Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Doceniamy rolę, jaką turystyka pełni w rozwoju stolicy. Wpływa na PKB, zatrudnienie, dochody budżetowe, wizerunek miasta i otwartość jego mieszkańców. Naszym celem jest zapewnienie spójności turystyki z innymi funkcjami miasta, a także podnoszenie konkurencyjności Warszawy na europejskim rynku turystycznym – podkreślał jesienią zeszłego roku prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski przy okazji podpisania zarządzenia „Polityka turystyczna Warszawy".

Prace nad dokumentem zaczęły się kilka lat temu, kiedy o koronawirusie nikt nie słyszał, a Warszawa rosła w rankingach. Co roku było coraz więcej odwiedzających miasto – w 2019 liczba turystów przekroczyła 10 mln, w tym 3 mln obcokrajowców. Jak grzyby po deszczu wyrastały hotele i hostele (ok. 50 tys. miejsc), było coraz więcej apartamentów w najmie krótkoterminowym (ok. 7 tysięcy). W restauracjach, w klubach słyszeliśmy języki świata. I nagle przyszedł krach. W marcu zeszłego roku wybuchła pandemia. Z dnia na dzień załamał się ruch turystyczny.

Jak ten rynek ma wyglądać po pandemii? Na czym polega polityka turystyczna Warszawy? Jaką część gospodarki miasta stanowi turystyka? I wreszcie: jak zachować bezpieczny balans, aby mieszkańcy nie znienawidzili turystów, jak choćby w zatłoczonej Barcelonie?

Miasto Feniks

– „Polityka turystyczna Warszawy" to dokument nowatorski, pierwszy tego typu w Polsce. Nie ma w nim budżetów, harmonogramów. Dokument określa ramy kierunkowe, które są spójne ze strategią rozwoju Warszawy do 2030 roku – objaśnia Paweł Moras, dyrektor stołecznego biura turystyki. – „Polityka turystyczna Warszawy" nie wyszła spod pióra urzędników. To efekt prawie trzyletniej współpracy z gronem ekspertów, przedsiębiorcami i mieszkańcami, którzy wzięli udział w konsultacjach.

Mimo że w pandemii rynek turystyczny się załamał, rządzi nieprzewidywalność, wciąż nie wiadomo, jak długo będzie trwała jego odbudowa, to – przekonuje dyrektor – stworzony dokument nie stracił aktualności; nie ma doraźnego charakteru, kreśli wizję, jakim miastem – pod względem turystycznym – ma być Warszawa.

– Zatem jakim? Bardziej podobnym do klubowego Berlina czy dostojnego Wiednia? – pytam dyrektora.

– Chcemy, by Warszawa była przede wszystkim sobą – stwierdza. – Błędem jest kierowanie jednego przekazu do wszystkich odbiorców, ale niewątpliwie naszym uniwersalnym przekazem jest, że Warszawa to miasto – Feniks, które podniosło się z popiołów, przeszło ogromną transformację z gruzów do nowoczesnej, otwartej i tętniącej życiem europejskiej metropolii, w międzyczasie zahaczając o socrealizm, który zaskakuje, a niektórych nawet zachwyca – odpowiada dyrektor Moras.

Nie ma turystycznych enklaw

Niedawno amerykański „New York Times" opisał kompletną zmianę polityki turystycznej Amsterdamu. Z powodu pandemii, a w zasadzie dzięki niej, Amsterdam opustoszał, a mieszkańcy odetchnęli z ulgą. W 2019 roku to 870-tysięczne miasto odwiedziła rekordowa liczba prawie 22 mln turystów. Teraz urzędnicy mówią: nie ma powrotu do czasów sprzed pandemii. Restrykcje mają dotknąć słynącej z seksturystyki tzw. dzielnicy czerwonych latarni i legalnie sprzedających marihuanę coffee shopów. To ma sprawić, że po koronawirusie turystów w Amsterdamie będzie mniej.

