Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Magdalena Kursa: Podoba się panu Kraków bez turystów?

Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa: Nie, absolutnie mi się nie podoba. Jest pusty, zimny. To zupełnie nie jest taki Kraków, jaki był wcześniej i jaki wszyscy pamiętają.

Turyści wrócą do Krakowa? W 2019 roku przyjechało tu 14 milionów osób.

– Sądzę, że będzie tak jak było wcześniej, ale nie od razu. Powrót turystów to proces, bo ludzie najpierw będą chcieli wyjechać na łono przyrody, gdzie czują się bezpieczniej, a dopiero potem, w drugim rzucie, wezmą się za zwiedzanie miast.

Panuje przekonanie, że pandemia to dobry moment, by na nowo przemyśleć turystykę, by stała się bardziej zrównoważona, mniej uciążliwa dla mieszkańców.

– W Krakowie już przed pandemią prowadziliśmy wiele działań w tym kierunku. Cały czas przygotowujemy ofertę, która doprowadzi do zmiany profilu turysty. Chcemy, aby rozwijała się turystyka kulturowa, biznesowa, konferencyjna. I przede wszystkim, by przyjeżdżały osoby zainteresowane zwiedzaniem i zostawały u nas przynajmniej na kilka dni, a nie tacy, którzy chcą u nas tylko spędzić wieczór. Tych drugich zupełnie jednak nie wyeliminujemy – przecież nikt nie będzie pytał na lotnisku: Czy pan przyjeżdża na jeden wieczór, na imprezę? Jeśli tak, to proszę z powrotem wsiadać do samolotu.

Czy to oznacza, że Kraków i inne atrakcyjne, historyczne miasta będą nadal – użyję popularnego przed pandemią zwrotu – zadeptywane przez turystów?

– Odnoszę wrażenie, że to pytanie jest nieco pejoratywnie nakierowane. Nie sądzę, żeby turyści zadeptywali Kraków. Oni mogą zadeptywać Stare Miasto i Kazimierz, ale reszta Krakowa zdecydowanie nie jest dotknięta tym problemem. Robimy wiele, by „rozpraszać" ruch turystyczny na inne dzielnice. Nie zawsze się to udaje, bo ludzie przyjeżdżają do Krakowa w określonym celu: chcą zobaczyć Wawel, Rynek, usiąść na Kazimierzu. To nasze dziedzictwo, z którego jesteśmy dumni, które chcemy pokazywać i o którym chcemy uczyć przyjezdnych.

Przez to, że turyści koncentrują się w centrum, Stare Miasto i Kazimierz wyludniają się. Kamienice są masowo przerabiane na apartamenty, ceny nieruchomości rosną, jest głośno. Pandemia obnażyła te problemy – zobaczyliśmy, jak może wyglądać pusty Rynek.

– Chciałem zwrócić uwagę na istotną rzecz, która ma wpływ na to, że ludzie wyprowadzają się z centrum miasta, czyli na kwestię własnościową. Wokół Rynku miasto ma tylko dwie kamienice. W Krakowie zdecydowana większość kamienic należy albo do Kościoła, albo do osób prywatnych. A właściciele patrzą na nieruchomości pod kątem dochodu, więc wolą wynająć nieruchomość np. bankom, różnego typu sklepom czy przerobić na apartamenty. To właśnie dlatego mieszkańcy się wyprowadzają – nie przez działania miasta czy siły nadprzyrodzone, a na skutek polityki właścicieli budynków.

Przed pandemią wiele pięknych miast w Europie, począwszy od Barcelony przez Rzym, Gdańsk po Kraków zmagała się ze skutkami tzw. turystyfikacji, czyli nadmiernego ruchu turystycznego. Pandemia naprawdę nie wyhamuje tego trendu?

– Raczej nie. Proszę zwrócić uwagę, że dzięki turystyce żyje duża część mieszkańców tych miast, u nas około 15 proc. krakowian. Oni są w tej chwili w fatalnej sytuacji finansowej. Wciąż liczą na odbicie się biznesów. Frustracja jest tak duża, że gdy na Rynku w Krakowie stanęły namioty, w których można się było szczepić, ze strony branży turystycznej pojawiły się protesty, że tak nie powinno być, bo takie działania w salonie Krakowa mogą zniechęcić turystów.

To wróćmy do „zrównoważonej turystyki". Ma pan jakieś rady dla innych miast? Kraków jest w końcu jednym z najbardziej doświadczonych w zmaganiach z nadmiarem turystów.

– Na początku pandemii rozpoczęliśmy akcję „Bądź turystą w swoim mieście" – chcieliśmy pokazać miasto nieznane, bo wszyscy w zwiedzaniu Krakowa koncentrują się na zabytkowym historycznym centrum wpisanym na listę UNESCO. To jest nasza perła, ale poza nią mamy też całą masę interesujących miejsc. Nawet krakowianie nie wszystkie znają, dlatego przygotowaliśmy kilka tras prowadzących przez te miejsca – zrobiliśmy to we współpracy z kawiarenkami i restauracjami, by podążający tymi szlakami mogli też gdzieś przysiąść i odpocząć.

A teraz na te trasy przygotowane dla krakowian puścimy turystów…

– Tak byśmy chcieli, w jakiejś części się to na pewno uda, jeśli chodzi o turystów indywidualnych, ale touroperatorzy są nastawieni na konkretne trasy, najsłynniejsze zabytki, w sumie trudno się temu dziwić.

