Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Andrzej Kłopotowski: Skąd wzięła się wielokulturowość Białegostoku?

Anna Kraśnicka, autorka bloga Bialystoksubiektywnie.com i przewodniczka PTTK: Przede wszystkim z naszej historii. Białystok w początkach istnienia należał do Wielkiego Księstwa Litewskiego, ale samo miasto było zwornikiem między dwoma światami – Wschodem i Zachodem. mniej więcej w XVI wieku na terenie dzisiejszego Białegostoku spotkali się osadnicy z Mazowsza i z Wielkiego Księstwa Litewskiego, czyli dzisiejszej Białorusi, Ukrainy i Litwy. Granica między Koroną a Litwą przebiegała zresztą przez Białystok. Mamy więc „na dzień dobry" historię pogranicza. Osadnicy przemieszali się, stąd mamy katolików z Zachodu i prawosławnych ze Wschodu. W XVI-XVII wieku zaczęła napływać ludność żydowska. Do tego dochodzą Niemcy. Ewangelicy, których przybycie wiązało się z rozwojem przemysłu.

To jednak była już druga fala osadnictwa, z XIX wieku.

- Związana była z zakończeniem powstania listopadowego, kiedy car, chcąc ukarać niepokornych powstańców, ale i utrudnić życie przemysłowcom, którzy rozwijali przemysł w okolicach Łodzi i Zgierza, wprowadza granicę celną na Narwi. Właściciele fabryk zaczęli szukać rozwiązania. Przemieścili się tuż za Narew. Pierwszy pojawił się Moes, który założył fabrykę w Choroszczy. Następnie przyjechał Zachert, a później poszło lawinowo. Stąd mamy dużą grupę śladów związanych ze społecznością ewangelicką. Nie można też pominąć tego, że będąc peryferyjnym rejonem w zaborze rosyjskim, byliśmy miejscem, gdzie szczęścia szukali ludzie z innych krain, np. uchodźcy z Macedonii. Nie można zapomnieć o ludności, która przyjeżdżała do Białegostoku do pracy z okolicznych wsi i miejscowości, czyli - mówiąc w uproszczeniu - ludności białoruskiej. Lista jest naprawdę długa.

Ta wielokulturowość zakończyła się częściowo w trakcie I wojny światowej, gdy Białystok opuściła część przemysłowców. II wojna światowa z kolei to zagłada społeczności żydowskiej. Czy dziś możemy dalej mówić o wielokulturowości, czy raczej o micie wielokulturowości?

- Ślady wielokulturowości ciągle są czytelne. Gdy zaczęłam oprowadzać po mieście turystów z Polski i zagranicy, zdałam sobie sprawę, że to nie jest wymyślona wielokulturowość. Kiedy przychodzi Boże Narodzenie czy Wielkanoc, różnica jest naprawdę dostrzegalna. Mamy dużą społeczność świętującą według kalendarza juliańskiego - sama jestem prawosławna - co nie stoi na przeszkodzie, by mieć przyjaciół katolików czy ewangelików, zapraszać się na święta. Powszechne są przecież mieszane małżeństwa - mój mąż jest katolikiem.

Kto jeszcze w tej chwili mieszka w Białymstoku, jeżeli chodzi o mniejszości narodowe, religijne i etniczne?

- Obserwujemy w tej chwili nowe, wtórne zasiedlenie. Mamy do czynienia z rosnącą grupą Białorusinów, która dołącza do tzw. naszych Białorusinów, czyli tych, którzy nigdy się stąd nie ruszyli. Mamy dużą, wciąż powiększającą się grupę Ukraińców. Są ewangelicy. Mamy malutką mniejszość rosyjską i społeczność tatarską. Turyści kojarzą Tatarów z Kruszynianami i Bohonikami, ale większość Tatarów mieszka dziś w Białymstoku. To licząca około 800 osób grupa, która ma swój meczet. Mamy też Czeczenów, Turków czy Gruzinów. Białystok jest więc wielokulturowy, z tym, że jest to wielokulturowość nowa.

Jakie ślady wielokulturowości pokazujesz turystom, których oprowadzasz po mieście?

