Trzeci tydzień września to akcja szczepień w szkołach. Zainteresowanie szczepieniami nastolatków jest jednak słabe. Nie brakuje szkół, gdzie jest zaledwie kilkoro chętnych albo wcale ich nie ma.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Musimy promować szczepienia. Są dobrodziejstwem – mówiła w środku wakacji na konferencji prasowej Marzena Machałek, wiceminister edukacji i nauki. Ale dopiero w drugiej połowie sierpnia dyrektorzy szkół dowiedzieli się, że to oni mają zorganizować całą akcję. I poznali listę zadań, które Ministerstwo Edukacji nałożyło na nich w związku ze szczepieniami w szkołach.

Szczepienia w szkołach, akcja we wrześniu

To oni musieli poinformować o szczepieniach rodziców i uczniów, nawiązać kontakt z punktem szczepień albo odpowiedzieć na zgłoszenie z takiego punktu, o ile to medycy zgłosili się do szkoły, poza tym ustalić zasady współpracy, od rodziców zebrać deklaracje dotyczące udziału dziecka w szczepieniu, powiadomić punkt szczepień o liczbie chętnych. I w końcu ustalić miejsce do szczepienia w szkole albo zorganizować wyjście do punktu. Szkolenia z nowych zadań kuratoria organizowały dyrektorom w końcówce sierpnia, tuż przed powrotem dzieci do szkół.

Grafik ustalony w Ministerstwie Edukacji i Nauki narzucił szybkie tempo. Już w pierwszych dniach roku szkolnego, między 1 a 5 września, szkoły miały przeprowadzić lekcje wychowawcze dla uczniów i spotkania z rodzicami z informacją o szczepieniach.

Zanim to zrobili, do części szkół, a nawet przedszkoli, które nie organizują szczepień, przyszły maile w duchu ruchów antyszczepionkowych, z ostrzegawczym tytułem: „Pilne! Wezwanie przed prokuratorskie" [pisownia oryginalna]. W środku sążniste pisma, m.in. takie: „nakłanianie do szczepień przeciwko Covid19, a odpowiedzialność prawna". To miała być rzekoma odpowiedź prawników na liczne skargi związane z „nakłanianiem do szczepień".

To delikatny temat, nauczyciele sygnalizowali, że boją się podnosić kwestie szczepień, by nie doszło do awantur na zebraniach z rodzicami. – Zdarzyło się w jednej z klas, że nauczyciel zapytał, kto jest szczepiony, i tylko kilkoro dzieci nie podniosło rąk. Ich rodzice mieli potem pretensje, że to segregacja – słyszymy w stołecznym ratuszu. Dlatego pedagodzy wolą mówić o szczepieniach w neutralnym tonie. Czasem odsyłają tylko do pism resortu zdrowia.

Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty o akcji szczepień w szkołach mówi tak: - Wiadomo, jak to u nas, wszystko dzieje się po diable. W sierpniu dyrektorzy dowiedzieli się, że mają przeprowadzić akcję uświadamiającą rodziców w sprawie szczepień, że szczepienia będą organizowane w szkołach. To jeszcze jedno zadanie nałożone na dyrektorów, które jak trzeba, to je wykonają. Z drugiej strony szkoła jest dobrym partnerem, który może rodziców informować, uświadamiać, zbierać od nich deklaracje o szczepieniu. Gdzie miało się odbywać oświecenie, jeśli nie w szkole? Poza tym zależy nam na tym, by ludzie się szczepili. No więc są te zebrania z rodzicami, informacje zostały przekazane. Jaka będzie skala zgód na szczepienia, dopiero się okaże. Ale dyrektorzy w większości mówią, że nie spodziewają się wielu chętnych. Kto się miał zaszczepić, raczej już się zaszczepił.

Jolanta Baranowska z Urzędu Miasta w Łodzi opowiada: - Nasze miejskie centra medyczne, przychodnie, które prowadzą 20 punktów szczepień, kontaktowały się w zasadzie ze wszystkimi 330 szkołami podstawowymi i ponadpodstawowymi w Łodzi. Informowały, że są gotowe u nich tworzyć punkty albo zaprosić na szczepienia do siebie.

Ustalenia, tak jak w całej Polsce, zapadają między konkretną szkołą a konkretną przychodnią. Nie ma limitów uczniów zgłoszonych do szczepień, który trzeba osiągnąć, by do szkoły przyjechali medycy. Np. uczniowie jednej ze szkół z Widzewa pomaszerują do przychodni, która mieści się na działce obok, nawet jeśli zbierze się kilkudziesięciu chętnych do szczepień, bo tak będzie prościej.

Ilu chętnych na szczepienia w szkołach?

