Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W wielu przypadkach nie wiadomo, co dokładnie znaczy postępować „bardziej ekologicznie". Wiele zależy od tego, jaką wartość środowiska chcemy chronić. Dla kogoś, kto dba o klimat, kluczowe znaczenie będzie miało, jak daleko wyjedzie na wakacje, jakim środkiem transportu i czym będzie się tam żywił (ślad węglowy). Dla kogoś, kto chce chronić przyrodę, podstawową sprawą będzie bliskość natury, zróżnicowanie otoczenia, presja, jaką w danym miejscu wywiera turystyka (bioróżnorodność). Jeśli czyjąś główną troską są natomiast odpady, będzie się skupiał nie na ich wygodnym segregowaniu, ale na ich szeroko zakrojonym ograniczaniu (less waste). Wszystkie te podejścia do problemu ekologicznej turystyki są słuszne, a co najlepsze – opłacają się miastom, turystom i środowisku.

Polska pierwszym wyborem

Już zeszłoroczne wakacje pokazały, że Polska może być pierwszym wyborem miejsca wypoczynku. Tysiącami ruszyliśmy opędzać się od kleszczy w Puszczy Białowieskiej, stać w kolejce po gofry nad Soliną i narzekać na ceny nad polskim morzem. Wielu z nas wróciło z przekonaniem, że po latach spędzanych w Chorwacji czy Hiszpanii bliższe okolice są równie ciekawe. W tym roku duża część z nas zostanie pewnie też zostanie w kraju. Już samo to jest dobrą wiadomością, bo z punktu widzenia ekologii to, co bliskie i lokalne, jest o niebo lepsze lepsze niż to, co dalekie i egzotyczne. Ale to nie wystarcza. Żeby miejska turystyka była bardziej eko, wygodne musi być poruszanie się po miastach na piechotę, rowerem, pociągiem, ewentualnie autobusem, a niewygodne – samochodem. To kwestia miejskiej polityki: cen parkingów, ich liczby, siatki połączeń między poszczególnymi atrakcjami turystycznymi, zasad wjazdu do centrów miast, cen biletów miejskiego transportu, czytelności rozwiązań komunikacyjnych i ich dostępności dla wszystkich – indywidualnych turystów i całych rodzin. Jeśli miejska turystyka ma być bardziej ekologiczna, turyście trzeba wybić z głowy oglądanie okolic przez szybę własnego samochodu. Po prostu.

Oczywiście łatwiej powiedzieć, niż zrobić, bo o ile do większych miast da się dojechać pociągiem, o tyle podróżowanie po jego bliższych i dalszych okolicach to już duże wyzwanie. Wykluczenie komunikacyjne to polska szara codzienność. Jeśli jednak chodzi o turystykę, to mówimy przecież o dość krótkim sezonie, w którym główne szlaki są dobrze rozpoznane, a liczba odwiedzających główne atrakcje z grubsza oszacowana. Jeśli miasta myślą poważnie o krajowym turyście, to musi on dojechać wszędzie na jednym bilecie. Na dodatek szybko i wygodnie.

Miasto musi dobrze smakować

Trzymając się zasady, że to, co lokalne, jest lepsze, warto też sobie jasno powiedzieć, że oczywiście zdarzają się ludzie, którzy wszędzie na świecie zamówią „śniadanie kontynentalne", a obiad zjedzą w restauracji McDonald’s. Mimo wszystko jednak lepiej założyć, że wartością Suwalszczyzny są soczewiaki, nad morzem ludzie chcą zjeść świeżą rybę, a na Śląsku kołocz. Nie chodzi wcale o kuchnię tradycyjną, ale o lokalne przysmaki przygotowywane z produktów uprawianych w najbliższej okolicy.

Fakt, że dziś opłaca się kupować egzotyczne frykasy z drugiego końca świata bardziej niż od rolnika ze wsi obok, doskonale ilustruje jeden z wielu problemów ochrony środowiska. A jednak to w miastach zaczęły powstawać kooperatywy spożywcze, a gastronomia prześciga się w specjalnościach szefów kuchni. Trzeba im pomóc znaleźć się nawzajem i jeszcze dodać coś od siebie w kwestii promocji. Miasto, które dobrze smakuje, dobrze zapisuje się we wspomnieniach. Tylko że turysta, który chce odpocząć, nie będzie się zastanawiał nad właściwym wyborem potraw.

To, co ekologiczne, powinno się mu podsunąć. Można np. skomponować w mieście wakacyjne menu ze zniżkami na ekologiczne dania, które można zjeść w różnych lokalach uczestniczących w akcji. Można organizować festiwale smaków, targi wege i bicie rekordów w jedzeniu lub przygotowywaniu jakiegoś lokalnego smakołyku. Można organizować warsztaty kulinarne, na których warto poszukać nowych patentów na stare przepisy. Możliwości jest mnóstwo. Zyskuje miasto, które na czas wakacji odżywa, turysta, który jest bogatszy o nowe doświadczenie, ale i rolnicy razem z restauratorami, którzy mają okazję złapać dodatkowego klienta w sezonie. Środowisko zyskuje przy okazji, ale doświadczenie uczy, że najsłuszniejsze argumenty na temat troski o przyrodę nie są tak silne jak język korzyści (i dobre jedzenie).

Mistrzowie pakowania do jednej walizki

Mało turystów to problem, ale za dużo turystów to też kłopot. Nie tylko z powodu presji wywieranej na środowisko, ale też gór śmieci, które przyjezdni po sobie zostawiają. Ważne jest segregowanie śmieci, ale w istocie chodzi o to, żeby było ich mniej. Można tu wiele zdziałać, bo przecież w podróży chętnie sięgamy po jednorazowe kubki na kawę, wodę w plastikowych butelkach, kosmetyki w maleńkich opakowaniach czy podróżne, jednorazowe środki higieniczne. To błąd! Osoby zero waste są mistrzami pakowania do jednej walizki i oszczędzania. Z ich nawyków warto wyciągnąć wnioski. Drobne rzeczy mają znaczenie, bo jedna osoba korzystająca ze zniżki w knajpce na własny kubek do kawy jest jednocześnie informacją wysłaną do reszty klientów, którzy to widzą. Informacja o jakości wody jest zachętą do picia jej prosto z kranu. Systemy kaucyjne, jakie funkcjonują w mieście, nie mogą być wiedzą dla wtajemniczonych lokalsów.

Nawet jednorazowe rzeczy wcale nie muszą oznaczać dokładania się do rosnącej góry śmieci. Wielką popularnością cieszyła się np. polska firma, która produkowała naczynia z otrąb owsianych. Po zjedzeniu posiłku z takiego talerzyka można było zjeść i sam talerzyk. Czyż to nie dobre rozwiązanie do wykorzystania na letnim miejskim festiwalu?

Korzyści z ekologii

Miasto, szczególnie turystyczne, może zrobić wiele dla ekologii. Władze powinny się zastanowić, czy warto budować nową ścieżkę rowerową, jeśli trzeba by wyciąć wszystkie drzewa po drodze. Budowa domków rekreacyjnych tuż nad jeziorem też może nie być fantastycznym pomysłem. Organizowanie koncertów, fajerwerków i festiwali jest fajne, ale może nie w pobliżu ostoi dzikich zwierząt. Pięknie oświetlony park to zaś pułapka dla różnych gatunków owadów. Miejskie łąki? Super, ale lepiej zebrać nasiona z tych, które rosną w okolicy, niż wysiewać egzotyczne gatunki kolorowych kwiatów od chińskiego producenta. Ekologiczne podejście do atrakcyjności turystycznej miasta może przynieść zaskakujące oszczędności.

Dla wielu miast włączenie ekologicznego myślenia to wyzwanie, ale i ogromna szansa. W ekologicznej turystyce może chodzić zarówno o to, jak ograniczyć jej negatywny wpływ na środowisko, jak i o to, jak uczyć ekologicznych postaw, które będą procentowały w przyszłości. Żeby to zrobić, turyście trzeba zaoferować nie zielony PR, ale autentyczny, zrównoważony, dobrze opowiedziany styl życia. Jeśli przez resztę roku wymówką większości z nas jest brak czasu, to właśnie wakacje są momentem, by spróbować żyć inaczej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.