Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wojciech Borakiewicz: Jak Polska długa i szeroka, rząd wszędzie rozwiesił bilbordy informujące, ile to milionów gmina czy miasto otrzymało z Polskich Inwestycji Strategicznych. A co pan sobie myśli, kiedy widzi taki bilbord w Bydgoszczy z wypisaną kwotą 29,9 milionów?

Prezydent Bydgoszczy, Rafał Bruski: Myślę, że trwa wojna o to, kto wygra z prawdziwym przekazem o "Polskim ładzie".

To element tej wojny?

– W naszym przypadku zresztą się pomylili z kwotą, bo dostaliśmy z PiS więcej, 35 milionów.

Dla mnie jednak jest oczywiste, że bilbordy są dowodem na przyjętą przez Prawo i Sprawiedliwość konsekwentnie realizowaną strategię narracji w sprawie finansów samorządów.

Chodzi w niej, aby pokazać, że "Polski ład" to samo dobro płynące od rządu, bo samorządom będzie się żyło lepiej. Na dowód tego są te bilbordy i wypisane na nich miliony.

A jest inaczej?

– Owszem, rząd rozdaje pieniądze. Tylko że wcześniej zabrał je Polakom. Zabrał ogromnie dużo mieszkańcom mojej Bydgoszczy, bo w budżecie miasta, a to nie jest budżet Rafała Bruskiego, tylko naszych mieszkańców, będzie mniej o ponad 200 milionów. Zmiany wprowadzane w ramach "Polskiego ładu", mam na myśli głównie zmiany podatkowe, obniżyły wpływy do kasy bydgoskiego samorządu o 80-90 milionów złotych. Pozostałe nasze ubytki to konsekwencja ogromnych podwyżek cen energii: oświetlenie ulic, ogrzanie szkół, instytucji.

Dzięki "Polskiemu ładowi", obniżce podatków więcej pieniędzy zostanie jednak w kieszeniach samych bydgoszczan, w mojej i pana pewnie również?

– Nie znam samorządowca, który by się nie cieszył, że mieszkańcy jego miasta czy gminy będą mieli więcej o 100 czy 200 złotych miesięcznie. Ja też się z tego cieszę. PiS na każdym kroku o tym trąbi, ale nie mówi jednocześnie, że oddaje im tylko cząstkę, ale zabiera więcej, uszczuplając kasę miasta, w których żyją. Nie powstanie przez to nowa ulica, most czy szkoła, bo nie będzie pieniędzy na inwestycje. W przypadku 350-tysięcznej Bydgoszczy to szacunkowo 200 milionów złotych i nie mylę się więcej niż o 5-10 milionów.

Ale jeszcze niedawno podawał pan kwotę niższą, 140 milionów. Zmieniła się?

– Bo dzisiaj jest już większa. Rząd przechwytuje coraz więcej samorządowych dotychczas funduszy. Jak to się dzieje, wyjaśnię na przykładzie Bydgoszczy. W tym roku z tytułu wpływów z PIT będziemy mieć w miejskiej kasie około 560-570 milionów złotych. W przyszłym roku, tak napisał minister finansów, mamy się spodziewać 490 milionów. To jest te 80-90 milionów ubytków. Dodajmy do tego drożejące media, większe wydatki na oświatę i płace, co wynika ze wzrostu płacy minimalnej. Razem mamy 200 milionów. Żądam uczciwości w tej sprawie od rządu, a nie fałszywej propagandy. Czy ktoś byłby zadowolony, gdyby złodziej zabrał mu 200 złotych, a potem oddał 30 i mówił, że to wspaniałe? To jest obłuda władzy, która przekazuje część prawdy, tę mniejszą część. "Polski ład" jest realizowany w dużej mierze za pieniądze samorządów, które stracą w sumie 2,1 miliarda złotych. Tyle rząd zabierze mieszkańcom całej Polski, którzy będą dłużej czekali na niezbędne inwestycje w swoim mieście.

Da się straty odrobić?

– Nie ma takiej możliwości. Na inwestycje przeznacza się nadwyżkę operacyjną. Zmniejsza się się w bardzo szybkim tempie. W 2019 roku w bydgoskiej kasie było 290 milionów. W przyszłym roku zostanie 27.

PiS twierdzi, że od 2016 roku samorządy mają coraz więcej pieniędzy. I to zasługa ich rządów.

– To zdanie prawdziwe, ale według definicji prawdy stosowanej przez PiS. Bo zawiera zaledwie jej część. Przychody samorządów rosły od 2006 roku, bez względu, kto rządził. To stały proces gospodarczy. Stajemy się bogatsi i płacimy większe podatki. Natomiast zasługą wyłączną PiS jest, że od 2019 aż do 2022 Bydgoszcz stanie się łącznie biedniejsza o 265 milionów. Będziemy musieli zadłużyć miasto, aby dokończyć realizowane już inwestycje.

PiS twierdzi, że rozda samorządom mnóstwo pieniędzy w ramach różnych konkursów. Tam będą pieniądze do wzięcia.

– Władza zamierza pokazać, jaka jest dobra. Centrala ma decydować, co się zbuduje w Bydgoszczy, Wrocławiu czy Stalowej Woli.

Krytykuje pan ostro podział pieniędzy np. z Programu Inwestycji Strategicznych. Czy rząd źle je dzieli?