Ale z chętnymi do szczepień może być problem. Drugi tydzień roku szkolnego, czyli dni do 10 września, to czas na zbieranie zgód rodziców na szczepienia dzieci. - Dlatego na razie nie możemy poinformować, ilu chętnych jest do szczepienia. W zależności od liczby osób chętnych szczepienia będą prowadzone w szkołach lub punktach szczepień – dowiadujemy się od naczelniczki wydziału oświaty w Zakopanem Anety Zwijacz-Kozica. Podobnie jest w innych miejscowościach.

Ale jest i trochę konkretów, które mogą obrazować skalę akcji. - Zainteresowanie jest średnie, a nawet małe - informuje Anna Dzionek, rzeczniczka prasowa Urzędu Miasta Gniezno. Tam najpewniej szczepienia uda się zorganizować zaledwie w jednej szkole, gdzie zgłosiło się 14 chętnych. W pozostałych raczej ich nie będzie. W Poznaniu zebrało się 540 chętnych.

W warszawskiej dzielnicy Bielany, gdzie jest 25 szkół, sytuacja wygląda tak: zero chętnych w dwóch placówkach, w pozostałych 266 zgłoszeń. W dziesięciu szkołach dzieci będą zaszczepione na miejscu, a trzynaście zorganizuje wyjście do punktu szczepień. Bywa różnie: czasem medyk przyjedzie do piątki dzieci, w innej szkole tak mała grupa będzie zaprowadzona do poradni.

Renata Kaznowska, zastępca prezydenta Warszawy odpowiedzialna za edukację i politykę zdrowotną, mówi: – Warszawa akurat jest dosyć słabą próbką do zobrazowania, jak wyglądają szczepienia w szkołach. Gdy tylko w czerwcu dopuszczono możliwość szczepienia nastolatków, najpierw starszych, potem młodszych, od razu zaczęliśmy dużą kampanię informacyjną, skierowaliśmy pierwsze pismo do rodziców. Teraz jako Warszawa jesteśmy w grupie młodzieży najlepiej wyszczepieni w Polsce.  

W jednej z warszawskich dzielnic, na Woli, odbyły się nawet szczepienia na terenie szkół, które wyprzedziły akcję ogłoszoną przez rząd. Rodzice zapisywali dzieci już w lipcu, podawanie szczepionek odbywało się pod koniec sierpnia. Akcja była możliwa, bo zaangażowała się w nią Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie chętna do organizowania mobilnych punktów szczepień. Skorzystała garstka, 231 osób.

Ale statystyki wyglądają lepiej. Z danych urzędu miasta wynika, że na 121 tys. uczniów stołecznych szkół publicznych w wieku 12-18 lat zaszczepionych na dzień 9 września było ponad 72,3 tys. osób. – Mamy ponad 60 proc. wyszczepionej młodzieży w szkołach, a w skali kraju odsetek wynosi nieco ponad 20 proc. Mamy do zaszczepienia jeszcze ok. 49 tys. uczniów – opowiada wiceprezydent Kaznowska. 

Gdy zaczęły się zapisy na szczepienia wrześniowe, do szkół warszawskich zgłosili się nie tylko uczniowie. – Kiedy rząd rozpisał wytyczne dotyczące szczepień w szkołach, występowałam do ministra zdrowia o zgodę, by inni chętni też mogli być szczepieni w szkołach. Pan minister przyjął to do wytycznych, inne samorządy też mogą z tego skorzystać – mówi Renata Kaznowska. 

Z pierwszych obliczeń wynika, że do przyjęcia szczepionek zgłosiło się do szkół ok. 3 tys. osób: najwięcej uczniów, ale są też ich rodziny oraz pracownicy szkół. - Liczymy na to, że będzie ich jeszcze więcej – mówi wiceprezydent Kaznowska.  

Szczepienia w szkołach, co zrobią niezdecydowani?

Niezdecydowanych rodziców Warszawa przekonuje m.in. filmem z nagraniem dr. Pawła Grzesiowskiego, lekarza pediatry, eksperta Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z COVID-19. Rodzice mogli go pytać o szczepienia dzieci na zorganizowanym przez miasto w końcówce sierpnia webinarium.

– Bezpieczeństwo szczepień bada się w bardzo konkretny sposób – tłumaczy dr Grzesiowski. – Poddaje się wszystkie szczepionki badaniom klinicznym, a więc podaje się szczepionkę oraz tzw. placebo, czyli coś, co nie zawiera żadnego lekarstwa, i porównuje się występowanie działań niepożądanych. Badania takie przeszły również szczepionki przeciw COVID-19, które uzyskały rejestrację dla dzieci. Na tej podstawie możemy powiedzieć, że szczepionki są bezpieczne i skuteczne. Oczywiście to nie znaczy, że nie występują działania niepożądane. My te działania znamy, wiemy, że są to głównie działania niepożądane miejscowe, czyli ból ręki, zaczerwienienie, obrzęk, czasami gorączka, czasami bóle mięśniowe. Nie są to zdarzenia, których byśmy nie przewidywali albo byłyby tak ciężkie, że powodowałyby jakieś poważne powikłania.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Roman Imielski poleca
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem