Z Ukrainy przybywają do nas najsłabsi: kobiety z dziećmi, osoby chore, starsze, niepełnosprawne. Musimy stworzyć w Polsce i na Pomorzu Zachodnim system krótko- i długofalowego wsparcia tych osób we wszystkich sferach życia - uważa marszałek zachodniopomorski Olgierd Geblewicz.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jerzy Połowniak: Jakie są najważniejsze problemy związane z pomocą Ukraińcom, którzy po wybuchu wojny znaleźli się na Pomorzu Zachodnim?

Olgierd Geblewicz, marszałek zachodniopomorski: Musimy mieć świadomość, że przybywają do nas najsłabsi: kobiety z dziećmi, osoby chore, starsze, niepełnosprawne. Musimy stworzyć system krótko- i długofalowego wsparcia tych osób we wszystkich sferach życia. Przykład, o którym mówiłem – grupy niepełnosprawnych osób – najlepiej obrazuje skalę wyzwania. Trzeba się przygotować na pomoc nie tylko w postaci zapewnienia schronienia i wyżywienia, ale też opieki dla dzieci, opieki medycznej, psychologicznej, a także - tam, gdzie to możliwe – zatrudnienia.

Jak układa się współpraca z wojewodą zachodniopomorskim Zbigniewem Boguckim i szerzej, z rządem Zjednoczonej Prawicy?

- Ponieważ od początku deklarowałem panu wojewodzie pełne wsparcie i wolę współpracy w zakresie pomocy uchodźcom, nie wypada mi publicznie krytykować jego działań nawet, gdy dostrzegam jakieś niedoskonałości. Swoje uwagi raczej kieruję bezpośrednio do pana wojewody. Wyjątkiem była decyzja rządu, by scentralizować całą pomoc humanitarną świadczoną przez NGO-sy i samorządy. Na moją publiczną krytykę oburzyli się ministrowie Michał Dworczyk i Paweł Szefernaker, zaproszono nawet marszałków na wirtualne spotkanie w tej sprawie. Okazało się jednak, że miałem rację, bo kanały rządowe szybko się zatkały i trzeba było się z tej decyzji wycofać.

Co rząd musi jeszcze zrobić, by ułatwić pomoc Ukraińcom?

- Brakuje w Polsce długofalowego spojrzenia na problem migracji. Nie istnieje zarządzanie integracją. Przykład? Ukraińcy, którzy przybyli do nas po 24 lutego, mogą podjąć pracę praktycznie od ręki. Ci, którzy przyjechali do Polski przed tą datą, czekają na pozwolenie na pracę nawet dwa lata. A często są to członkowie tych samych rodzin, bo przecież osoby, które już się tu jakoś wcześniej urządziły, ściągały do siebie swoich bliskich po wybuchu wojny. Kompletny absurd, wynikający z braku jakiejkolwiek strategii wobec problemu migracji. Wielu Ukraińców ma nadzieję na szybki powrót do swojego kraju. Musimy się jednak przygotować na to, że ta straszna wojna może potrwać długo, a z biegiem czasu uchodźcy, zwłaszcza ci ze wschodniej Ukrainy, uznają, że nie mają do czego wracać. Musimy stworzyć wszystkim warunki dobrego pobytu i pracy, integrować ze sobą ludzi, dostrzegać ich talenty i umiejętności, budować wielokulturową społeczność. Dziś myślenie o pomocy ogranicza się do zapewnienia dachu nad głową na dwa miesiące. Nikt nie myśli o tym, co będzie dalej, gdy skończy się 40 zł dziennie na uchodźcę [chodzi o świadczenie przysługujące osobom, które udzieliły schronienia Ukraińcom].

Ilu uchodźców przyjęło dotychczas Pomorze Zachodnie?

- Takie dane zbiera wojewoda. Wiem, że obecnie już obserwujemy pierwsze wyjazdy, Ukraińcy wracają do domów w te miejsca, gdzie jest w miarę bezpiecznie. Chcą jak najszybciej odbudować swój kraj.

Supermiasta 2022
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem