Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ruda Śląska to 130-tysięczne miasto położone w samym sercu Górnego Śląska. Przez wiele dekad motorem napędowym lokalnej gospodarki było tu górnictwo. To właśnie za sprawą kopalń rudzkie wsie przed laty zmieniły się w przemysłowe osady. W czasach PRL-u na terenie takich dzielnic, jak m.in. Bykowina, Halemba czy Wirek, wyrosły duże górnicze osiedla.

Jeszcze na początku lat 90. w mieście działało sześć kopalni: Bielszowice, Pokój, Halemba, Śląsk, Nowy Wirek, Wawel. Dziś została tylko KWK Ruda, sklejona z dwóch zakładów: Halemba i Bielszowice. Mimo to Ruda Śląska nadal jest jedną z największych gmin górniczych w Unii Europejskiej. 

Kopalnia BielszowiceKopalnia Bielszowice Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl

Doskonale widać to w dzielnicy Bielszowice, w której życie nadal kręci się wokół kopalni. Wystarczy pospacerować tu w okolicach godz. 14, gdy część górników kończy poranną zmianę, a część rozpoczyna popołudniową. W sklepach i na przystankach autobusowych słychać gwar i dyskusje, często dotyczące właśnie pracy w kopalni.

Górnicze miasta potrzebują miliardów złotych

Za 12 lat takie obrazki przejdą do historii. W 2034 roku z połączonych ruchów kopalni Ruda ma wyjechać ostatni wagon z węglem. Ruda Śląska będzie pierwszym miastem, które na zawsze pożegna się z górnictwem zgodnie z harmonogramem przyjętym w 2021 roku na mocy tzw. umowy społecznej pomiędzy rządem a stroną społeczną. Przyszłość miasta stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Krzysztof Mejer, wiceprezydent Rudy Śląskiej, przypomina, że od podpisania umowy społecznej, która miała określić zasady transformacji górnictwa na Śląsku, minął już prawie rok, a wiele szczegółów dotyczących tego, jak ten proces miałby przebiegać na terenie gmin górniczych, nadal nie jest znanych. - Jesteśmy sygnatariuszami umowy społecznej, to przecież my – jako gminy – poniesiemy największe koszty transformacji. Zegar tyka, a rząd wcale nie rozmawia z nami na temat przyszłości regionu po górnictwie. Wciąż nierozstrzygnięta zostaje m.in. kwestia finansowania transformacji regionu przez Unię Europejską. Mam świadomość tego, że rząd ma teraz inne priorytety, ale nie możemy przegapić kluczowego momentu, by działać. Chyba każdy ma świadomość, że nie uciekniemy od tego tematu, a odejście od węgla - nawet pomimo obecnego kryzysu energetycznego spowodowanego wojną w Ukrainie – jest tylko kwestią czasu. Musimy to jednak wszystko odpowiednio przygotować - mówi wiceprezydent Mejer.

Krzysztof Mejer, wiceprezydent Rudy ŚląskiejKrzysztof Mejer, wiceprezydent Rudy Śląskiej materiały prasowe

Łączne koszty niezbędnej do przeprowadzenia transformacji gospodarczej i utraconych korzyści podatkowych dla miasta oszacowano przynajmniej na 5,3 mld zł. Kwota zawiera koszt zrewitalizowania terenów poprzemysłowych, ich przygotowania pod inwestycje, ale także konieczne nakłady na utworzenie nowych miejsc pracy. Budżet Rudy Śląskiej to nieco ponad 1 mld zł, z czego na inwestycje przeznaczanych jest około 200 mln zł.

Tereny przemysłowe i przyszłe poprzemysłowe zajmują w sumie 947 ha, co stanowi 12 proc. całkowitej powierzchni miasta. Szacuje się, że bez inwestycji, nowych inwestorów bezrobocie może wzrosnąć z 3,6 proc. do 20 proc. W skali roku dziura w budżecie gminy z powodu utraconych podatków może wynieść 40 mln zł.