Jeśli chodzi o inne nasze działania, to mamy na przykład wielki problem z mieszkaniami na wynajem krótkoterminowy, które są w szarej strefie. Zainicjowaliśmy więc z grupą miast europejskich – wiodący jest Amsterdam – prace, które mają uregulować tę kwestię, co jest możliwe na poziomie Unii Europejskiej [chodzi o to, by portale rezerwacyjne miały obowiązek podawać, czy dana oferta jest oficjalnie zarejestrowana – przyp. red.].

W różnych miastach padają pomysły, by wynajmowanie mieszkania turystom było możliwe tylko przez kilka miesięcy w roku. To dobry pomysł?

– Nie sądzę. Jeżeli ograniczymy to do miesiąca czy dwóch, wszyscy będą wynajmować mieszkania w wakacje, gdy jest dużo turystów i dobrze się zarabia. A nam przecież od dawna chodzi o wydłużanie sezonu – jeśli są turyści, którzy chcą przyjechać do nas jesienią czy zimą, to dlaczego nie mieliby się zatrzymać w prywatnych apartamentach?

My chcemy przede wszystkim ucywilizować najem, a nie ograniczać go. Jeśli działalność jest zgłoszona, legalna, to wtedy można ją kontrolować. Jeśli ktoś prowadzi w kamienicy kilka mieszkań na wynajem, powinien mieć recepcję, która czuwa nad porządkiem i ciszą.

W Krakowie wprowadziliśmy program kontrolny, który wymusza na prowadzących apartamenty, by je zgłaszali. Widzimy już efekty tej akcji w postaci dodatkowych wpływów z podatków.

W legalnych apartamentach też mogą nocować najbardziej uciążliwi, głośni turyści imprezowi.

– W ostatnie wakacje, gdy nie było turystów zagranicznych, jedna z krakowskich uczelni prowadziła badanie, podczas którego okazało się, że w centrum najbardziej hałasują wieczorami ludzie przyjeżdżający z innych dzielnic, np. z obrzeży Krakowa czy z okolicznych gmin. Więc nie jest tak, że to turyści są wszystkiemu winni.

W zeszłym roku Kraków przygotował kampanię „Respect", która miała uczulić przyjezdnych na to, że w mieście żyją ludzie i proszą o szacunek, w tym uszanowanie ciszy nocnej. Pandemia pokrzyżowała nasze plany i kampania się nie rozpoczęła. Zobaczymy, jak będzie w tym roku. Wszystko zależy od szybkości odmrażania turystyki.

Dla atrakcyjnych miast problemem jest nadmiar turystów, ale jeszcze większą bolączką okazał się ich brak podczas pandemii. Apelował pan do premiera o pomoc dla Krakowa taką samą jak dla gmin górskich. Otrzymał pan odpowiedź od Mateusza Morawieckiego?

– Tak, premier odpowiedział, że nie można traktować Krakowa nadzwyczajnie albo jak gminy górskie. Pomagamy więc naszej branży turystycznej sami, na tyle, na ile możemy. Mamy np. program zniżek w czynszach w budynkach komunalnych. Gastronomia też będzie mogła liczyć na ulgi.

Jakie są według pana najważniejsze wyzwania dla Krakowa w nadchodzących dwóch dekadach?

– Najważniejszy jest dalszy rozwój i aby były pieniądze na ten rozwój i na wszystkie potrzeby mieszkańców: edukację, bezpieczeństwo…

W naszym plebiscycie wygrało wyzwanie: Zielony Kraków. Zgadza się pan z tym wyborem krakowian?

– Generalnie się zgadzam. Zaznaczę tylko, że z mapy przygotowanej przez Uniwersytet Rolniczy wynika, że 72 proc. powierzchni miasta to tereny zielone, choć nie zawsze jest to zieleń urządzona. Ponieważ krakowianie mają poczucie, że miasto powinno być jeszcze bardziej zielone, poprosiłem dyrektora Zarządu Zieleni Miejskiej o przygotowanie mapki, która pokaże, czy ze wszystkich miejsc w mieście mieszkańcy mają maksymalnie 15 minut do najbliższego parku. Okazało się, że jest bardzo niewiele miejsc, gdzie ten wymóg nie jest spełniony. Przyjąłem zasadę, że tam, gdzie brakuje terenów zielonych w sąsiedztwie, będziemy je w pierwszej kolejności uzupełniać.

Drugim wybranym przez krakowian wyzwaniem jest budowa nowoczesnego premetra. Pan był zawsze sceptyczny, jeśli chodzi o drążenie w Krakowie tuneli dla klasycznego metra. W premetro pan wierzy?

– Tak, wierzę. Prawdopodobnie jeszcze w tym miesiącu pokażemy przygotowane projekty dotyczące szybkich połączeń szynowych, przebiegających częściowo pod ziemią, a częściowo na powierzchni.

Jaki będzie Kraków w 2040 roku?

– Pięknym miastem, pewno zupełnie innym niż obecnie, bo przecież 20 lat temu Kraków też był inny. Mamy wiele projektów na nowe dzielnice, np. budowę Nowego Miasta na Rybitwach, gdzie będzie można wznosić nawet 50-piętrowe wieżowce czy Nową Hutę Przyszłości. Za 20 lat Kraków na pewno będzie jeszcze bardziej przyjazny do życia, z premetrem i rozbudowaną Koleją Aglomeracyjną.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.