Po dwóch wiekach intensywnego działania przemysłu nie da się z dnia na dzień wypracować nowego wizerunku - podkreśla Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent Zabrza.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Józef Krzyk: Trudno było się dziś do pani dostać, od rana spotkania z inwestorami. Czy gdy się z nimi rozmawia, widać, że stereotyp przemysłowego, brudnego Zabrza wciąż pokutuje? 

Małgorzata Mańka-Szulik: Wiele już udało się zrobić, ale po dwóch wiekach intensywnego działania przemysłu nie da się z dnia na dzień wypracować nowego wizerunku. O tym, że dzisiejsze Zabrze stało się miejscem bardziej zielonym, przyjaźniejszym dla mieszkańców, mówią nam jednak np. osoby, które niegdyś u nas mieszkały. "Nie poznałam Zabrza, to teraz zupełnie inne miasto" - przyznają i dla nas to dowód na celowość naszych starań.  

Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent Zabrza;
Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent Zabrza;  foto: materiały prasowe

Jakich?

- Największym przedsięwzięciem, które pochłonęło ponad 1 mld zł, była poprawa gospodarki wodno-ściekowej. Przeprowadziliśmy to we wszystkich siedemnastu dzielnicach. Stopień skanalizowania miasta wynosi 99,9 proc., więcej, niż nakazują bardzo surowe standardy unijne. Zmodernizowane zostały obydwie miejskie oczyszczalnie ścieków. Prace były niezbędne, bo bez nich musielibyśmy płacić olbrzymie kary. W skali liczącego 170 tys. mieszkańców Zabrza 1 mld zł stanowił kolosalne obciążenie dla naszego budżetu, nasz skarbnik początkowo łapał się za głowę: "no to zapomnijmy na długo o innych inwestycjach". Na szczęście poradziliśmy sobie z tym i obyło się bez cięć w inwestycjach. 

Z terenów w centrum miasta musieliśmy wywieźć 450 ton smoły, a tereny nad naszą rzeką, Bytomką, uwolnić od składanych odpadów. Już widać efekty, bo brzegi Bytomki, która długo była czymś w rodzaju przemysłowego ścieku, upodobały sobie kaczki. Za 29 mln zł udało się zrekultywować w sumie 180 hektarów, a po niedawnych nieużytkach chętnie jeżdżą rowerzyści. Posadzono 1,8 tys. drzew i 29 tys. krzewów, wyznaczono również ścieżki ekologiczne, uwzględniając walory siedliskowe danego terenu. 

Nigdy nie chcieliśmy ograniczać naszych działań tylko do centrum miasta. O ich skuteczności w pewnym stopniu świadczą inwestycje, również te w sferze budownictwa mieszkaniowego. Od najbardziej na północ wysuniętej Helenki po dzielnice znajdujące się na południowych krańcach: Pawłów, Kończyce i Makoszowy. W tych ostatnich musimy właśnie sobie radzić z rekultywacją terenów po zlikwidowanej kopalni. W Grzybowicach, na północno-zachodnich obrzeżach miasta, na terenach zdegradowanych przez przemysł do 2023 roku powstanie Geopark. Tylko w tym jednym miejscu prace pochłoną 9,4 mln zł. 

Skąd na to pieniądze?

- Z wojewódzkiego i narodowego funduszu ochrony środowiska i gospodarki wodnej, ze środków rządowych i samorządowych. Oczywiście, żeby na jakieś dofinansowanie móc liczyć, trzeba przedstawić dobry plan i mieć pieniądze na wkład własny.  

W lutym 2022 przystąpiliśmy do programu „Śląskie. Przywracamy błękit". Główne kierunki tego projektu to m.in.: stworzenie systemu wsparcia doradczego (ekodoradcy), ograniczenie emisji transportowej, koncepcje zwiększenia obszarów zieleni, przyspieszenie tempa wymiany urządzeń grzewczych małej mocy, modele zmniejszenia oddziaływania środowiskowego w budynkach użyteczności publicznej, utworzenie regionalnego systemu ekoinformacji mieszkańca, skoordynowanie wykorzystania środków krajowych i zagranicznych na rzecz poprawy jakości powietrza. 

