Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Olsztyn trzy razy w swojej historii uruchamiał tramwaje. Po raz pierwszy w 1907 r. Był wtedy ambitnym, rozwijającym się miastem w Prusach Wschodnich, które zyskiwało na znaczeniu. Powstawały nowe instytucje, urzędy. Komunikacja miejska, w dodatku właśnie szynowa, miała być znakiem awansu miasta. Drugi raz tramwaje trzeba było reaktywować po wojnie, gdy Olsztyn dochodził do siebie po zniszczeniach dokonanych w mieście przez wojska sowieckie.

Jednak w 1965 r. władze uznały tramwaje za mało perspektywiczny środek transportu i Miejska Rada Narodowa podjęła uchwałę o ich likwidacji. Olsztyn postawił wówczas na trolejbusy i autobusy. – O likwidacji dyskutowało się na łamach ówczesnej prasy. Olsztynianie byli co prawda w większości przeciwni zamknięciu linii tramwajowych, ale miasto nie chciało inwestować w nowe szyny, a poniemieckie były już zużyte – wspomina Marian Jurak, przewodnik turystyczny z Olsztyna. – Pamiętam swoją podróż w grudniu 1965 r. jednym z ostatnich kursów.

Odważna decyzja

Pomysł reaktywacji tramwajów w Olsztynie przez lata wisiał w powietrzu. Dlatego niektóre ulice w mieście były budowane w taki sposób, by dało się przy nich kiedyś, w bliżej nieokreślonej przyszłości, ułożyć torowiska dla tramwajów. Ale długo była to koncepcja nierealna do spełnienia ze względu na ogromne koszty. Dopiero wejście Polski do Unii Europejskiej przyniosło przełom. Przed polskimi gminami otworzyły się drzwi do funduszy nawet na bardzo drogie przedsięwzięcia, a reaktywacja tramwajów takim się zapowiadała.

Miasto stworzyło więc koncepcję zakładającą budowę linii tramwajowych łączących nowe, najgęściej zabudowane dzielnice na południu miasta, z dworcem głównym i Starym Miastem. Nawet wtedy mieszkańcy traktowali jednak ten pomysł z przymrużeniem oka. I kiedy w 2006 r. przedstawiliśmy w „Wyborczej Olsztyn” te pierwsze koncepcje, większość czytelników uważała je za chwyt marketingowy na potrzeby wyborcze ówczesnych władz miasta, a więc nic niewarte obietnice.

Jednak urzędnicy robili kolejne kroki, które przybliżały realizację celu. Zamawiali dokumenty strategiczne, analizy, porównywali różne rodzaje środków transportu. Konkluzja była jasna: Olsztyn powinien budować linię tramwajową. – Sprzyjało nam to, że był to czas renesansu tramwajów w Europie. W Olsztynie towarzyszyła nam też nuta sentymentu, bo część mieszkańców ciągle tramwaje pamiętała. Ja uważałem, że skoro jest możliwość skorzystania z dużych pieniędzy na ich reaktywację, to mamy realne możliwości realizacji projektu – mówi dziś prezydent Piotr Grzymowicz.

Bezprecedensowa inwestycja

W lipcu 2009 r. zaczęły się przygotowania do wyboru firmy, która torowiska zbuduje, ale sama budowa zaczęła się – po problemach z pierwszym wykonawcą – dopiero w 2014 r. Nie da się ukryć, że wielu mieszkańców wspomina ją jako gehennę. Zamknięte ulice, objazdy, rozkopane chodniki i ogromne korki. Nie wszyscy przyjmowali tłumaczenie, że „trzeba się pomęczyć, żeby potem było lepiej”. Powstało nieco ponad 10 km torowisk, na które tramwaje po raz pierwszy wyjechały z pasażerami 19 grudnia 2015 r., niemal dokładnie pół wieku po likwidacji tramwajów w Olsztynie, co miało znaczenie symboliczne.

