Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rodzice Bogdana Fronia z Rzeszowszczyzny na Śląsk przyjechali za pracą. Zaraz po wojnie. Najpierw ojciec i jego trzech braci, dostali pracę w kopalni „Jadwiga”, którą niedługo później przemianowano na „Pstrowski”. Śląsk gwarantował pracę, niezłe zarobki i awans społeczny. Bogdan mógł sprowadzić do Zabrza swoją młodą żonę, kopalnia dała im mieszkanie na osiedlu Borsiga. Blisko szkoły, parku, kościoła i sklepów. W familokach – co jest rzadkością – są toalety i bieżąca woda.

Bogdan urodził się w 1969 roku. Osiedle Borsiga to cały jego świat. Dom, szkoła, kościół, podwórko, pobliskie hałdy i rzeka Bytomka. Nikt nie jest biedny i nikt nie jest bogaty. Ojcowie wychodzą do pracy na grubie, matki zajmują się dziećmi. Ślązacy miło przyjmują nowych, przyjezdnych sąsiadów. Pilnują, żeby dopasowali się do śląskich zwyczajów: będą dbali o czystość i porządek, sprzątali klatkę schodową, przed każdym świętem starannie wypastują podłogę, co niedziela pójdą na mszę, nie będą urządzać awantur. Godka nie jest wymagana. Miejscowi czasem pożartują z goroli, ale Bogdan czuje, że jest u siebie.

Osiedle Borsiga w ZabrzuOsiedle Borsiga w Zabrzu Wikipedia, fot. Emenefix

Pierwsze zmiany na osiedlu przychodzą w latach 70. Część sąsiadów pakuje dobytek, pod ich domy podjeżdżają samochody. Pakowane są skrzynie jak do wyprowadzki. – Jadą do Reichu. Już tu nie wrócą – Bogdan słyszy od dorosłych. Wielu Ślązaków ma rodziny w Niemczech. Z klasy Bogdana wyjeżdża połowa uczniów.

Kopalnia się zmienia

– Nogi ci z zadka powyrywam, jak na grubę pójdziesz! – słyszy Bogdan od ojca. Robota trudna, brudna i niebezpieczna. Ale z drugiej strony mężczyzna musi mieć fach w ręku i zarobić na rodzinę. Starsi koledzy, nawet ci, którzy dostali się na politechnikę, i tak lądują na kopalni. Ona przyciąga jak magnes, kusi zarobkami. Lata 80. Górnikom nie brakuje przywilejów. Mogą kupować niedostępne towary na książeczkę G, dostają talony na samochód, na wczasy jadą do Bułgarii.

Bogdan nie ma innego pomysłu na życie, wybiera technikum górnicze. W 1989 r. zaczyna pracę w kopalni Zabrze-Bielszowice, zakłada rodzinę, ale kopalnia nie zapewnia już mieszkań, a młodzi nie chcą mieszkać z rodzicami. Decydują się wynająć lokal w Biskupicach. Kończą się też książeczki G, a Bogdan czuje, że praca w kopalni nie jest już taka pewna, jak kiedyś. Na wszelki wypadek zaczyna studia na wydziale organizacji i zarządzania Politechniki Śląskiej. Koledzy ze studiów dostają pracę w urzędach – ZUS-ie czy skarbówce, ale on chce się trzymać kopalni, dopóki się da.

Tylko, że na Śląsku coraz częściej słychać, że rząd kopalnie pozamyka. Wszyscy gadają, ale nic się nie dzieje. Bogdan do takiego gadania zaczyna się przyzwyczajać. W 1998 r. zapada decyzja, że w jego kopalni zamknięty zostanie ruch w Zabrzu. Bogdan musi teraz dojeżdżać do kopalni w Rudzie Śląskiej.

Część kolegów decyduje się wziąć odprawy i odejść. Próbują otwierać własne biznesy: sklepy, warsztaty. Nie wychodzi. Sfrustrowani zaczynają popijać, nie mają pomysłu, co ze sobą zrobić. Śląsk, który Bogdan pamiętał z dzieciństwa, bardzo się zmienił. Kopalnia „Pstrowski”, na której pracował jego ojciec, wujkowie i sąsiedzi została zlikwidowana. Na osiedlu Borsiga słychać płacz.

Byle do emerytury

Osiedle też nie takie samo. Zniknęła część osiedlowych sklepików i knajpek. Nie miał już kto w nich kupować. Brakuje pieniędzy na remonty budynków, po zamknięciu kopalni osiedle nie ma już patrona. Zmieniają się też mieszkańcy. Już nie wszyscy wspólnie sprzątają podwórka i pastują podłogi na klatkach schodowych.

Praca daje Bogdanowi w kość. Bielszowice to trudna kopalnia, pod ziemią często dochodzi do wypadków, pożarów, tąpnięć. Metan zbiera się w każdej ścianie. W 2003 r. dochodzi do wypalenia metanu. Wypalenia, bo wybuchu Bogdan i inni górnicy, z którymi pracował, na pewno by nie przeżyli. Bogdan stał u wylotu chodnika. Siła wypalenia była potężna. Podmuch odrzucił go na kilka metrów, poturbował. Ale Bogdan nie ucierpiał tak jak koledzy, którzy pracowali głębiej w chodniku. Przeżyli, ale wielu z nich do pracy pod ziemią już nie wróciło.

Kopalnia KWK Bielszowice/ zdj.ilustracyjnaKopalnia KWK Bielszowice/ zdj.ilustracyjna Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

W telewizji obrazki z Wałbrzycha. Tam to dopiero jest tragedia. Zamykane są wszystkie kopalnie, ludzie klepią biedę. Bogdan nie wspomina już o wypadku, martwi się tylko, żeby udało się dociągnąć w kopalni do emerytury. Ostatnia, wciąż czynna kopalnia w Zabrzu to „Makoszowy”.

Bogdan ma trzech synów. Wie, że żaden z nich nie pójdzie jego śladem. Nie ma szans. Jeden znajduje pracę w Śląskim Centrum Chorób Serca, drugi jest inżynierem w branży motoryzacyjnej, trzeci studiuje mechatronikę.

Los uśmiecha się do Bogdana. W 2015 r. przechodzi na emeryturę, po 25 latach pięciu miesiącach i siedmiu dniach pracy w kopalni.

Fajnie żeś godoł

Pierwsze miesiące emerytury cieszą. Bogdan nie musi wstawać na szychtę o 4.30. Czyta książki, zabiera żonę na wycieczki. Chodzą po górach, pływają na kajakach. A w Zabrzu zamykają ostatnią kopalnię „Makoszowy”. Bogdan martwi się o górników i o miasto, które kiedyś żyło z kopalń.

Jesień jest paskudna, wciąż pada i jest zimno. To nie pogoda na zwiedzanie. Bogdan snuje się po mieszkaniu i czuje, że czegoś mu brakuje. Włącza radio i słyszy komunikat: „Kopalnia „Guido” szuka przewodników”.

Kopalnia KWK Bielszowice/ zdj.ilustracyjnaGRZEGORZ CELEJEWSKI

Kopalnię, w XIX wieku założył hrabia Guido Henckel von Donnersmarck. Udało się ją ocalić m.in. dzięki staraniom społeczników i władz miasta. Od 2007 r. działa jako skansen i przyjmuje turystów.

Bogdan zgłasza się do Muzeum Górnictwa Węglowego, które opiekuje się kopalnią „Guido”. Chce zostać przewodnikiem. Nabór jest wieloetapowy. Rozmowa kwalifikacyjna, kurs, egzamin. Oprowadzanie „turystów” przed komisją. Bogdan raz musi oprowadzić „grupę z Sosnowca”, a następnie „dzieci”. Przy pierwszej prawdziwej grupie nie czuje skrępowania. Opowiada o historii zakładu, o górnictwie, specyfice Śląska. Żeby nie było zbyt poważnie, od czasu do czasu żartuje. Jest zadowolony kiedy ludzie słuchają. Szczęśliwy, gdy zadają pytania.

Czasem wśród zwiedzających zdarzają się górnicy. Podchodzą do Bogdana i chwalą: Fajnie żeś godoł. To dla niego największa nagroda. – Wolę tę moją pracę od poprzedniej z wielu powodów. Każde zwiedzanie jest inne, bo innych ludzi oprowadzam. A dla górnika większość szycht jest taka sama. Z turystami nie można popaść w rutynę. To świetna praca. Ale nie żałuję, że od zawsze nie byłem przewodnikiem. Gdybym wcześniej nie pracował pod ziemią, nie miałbym o czym ludziom opowiadać – mówi.

Turystyka to szansa dla miasta

Zabrze się zmieniło. Po zamknięciu kopalń nie powtórzyło jednak nieszczęścia Wałbrzycha. Oprócz kopalni „Guido” można tu zwiedzać podziemia Sztolni Królowa Luiza. – Ważne, że historia tego miejsca została zachowana i uhonorowana. Dzięki temu o górnikach w Zabrzu wciąż się pamięta. Jest jeszcze wiele do zrobienia, na przykład moje ukochane osiedle Borsiga wciąż nie jest specjalnie docenione. Daleko mu zrewitalizowanego katowickiego Nikiszowca, a to miejsce z podobnym klimatem i historią – ocenia Bogdan.

Kopalnia KWK Bielszowice/ zdj.ilustracyjnaGRZEGORZ CELEJEWSKI

Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent Zabrza nie ma wątpliwości, że dla zabrzan dziedzictwo przodków jest wartością.

– Dlatego konsekwentnie rewitalizujemy i nadajemy nowe funkcje zabrzańskim zabytkom, udostępniamy kolejne obiekty dla celów turystycznych. Wzbogacając Śląski Szlak Zabytków Techniki, zainwestowaliśmy ponad 200 mln zł, pozyskując pieniądze. Kopalnia „Guido” czy Główna Kluczowa Sztolnia Dziedziczna dostały nowe życie. Nasze wysiłki zostały nagrodzone przez Komisję Europejską prestiżową nagrodą Grand Prix Europa Nostra. Na kontynuację takich działań zdobyliśmy kolejne 59 mln zł, będziemy rozwijać zabrzański szlak postindustrialny, z rewitalizacją wieży ciśnień i budynku dawnego starostwa powiatowego z historyczną salą witrażową na czele. Turystyka to nie tylko szansa na rozwój miasta i cecha wyróżniająca Zabrze. Jedno nowe miejsce pracy w tej branży generuje powstanie kolejnych czterech w innych sektorach gospodarki – wylicza prezydent Mańka-Szulik.

JAK TO SIĘ ROBI W INNYCH MIASTACH?

Perły łódzkiej rewitalizacji

Odnowiona część zabytkowego osiedla Księży Młyn.Odnowiona część zabytkowego osiedla Księży Młyn. Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Łódź z odnawiania budynków XIX-wiecznych fabryk i przystosowania ich do nowych funkcji zrobiła markę. Przykłady? Centrum handlowe Manufaktura w dawnym imperium Izraela Poznańskiego, Centralne Muzeum Włókiennictwa w Białej Fabryce Ludwika Geyera, a ostatnio – Monopolis w dawnej fabryce wódki.

Jednocześnie Urząd Miasta Łodzi prowadzi szeroko zakrojony program rewitalizacji 145 kamienic, który obejmuje również parki, ulice i miejskie place. Wyceniona niemal na 1 mld zł rewitalizacja śródmieścia powinna się zakończyć do 2023 roku.

Perłą w koronie łódzkiej rewitalizacji jest Księży Młyn. To unikatowe osiedle famuł, czyli stawianych z cegły domów dla robotników. Zostało wybudowane w drugiej połowie XIX wieku przy kompleksie fabrycznym Karola Scheiblera. Jego elementem była najdłuższa w ówczesnej Europie przędzalnia bawełny (207 m), park Źródliska i dwa pałace (jeden jest obecnie siedzibą Muzeum Kinematografii, a drugi Muzeum Pałac Herbsta).

Małgorzata Szlachetka

Rewitalizacja po toruńsku

Odnowiona część zabytkowego osiedla Księży Młyn.Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta

W Toruniu na każdym kroku widać ślady gruntownej i przemyślanej rewitalizacji – starówka dzięki temu jest estetyczną perełką na skalę światową.

Unia Europejska sprawiła, że toruńska starówka, wpisana na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO, stała się jeszcze większą atrakcją turystyczną. Miasto zdobyło prawie 18 mln zł dotacji na odnowę zabytków w swoim historycznym centrum. Dokładając do pieniędzy unijnych fundusze własne i sześciu partnerów projektu, Toruń zrealizował prace rewitalizacyjne o wartości prawie 37 mln zł, dzięki czemu zostały odnowione m.in. gotyckie mury obronne, elewacje bram i baszt miejskich. Specjaliści odrestaurowali katedrę św. Janów, kościoły św. Jakuba Apostoła, Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny i św. Ducha, a także obiekty muzealne i kamienice. Dzięki pieniądzom z Unii udało się także zmodernizować Ratusz Staromiejski, wyremontować ul. Szeroką i Królowej Jadwigi, Rynek Nowomiejski oraz Bulwar Filadelfijski.

Zmieniło się również Bydgoskie Przedmieście, które do niedawna cieszyło się mianem jednej z najbardziej zaniedbanych części Torunia. Dzięki unijnym pieniądzom ul. Mickiewicza stała się przyjazna i bezpieczna dla mieszkańców i turystów. Park miejski na Bydgoskim Przedmieściu przeszedł gruntowny remont, który zakładał przywrócenie dawnej świetności najstarszego parku publicznego w Polsce.

Toruń dzięki Unii Europejskiej przeszedł potężną cywilizacyjną zmianę, którą na co dzień możemy oglądać na naszych ulicach. Bez europejskiego wsparcia nasze najważniejsze zabytki nie przeszłyby gruntownej konserwacji. To niemal szaleństwo, że te zmiany udało się przeprowadzić w tak krótkim czasie. Możemy być z tego naprawdę dumni. I jesteśmy.

Grzegorz Giedrys

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.