Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jeszcze dwa lata temu uwielbiałem krótkie wyprawy z Katowic do innych miast. Weekend w Poznaniu połączony ze zwiedzaniem muzeów i wizytami we wcześniej wybranych restauracjach? Jedziemy!

Niedzielny spacer po Krakowie? Nie ma problemu. A może wypad do Torunia, o którym tyle razy słyszałem, ale jakoś nigdy do tej pory podczas wypraw nad Bałtyk nie przyszło mi do głowy, by zjechać na kilka godzin z trasy? Do tego dochodził jeszcze obowiązek udziału w kilku ulubionych festiwalach i plenerowych koncertach.

Pandemia zatrzymała mnie w Katowicach. I nie wiem, czy dziś chcę koniecznie zwiedzać inne miasta. A jeśli tak, to raczej będą szukał czegoś innego niż do tej pory. Czy stałem się wybredny? Nie. Ostrożniejszy? Też nie o to chodzi. Po prostu czas poszukać czegoś nowego.

I jestem pewien, że nie tylko ja chcę inaczej korzystać z oferty miast.

W marcu poprosiłem swoich znajomych z Katowic, by odpowiedzieli na stworzoną przeze mnie internetową ankietę. Pytałem przede wszystkim o spędzanie wolnego czasu w pandemii oraz po niej. Odpowiedziało mi 79 osób.

Zmieniamy przyzwyczajenia

81 proc. pytanych przyznaje, że zmieniło swoje przyzwyczajenia. Niemal cztery piąte stwierdziło, że teraz przede wszystkim spaceruje. Najchętniej w pobliskim parku albo w lesie. Prawie nikt, jako miejsca spędzania wolnego czasu nie wskazał centrum miasta.

I tutaj podrzucam pierwszy trop dla organizatorów miejskiej turystyki po pandemii koronawirusa. Katowiczanie podkreślali (dwie trzecie odpowiedzi), że ważna była dla nich możliwość skorzystania z uroków przyrody. Tyle samo respondentów wskazało na fakt, że w miejscu, które wybrali na spędzenie wolnego czasu, nie ma tłumów. Co czwarta osoba dodała, że ważna była też dla niej kwestia łatwego dotarcia do wybranego miejsca, zaś jedna piąta katowiczan zwróciła uwagę na jeszcze inną kwestię – ważne było dla nich poczucie bezpieczeństwa.

Ale co będzie w przyszłości? Ponad połowa osób chce nadal odwiedzać parki, nieco ponad 47 proc. planuje wrócić na miejskie deptaki, a galerie handlowe, jako miejsce spędzania wolnego czasu, chce traktować co trzecia osoba.

Co teraz zrobią miasta?

Z rozmów z ekspertami i znajomymi, którzy podobnie jak ja są zadeklarowanymi mieszczuchami wynika, że katowicka ankieta może nie różnić się od opinii mieszkańców innych miast. Niektóre, jak Kraków, już wyczuły, że muszą zmienić swoją ofertę turystyczną, a co idzie w ślad za tym – politykę kulturalną.

Jeszcze mało kto głośno o tym mówi, ale czas organizowania wielkich masowych imprez raczej odejdzie do lamusa, tak samo jak budowanie marki miast i jego dochodów na masowym, imprezowym i raczej mało wybrednym turyście. I to nie tylko z tego powodu, że miasta ostrożniej będą musiały wydawać pieniądze.

Czas pandemii pokazał, że dla mieszkańców coraz ważniejsze stają się kwestie związane z dostępnością do przyrody, zielenią w mieście, ekologią, czystym powietrzem, przyjaznym transportem publicznym.

Co z tego wynika dla miejskiej turystyki? Być może goście chętniej pojadą w te miejsca, gdzie są dobrze zaplanowane przestrzenie publiczne z zielenią, wygodnymi drogami rowerowymi i szerokimi deptakami. Być może wybiorą te miasta, gdzie architekturę planuje się na ludzką skalę, która nie przytłacza, daje poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie umieszcza widza-turystę w centrum wydarzeń.