A może węgiel zostanie z nami na dłużej?

Bogusław Ziętek, przewodniczący związku zawodowego Sierpień 80, podkreśla, że wojna w Ukrainie i związana z nią sytuacja gospodarcza w Europie i na świecie powinny w zasadniczy sposób zmieniać myślenia o transformacji energetycznej na Śląsku. - Musimy to wszystko przemyśleć od nowa. Podstawowe pytanie brzmi: jaki jest obecnie sens odchodzenia od węgla? Mamy do czynienia z kryzysem energetycznym na niespotykaną skalę. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy dalej mieli finansować zbrodniczy reżim Putina, kupując u niego węgiel i gaz. Importowanie tego surowca z takich miejsc jak np. Australia wcale nie będzie łatwym zadaniem [żeby zastąpić rosyjski węgiel, którego rocznie do Polski trafia 8-10 mln ton]. Musimy więc postawić na śląski węgiel i przedefiniować spojrzenie na przemysł ciężki - wyjaśnia Ziętek.

Niektórzy samorządowcy po części przyznają mu rację. - Dopóki nie będzie alternatywy w postaci atomu, należy przeprosić się z węglem. Przynajmniej na jakiś czas. Trudno myśleć o zielonej transformacji w sposób jak przed wojną. Nawet Niemcy, z wysokim udziałem energii odnawialnej, uruchamiają elektrownie gazowe, kiedy warunki dla OZE nie są najlepsze. Zawsze musi być podstawa, która jest w stanie zapewnić energię w kryzysowych sytuacjach - mówi Tadeusz Chrószcz, wójt Marklowic i były prezes Stowarzyszenia Gmin Górniczych.

Szyb kopalni 'Marcel' w MarklowicachSzyb kopalni 'Marcel' w Marklowicach Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Zdaniem Ziętka śląskie miasta z nowej sytuacji mogą wyjść obronną ręką. Jako przykład podaje Rudę Śląską, największą w Europie gminę górniczą. - Najnowszy raport na temat zasobów węgla koksowego w kopalniach Bielszowice i Halemba jasno wskazuje, że ten surowiec, uznawany w Unii Europejskiej za strategiczny, może dać tym zakładom nowe życie. Ten węgiel jest na wagę złota w sektorze koksowniczym, rynek zbytu jest ogromny. Harmonogram zamykania kopalń przewiduje, że Bielszowice zostaną zamknięte w 2023 roku, ale w nowych okolicznościach byłoby to nieporozumieniem – przekonuje szef Sierpnia 80.

Bogusław Ziętek zarzuca rządowi, że od początku inwazji na Ukrainę nie podjął żadnej decyzji dotyczącej przyszłości polskiego górnictwa. - Wszystkie problemy i wyzwania związane z transformacją górniczą na Śląsku, którymi żyliśmy jeszcze kilka miesięcy temu, wcale nie zostały rozwiązane. Myślę tu np. o edukacji zawodowej, alternatywnych miejscach pracy, sytuacji firm okołogórniczych. Musimy usiąść do stołu i zastanowić się, jak najlepiej wykorzystać nasz potencjał wydobywczy, potencjał gmin górniczych w kontekście poważnego zagrożenia naszego bezpieczeństwa energetycznego. To się nie dzieje - mówi.

Z kręgów rządowych - w obliczu wojny w Ukrainie i embarga na rosyjski węgiel - słychać coraz częściej o ewentualnej zmianie w harmonogramie zamykania kopalń. - Mogą być wygaszane wolniej - powiedział w kwietniu Jacek Sasin, minister aktywów państwowych.

W aktualnych planach docelowym modelem dla polskiej energetyki są odnawialne źródła energii stabilizowane przez zeroemisyjny atom. Rząd nie zamierza przekraczać 2049 roku jako daty zakończenia wydobycia węgla kamiennego.

