Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dariusz Piontkowski, minister edukacji narodowej, zapewniał, że to dyrektorzy szkół wraz z samorządami będą decydować o przejściu placówki na zdalny lub hybrydowy system nauczania. W rzeczywistości lokalne sanepidy przeważnie nie wyrażają zgody na zamykanie placówek, nawet gdy na COVID-19 zachoruje uczeń lub nauczyciel. W większości takich przypadków na kwarantannę kierowana jest tylko ta część uczniów i nauczycieli, która miała kontakt z zakażonym. Opracowane przez MEN i GIS wytyczne są natomiast na tyle ogólne, że wiele osób nie wierzy, iż ich przestrzeganie wystarczy, by uniknąć zakażeń. Przyprowadzanie do placówek tylko zdrowych dzieci i nakaz mycia rąk wodą z mydłem to przecież truizmy.

Dlatego w wielu miastach opracowywane są autorskie procedury postępowania, które mają zwiększyć bezpieczeństwo na terenie szkół i przedszkoli.

Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy, obawiał się wrześniowego powrotu do szkół. Wytykał rządowi, że nie dając samorządom wystarczających narzędzi, równocześnie zrzucił na nie całą odpowiedzialność za zdrowie uczniów i nauczycieli. Zapewnił jednak, że miasto nie pozostawi pracowników oświaty, uczniów i rodziców bez wsparcia. Zgodnie z tą obietnicą miasto przygotowało dla dyrektorów szkół, przedszkoli i innych placówek oświatowych „Warszawskie wytyczne edukacyjne – nauka w czasie pandemii”. – To szczegółowe procedury postępowania w przypadku każdego wariantu: nauki i pracy zdalnej, mieszanej i tradycyjnej. Przygotowaliśmy je w gronie ekspertów, naszych pracowników, również na bazie informacji i wniosków, które otrzymaliśmy od rodziców i uczniów – wyjaśniał Trzaskowski.

Ich twórcy zwracają uwagę na zapewnienie nie tylko bezpieczeństwa sanitarnego (np. zalecenie umieszczania pojemników z płynem do dezynfekcji rąk w każdej sali czy noszenia maseczek w przestrzeniach wspólnych), ale też komfortu psychicznego uczniów. Służyć ma temu zadbanie o bezpieczną integrację pierwszoklasistów czy elastyczne podejście do realizacji podstawy programowej.

Namioty, skórzane poduchy i ruch jednokierunkowy

Aby dowiedzieć się więcej o problemach dyrektorów związanych z funkcjonowaniem szkół w czasie pandemii oraz sposobach, w jakie je rozwiązują, Biuro Edukacji Urzędu Miejskiego w Warszawie zebrało też przykłady dobrych praktyk, z których skorzystać mogą inne szkoły w mieście.

Emilia Wojdyła, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2, zadeklarowała, że uczniowie będą realizować część lekcji na świeżym powietrzu: pod zadaszeniem lub pod ustawionymi na szkolnym podwórku namiotami tak długo, jak pozwoli na to jesienna aura. – Namiotów na razie nie mamy, bo wystarcza nam zadaszone i osłonięte z trzech stron patio wyposażone w stoły i ławki. Nauczyciele mogą przyprowadzać tam uczniów na zajęcia, gdy tylko mają na to ochotę – mówi dyrektor Wojdyła.

Zakup namiotów planuje za to Przedszkole nr 18. – Jesień i zima to okres zimna i opadów, w związku z tym chcemy zakupić namioty polowe lub miękkie wiaty na zewnątrz, aby podczas opadu rodzice nie gromadzili się w przedsionku przedszkola pod dachem, a tym samym nie tarasowali wejścia – mówi Eliza Polak, dyrektorka Przedszkola nr 18.

Z kolei Przedszkole nr 95 z Oddziałami Integracyjnymi im. Króla Maciusia I wyrzuciło z sal trudne do zdezynfekowania dywany, a zamiast nich kupiło dzieciom do siedzenia skórzane poduchy.

Niektóre szkoły wprowadziły w swoich budynkach szczególną organizację ruchu. W budynku SP nr 321 na schodach obowiązuje ruch jednokierunkowy. Z kolei w SP nr 157 ruch odbywa się zgodnie ze wskazówkami zegara. – Uczniowie jedną klatką wchodzą na górę, drugą schodzą. Oznakowania w formie strzałek są na podłodze i ścianach – precyzuje Ewa Kowalczyk, dyrektorka SP nr 157.

Ewa Maciejewska-Kamionek, dyrektorka Przedszkola nr 157, postanowiła, że spacery przedszkolaków będą odbywały się w formule bezdotykowej. – Dzieci w parach nie chwytają się za ręce, ale trzymają za obręcz o średnicy 25-30 cm – wyjaśnia.

Wirtualna gazetka i rotacyjne przerwy

W Szkole Podstawowej nr 357 obiady dla uczniów klas I-III są dostarczane bezpośrednio do sal lekcyjnych, a w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Juliusza Słowackiego usunięte zostały ławki stojące wcześniej bezpośrednio przed biurkiem nauczyciela. W ten sposób stworzono dodatkową wolną przestrzeń między uczniami i nauczycielem. – Dobrym rozwiązaniem dla nauczycieli na lekcjach jest przyłbica i urządzenie wzmacniające głos, jakie mają przewodnicy, ale to prywatne inwestycje nauczycieli. Szkoła nie ma pieniędzy, żeby kupić je dla wszystkich – mówi Agata Dowgird, dyrektorka VII LO.

Warszawskie szkoły wdrożyły także wiele innych rozwiązań mających chronić uczniów i nauczycieli przed zakażeniem. Na przykład niektórzy dyrektorzy ułożyli plan tak, że część klas zaczyna zajęcia punktualnie o godz. 8, a część kwadrans później. Inni dyrektorzy wprowadzili rotacyjne przerwy – gdy połowa klas wychodzi na korytarz, druga połowa spędza przerwę w salach, a na kolejnej przerwie następuje zmiana. Są także szkoły, w których najmłodsze klasy pracują na zmiany – gdy kończą się lekcje dla dzieci ze zmiany porannej, sale są dezynfekowane i zaczynają się zajęcia dla zmiany popołudniowej. W większości szkół uczniom poszczególnych klas przypisano wejścia, którymi mają wchodzić do budynku, by nie tłoczyli się wszyscy przy frontowych drzwiach. Ustalane są również tygodniowe grafiki korzystania z boisk czy placów zabaw, aby unikać mieszania się grup dzieci.

Każda szkoła określiła także zasady kontaktów z rodzicami uczniów. Do większości budynków rodzice nie mogą wchodzić swobodnie. W niektórych wydzielone zostały strefy: zielona, do której rodzice mają wolny dostęp, żółta, do której wejść mogą po wcześniejszym umówieniu się z pracownikiem szkoły, i czerwona – dostępna wyłącznie dla uczniów i pracowników. W celu identyfikacji rodziców odbierających dzieci ze świetlicy lub oddziału przedszkolnego w niektórych placówkach zainstalowano wideodomofony. Informacje dla rodziców wyświetlane są na monitorze gazetki wirtualnej w przedsionkach placówek, a dokumenty do sekretariatu można wrzucać do urny w szatni.

Bramki mierzące temperaturę to jeden z pomysłów

Zasady korzystania z szatni też się zmieniły. Gdzieniegdzie zaadaptowano na ten cel dodatkowe pomieszczenia, by uczniowie nie musieli się tłoczyć wśród wieszaków na kurtki. Gdzie indziej szafki z szatni przeniesiono do klas. – Do refleksji zostawiamy każdemu ocenę, czy przytoczone przykłady inwencji i odpowiedzialności dyrektorów faktycznie świadczą o słuszności decyzji jednoczesnego uruchomienia całego systemu edukacji w trybie stacjonarnym. Być może dzieje się to kosztem społeczności szkolnych – komentuje Biuro Edukacji.

Jarosław Delewski, dyrektor Departamentu Edukacji Urzędu Miejskiego we Wrocławiu, mówił pod koniec sierpnia, że miasto rozważa zainstalowanie w części szkół bramek do automatycznego mierzenia temperatury wchodzącym osobom. – Na razie wiele szkół uruchomiło dodatkowe wejścia, aby uniknąć tłoku. Słyszę nawet o otwarciu siedmiorga drzwi w niektórych placówkach. Wyposażenie każdego wejścia w bramkę byłoby jednak niezwykle kosztowne – mówił.

Wrocławski magistrat obiecał też, że zafunduje pracownikom szkół i przedszkoli szczepionki na grypę i wykona szybkie testy w przypadku podejrzenia zakażenia w szkole. Te ostatnie mają być wykonywane w punkcie przy Stadionie Wrocław. – Na razie instalowanie bramek nie okazało się konieczne, bo temperatura przy wejściu mierzona jest tylko przedszkolakom i wystarczają do tego bezdotykowe termometry. Uczniowie mają mieć mierzoną temperaturę wyłącznie w przypadku wystąpienia u nich objawów infekcji. Dotąd nie było takiej konieczności – mówi Agata Dzikowska z biura prasowego Urzędu Miejskiego we Wrocławiu.

Jeśli chodzi o szczepionki, miasto zdążyło już z pomocą dyrektorów szkół i przedszkoli zebrać informacje o pracownikach zainteresowanych skorzystaniem z nich. – Zaszczepić chce się 40 proc. pracowników wrocławskiej oświaty. Mamy już wygospodarowane na ten cel 400 tys. zł. Na razie w hurtowniach brakuje szczepionek, ale spodziewamy się, że pojawią się w drugiej połowie września. Właśnie w tym czasie planowaliśmy zorganizowanie akcji finansowanych przez miasto szczepień – mówi Dzikowska.

Grupy wsparcia i całodobowe linie telefoniczne

Inną drogę obrał katowicki samorząd, który połączył szkoły w grupy wzajemnego wsparcia. Pomagają one sobie w rozwiązywaniu codziennych problemów i za pośrednictwem liderów raportują miastu o pojawiających się trudnościach. Powstało 27 grup, które po raz pierwszy miały okazję się sprawdzić podczas zeszłorocznego strajku nauczycieli. Okazało się wówczas, że rozwiązanie bardzo dobrze funkcjonuje, bo zapewnia szkołom i urzędnikom stały kontakt i szybki przepływ informacji. Dlatego teraz nadal jest wykorzystywane. – Dla dyrektorów szkół uruchomiliśmy specjalny telefon do Wydziału Edukacji i Sportu czynny całą dobę siedem dni w tygodniu. Podobny telefon udostępnił dyrektorom i naszemu wydziałowi miejscowy sanepid – mówi Grażyna Burek, wicenaczelniczka Wydziału Edukacji i Sportu Urzędu Miasta w Katowicach.

Aktualnie urzędnicy z Katowic są w trakcie tworzenia Miejskiego Banku Dobrych Praktyk, który powstaje na miejskiej stronie internetowej w zakładce „edukacja”. – Będą w nim publikowane materiały opracowywane przez nauczycieli i dyrektorów w celu wymiany doświadczeń. Każdy, kto będzie chciał się pochwalić opracowanym przez siebie rozwiązaniem, które ułatwia mu pracę w czasie pandemii, będzie miał taką możliwość – mówi Burek.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.