Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W cieniu kryzysu klimatycznego trwa kryzys bioróżnorodności. Mamy do czynienia z kolejnym wielkim wymieraniem gatunków, powinniśmy zatem coraz więcej mówić o ochronie i powiększaniu lasów, łąk i innych terenów zielonych.

Unia Europejska przyjęła strategię na rzecz bioróżnorodności do 2030 roku. Zgodnie z tym dokumentem europejskie miasta liczące co najmniej 20 tys. mieszkańców powinny opracować ambitne plany zazieleniania obszarów miejskich, tworzenia lasów, parków i ogrodów, miejskich gospodarstw rolnych, zielonych dachów i ścian, całych ulic obsadzonych drzewami, łąk miejskich oraz żywopłotów.

Krzysztof Smolnicki z Fundacji Ekorozwoju uważa, że w naszych miastach należy przede wszystkim szanować drzewa. - One są kluczowe dla bioróżnorodności, są siedliskiem dla wielu gatunków, tworzą warunki życia dla ptaków, nietoperzy czy owadów. Razem z grzybami tworzą ekosystem żywotnej gleby, który daje stabilność i różnorodność - mówi Smolnicki. - Musimy chronić stare drzewa, bo nowe szybko nie zastąpią tych wiekowych.

Tymczasem drzewa zagrożone są przez masowe wycinki, często dokonywane pod presją inwestorów. Aktywiści stworzyli specjalne poradniki i standardy, które samorządowcy mogą przyjmować, żeby przynajmniej przy okazji inwestycji publicznej chronić drzewa. Ekolodzy dostali zapewnienie od Komisji Europejskiej, że w ramach funduszy unijnych nie będą dłużej akceptowane projekty, w ramach których będą niepotrzebnie usuwane drzewa.

Drzewa pod ochroną prawa

Polskie prawo przewiduje, że można chronić najcenniejsze drzewa jako pomniki przyrody. Taką uchwałę musi przyjąć rada gminy, a potem uzgodnić z regionalnym dyrektorem ochrony środowiska.

Fot. Fot . Krzysztof Cwik / Agencja Wyborcza.pl

- Tylko pomniki przyrody mogą liczyć na realną ochronę, inne drzewa można bezkarnie niszczyć. Obowiązujące prawo, w teorii chroniące drzewa, jest nieprecyzyjne i trudne do egzekwowania. Nie zapewnia udziału społecznego i nie uwzględnia rzeczywistej wartości drzew - mówi Sabina Lubaczewska z Przyjaciół Drzew.

Przyjaciele Drzew zachęcają mieszkańców, by zgłaszali wnioski o ochronę pomnikową do swoich radnych. Mogą wysłać wniosek zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego, mogą też zebrać podpisy pod inicjatywą uchwałodawczą (w dużych miastach wymaga ona 300 podpisów).

Dla większych założeń (parki, lasy, ogrody) przewidziano inne formy ochrony przyrody: zespoły przyrodniczo-krajobrazowe, użytki ekologiczne, a także najbardziej ścisła forma, czyli rezerwaty przyrody, które mogą chronić także przyrodę miejską. Tylko w Warszawie znajduje się dwanaście rezerwatów przyrody, m.in. Jeziorko Czerniakowskie, Las Bielański czy Las Natoliński.

Szczególnie istotna jest ochrona terenów nadrzecznych, stawów czy jeziorek. - Im więcej wody, tym większa szansa na różnorodność gatunkową roślin, a za nimi zwierząt - przypomina Krzysztof Smolnicki.

Łąki kwietne na ratunek pszczołom

Ekolodzy podkreślają, że są gatunki szczególnie istotne dla bioróżnorodności to zapylacze, zwłaszcza pszczołowate. - Zapylacze to nie tylko pszczoła miodna, która nie zapyli wszystkich roślin, ale także pszczoły samotnice, porobnica włochatka, murarka. Owady są ważnym elementem łańcucha życia, a ich znikanie oznacza znikanie roślin, które zapylają. Aż 70 proc. uprawianych przez człowieka gatunków jest zależne od zapylaczy - mówi Smolnicki.

Pszczołowate muszą mieć przestrzeń do życia i miejsca, w których mogą znaleźć pożywienie. Z tego powodu miasta coraz częściej zamiast na trawniki, stawiają na łąki kwietne. - Długa trawa, jeśli jej na to pozwolimy, może zamienić się w przepiękną kwietną łąkę, zapobiega także tzw. wyspom ciepła, czyli podwyższonej temperaturze na mocno zabudowanych przestrzeniach miast – mówi Jacek Mól, dyrektor zarządu zieleni miejskiej we Wrocławiu.

- Ograniczenie koszenia, tworzenie łąk kwietnych to inwestycja, która się opłaci naszemu zdrowiu i dobrze wpłynie na kondycję środowiska. Trawniki wydzielają też substancje bakterio- i grzybobójcze, co pozytywnie wpływa na nasze zdrowie. To najtańszy i najbardziej ekologiczny sposób na sprzątanie bałaganu, jaki zrobiliśmy na Ziemi - mówi Sylwia Majcher, dziennikarka i edukatorka ekologiczna.

