Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Projekt budżetu Starachowic, 50-tysięcznego miasta w Świętokrzyskiem zakłada, że wydatki w 2022 roku wyniosą ponad 400 mln zł. Około 82 mln zł to pieniądze z Unii Europejskiej. Dużo, mało?

- Wygenerowaliśmy około 15 mln zł nadwyżki operacyjnej z poprzednich lat, które mogliśmy przeznaczyć na wkład własny wielu inwestycji. Dzięki pozyskiwaniu pieniędzy z wielu źródeł - unijnych, ale też krajowych, norweskich - mamy budżet, o którym jeszcze kilka lat temu nie mógłbym nawet marzyć.

A te 82 mln zł z pieniędzy unijnych?

- One są tak naprawdę podstawą tego budżetu. Bez nich nie byłaby możliwa realizacja wielu kluczowych przedsięwzięć dla miasta.

Na przykład czego?

- Choćby rewitalizacji przestrzeni publicznej, w tym długo wyczekiwanego zagospodarowania otoczenia zalewów Lubianka i Pasternik, oraz oczyszczenia tego drugiego zbiornika, modernizacji terenu przed budynkiem Parku Kultury. Ale to też zakup 20 ekologicznych autobusów wyprodukowanych w starachowickiej fabryce MAN Bus, budowa stacji tankowania autobusów na CNG, warsztatu, myjni, centrum dyspozytorskiego na bazie komunikacji miejskiej, systemu ścieżek rowerowych, wymiana wszystkich opraw oświetlenia ulicznego i wielu słupów, tych najbardziej zniszczonych przy głównych ulicach. Do tego wiele innych przedsięwzięć.

Z której inwestycji jest pan szczególnie dumny?

- Z zagospodarowania około 10 ha parku miejskiego, choć planujemy tu jeszcze dalsze prace i chcemy iść w stronę Szlakowiska [obszar, gdzie wylewano gorącą szlakę z wielkiego pieca, która po zastygnięciu utworzyła sztuczną skałę], aby przestrzeń miejska jeszcze bardziej się zmieniała. Jestem też dumny z tego, że wszystkie szkoły podstawowe i przedszkola, które podlegają miastu, przeszły kompleksową termomodernizację. Unijne pieniądze umożliwiły nam wyposażenie pracowni szkolnych, wybudowanie kompleksów sportowych przy szkołach…

Park w StarachowicachPark w Starachowicach Urząd Miasta i Gminy w Starachowicach

Czy mieszkańcy odczuwają wpływ pieniędzy unijnych na ich codzienne życie?

- O to trzeba by ich zapytać. Ja jestem tylko jednym z kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców. Podejrzewam, że każdy ma inne zdanie.

Kiedyś pojechałem do leżącego nieopodal Stawu Kunowskiego. Więcej ludzi w tej wsi wzięło udział w wyborach sołtysa niż do Parlamentu Europejskiego. Frekwencja była tam najniższa w województwie. W Starachowicach posłów do PE wybierało ostatnio 45 proc. uprawnionych.

- Też nie najlepiej. Ci, którzy nie biorą udziału w wyborach, nie mają moralnego prawa, aby narzekać na to, co się dzieje dookoła. Czuję się zarówno Polakiem, jak i Europejczykiem. Doceniam, że dostajemy środki krajowe i to, że Polska jest członkiem Unii, który na dodatek tak wiele zyskał ze wspólnej kasy. Przez lata Polska wpłacała zdecydowanie mniej, niż otrzymywała. I o tym trzeba pamiętać.

Nie wszyscy pamiętają. Politycy Solidarnej Polski przekonują, że w wymiarze finansowym tracimy na członkostwie w Unii.

- Wystarczy sprawdzić dane i będzie wiadomo, kto mówi prawdę.

Co pan myśli o zohydzaniu Unii, umniejszaniu tego, co nam dała?

- To działanie na szkodę kraju. tylko silna Polska w silnej UE może poradzić sobie w konkurencji z mocarstwami, które leżą blisko nas. Polska pozostawiona sama sobie nie będzie w stanie poradzić sobie z kryzysami, które mogą nas spotkać, choćby z kryzysem energetycznym.

Wykazuje się pan pragmatyzmem przy pozyskiwaniu pieniędzy zewnętrznych. Niektórzy wypominają panu pozowanie do zdjęć choćby z politykami PiS.

- W 2014 roku, gdy miałem 25 lat i zostałem prezydentem [najmłodszym w Polsce], powiedziałem, że ulice i chodniki nie mają barw politycznych. Minęło siedem lat i ciągle to powtarzam. To nie pragmatyzm, tylko zdrowy rozsądek. Dla mnie jako mieszkańca Starachowic obojętne jest to, do jakiej partii należy człowiek, który może pomóc naszemu miastu. Taką politykę jestem winny wyborcom. A wśród nich są dawni działacze PZPR-u, narodowcy, zwolennicy PO, ale też PiS. Gdy spotykam się z Robertem Biedroniem, jestem atakowany przez działaczy PiS. Gdy przyjąłem Szymona Hołownię, rzucili się na mnie niektórzy działacze PO. A to przykład tylko z jednej kampanii prezydenckiej.

Starachowice 17.03.2020. Rynek na WierzbnikuStarachowice 17.03.2020. Rynek na Wierzbniku Fot. Paweł Małecki / Agencja Wyborcza.pl

Jest coś, co denerwuje pana w staraniach się o pieniądze unijne?

- Początki były trudne, bo co rusz dowiadywałem się, że czegoś nie można, nie da się zrobić, to niemożliwe. Szczęśliwie zazwyczaj nie dawałem się przekonać i robiłem, co uważałem za słuszne. Niech przykładem będzie zalew Pasternik [wizytówka miasta, lustro wody ma aż 42 ha - przy. red.]. Przez kilkadziesiąt lat wydawało się niemożliwe, aby coś się wokół niego zadziało. W 2014 roku gmina nie posiadała tam nawet metra kwadratowego ziemi. Udało się jednak porozumieć z kilkoma właścicielami, część terenu odkupić, część przejąć we władanie, potem postarać się o pieniądze i zacząć prace.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.