Kopalnie jako żywicielki

Przed podobnymi dylematami - jak Ruda Śląska - stoją też mniejsze śląskie gminy, które od pokoleń są uzależnione od kopalni. Przykładem mogą być Rydułtowy, gdzie do 2043 roku wydobywać węgiel ma kopalnia o tej samej nazwie. W najlepszym momencie zatrudniała 3,5 tys. osób. Teraz to jest prawie tysiąc mniej, ale to i tak duża liczba. Wszyscy mają świadomość, że nic tej luki nie wypełni, można jedynie minimalizować straty. - Być może Unia Europejska spojrzy łaskawszym okiem na nasze paliwa kopalne. Niemniej transformacja jest nieunikniona, dlatego przygotowujemy się do niej od jakiegoś czasu. Cieszymy się, że kopalnie wciąż działają, bo dają pracę, wpływy z podatków, niech tak będzie jak najdłużej. Obawiam się jednak, że przedłużenie procesu, chwilowy powrót do węgla może okazać się zgubny, że to tylko kupowanie kilku lat spokoju. To byłoby najgorsze rozwiązanie, bo potem znów będzie sprint "na zapalenie płuc". Nic dobrego z tego nie wyniknie. Ten ewentualny brak planu okaże się zgubny dla górniczych gmin - uważa Marcin Połomski, burmistrz Rydułtów.

W Rydułtowach nie zamierzają więc czekać z założonymi rękami. Od kilku lat lokalne władze przejmują pokopalniane tereny, które sukcesywnie są wyłączane z działalności zakładu. Tak stało się z rejonem nieczynnego szybu Leon III niedaleko centrum miasta. - Część terenu zostanie przeznaczona na osiedle mieszkaniowe w ramach społecznych inicjatyw mieszkaniowych, a część z budynkami poprzemysłowymi oddamy przedsiębiorcom. Musimy reagować, zanim kopalnia zostanie zamknięta, potem może być za późno, by mierzyć się z odpływem mieszkańców, ale też zmniejszonymi wpływami do budżetu gminy - dodaje Połomski.

Na terenach pokopalnianych Rydułtowy chcą budować mieszkania, ale i przygotować miejsce dla przedsiębiorcówNa terenach pokopalnianych Rydułtowy chcą budować mieszkania, ale i przygotować miejsce dla przedsiębiorców Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl

Na przejętym terenie gmina planuje zbudować centrum przesiadkowe i nową drogę łącząca je z ulicą Mickiewicza. Atrakcją ma być też nowa strzelnica sportowa. Na ten cel pozyskano 3,5 mln euro z funduszy europejskich, a prace mają się zakończyć w 2024 roku.

W Rydułtowach nikt nie zastąpi tysięcy miejsc pracy, które zapewnia teraz kopalnia. Terenów pod inwestycje nie ma zbyt wiele, a strefa ekonomiczna, już działająca, daje około 300-400 stanowisk pracy. Dlatego budowa nowych mieszkań, rozwój infrastruktury rekreacyjnej i z usługami (np. żłobki i przedszkola) w połączeniu z oddaleniem od większych ośrodków miejskich mają przyciągać osoby szukające spokoju, na który nie zawsze można liczyć w większych miastach.

Nie jesteśmy gotowi na odejście od węgla

Transformacja regionów pogórniczych jest zadaniem na kilkadziesiąt lat. Znacznie szybciej powinna skończyć się transformacja energetyczna, czyli odejście od elektrowni węglowych. Dzisiaj nie jesteśmy na to gotowi. - Kopalnie likwidowane są od lat 90. XX wieku. Pracowało w nich kiedyś 400 tys. górników, a jeszcze więcej w firmach okołogórniczych. Ten proces wygaszania trwa non stop, ale ciągle słyszeliśmy, jaki ten węgiel jest ważny, że jest przed nim przyszłość. Dziś nie możemy z dnia na dzień odejść od węgla, nawet w dalszej perspektywie wydaje się to ryzykowne, bo dalej nie mamy innej podstawy energetycznej - mówi Tadeusz Chrószcz.