Zielone miasta jak magnes

Zielone miasta dadzą nam to, czego szukaliśmy w czasach pandemii w lasach: chwilę wytchnienia, kontaktu z przyrodą, innego niż na co dzień poznawania miasta za pomocą zmysłów. Kto powiedział, że w centrum miasta nie może być słychać śpiewu ptaków? Czy musimy czuć smród spalin, zamiast zapachu kwiatów? Dlaczego nie zastąpić szumu samochodów szumem wody z fontann?

Turystów zaczną przyciągać te miasta, po których dobrze się spaceruje. Ktoś powie, że to banał, ale wcale tak nie jest. Na komfort używania miasta składa się nie tylko równy chodnik, ale też to, czy i jak długo trzeba czekać na zmianę świateł na przejściu dla pieszych. Będą wygrywać te miasta, które zamiast wielkich galerii handlowych mają ciekawe sklepy w śródmieściach oraz te, które zadbały o małą architekturę, które będą wciskały zieleń, wszędzie gdzie się da. Miniaturowe, czy jak wolą specjaliści, parki kieszonkowe i niewielkie interwencje w przestrzeni miejskiej dadzą większe efekty niż do tej pory.

Czy trudno sobie takie miasto wyobrazić? Wbrew pozorom nie. Już dziś nie brakuje w Polsce miast, które zamieniają ulice w deptaki, zawężają jezdnie i tworzą woonerfy. Teraz przekonają się, jak bardzo się to opłaciło. Zyskają też te, które zapowiadają budowy nowych parków i miejsc spotkań.

Co z miejskimi imprezami?

Nie wierzę też, że czeka nas powrót masowych imprez na taką skalę jak przed pandemią. W tym czasie wiele osób odkryło, że kultura na wysokim, ale też codziennym poziomie jest dostępna na wyciągnięcie ręki w internetowej sieci. Nie trzeba więc organizować wielkich spędów na stadionach, by posłuchać swojego ulubionego wykonawcy. Być może pierwszym odruchem po pandemii będzie wielka fiesta, ale to będą wyjątki. Nie tylko dlatego, że wielu z nas z tyłu głowy będzie cały czas myśleć o bezpieczeństwie.

Warto tu spojrzeć na Kraków, w którym przed pandemią odbywało się tyle ciekawych wydarzeń, że trudno było się w ich harmonogramie połapać, wybrać to, co najciekawsze, by nie mieć żalu, że na coś nie starczyło czasu. Zresztą działo się tak wiele, że o niektórych wydarzeniach miejski turysta nie miał szans się dowiedzieć, ponieważ afisze bardzo szybko były zaklejane przez kolejne.

To się raczej zmieni. Miasta staranniej będą promowały wydarzenia, ich twórców czeka jakościowa selekcja. Era inflacji oferty turystycznej właśnie dobiega końca. Miejski turysta stanie się bardziej wybredny, a miasto będzie musiało mu podpowiedzieć, gdzie warto się wybrać. Pomyłki będą kosztowne.

Ktoś powie, że to koniec weekendowej turystyki miejskiej. Tak, jeżeli traktował ją jak wyprawę po dziesiątki wrażeń, które już w poniedziałek ulatywały z głowy. Nie, jeżeli miejska turystyka ma dawać kontakt z kulturą, dobrze zaplanowanymi przestrzeniami miejskimi, w których przypadkowy kontakt z drugim człowiekiem jest tak naprawdę efektem myśli projektanta. Nie, jeżeli miasta, zamiast ścigać się ze sobą o to, kto za pomocą publicznych pieniędzy ściągnie większą gwiazdę na miejskie święto zaczną myśleć o tym, że powinno ono być atrakcyjne dla każdego. A to oznacza, że przyjazne musi być przede wszystkim dla swoich stałych mieszkańców. My już zatroszczymy się o to, by odwiedzili nas znajomi z innych miast. Sami też do nich pojedziemy.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.