Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maciej Sandecki: Co pan myśli o ostatnich wypowiedziach polityków PiS na temat Unii Europejskiej. Poseł Suski mówi, że jesteśmy pod okupacją brukselską, minister Ziobro, że toczymy z nią wojnę hybrydową, a marszałek Terlecki, że trzeba przemyśleć wyjście z UE.

Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego: To absolutny skandal i puściłbym to mimo uszu, gdyby nie fakt, że w mojej opinii nie ma tutaj przypadku. Myślę, że sygnał i przyzwolenie do ataku na Unię Europejską dała sama góra, co już jest niebezpieczne, bo od dawna jestem przekonany, że większość środowiska Zjednoczonej Prawicy chętnie widziałaby Polskę poza Unią. Na szczęście tego rządu zwyczajnie nie stać na otwarty konflikt z Unią, więc skończy się na stroszeniu piór i takich słownych „podszczypywankach".

Komisja Europejska wstrzymała na razie wypłatę środków dla Polski w ramach Krajowego Planu Odbudowy ze względu na łamanie praworządności i niestosowanie się do wyroków TSUE polskiego rządu, choć ten już zrobił kampanię pt. "770 miliardów dla Polski". Jak pan to ocenia?

- Widać ewidentnie, że władzom UE i wielu państwom członkowskim skończyła się cierpliwość. Nie dziwi mnie to, bo lekceważenie zasady praworządności mogłoby ujść we Wspólnocie Niepodległych Państw, a nie w Unii Europejskiej, gdzie ta zasada wpisana jest w traktat, którego ratyfikację podpisał śp. prezydent Lech Kaczyński. Szkoda tylko, że ofiarą tej polityki mogą paść beneficjenci środków unijnych, czyli mieszkańcy Polski i oczywiście Pomorza.

Jeśli relacje rządu PiS z KE się nie zmienią, to możemy jeszcze długo mieć wstrzymane środki unijne. Bierze pan taki czarny scenariusz pod uwagę, że Polska w ogóle nie dostanie tych pieniędzy? Co to będzie oznaczać dla Pomorza?

- Katastrofę. Tzw. "Polski ład" szykuje cięcie budżetów samorządów. Dla Pomorza ta strata dla gmin, powiatów i samorządu województwa oznacza prawie 1 miliard złotych rocznie mniej w budżetach m.in. na edukację, ochronę zdrowia, pomoc społeczną i infrastrukturę.

Pomorze ma bardzo ambitne plany związane z wydatkowaniem środków UE. Bez tego i ze zmniejszonymi budżetami samorządów czeka nas inwestycyjna i cywilizacyjna katastrofa, chyba że prezes NBP wydrukuje brakujące 770 miliardów. Wówczas czeka nas jeszcze gorszy scenariusz wenezuelski.

Czy Urząd Marszałkowski organizuje już konkursy na fundusze w obecnej perspektywie? Jak wyglądają przygotowania do nowej edycji budżetu wśród pomorskich samorządów?

- Jesteśmy jak zawsze w czołówce i obecnie konsultujemy nowy program. Mamy w nim wiele ambitnych planów, bo z tych pieniędzy chcemy dokonać m.in. zielonej transformacji, chcemy zakupić nowy tabor dla województwa, inwestować w edukację i nowoczesny biznes. Pierwsze konkursy możliwe są za rok, oczywiście jeżeli nasz rząd ostatecznie nie pogrzebie tych planów.

W ostatnich edycjach Pomorze było krajowym liderem w wykorzystywaniu unijnych funduszy? Czy już wiadomo, ile dokładnie środków dostaniemy w tej edycji?

- Tak, to 1 miliard 700 milionów euro. Ale musieliśmy o tę kwotę stoczyć bój z rządem, który w pierwotnej wersji bardzo skrzywdził Pomorze. Dzięki zaangażowaniu mieszkańców województwa, samorządowców, przedsiębiorców i organizacji pozarządowych możemy mówić już o lepszych, choć nie wymarzonych warunkach finansowych. Mamy również zamiar utrzymać wysokie tempo wydatkowania środków, bo mieszkańcy Pomorza po prostu na to czekają.

W naszym plebiscycie Super Region 2040, mieszkańcy Pomorza postawili na ekologię - połączenia kolejowe, OZE, czysty Bałtyk, ochronę przyrody, walkę ze smogiem. To wyniki zgodne ze strategią województwa i priorytetami UE. Projekty ekologiczne będą miały w tej edycji szczególne względy?

- To nie tylko nasz priorytet, ale również priorytet Komisji Europejskiej. Cieszę się, że czytelnicy zauważyli rolę samorządów i oczekują od władz regionalnych i miejskich działań w tych właśnie sprawach. Pomorze ma być nowoczesne i ekologiczne. Tak zwane wydatki klimatyczne mają stanowić prawie 40 procent całości wydatków w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. To nie tylko wydatki na OZE, ale również fundusz antysmogowy i ekologiczny transport publiczny, na którego rozwoju bardzo nam zależy.

Czy bez pieniędzy z UE jesteśmy w stanie sprostać wyzwaniom ekologicznym i klimatycznym?

- Z tym rządem i jego priorytetami na pewno nie. Gdyby nie UE i jej wymagania klimatyczne oraz ogromne wsparcie finansowe, które otrzymuje Polska, to chociażby udział OZE w produkcji energii z pewnością byłby niższy. Wystarczy posłuchać ministra Czarnka, który chce walczyć z "ideologią ekologizmu", żeby zrozumieć, że walka ze zmianami klimatycznymi nie należy do rządowych priorytetów. A przecież zmiany klimatyczne to niezaprzeczalny fakt i myślę, że wszyscy chcemy czystego środowiska. Nie tylko dla siebie, ale również dla przyszłych pokoleń. Warto o to zawalczyć.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.