Przedsmak tego, co nas czeka w przyszłym roku wzdłuż ul. 11 Listopada w Sosnowcu za sprawą roślin wieloletnich, mamy już teraz za sprawą gatunków jednorocznychPrzedsmak tego, co nas czeka w przyszłym roku wzdłuż ul. 11 Listopada w Sosnowcu za sprawą roślin wieloletnich, mamy już teraz za sprawą gatunków jednorocznych Fot. PIOTR PURZYŃSKI

Na łąki kwietne postawiono m.in. w Szczecinie. - Do każdego z miejsc zostały dobrane odpowiednie nasiona roślin. Wcześniej miejsca zasiewu przeszły badanie gleby określające m.in. zawartość składników mineralnych. Wszystkie nasiona zostały wyprodukowane w Polsce. Zawierają co najmniej 26 różnych gatunków, przeważnie nasiona roślin wieloletnich, m.in. maki, szałwie, dziewanny, kminki, żmijowce czy złocienie - wyjaśnia Andrzej Kuś, rzecznik szczecińskiego urzędu miasta ds. zieleni.

Łąki kwietne obok swoich sklepów postanowiła stworzyć firma Lidl, m.in. przy obiektach sieci w Lublinie, Opolu Lubelskim, Ustroniu Morskim oraz Warszawie. - Nasze sklepy to najczęściej obiekty wolnostojące z parkingami oraz terenami zielonymi. Przy części z nich istnieje przestrzeń, którą możemy zagospodarować i tak np. zamiast sadzić standardowy trawnik stworzyliśmy łąki kwietne. Rozwiązanie to jest zdecydowanie bardziej ekologiczne i przyjazne dla środowiska - przekonuje Aleksandra Robaszkiewicz z Lidla.

Jakie trawniki są najlepsze?

Uniwersytet Wrocławski podczas swoich badań szukał odpowiedzi na pytanie jakie rośliny będą najbardziej odpowiednie przy tworzeniu trawników we współczesnych europejskich miastach. Testy przeprowadzano w parku Tysiąclecia i parku Brochowskim. Naukowcy stworzyli mieszankę roślin przeznaczoną specjalnie dla pszczół i innych zapylaczy. - Taki trawnik pięknie kwitnie, dostarcza mnóstwa żeru dzikim zapylaczom. Niestety, tworzy go tylko 15 gatunków roślin, z których wiele nie jest odpornych na mrozy i krótko żyjących, o nieznanej odporności na suszę. Trawnik będzie więc wymagał ciągłego podsiewania - mówi dr Tomasz Szymura z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Powstała też inna mieszanka, złożona z 50-60 gatunków roślin typowych dla Europy Środkowej. - Są to rośliny świetnie przystosowane do naszych warunków klimatycznych, odporne na jedno-dwa koszenia w ciągu roku. Nie wyglądają spektakularnie, ale potrafią dostarczać pożywienia zapylaczom w ciągu całego sezonu wegetacyjnego - przekonuje dr Szymura.

Czy ogródki działkowe to zielone enklawy?

Działkowcy przekonują, że ich ogrody są zielonymi enklawami w centrach miast. Krzysztof Smolnicki ma jednak wątpliwości. - Część tych ogrodów jest intensywnie używana, stosowane są w nich opryski i inne środki ochrony roślin. Często też działki są zamkniętymi terenami, gdzie mamy do czynienia z postępującą betonozą. Powinniśmy się zastanowić nad ogrodami permakulturowymi, czyli takimi, w których ingerencja człowieka jest ograniczona do absolutnego, niezbędnego minimum. Takie miejsca byłyby cenne dla bioróżnorodności.

II nagroda - ROD Błeszno-WzgórzeII nagroda - ROD Błeszno-Wzgórze Fot. UM Częstochowa

Polski Związek Działkowców już w 2020 roku przyjął specjalne zasady dotyczące bioróżnorodności w ogródkach działkowych. "Zalecane jest zbudowanie kompostownika, prowadzenie upraw wielogatunkowych, stosowanie rodzimych gatunków uprawnych, rezygnacja z chemicznych środków ochrony roślin, zakładanie budek lęgowych czy karmników dla ptaków oraz domków i ekohoteli dla owadów i pożytecznych ssaków. Utrzymaniu bioróżnorodności na działce sprzyja również uprawa roślin miododajnych, zakładanie łąk kwietnych zamiast trawnika oraz stosowanie upraw współrzędnych i płodozmianu" - czytamy w uchwale działkowców z Poznania.

A może miejska ekopartyzantka?

Niektórzy chcą poprawiać bioróżnorodność na własną rękę. Nurt ekopartyzancki rozpoczęli m.in. wrocławscy ekorebelianci, którzy ponad 10 lat temu sadzili drzewa bez pozwolenia władz miejskich. Działali w żółtych kominiarkach, nie pokazywali swoich twarzy. Najsłynniejszym przypadkiem ekopartyzantki było "rozpłytowanie", do którego doszło dwa lata temu w Warszawie na ul. Stalowej. Mieszkańcy Pragi z pomocą miejskich aktywistów bez zezwolenia zerwali płyty chodnikowe i posadzili rośliny. Jak przekonywali, chcieli w ten sposób ośmielić miejskich urzędników do działania. 

Uczestnicy akcji 'rozpłytowania' na ul. Stalowej, przy klombie, który urządzili w miejscu zerwanych płytUczestnicy akcji 'rozpłytowania' na ul. Stalowej, przy klombie, który urządzili w miejscu zerwanych płyt Facebook/profil Jana Mencwela, Miasto Jest Nasze

- Żeby zapewnić finansowanie dla tych zmian, zgłosiliśmy do budżetu obywatelskiego projekt Zielona Stalowa. Niestety, nie został dopuszczony do głosowania. A my, jako jego autorzy, nie zgodziliśmy się na absurdalne zmiany zaproponowane przez weryfikujących projekt urzędników, którzy twierdzili, że nie da się rozpłytować chodników w ciągu roku budżetowego – wyjaśniał powody akcji radny osiedlowy Grzegorz Walkiewicz.

Supermiasta 2022
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.