– Sama idea rozdawania pieniędzy z poziomu centralnej władzy jest zła. Wprowadza, poza wszystkim, chaos. Kiedy decydujemy w łonie samorządów o rozwoju miasta i potrzebnych inwestycjach, planujemy je, dyskutujemy, co zrobić teraz, a co później. A dziś jest tak: rząd ogłasza konkurs i dzieli pieniądze np. na projekty drogowe. Miasto musi być gotowe, aby wyłonić wykonawcę, nie później niż pół roku od momentu otrzymania promesy. Powinienem więc wcześniej zaryzykować i wydać kilka milionów na przygotowanie inwestycji, a potem ściskać kciuki i czekać z nadzieją, że akurat centralna władza ogłosi konkurs na taki właśnie cel. Potem spojrzy przychylnym okiem i przyzna pieniądze. To właśnie wprowadza chaos i niszczy planowanie. "Polski nieład" v bardziej pasuje mi takie określenie niż "Polski ład". Nie ma żadnych jasnych kryteriów, poza łatwymi do wyśledzenia – politycznymi. Ostatnio dzielenie funduszów w łamach PIS ujawniło ten proceder. Na siedem pierwszych regionów obdarowanych z rządowego programu w sześciu przy władzy jest PiS. Kujawsko-pomorski marszałek Piotr Całbecki z PO otrzymał 15 złotych na mieszkańca, a marszałkowie z regionów, gdzie rządzi PiS, mieli kilkakrotnie więcej środków.

Prezes partii rządzącej, 'wicepremier ds. bezpieczeństwa' prezentuje sztandarowy program PiS 'Polski Ład' (wcześniej 'Nowy Ład'). Maj 2021. Gdy wszedł w życie na początku 2022 r. okazał się skrajnie niedopracowany.Prezes partii rządzącej, 'wicepremier ds. bezpieczeństwa' prezentuje sztandarowy program PiS 'Polski Ład' (wcześniej 'Nowy Ład'). Maj 2021. Gdy wszedł w życie na początku 2022 r. okazał się skrajnie niedopracowany. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Rząd PiS twierdzi, że trzeba wyrównywać szanse zaniedbywanej, wschodniej Polski.

– Niech wyrównuje, tylko musi się to odbywać według przejrzystych zasad, a rząd dzieli pieniądze bez żadnych kryteriów, poza tym politycznym. Potem może jeździć, wręczać czeki i grzać się w cieple milionów. Po ostatnim podziale środków z Programu Inwestycji Strategicznych wystąpiłem do premiera o udostępnienie protokołów z posiedzenia zespołu.

Zabolał Bydgoszcz fakt, że rząd nie przyznał ani złotówki z puli PiS, w której nie było górnych limitów finansowych. Może jednak miasto przelicytowało, zgłaszając się aż po 450 milionów złotych?

– Nie wszyscy chcą być uczciwi w tej sprawie. Chcieliśmy wydać te pieniądze na kupno tramwajów. Złożyliśmy wniosek w tej części programu, która nie miała wyznaczonego w zasadach górnego limitu finansowego. Dodaliśmy jednocześnie, że możemy dostać mniej pieniędzy i wtedy kupimy mniej tramwajów. Nie byłoby z tym kłopotu. Nie otrzymaliśmy ani złotówki i to nie było uczciwe. Nasz wniosek spełniał wszystkie kryteria, poza jednym, nie było woli politycznej, aby go przyjąć.

Narzeka pan na "Polski ład", ale minister Łukasz Schreiber twierdził na przykładzie Bydgoszczy, że samorządy nic nie stracą, a nawet zyskają na tym programie, i podaje swoje obliczenia.

– Nie wierzę w to.

Dlaczego?

– W przypadku Bydgoszczy tak mogłoby być, gdyby w ramach rządowych konkursów nasze wnioski byłyby przyjmowane. Mamy inne doświadczenia. Sprawdzimy, kto ma rację, ale jestem pewien, że Bydgoszcz i bydgoszczanie będą na minusie. Ale będą także samorządy na plusie – te, w których PiS uzna, że łatwiej mu będzie zyskać głosy w wyborach.

A może sprzeciw wobec "Polskiego ładu" i samorządowe wyliczenia strat to zasłona dymna z powodu podwyżek, jakie miasta szykują. W Bydgoszczy już zdecydowano, że droższa będzie publiczna komunikacja i parkowanie.

– PiS tak próbuje przedstawić sytuację. To jest natomiast wyłącznie kolejny wyraz polityki rządzącej partii wobec samorządów polegającej na ograniczaniu i przejmowaniu w nich władzy. Mniej pieniędzy oznacza mniej możliwości i władzy. Frustracja mieszkańców wywołana podwyżkami, brakiem realizacji inwestycji skupi się oczywiście na samorządach. Niektóre miasta muszą już podnosić różne opłaty, bo zabraknie im pieniędzy dla nauczycieli. Bydgoszcz jeszcze w takiej sytuacji się nie znajduje. Chciałbym, aby mieszkańcy utożsamiali się z samorządami i zdali sobie sprawę, że ograniczanie możliwości samorządów oznacza, że to ich się ogranicza. Nie dostaną nowego tramwaju, nie pojadą nową ulicą.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.