Były minister gospodarki Jerzy Markowski przyznaje, że w Polsce od 30 lat tylko toczą się dyskusje o prądzie z atomu.

- W energetyce jesteśmy uzależnieni od innych krajów i nie mamy gotowej alternatywy dla elektrowni węglowych. Już dawno powinniśmy postawić na technologie niskoemisyjne i alternatywne paliwa z węgla. Niestety, wciąż tylko gadamy... - podkreśla Markowski.

Uważa, że budowa elektrowni atomowych powinna być priorytetem. I to w jak najszybszym czasie, bo już nie ma na co czekać. Zwraca też uwagę, że jeśli państwo już nie chce zajmować się górnictwem, powinno pozwolić robić to prywatnym przedsiębiorstwom. Jest kilku zainteresowanych tych biznesem, ale nie ma zgody na inwestycje, z których Polska mogłaby czerpać korzyści, np. zapewniając sobie dostęp do węgla, co jest ważne. Widzimy to teraz w czasie wojny w Ukrainie i kryzysu na rynku surowców.

Uzyskiwaniu energii z węgla kategorycznie sprzeciwia się Greenpeace. Co w zamian? Zdaniem organizacji to czas, aby z jeszcze większym naciskiem postawić na odnawialne źródła energii. - W pierwszej kolejności powinna zostać odblokowana najtańsza technologia produkcji energii, czyli wiatraki na lądzie. Po nowelizacji ustawy w 2016 roku rozwój farm się zatrzymał. Wyśrubowane normy ich lokalizacji spowodowały, że praktycznie w całym kraju niemożliwe okazały się tego typu inwestycje - zwraca uwagę Joanna Flisowska, szefowa działu klimat i energia w Greenpeace Polska. Wprowadzono wtedy tzw. zasadę 10 h. Wedle tej reguły nowe turbiny na lądzie muszą być oddalone od zabudowań mieszkalnych o dystans odpowiadający co najmniej 10-krotnej wysokości wiatraka wraz z łopatami, co mocno ograniczyło rozwój tego źródła energii. - Należy urealnić przepisy, aby nie popadać ze skrajności w skrajność, czyli nie budować przed domami farm wiatrowych, ale jednak pozwolić na ich rozwój - wyjaśnia Flisowska.

Wskazuje również na konieczność dalszego wspierania energetyki słonecznej, tak aby korzystanie było z niej jak najbardziej wymierne zwłaszcza dla indywidualnych inwestorów. Tymczasem od 1 kwietnia 2022 r. ze względu na zmiany w prawie nastąpi mniej korzystny system rozliczeń z dostawcami prądu.

Szanse w energii solarnej widzą też górnicze gminy. W Marklowicach marzą o farmach fotowoltaicznych. - Ze względu na spore szkody górnicze nie mamy szans na inwestycje. Nikt u nas nie postawi zakładu. Nawet wiatraków nie będzie. Ale szansą dla nas są farmy fotowoltaiczne, którym szkody górnicze aż tak bardzo nie przeszkadzają. Będziemy zmierzać w tym kierunku. To nie tylko czysta energia, ale też konkretne wpływy do budżetu. Wstępnie nawet 200-400 tys. zł z hektara - mówi wójt Tadeusz Chrószcz.

Lista zadań do wykonania

Kiedy rysowane będą plany, a później realizowane inwestycje w elektrownie jądrowe i odnawialne źródła energii, równolegle powinien być nakreślany i wdrażany program transformacji regionów.