Wartość programu „Śląskie. Przywracamy błękit" to aż 76 mln zł. Oprócz środków przekazanych przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej aż 45 mln zł pochodzi ze środków unijnych. 

Przemysł raczej wam w tej przemianie w zielone miasto nie pomoże, bo większość dawnych zakładów już nie istnieje?

- Polityka wobec Zabrza jest mało łaskawa. W szczytowym momencie rozwoju industrialnego mieliśmy osiem kopalń, koksownie i dużą hutę. Po większości z nich został nam w spadku tylko księżycowy krajobraz. Jeszcze nie skończyliśmy sprzątać olbrzymich terenów po kopalni Zabrze, a już wkrótce czeka nas to samo w Makoszowach, choć jeszcze niedawno politycy fotografowali się pod bramą tamtejszej kopalni. Zarzekali się, że żadnej likwidacji nie będzie, bo znajdujące się tam pokłady węgla będą eksploatowane przez wiele lat. 

Dziś teren za bramą Makoszów przypomina widok, który zastaliśmy w okolicy będącego częścią kopalni Zabrze szybu Carnall, zanim przerobiliśmy go na atrakcję turystyczną i włączyliśmy do zabytkowego kompleksu Muzeum Górnictwa Węglowego. 

Wymagało to wydania 300 mln zł i tego się nie da zrobić szybko. 

Tereny zielone zajmują dziś 62 proc. powierzchni Zabrza. Jak na miasto, które do niedawna żyło tylko z przemysłu, to chyba dużo?

- Od miasta przemysłowego przechodzimy do miasta medycyny, kultury, turystyki poprzemysłowej i sportu. Najpierw trzeba mieć wizję, następnie plan, skąd pozyskać środki, a potem go zrealizować i rozliczyć, i dopiero wtedy przychodzi moment na to, żeby się cieszyć, że coś atrakcyjnego przygotowaliśmy dla mieszkańców i turystów. Ale jedną z istotniejszych rzeczy jest świadomość, że doprowadziliśmy środowisko do normalnego stanu. 

Mieszkańcy też mogą się w te działania włączyć czy wszystko w rękach urzędników?

- Współpraca zawsze może być inspirująca, a w niektórych działaniach, np. w termomodernizacji, mieszkańcy poszczególnych domów partycypują w kosztach i to oni są stroną inicjującą. Sama aktywność urzędników raczej więc nie wystarczy, żeby miasto uczynić zielonym. Potrzebna jest też zmiana sposobu myślenia. Żeby wszyscy mogli się cieszyć z zielonego miasta, każdy powinien pamiętać, że to od niego w dużym stopniu zależy, czy tak się stanie. Porzucane byle gdzie śmieci, choćby za płot własnej posesji, czy stare opony same nie znikną.  

W ciągu 15 ostatnich lat Zabrze wydało na poprawę stanu środowiska 1,5 mld zł. Warto?

- Ten dzisiejszy dzień i kolejne spotkania w sprawie inwestycji są w pewnym stopniu odpowiedzią. Zrównoważony rozwój w dziedzinie ochrony środowiska jest dla nas od wielu lat priorytetem – konsekwentnie realizujemy projekty w obszarach powietrza, ziemi i wody. Dla wielu firm czyste środowisko i dostęp do nowoczesnej sieci wodno-kanalizacyjnej są często ważnym kryterium przy wyborze miejsca pod inwestycję. Zabrze, podobnie jak duża część Górnego Śląska, pewnie długo jeszcze będzie postrzegane przez pryzmat fabrycznych kominów, ale z każdym rokiem jest lepiej. Doceniają to nie tylko inwestorzy, ale również deweloperzy. 

Supermiasta 2022
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
5 lat kampanii wyborczej MMS w Hindenburgu...
już oceniałe(a)ś
5
0
zapraszam przejść się po "wymarłym" centrum Zabrza i zaśmieconych i brudnych dzielnicach z krzywymi chodnikami - może wtedy zniknie ten uśmiech samozadowolenia
już oceniałe(a)ś
2
0