Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Brakuje nam pięć zeta. Poratujesz? – Dwóch młodych chłopaków patrzy na mnie spod byka. Jest rok 2005, gdy spaceruję wąskimi uliczkami wśród familoków.

Katowicki Nikiszowiec, robotnicze osiedle, które od początku XX wieku przetrwało w niemal w nienaruszonej formie, zwiedzają jedynie miłośnicy architektury poprzemysłowej. Nigdy po zmroku! Zresztą nawet za dnia lepiej nie zapuszczać się tu w zaułki.

Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl / Agencja Wyborcza.pl

Niewiele osób wie, że w Katowicach jest taka perełka. Osiedle, zaprojektowane przez Emila i Georga Zillmannów, służyło górnikom kopalni Giesche (po wojnie przemianowanej na Wieczorek). Mamy tu zwarte ciągi kamienic z charakterystycznej, czerwonej cegły. Na rynku sklepy w podcieniach i kościół. Długo działała wspólna pralnia, w której niedawno urządzono muzeum.

Dzielnica przez lata prężnie się rozwijała, ale gdy kopalnia skupiła się już tylko na produkcji węgla, na Nikiszowcu czas stanął. Położony na uboczu Katowic, popadał w zapomnienie.

Dla nielicznych turystów w 2005 roku nie ma tu żadnej oferty, poza krótkim spacerem. W dzielnicy nie ma nawet ławek, na których można by odpocząć. Dla miejscowych to miejsce oswojone, raczej nie zwracają uwagę na to, w jak niezwykłym miejscu żyją. – A co tu jest do zwiedzania? Posikany przez psy i pijaczków park? Albo te kwiatki wymalowane na poczcie? – mówią. – Kościół? Wszędzie jest jakiś kościół. Atrakcja turystyczna? Koń by się uśmiał!

Pewnie mają rację, bo nie można się tu nawet napić kawy. Jest za to bar z piwem, ale lepiej nie wchodzić do środka. Jedyna restauracja Sitg skupia się na organizacji wesel, komunii i styp.

– A jakby tu była karczma śląska, taka ze strojami i tylko śląskim jadłem? – pytam personel Sitgu.

– Myślę, że nie miałoby to racji bytu – odpowiadają.

Rzeczywiście, chyba nie ma po co przyjeżdżać na Nikiszowiec. Piękną niegdyś dzielnicę przykrył kurz zmieszany z marazmem.

Inny świat tuż obok

Monika Paca-Bros i Johann Bros byli chyba pierwszymi osobami z zewnątrz, które uwierzyły w potencjał Nikiszowca. W 1988 roku w budynkach nieczynnego już szybu Wilson walały się śmieci. Ale Monikę i Johanna zachwyciła przestrzeń, poprzemysłowa atmosfera i gra światła wpadającego przez okna. Postanowili urządzić tu galerię sztuki. Pozostałe pomieszczenia szybu: maszynownię i magazyny wydzielili na biura. Wynajmują je teraz różnym firmom.

Silesia Beer Fest 2016 w Szybie Wilson w KatowicachSilesia Beer Fest 2016 w Szybie Wilson w Katowicach ANNA LEWANSKA

Galeria mieści się w monumentalnym pomieszczeniu, w którym adaptację całkowicie podporządkowano pierwotnej formie. Nie ma tu żadnych upiększeń. Ceglane mury jedynie wyczyszczono, podobnie posadzki, okna i drzwi.

Galeria została otwarta w 2001 roku. Jest chętnie wynajmowana na koncerty, bale, spektakle teatralne i pokazy mody. Galeria pokazuje, jak mógłby wyglądać cały Nikiszowiec. Ale wystarczy spojrzeć na nikiszowieckie podwórka, brudne elewacje domów, przeciekające dachy, by tę myśl o przemianie natychmiast wyrzucić z głowy.

Katowice to miasto z krótką historią. Nie ma tu wielu miejsc, którymi można by się chwalić. Tylko ten zaniedbany Nikiszowiec. Na tle innych dzielnic absolutnie wyjątkowy, ale zmiana wydaje się niemożliwa.

Prezydentem miasta jest wtedy Piotr Uszok. Adam Bomba zarządza Hutniczo-Górniczą Spółdzielnia Mieszkaniową, do której należy większość nikiszowieckich domów. Stanisław Gajos, prezes Katowickiego Holdingu Węglowego, ma zaś kopalnię Wieczorek. W 2005 roku wydaje się, że tylko oni trzymają klucze do zmian. Tylko jak to zrobić?

Urzędnicy deklarują, że popierają przemianę Nikiszowca, ale nie będą przecież pilnowali, żeby budynków nie rujnowali wandale. Nie stworzą kawiarni, nie zmuszą ludzi, żeby do Nikisza przyjeżdżali.

Chyba nic się nie da zrobić.

W Nikiszowcu zacznijmy od zamkniętego rynku

Redakcja katowickiej „Wyborczej" postanawia wysłuchać mieszkańców. Co myślą o swojej dzielnicy? Może mają pomysł na zmianę jej charakteru? Na spotkaniu tłumy. Ludzie mówią:

– Trzeba najpierw zacząć od zrobienia porządku. Wszystkie te zapadnięte płyty, rozwalone chodniki, papiery, butelki. Nie chcemy tego oglądać!

– Potrzebne jest boisko. Sport to najprostszy sposób, by młodzież mogła się wyżyć. Jak będą mieli gdzie w piłkę pograć, przestaną się włóczyć się po okolicy.

– W Nikiszowcu nie jest bezpiecznie. Miał być komisariat policji, kamery na rynku…

– Dzielnica musi zmienić wizerunek na bardziej artystyczny, żeby mogła tu zagościć sztuka, kultura, kawiarenki.

– Mamy rynek, ale jeżdżą po nim samochody. Zamknijmy rynek dla ruchu. Może ktoś zrobi tam kafejkę z ogródkiem, będzie gdzie posiedzieć.

Pomysłów tyle, że na jednym spotkaniu się nie skończy. Organizujemy kolejne. Wiemy, że trzeba zacząć od małego kroku, wybrać jedną realną propozycję zmiany i pomóc mieszkańcom ją przeprowadzić. To pozwoli im uwierzyć, że zmiana jest możliwa. Zarządzamy głosowanie, mieszkańcy wybierają. Wygrywa propozycja, by zamknąć nikiszowiecki rynek dla samochodów. Władze miasta dotrzymują słowa. Na uliczkach prowadzących do rynku pojawiają się znaki zakazu wjazdu.

Jarmarki i odpusty przyciągają tłumy

W maju 2008 r. poprosiliśmy senator Krystynę Bochenek, by zaprosiła do Nikiszowca Tomasza Mertę, wiceministra kultury. Spacerujemy z nimi po dzielnicy, wdrapujemy się na wieżę kościoła św. Anny. Z góry świetnie widać, jak dzielnica została zaprojektowana i zbudowana. Jak to dobrze, że nie została zniszczona, jak sąsiedni Giszowiec!

Minister Merta zachwycony. Obiecuje pomoc przy wpisaniu dzielnicy na listę pomników historii. Prezydent Piotr Uszok deklaruje, że złoży wniosek.

Kolejne debaty z mieszkańcami są coraz bardziej owocne. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej uruchamia w dzielnicy punkt informacji obywatelskiej. Cel to zachęcić mieszkańców do działania. W grudniu 2008 r. postanawiają zorganizować pierwszy w dzielnicy jarmark bożonarodzeniowy.

Ustawiają na rynku choinkę i stoiska z ozdobami świątecznymi, sprzedają własnoręcznie przygotowane ciasta, krupnioki i żurek. Członkowie legendarnej Grupy Janowskiej wystawiają swoje obrazy. Martwią się, czy ktoś przyjedzie.

Na jarmarku tłum ludzi niemal z całego Śląska. Mieszkańcy zarabiają 10 tys. zł, a pieniądze zamierzają przeznaczyć na monitoring rynku. Zachęceni sukcesem w Wielki Czwartek organizują sprzedaż wielkanocnych ciast. Schodzą na pniu, a w skarbonce przybywa ponad 2 tys. zł.

Jarmark Bożonarodzeniowy na Nikiszowcu w KatowicachJarmark Bożonarodzeniowy na Nikiszowcu w Katowicach Fot. Kamila Kotusz / Agencja Wyborcza.pl

Przyjezdni zwierzają się, że chętnie spędziliby w Nikiszowcu kilka dni, ale nie ma się tu gdzie zatrzymać. Reakcja jest szybka – pierwsze miejsce hotelowe zaprasza. To zwykłe mieszkanie w familoku przerobione na apartament, który można wynajmować. W środku stare meble, w sypialni olbrzymie małżeńskie łoże, w kuchni biały byfyj, a z okien widok na ulicę św. Anny.

Lipiec 2009 roku. Mieszkańcy organizują odpust w kościele św. Anny. Tym razem to już nie tylko sprzedaż jedzenia czy rękodzieła. Przyjezdni mogą liczyć na gry i zabawy dla najmłodszych gości. Z daleka słychać orkiestrę kopalni Wieczorek. Przez rynek trudno się przecisnąć. Jarmark i odpust stanie się coroczną tradycją.

Muzeum i psycholog Zimbardo

W styczniu 2011 roku prezydent Bronisław Komorowski podpisuje rozporządzenie uznające Nikiszowiec za pomnik historii. W dzielnicy euforia. Niektórych mieszkańców uskrzydla tak, że zaczynają organizować wycieczki. Gości witają postaci historyczne związane z Nikiszowcem: architekt Georg Zillmann i ks. Paweł Dudek, przedwojenny proboszcz miejscowej parafii. Wcielają się w nie aktorzy Teatru Gry i Ludzie oraz sami mieszkańcy.

W kwietniu 2011 r. uroczyste otwarcie wyremontowanej filii Muzeum Historii Katowic. W środku prace malarzy amatorów z Grupy Janowskiej, archiwalne zdjęcia dzielnicy, przedmioty codziennego użytku. Wkrótce zostanie zrekonstruowany historyczny magiel.

Na rynku są już pierwsze stoliki, przy których można wypić kawę i zjeść ciastka.

Dzielnicę odwiedza prof. Philip Zimbardo, amerykański psycholog. Odwiedza siedzibę Fabrykę Inicjatyw Lokalnych. Wolontariusze organizują Dni Sąsiada. Łatwiej znaleźć rozrywkę dla najmłodszych i dla dorosłych, gorzej z młodzieżą. – Chciałbym u was otworzyć dla nich klub – proponuje Zimbardo. Udaje się wynająć punkt po byłym salonie gier, tuż przy rynku. Do Zimbardo Youth Center płyną darowizny z wydawnictw współpracujących z psychologiem.

Nazbierali na kamery

W 2014 roku w Nikiszowcu działa już monitoring, a na jarmarku bożonarodzeniowym jest już 110 wystawców. – Sprzedajemy makówki, które sami zrobiliśmy. Mamy też żur od pani Helgi, nikiszowianki, która nam pomaga. Zbieramy pieniądze na bieżące utrzymanie placówki – mówią młodzi ludzie z klubu Zimbardo.

W Nikiszowcu widać zmiany. – Siedem lat temu podczas jarmarku musieliśmy stać na mrozie. Dziś można wejść do kawiarni, która działa przy rynku, albo do pubu po drugiej stronie. Jest otwarte muzeum. Można zwiedzać, kupować prezenty, dobrze zjeść i wypić – mówi Sabina Pasoń, malarka z Grupy Janowskiej, która na każdym jarmarku sprzedaje swoje obrazy.

– Przypomina to jarmarki, które organizowane są w Wiedniu czy w Niemczech. Spokojna atmosfera, bez szaleństwa zakupów. Ludzie stoją grupkami, popijają winko, rozmawiają. W powietrzu czuć zbliżające się święta – chwalą goście.

Zakochany od pierwszego wejrzenia

Kopalnia Wieczorek kończy życie. Zakład zostaje przekazany do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Bez tej kopalni nie byłoby Nikiszowca, zdążyła wrosnąć w dzielnicę. Mieszkańcy martwią się przyszłością pokopalnianych budynków. Marcin Krupa, nowy prezydent Katowic, obiecuje pomoc. Miasto przejmuje szyb kopalni Poniatowski. Jest też zainteresowane szybem Pułaski. – W Katowicach macie coś, czego Europa jest już praktycznie pozbawiona: autentyczną starą kopalnię – chwalą międzynarodowi eksperci z The Industrial and Engineering Heritage Committee, którzy na Nikiszowcu uczestniczą w posiedzeniu komitetu zajmującego się ratowaniem dziedzictwa przemysłowego.

W dzielnicy przy rynku działają już pełną parą dwie kawiarnie. Pomieszczenia Sitgu zajmuje świetna restauracja.

W Nikiszowcu swoje miejsce do życia znajdują nowi mieszkańcy. W 2010 r. do dzielnicy przenosi się Grzegorz Chudy, nauczyciel języka polskiego oraz malarz akwarelista. – W Nikiszowcu zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Nie chodzi tylko o ciekawą, unikatową architekturę, ale mieszka tu fajna, pozytywna społeczność. Ceny mieszkań były korzystne, a po dziesięciu latach są o 100 procent droższe – mówi.

W dzielnicy otworzył też atelier. Można kupić akwarele, obrazy. Artysta często nawiązuje w nich do Nikisza. Zdarza się, że ktoś obejrzy jego akwarele i przyjeżdża obejrzeć Nikiszowiec na własne oczy.

Nowy biznes, nowi mieszkańcy

Od jesieni 2019 roku w dzielnicy działa już sklep z pamiątkami. Magnesy, koszulki, przypinki, naszywki, torby, kubki. Za ladą Arnold Langer, który do Nikiszowca sprowadził się dwa lata temu. – Moja dziewczyna jest z pobliskiego Janowa, wcześniej mieszkałem z rodzicami w Mysłowicach. Pomysł na sklep w dzielnicy nie był olśnieniem. Są turyści to muszą być i pamiątki – tłumaczy.

Inni mieszkańcy tez zarabiają na miejscu. Magdalena Nowacka-Witek pochodzi z Zabrza. Mieszkanie w Nikiszowcu kupiła dziewięć lat temu i założyła szkołę językową dla dzieci. – Zauroczył mnie tutejszy klimat. W Nikiszowcu jakby czas się zatrzymał. Pomyślałam o mojej dwuletnie córce. Zauważyłam, że tu dzieci bawią się na podwórku same. Na ławeczkach siedzą starsze panie, które mają na nie oko. Ludzie wciąż żyją tu ze sobą razem.

Podobnie uważa Tobiasz Witek, który zamieszkał w Nikiszu 8 lat temu. W dzielnicy prowadzi studio fitness. – Wszyscy się tu znają, ludzie są zżyci. W blokowiskach tego nie ma – zwraca uwagę Witek.

Anna Solińska i Waldemar Jan, którzy od lat obserwują przemianę Nikiszowca, nie mają wątpliwości. – Zainteresowanie dzielnicą przyciągnęło nowych mieszkańców. I dzięki temu dzielnica zyskała.

Moda niesie też zagrożenia

Dzięki turystom niektórzy mieszkańcy mogą zarabiać, ale rozwój turystyki przyniósł też negatywny efekt. Pojawili się inwestorzy, którzy wykupili sporo mieszkań na wynajem. Korzystają z nich turyści, którzy przyjeżdżają do Katowic na kilka dni. – Jeśli takich mieszkań byłoby kilka, nikt by tego nawet nie zauważył. Ale jeśli będzie ich więcej, zachwieje to sąsiedzkimi relacjami – martwią się mieszkańcy.

Dawne atelier fotograficzne kupiła prywatna firma. I nic tam nie robi. Pomieszczenia od długiego czasu stoją puste. – Zdarza się, że jakieś mieszkanie przerabiane jest na biuro. A my nie chcemy, żeby Nikisz był jak krakowski Kazimierz, gdzie są tylko biura i knajpki – mówią ludzie.

Coraz trudniej dojechać tu także autem. Nikiszowiec nie ma parkingów. Mieszkańcy zostawiają swoje auta przy wąskich uliczkach i na wewnętrznych podwórkach. Ale gości jest coraz więcej, a dzielnica nie jest z gumy. Ostatni jarmark bożonarodzeniowy ściągnął taką masę ludzi, że wokół dzielnicy były gigantyczne korki. Do Nikiszowca nie można było ani wjechać, ani się z niego wydostać. Zwolennicy zmian mówią, że raz w roku można na to oko przymknąć. Widzą więcej plusów zmian. – Jak zaczęli przyjeżdżać turyści, skończyło się chacharstwo. Nikt już nie maluje po ścianach, nie podpala śmietników. Jest spokojnie i ładnie. Czego chcieć więcej? A to, że ludzie przyjeżdżają, spacerują, oglądają? Nam to nie przeszkadza.

Arnold Langer twierdzi, że przed pandemią nie było dnia, żeby do sklepiku nie zaglądał ktoś mówiący po angielsku. – Przyjeżdżają ludzie nie tylko z Europy, miałem też gości ze Stanów i z Izraela – wspomina.

Ale coraz częściej słychać przestrogę: – Nikiszowiec to miejsce, w którym żyją ludzie. Muszą być zachowane rozsądne proporcje, bo inaczej tradycja przegra ze snobizmem. Nikiszowiec tak długo będzie przyciągał turystów, dopóki będzie normalnie dzielnicą, żywą i autentyczną.

Ale to już inne zmartwienie.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.