Ważną kwestią wydaje się umiejętne sięgnięcie po unijny Fundusz Sprawiedliwej Transformacji. Odpowiednie środki powinno zapewnić też państwo. Im więcej pieniędzy popłynie na Śląsk, tym lepiej, ale nie łudźmy się - przy tak dużym wyzwaniu pieniędzy zawsze będzie za mało. Kluczowe będzie kto, na co i w jaki sposób je wykorzysta. Tego procesu nie da się przeprowadzić bez udziału samorządów. Wydaje się, że to one powinny podejmować kluczowe decyzje odnośnie do zagospodarowania terenów poprzemysłowych. To w lokalnych społecznościach, a nie w Warszawie czy nawet Katowicach, mają najlepszą wiedzę o lokalnych uwarunkowaniach, szansach i zagrożeniach.

Do dziś jednak nie wypracowano mechanizmów służących transformacji. Cały czas trwa dyskusja. Może więc warto już teraz wsłuchać się w głos samorządów, które przez kolejne dziesiątki lat zajmą się największym wyzwaniem od początku ich historii. Gminy już postulują zmiany legislacyjne w kwestii planowania przestrzennego. Wskazują, że pokopalniane działki na wniosek lokalnych urzędów powinny być im przekazywane najlepiej nieodpłatnie, bo w coraz skromniejszych budżetach gminnych nie ma tylu pieniędzy. Dziś to proces długotrwały, a to często do miejskich i gminnych w pierwszej kolejności pukają zainteresowani przedsiębiorcy poszukujący nowych lokalizacji pod biznes. Inwestor nie będzie czekał dwóch lat na załatwienie formalności, bo w tym czasie jest w stanie wybudować fabrykę gdzie indziej.

Wśród postulatów jest też taki, aby pokopalniane tereny były sprzedawane według jakiegoś pomysłu, kompleksowo, a nie wyrywkowo. Pozwoli to uniknąć wyprzedaży najlepszych działek kosztem pozostałych, na których przez kolejne lata może hulać tylko wiatr. Naturalnie takie tereny powinny zostać objęte specjalnymi ulgami, a wraz z nimi pogórnicze osiedla, gdzie działają drobni przedsiębiorcy prowadzący sklepy i usługi. Często rytm dnia wyznaczają tam kopalnie, a po ich zamknięciu spadek obrotów z pewnością będzie zauważalny. Należy już teraz myśleć o ewentualnych ulgach i wsparciu dla takich osób. Osobną kwestią jest rewitalizacja pokopalnianych terenów, rekultywacja hałd często określanych bombami ekologicznymi, likwidacja szkód górniczych. To koszty liczone w miliardach złotych. Na pewno nie stać na to samorządów, które dziś obawiają się, że zostaną zostawione same z problemami.

Konieczne są też inwestycje w komunikację. Nie tylko w kolej promowaną ze względów ekologicznych, ale także drogi. Bez dobrego połączenia drogowego mniejsze gminy górnicze, oddalone od większych ośrodków, nie mają szans w konkurowaniu o inwestycje. Przykładem tego są wspomniane Rydułtowy. Od lat postulowana jest budowa Drogi Głównej Południowej, która znacznie przybliży miasto do autostrady A1.

Jak ważne jest to, aby nie zmarnować czasu w przygotowaniach do transformacji, wiedzą w Pszowie. To sąsiednie miasto Rydułtów, które po zamknięciu kopalni Anna w 2012 roku jeszcze się nie podniosło. Zniknęła nie tylko kopalnia, ale też wiele firm okołogórniczych. Biznesy zamykali też drobniejsi przedsiębiorcy, bo życie w mieście zamarło. Miasto do teraz szuka pomysłu na siebie. Jak słyszymy, podjęcie wcześniej niektórych działań nie było możliwe. Samorządowcy skarżą się, że ówczesna Kompania Węglowa nie rozumiała problemów miasta, nie była partnerem do rozmów. Na bieżąco nie przekazywano miastu terenów, które można byłoby wykorzystać pod nową działalność. Zresztą nie wiadomo, czy było to możliwe, bo zakład do końca pracował i wykorzystywał znaczną część powierzchni.

Supermiasta 2022
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.