Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dorota Karaś: Jak epidemia koronawirusa wpłynęła na turystykę w Sopocie?

Magdalena Czarzyńska-Jachim, wiceprezydentka Sopotu: Dla turystyki zupełnie stracony był kwiecień, maj i prawie cały czerwiec. Sprzedaż biletów na molo była w tym sezonie o 40 proc. mniejsza niż w zeszłym. W lipcu w hotelach zajętych było około 30-50 proc. miejsc. W sierpniu do Sopotu wrócili turyści, ale 85 proc. z nich to byli goście krajowi.

Jakie straty oznacza to dla miasta?

SopotSopot Fot. Bartosz Bańka / Agencja Gazeta

– Między innymi o 40 proc. mniejsze wpływy z opłaty uzdrowiskowej. Miasto przeznaczyło też dodatkowe pieniądze na działania wspierające przedsiębiorców, także z branży turystycznej. W kwietniu i maju do złotówki obniżyliśmy wszystkie czynsze w lokalach miejskich. W marcu zniżka wyniosła 50, a w czerwcu 20 proc. Z tego powodu wpływy do budżetu miasta były mniejsze o 1,1 mln zł. Daliśmy także restauratorom możliwość zwiększenia powierzchni ogródków gastronomicznych. Za dodatkową powierzchnię płacili symboliczną złotówkę.

Na początku pandemii Sopot zwiększył wydatki w budżecie o ponad 1,5 mln. Jak zostały rozdysponowane te pieniądze?

– Na początku kupowaliśmy środki ochronne, do których był bardzo utrudniony dostęp. Dostarczaliśmy rękawiczki, kombinezony, maseczki pracownikom medycznym, pracownikom MOPS-u i DPS-u, służb komunalnych, straży miejskiej. Zdecydowaliśmy się też kupić testy na koronawirusa z myślą o pensjonariuszach i personelu domu pomocy społecznej, hospicjów, ratownikach medycznych i służbach, które mają kontakt z ludźmi. Wciąż mamy swoją pulę testów, które wykorzystujemy.

Była też pomoc dla mieszkańców, którzy stracili pracę?

– Zasiłki wypłacał miejski ośrodek pomocy społecznej. Przeznaczyliśmy dodatkowo 400 tys. zł na ten cel i wypłacaliśmy je – co bardzo cenili mieszkańcy – w trybie „dziś wniosek, jutro pieniądze”. Wprowadziliśmy maksymalnie uproszczoną ścieżkę. Objęliśmy też pomocą żywnościową (paczki lub ciepłe posiłki) dużo więcej osób niż normalnie. Od momentu ogłoszenia stanu pandemii z takiej pomocy skorzystało ok. 850 rodzin.

W Sopocie mieszka wielu seniorów, w jaki sposób zajęło się nimi miasto?

– Już 10 marca, nie czekając na rozporządzenia centralne, zaczęliśmy wprowadzać specjalne procedury. Dom pomocy społecznej został zamknięty dla odwiedzających, zawiesiliśmy wszystkie dzienne zajęcia dla seniorów w domach sąsiedzkich i innych instytucjach oraz spotkania w ramach Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Uznaliśmy, że priorytetem jest bezpieczeństwo.

Dzięki temu udało się uniknąć ogniska zakażenia w domu pomocy społecznej?

– W DPS wdrożyliśmy bardzo surowe rygory, które obowiązują do dziś. I rzeczywiście, nie mieliśmy tam żadnego przypadku zakażenia. Dla osób samotnych zorganizowaliśmy też całodobowy telefon MOPS – pod ten numer mogły dzwonić osoby, które potrzebowały pomocy. Całodobowo działała też telefoniczna pomoc psychologiczna. Uruchomiliśmy pomoc sąsiedzką – wolontariusze pomagali seniorom, którzy nie wychodzili z domów, w dostarczeniu zakupów, leków czy wyprowadzeniu psa na spacer.

Jakie problemy miały sopockie szkoły podczas nauczania online?

– Z tej formy kształcenia w mieście skorzystało 96 proc. uczniów. Największym problemem okazał się sprzęt do nauki. Rodzice, którzy go nie mieli, mogli się zgłaszać do szkół. Część komputerów, które udostępniliśmy uczniom, pożyczyliśmy z zamkniętej biblioteki. Zdobyliśmy też pieniądze na zakup 64 tabletów i laptopów dla uczniów i nauczycieli. W pewnym momencie stanęliśmy przed koniecznością otwarcia przedszkoli, żłobka i organizacji zajęć opiekuńczych dla klas I-III. Decyzja rządu zapadła pod koniec tygodnia, a od poniedziałku mieliśmy już otworzyć placówki. Opóźniliśmy to, aby dokładnie się przygotować, opracować zasady bezpieczeństwa dla dzieci, opiekunów i rodziców. Z przedstawicielami sanepidu odwiedziliśmy każdą szkołę, przedszkole i żłobek, zarówno wtedy, jak i teraz, przed nowym rokiem szkolnym.

Większość decyzji rząd podawał podczas konferencji prasowych w formie ogólnikowej, konkretne rozporządzenia ukazywały się dopiero po jakimś czasie.

– Trudno było cokolwiek zaplanować. Rząd nie konsultował decyzji z samorządami. Rozporządzenia często ukazywały się w nocy, kilkadziesiąt godzin przed terminem wprowadzenia zmian. Zdarzało się, że były sprzeczne z tym, co usłyszeliśmy na konferencjach.

Liczba nowych zachorowań nie spada. Jakie kroki podejmują teraz władze miasta, żeby ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa?

– MOPS cały czas działa w reżimie sanitarnym, wciąż funkcjonują – choć już nie przez całą dobę – telefony ze wsparciem. Dom pomocy społecznej nadal jest zamknięty. Podjęliśmy decyzję o szczepieniach dla osób powyżej 65. roku życia oraz dla pracowników służb komunalnych, oświaty i personelu medycznego. Wciąż działa uproszczona procedura zasiłkowa. W szkołach mamy opracowaną ścieżkę w przypadku konieczności przejścia na nauczanie zdalne. Liczymy się z tym, że za chwilę zaczną się zachorowania w placówkach edukacyjnych. Niepokoi mnie – patrząc na sytuację w kraju – opór sanepidu przed pozytywnym opiniowaniem wniosków szkół o nauczanie zdalne. Nauczanie hybrydowe często jest niemożliwe. Gdy jedna trzecia grona pedagogicznego idzie na kwarantannę, nie ma możliwości zapewnienia opieki i nauki dzieciom w szkole. Pomijając fakt, że wtedy płacimy za każdą lekcję podwójnie – nauczycielowi, który prowadzi zajęcia zdalne, oraz nauczycielowi, który zapewnia opiekę w klasie. A żadnych dodatkowych środków z budżetu państwa na organizację nauki w czasie pandemii samorządy nie otrzymały.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.