- Przede wszystkim staram się zawsze zaprowadzić ich do cerkwi św. Mikołaja na ulicy Lipowej. Ludzie są nią zafascynowani. Jeżeli mam wycieczkę zorganizowaną, z programem, staram się też pokazać współczesną, imponującą cerkiew Świętego Ducha. Jeżeli mam mniejsze grupki, dwu-cztero-osobowe, zainteresowane stricte wielokulturowością, staram się takich turystów zaprowadzić na dawną ulicę Grzybową, żeby pokazać białostocki meczet. Oczywiście ważny jest szlak żydowski - pierwszym namacalnym punktem na nim jest pomnik spalonej synagogi i Chanajki - zniszczona w czasie wojny dzielnica żydowska. Obok jest też przysypany już po wojnie ziemią i gruzem cmentarz żydowski. O wielokulturowości zresztą mówię już na terenie rezydencji Branickich. Pokazuję kierunek, w którym stała synagoga, gdzie stał hotel Ritz, mogę pokazać, gdzie jest ulica Warszawska z pałacami fabrykantów i z dawną kirchą św. Jana, dziś to rzymskokatolicki kościół św. Wojciecha. Na Warszawskiej zabieram też turystów do Muzeum Historycznego mieszczącego się w pałacu Cytronów, gdzie prezentowana jest makieta XVIII-wiecznego miasta Branickich czy Centrum Ludwika Zamenhofa. Wielokulturowość wychyla się z budynków przy Lipowej, na Rynku Kościuszki. Nie da się tematu wielokulturowości odłożyć na bok. Wielokulturowość pojawia się w Białymstoku na każdym kroku.

Mamy też niematerialne dziedzictwo wielokulturowości, którego najważniejszym elementem jest esperanto.

Ludwik ZamenhofLudwik Zamenhof Wikipedia

- Zawsze mówię, że esperanto to taki trochę „przyczajony tygrys". Kiedyś język hebrajski również nie był używany na co dzień, nikt się nie spodziewał, że wróci. Liczę - i chyba liczą też białostoczanie - że esperanto jeszcze będzie miało swój czas i z języka entuzjastów zmieni się w język żywy. Interesujące jest, że to właśnie atmosfera wielokulturowego Białegostoku zainspirowała Ludwika Zamenhofa do stworzenia nowego języka. Żaden przewodnik turystyczny nigdy o tym nie zapomni. Oczywiście na wyróżnienie zasługuje także nasza kuchnia...

Mówiłaś o Macedończykach. To im zawdzięczamy buzę. Co to takiego?

- Oryginalny napój na drożdżach na bazie kaszy jaglanej. Szkoda, że buza nie została szerzej rozpowszechniona. Znam wycieczki, które mają w planach wpisaną degustację buzy.

Naszą kulinarną specyfiką są ziemniaki.

- Jak się tutaj żyje, to się jest karmionym babką ziemniaczaną. Dla ludzi z zewnątrz, nasyconych sushi, pizzą i tajskimi smakami, nasza kuchnia jest ciekawa, smaczna i autentyczna. Kiedy zajeżdżam z grupami np. do Tatarów, turyści są zaskoczeni oryginalnością ich dań i tym, że poza Podlasiem nie da się ich zjeść. Są zachwyceni kartaczami. I trunkiem, który jest trudny do zdobycia.

Bimbrem?

- Tak! Naszym ważnym, oryginalnym daniem – niestety też słabo dostępnym - są białysy, czyli bułeczki drożdżowe z siekaną cebulką, posypaną makiem i koniecznie z wgłębieniem. Bez wgłębienia to nie jest białys. Moim zdaniem powinny być sprzedawane wszędzie, ale problem z białysami jest taki, że są pyszne, gdy są świeże. To specjał kuchni żydowskiej.

Jak zachęciłabyś do odwiedzenia Białegostoku?

Ludwik ZamenhofFot. Marcin Onufryjuk / Agencja Wyborcza.pl

- To świetne miasto na tzw. city break, na wypad weekendowy. To idealne miejsce dla ludzi, którzy pracują w korporacjach, od roku siedzą zamknięci w domach, a nie chcą jechać długo na wypoczynek. To miasto dla par, które chcą spędzić romantyczny weekend, dla rodzin z dziećmi, ale też dla starszych. Fajnie zatrzymać się w Białymstoku i wyskoczyć np. do Supraśla, do Teatru Wierszalin czy Białostockiego Teatru Lalek. Białystok na weekend daje możliwość szybkiego wyskoczenia na łono natury, spacerowania. Nasi turyści uwielbiają spacerować po Białymstoku wieczorami, kiedy miasto jest pięknie oświetlone. Wieczorny spacery po ogrodach Branickich czy ulicą Lipową? Ludziom to się podoba i „Warszawa" na takie weekendy przyjeżdża do nas od dobrych kilku lat.

Więcej o dobrych praktykach miast na stronie Unii Metropolii Polskich: www.metropolie.pl

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.