśmy w stanie zrobić nic więcej. Po pierwsze, powiaty nie mogą finansować wynagrodzeń. Po drugie, żaden powiat nie jest w stanie pokryć kilku milionów złotych strat tylko na pensjach w ciągu roku. Zresztą takich "wolnych" pieniędzy już nie mamy. Dobrych perspektyw nie widzę - przyznaje Leszek Bizoń, starosta wodzisławski. - Poleciłem przygotować dyrektorowi szpitala program naprawczy. W takiej formie finansowania jak obecnie szpital będzie mógł funkcjonować być może do końca roku.

Podwyżki wynagrodzeń dobiją szpitale powiatowe

Z analizy przygotowanej przez Związek Powiatów Polskich, opartej na danych z 79 szpitali powiatowych wynika, że od 2015 bardzo szybko rosną koszty leków, sprzętów jednorazowych, materiałów diagnostycznych. Siedem lat temu na zakup materiałów wydawano łącznie 720,3 mln zł, a w 2021 roku już 1,2 mld zł. W tym czasie koszty energii wzrosły z niemal 89 mln zł zł do 109 mln zł. Strach myśleć, co w związku z galopującą inflacją i cenami energii będzie w 2022 i 2023 roku.

Obowiązkowe podwyżki pensji dla personelu medycznego, wprowadzone przez rząd dobijają lecznice. Mały szpital powiatowy w Kłobucku na miesięczne wynagrodzenia otrzymał około 380 tys. zł z NFZ, a potrzebuje drugie tyle - 370 tys. zł. Wielospecjalistyczny Szpital Powiatowy w Tarnowskich Górach do podwyżek musi miesięcznie dołożyć 837 tys. zł. Podobnie jest w całej Polsce. W województwie małopolskim na podwyżki brakuje co miesiąc 20,2 mln zł.

Zdaniem Władysława Perchaluka, prezesa Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, który zrzesza 22 placówki, sytuacji nie zmienią doraźne działania Ministerstwa Zdrowia, które na kilka miesięcy chce podwyższyć wyceny dla SOR-ów, izb przyjęć, nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, oddziałów realizujących świadczenia internistyczne, aby lecznice miały czas dostosować się do nowej rzeczywistości. - To nie tylko nie zrekompensuje braków pieniędzy na wynagrodzenia. Nie poprawi też sytuacji, kiedy wzrost kosztów jest szaleńczy zwłaszcza dla szpitali powiatowych, które są najbliżej mieszkańców. Perchaluk apeluje o przygotowanie mapy potrzeb zdrowotnych w województwach oraz urealnienie stawek wycenianych świadczeń. - Konieczne jest wprowadzenie systemowych rozwiązań. Bez nich samorządy nie udźwigną ciężaru utrzymania szpitali. Dochodzi do likwidacji oddziałów, a co będzie dalej? Żebyśmy tylko zdrowi byli - przestrzega Perchaluk.

Supermiasta 2022
CZYTAJ WIĘCEJ
icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem