Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nowy rok szkolny dopiero się rozpoczął, a szkoły już niepokoi nie tylko to, co będzie w najbliższych miesiącach, ale i w kolejnych latach.

Powodem jest nie tylko "lex Czarnek", które może już niedługo wejść w życie, ale też "Polski ład" - wciąż niepodjęty, ale planowany od 1 stycznia 2022 roku. Zgodnie z nim ma zostać m.in. podwyższona kwota wolna od podatku PIT do 30 tys. zł. Jak przewiduje Ministerstwo Finansów, przyniesie to oszczędność rzędu dziewięciu miliardów zł dla dziewięciu milionów Polaków. Samorządy sam pomysł chwalą, ale jednocześnie zastanawiają się, jak uda się im dopiąć budżety. Bo dla samorządów planowane zmiany podatkowe bez wprowadzenia rekompensat - a takie wciąż nie zostały ustanowione - oznacza 145 mld zł straty w ciągu 10 lat.

- Niewątpliwie odbije się to na budżetach oświatowych samorządów. Skutki odczują szkoły, a co za tym idzie - uczniowie i nauczyciele - nie ma wątpliwości Krzysztof Baszczyński, wiceprezes ZNP.

Mniej zajęć dodatkowych i niewyremontowane szkoły?

Co więc dla szkół może oznaczać "Polski ład"? - Niebezpieczeństw jest kilka. Zwalnianie pracowników administracji, likwidacja zajęć dodatkowych. Jeszcze kilka lat temu nie było problemu z uzyskaniem godzin dodatkowych na języki, zajęcia ruchowe i wiele innych. W tym roku odmówiono mi dwóch godzin. Powód? Brak finansów. I ja to rozumiem. Oszczędności są więc już wprowadzane. A co będzie, kiedy wejdzie w życie "Polski ład"? - zastanawia się Bogusław Olejniczak, dyrektor XI Liceum Ogólnokształcącego w Łodzi.

- Wszystkie zajęcia pozalekcyjne w szkole są finansowane w stu procentach przez samorządy z dochodów, których nie będzie, a więc "Polski ład" to też mniej kół zainteresowań czy zajęć dodatkowych, które są już zresztą na celowniku w ramach "lex Czarnek" - potwierdza Baszczyński.

- Mniej pieniędzy na funkcjonowanie oświaty to mniej remontów szkół i przedszkoli. W końcu może się to również odbić na pensjach. Na przykład nauczyciele przedszkoli nie są subwencjonowani, ich wynagrodzenia są zabezpieczane z budżetów samorządów - dodaje.

- Jeżeli szkoła publiczna będzie swoje działania opierała jedynie na przedmiotach ujętych w arkuszu organizacyjnym, z wyłączeniem kół zainteresowań, to odbije się na jakości edukacji. Szykuje się nam szkołę ubogą treściowo i programowo - ostrzega wiceprezes ZNP.

Niepokój w samorządach. "Trudno oszczędzać jeszcze bardziej"

Zagrożeń są też świadomi radni miejscy w polskich miastach.

- Oświata w Warszawie jest największym wydatkiem, to blisko pięć miliardów złotych rocznie, a subwencja nie pokrywa nam nawet połowy tej kwoty. Już w tym roku musieliśmy poczynić oszczędności i np. ograniczyć remonty w szkołach. Te pięć miliardów pokrywa tak naprawdę bieżące wydatki. Jeżeli budżet miasta zostanie uszczuplony z powodu "Polskiego ładu", to bez wątpienia trzeba będzie szukać oszczędności również w oświacie. Choć trudno mi sobie wyobrazić, żebyśmy mogli oszczędzać jeszcze bardziej - mówi Dorota Łoboda, radna z Warszawy, przewodnicząca Komisji Edukacji i liderka ruchu Rodzice przeciwko reformie edukacji.

Marek Sternalski, radny Rady Miejskiej w Poznaniu, przewodniczący tamtejszej Komisji Edukacji: - W dochodach bieżących Poznań straci ponad 300 mln zł rocznie. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że w samej oświacie nasze roczne wydatki to około 1,4 mld zł, z czego ponad 40 proc. to pieniądze z miejskiej kasy - czyli podatków mieszkańców, nie z subwencji oświatowej.

I dodaje: - Każda złotówka, która jest odbierana samorządowi, ma wpływ na poziom wydatków. Oczywiście w ramach "Polskiego ładu" przewiduje się działania wyrównawcze w zakresie edukacji, ale to trochę tak, jakby ktoś chciał nam prawą ręką coś dać z pieniędzy, które odebrał nam lewą ręką.

Wydatki na edukację to nie tylko pensje nauczycieli i pracowników szkół, ale też bieżące utrzymanie budynków oświatowych. Oszczędności wymuszą zmiany, których samorządy nie chcą.

- I nie będzie możliwości, żebyśmy dawali kolejne podwyżki nauczycielom, nauczycielkom i pracownikom obsługi, jak to zrobiliśmy na początku kadencji dla nauczycieli najmłodszych stażem. Biorąc pod uwagę, że już do podwyżek danych przez rząd musimy dokładać z własnej kieszeni, to o kolejnych nie mamy co marzyć - mówi Dorota Łoboda.

Jednocześnie uspokaja: - Nie wyobrażam sobie, żebyśmy w ramach oszczędności mieli kogokolwiek zwolnić. Pracownicy są ostatnim elementem jakichkolwiek oszczędności. I mam nadzieję, że nigdy nie dojdziemy do tego etapu rozważań.

Tworzenie budżetów oświatowych jak wróżenie z fusów

Do końca roku samorządy muszą uchwalić budżety na kolejny rok, ale wciąż nie wiedzą, na czym stoją. W sierpniu Robert Kolczyński, dyrektor Departamentu Strategii i Rozwoju Urzędu Miasta Łodzi komentował na łamach łódzkiej "Wyborczej": - Obserwujemy, co dzieje się na scenie politycznej i w Sejmie. Nowe przepisy muszą zostać ogłoszone na tyle wcześnie, żeby samorządy były w stanie się do nich przystosować. Liczymy więc, że jesienią konstrukcja budżetu będzie się opierała o konkretne zasady gry. Bo na razie ich nie znamy.

- "Polski ład" nie został jeszcze przyjęty, więc na razie konstruujemy budżet zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa - mówi dziś Małgorzata Moskwa-Wodnicka, wiceprezydent Łodzi odpowiedzialna za edukację. - Od dawna edukacja jest niedofinansowana, miasto dokłada rocznie około pół miliarda, aby pokryć wszystkie wydatki oświatowe. Nie ma, przynajmniej na razie, w "Polskim ładzie" propozycji, które by ten problem rozwiązały - zaznacza.

W podobny sposób wypowiadają się również przedstawiciele innych miast. Tworzenie budżetów nazywają "wypisywaniem czeków bez pokrycia" lub "wróżeniem z fusów". Wielu z nich przyznaje też, że istnieje ryzyko, że oświata zapłaci jakością za proponowane przez rząd PiS zmiany, choć podkreślają, że samorządy będą starały się tego uniknąć. Szczegółów jednak wciąż brak.

Gdańsk: Edukacja jest priorytetem

 - Mamy nadzieję, że "Polski ład" będzie jeszcze dyskutowany. Jeśli wejdzie w takiej formie, w naszym budżecie zabraknie w przyszłym roku około 270 mln zł. I będziemy musieli tę sytuację ratować. Przygotowujemy więc taki scenariusz, jakby "Polski ład" już wszedł w życie, ale w zakresie oszczędności w oświacie żadne decyzje do tej pory nie zapadły - mówi Daniel Stenzel, rzecznik prezydent Gdańska.

Podkreśla jednocześnie, że samorząd robił do tej pory dużo więcej w zakresie edukacji, niż wymaga od niego prawo.

- Mamy programy edukacji morskiej, wspieramy szkoły sportowe, kupujemy różne, często dodatkowe wyposażenie, niewymagane przez prawo oświatowe. Naturalne jest zatem to, że w sytuacji budżetowego dramatu w pierwszej kolejności będziemy musieli zapewnić podstawy, a wszystkie inne dodatkowe aktywności i propozycje trzeba będzie ograniczyć. Natomiast dla prezydent Aleksandry Dulkiewicz edukacja jest priorytetem, wiec będzie to jedno z ostatnich miejsc do cięć budżetowych - podkreśla Stenzel.

Marek Sternalski, radny z Poznania: - Wszyscy chyba liczymy, że "Polski ład" w tej formule nie wejdzie. Jeśliby wszedł, to wszystkie samorządy będą mieć ogromny problem z utrzymaniem usług publicznych na wysokim poziomie. Również edukacji.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.