– Nie da się porównać konsekwencji wynikającej z turystyki przyjazdowej do Amsterdamu z turystyką w Warszawie. Tam rzeczywiście proporcje były zaburzone. W takich warunkach mieszkańcy Amsterdamu nie czuli się u siebie. W Warszawie ruch turystów jest znacznie bardziej rozłożony, wiele atrakcji zlokalizowanych jest w różnych częściach miasta. Nie ma turystycznych enklaw. Dominują też inne motywy przyjazdu, a zatem i inne zachowania turystów. Nawet przed laty wieczory kawalerskie Brytyjczyków nie były domeną Warszawy, a raczej Krakowa – mówi Barbara Tutak, prezeska Warszawskiej Organizacji Turystycznej.

Turyści w podróży biznesowej

„Polityka turystyczna Warszawy" opisuje różne kierunki jej rozwoju. Na przykład: turystyka szyta na miarę miasta. Co to oznacza? Dyrektor Moras tłumaczy, że nie chodzi o liczbę, a o jakość, o przyciągniecie odwiedzających, „kompatybilnych" z miastem. Ale jednocześnie przyznaje, że 10 milionów turystów w 2019 roku – ostatnim przed pandemią – to nie jest jeszcze limit. – Przy tym poziomie turysta nie jest uciążliwy dla mieszkańca. I ten balans chcemy zachować – mówi dyrektor Moras.

Kogo zatem Warszawa chce przyciągnąć? Moras wylicza: – Młodych odkrywców podróżujących w grupie szkolnej czy koleżeńskiej, pasjonatów kultury, rodziny z dziećmi, hipsterów, którzy szukają miejsc nieoczywistych, wciąż postrzeganych jako peryferyjne, ale też okazjonalnych bywalców, którzy przyjeżdżają do Warszawy przy okazji meczu czy koncertu.

Wciąż wielkim atutem Warszawy jest dobra jakość usług za przystępną cenę. Jesteśmy miastem, w którym turysta ze średniej klasy europejskiej może sobie pozwolić na luksus. Dotyczy to zarówno zakwaterowania, jak i gastronomii.

Jeden z kierunków Polityki dotyczy też turystyki biznesowej. To wszyscy ci, którzy być może nigdy nie przyjechaliby do Warszawy na wakacje, ale odwiedzają ją biznesowo; przyjeżdżają na targi, konferencje, kongresy, seminaria... A przy okazji zwiedzają. To duża część ruchu turystycznego.

– Jesteśmy hubem lotniczym, mamy duży potencjał, ale żeby w pełni go rozwinąć, Warszawa potrzebuje dużego centrum kongresowego. To jest w zasadzie jeden konkretny postulat infrastrukturalny z „Polityki turystycznej". Centrum kongresowe powinno być zbudowane w najbliższych latach. Konkurencja innych polskich miast – Krakowa, Gdańska, Katowic czy Wrocławia – już jest dotkliwa. Trudno sobie wyobrazić rozwój segmentu turystyki biznesowej bez tej inwestycji – przyznaje dyrektor Moras.

Czy ruch biznesowy wróci po pandemii, kiedy firmy będą oszczędzać na zagranicznych wyjazdach, a w dodatku odkryły, że wiele spotkań można przeprowadzić zdalnie, nie trzeba wysyłać pracownika za granicę? – pytam Barbarę Tutak, prezeskę Warszawskiej Organizacji Turystycznej.

– Uważam, że ten rynek zdominuje formuła hybrydowa. Budowane przez lata relacje są bardzo ważne. Zresztą wszyscy już jesteśmy zmęczeni spotkaniami online. One nie zastąpią bezpośrednich kontaktów. W rankingu sporządzanym przez ICCA (International Congress and Convention Association/Międzynarodowe Stowarzyszenie Konferencyjno-Kongresowe) w 2019 roku Warszawa zajęła 20. miejsce w Europie i 34. miejsce na świecie pod względem liczby organizowanych w mieście spotkań. Paradoksalnie po pandemii może być nawet lepiej: firmy europejskie będą postrzegały miasta europejskie jako bardziej bezpieczne niż np. azjatyckie do organizowania tego typu wydarzeń.

W podobnym tonie wypowiada się Loretta Neufeldt, wiceprzewodnicząca rady programowej Warszawskiej Organizacji Turystycznej, a jednocześnie dyrektorka ds. relacji z organizacjami turystycznymi w Orbis SA. Spółka należąca do Grupy AccorInvest ma kilkanaście hoteli w Warszawie, m.in. Sofitel Warsaw Victoria (dawna Victoria), Novotel Warszawa Centrum (dawne Forum) czy Mercure Warszawa Grand (dawny Grand Hotel).

– Mimo wszystko jestem optymistką – stwierdza Neufeldt. – Ludzie będą chcieli się spotykać i odbudowywać relacje. Boom może nie nastąpi od razu, dominować powinny formy hybrydowe, ale powoli rynek turystyki biznesowej będzie się odradzał.

Zaraz jednak dodaje: – Myślę, że potrzeba kilku lat.

Przede wszystkim mieszkańcy

Warszawa to nie Amsterdam, Rzym czy Barcelona. Nie oznacza to jednak, że gra nie jest warta świeczki. Autorzy „Polityki turystycznej" szacują, że w 2016 roku w tej branży w Warszawie pracowało 70 tys. osób. Wkład turystyki w PKB miasta to około 6 proc. W 2019 roku przeciętny zagraniczny turysta wydał w stolicy 1,5 tys. zł, a krajowy – około 450 zł. W tym samym roku odbyło się w Warszawie około 16 tys. najróżniejszych eventów: kongresów, targów, konferencji. Wzięło w nich udział 2,8 mln uczestników.

Kiedy wrócimy do tych liczb? To wciąż wielka niewiadoma. – Jestem raczej ostrożny, jeżeli chodzi o prognozy szybkiego odradzania się turystyki. W tej chwili pisanie optymistycznych scenariuszy jest bezpodstawne. Podobne przeświadczenie jest też w innych europejskich miastach – mówi Paweł Moras. Jego zdaniem w tym sezonie turystyka to będą głównie mikropodróże samochodem – na odległość najwyżej kilkuset kilometrów. – Na gości transatlantyckich czy nawet z krańców Europy będziemy czekali około dwóch lat – przewiduje dyrektor Moras. Opowiada, że dziś dość okrojona akcja promocyjna jest kierowana głównie do Niemców, ale nawet ich przyjazd w sezonie letnim jest w sporej części uzależniony od poluzowania zasad przekraczania granicy i wprowadzenia tzw. zielonych certyfikatów dla zaszczepionych osób.

– Pamiętajmy jednak, że Niemcy są olbrzymim rynkiem, na który nie tylko my mamy zakusy. Graniczą też z kilkoma innymi krajami, a przeświadczenie o co najwyżej kilkuset kilometrowych mikropodróżach jest dość uniwersalne w Europie – stwierdza Moras. Przypomina, że zeszłoroczne wakacje, też już przecież pandemiczne, uratowali w Warszawie turyści krajowi, którzy od wielu lat licznie odwiedzają stolicę i w tym pandemicznym roku również mogliśmy na nich liczyć. W tym roku może być podobnie.

Barbara Tutak, prezeska WOT mówi, że ruch biznesowy na skalę, do jakiej przywykliśmy w poprzednich latach, na pewno nie wróci w tym roku. Ale są już zapytania dotyczące organizowania dużych wydarzeń na kolejne lata, aż do 2026 r.

Paweł Moras: – Pandemia to może być punkt zwrotny w turystyce. Słyszę to od przedstawicieli wielu miast. Turystyka przyczynia się do rozwoju gospodarczego. Rozwój ten nie może być jednak okupiony pogarszaniem się jakości życia mieszkańców. I na to kładziemy nacisk w polityce turystycznej Warszawy.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.