Olsztyn wrócił do grona miast, które pozostały wierne tramwajom. W latach 60. kolejne polskie miasta z nich rezygnowały, ale po latach Olsztyn jako jedyny zdecydował się je przywrócić. Dlatego na stolicę Warmii zwróciły się oczy miłośników transportu publicznego. – Nie przesadzę, gdy powiem, że uruchomienie tramwajów było dla nich wydarzeniem epokowym, zwłaszcza że nową sieć udało się w Polsce otworzyć pierwszy raz od 50 lat. Zjechali się do nas ludzie z całej Polski, i nie tylko, bo wiem o gościach z Niemiec. Otwarcie sieci tramwajowej w Olsztynie opisywała prasa branżowa w wielu krajach. Czytałem teksty z Niemiec, Czech, Słowacji, Węgier… – wylicza Marcin Bobiński, bloger, który od lat prowadzi najpopularniejszą stronę internetową poświęconą olsztyńskim tramwajom.

Tramwaj zmienia miasto

Dzięki temu, że sieć powstawała od zera, udało się ją zaprojektować zgodnie z najnowszymi trendami. Miasto kupiło też najnowsze i najszersze w Polsce tramwaje Solarisa. Wszystko to sprawiło, że entuzjastów nowego środka transportu nie brakuje, a Olsztyn się nimi chwali. – Kiedyś od urzędników z jednego z miast wojewódzkich, które nie zdecydowało się na podobny projekt usłyszałem, że „Olsztyn przynajmniej wygląda jak miasto, a u nas ciągle jest wieś”. Bo abstrahując od użyteczności, tramwaj dodaje także kolorytu i wielkomiejskości – mówi Marian Jurak.

Taką opinię potwierdza Marcin Gromadzki, właściciel firmy konsultingowej PTC, zajmującej się transportem publicznym. – Jest w tramwajach pewna dodatkowa wartość, ważna dla mieszkańców. To prestiż i poczucie, że w ich mieście coś się zmieniło na korzyść, powstało coś ważnego. Porównałbym to z tunelem pod Martwą Wisłą w Gdańsku. Tyle że tramwaj w Olsztynie jest bardziej zauważalny – mówi Gromadzki. – Srebrno-limonkowe olsztyńskie tramwaje stały się znakiem rozpoznawczym i rozpoczęły przemianę miasta wykraczającą poza sprawy transportowe. Stanowiły impuls do zupełnie innego spojrzenia na inwestycje w mieście i na innowacyjność. Wzdłuż torowisk modernizowane były ulice, a przy tych ulicach powstały nowe atrakcyjne budynki. Tramwaj stał się katalizatorem przeobrażającym miasto, nie tylko w jego bezpośrednim sąsiedztwie.

Polityczna krytyka

Czy jednak tramwaj w Olsztynie to same zachwyty? Nie, bo choć przy okazji budowy miasto wyremontowało całe ulice, zbudowało kilka nowych arterii, poprawiło wygląd sporej części śródmieścia i wymieniło stare instalacje podziemne, tramwaj przez część kierowców jest uznawany za powód ich problemów. Zamiast torowisk woleliby dodatkowe pasy ruchu. Narzekają, że tramwaje mają pierwszeństwo w przejazdach przez skrzyżowania. W czasie wyborów samorządowych stosunek do tramwajów wyróżniał poszczególnych kandydatów na prezydenta Olsztyna, a krytyka ich reaktywacji miała pomóc w zdobyciu władzy. Brylowali w tym kandydaci prawicy. Taka strategia nie pomogła. Prezydenturę wygrał Piotr Grzymowicz, który pomysł doprowadził do końca.

Sam prezydent pozostaje gorącym zwolennikiem tramwajów, a jednym z najważniejszych zadań, jakie przed sobą postawił na najbliższe lata, jest kolejna rozbudowa sieci, tym razem o 6 km torowisk, która powinna się zacząć za rok. – Uważam, że decydując się na tramwaj wybraliśmy najlepsze rozwiązanie. Choćby dlatego, że autobusy czy trolejbusy musiałyby korzystać głównie z tych samych ulic, co samochody i stać w tych samych korkach. To była bardzo dobra decyzja – przekonuje.

Statystyki to potwierdzają, bo od 2016 r. pasażerów komunikacji miejskiej w Olsztynie systematycznie zaczęło przybywać, a wielu mieszkańców nie wyobraża już sobie miasta bez nich. W badaniach prowadzonych przez „Wyborczą Olsztyn” po reaktywacji tramwajów, 65 proc. mieszkańców oceniało je dobrze, a tylko 5 proc. źle. Badania miasta pokazały zaś, że akceptacja dla tramwajów jest lepsza w tych rejonach Olsztyna, przez które linie przebiegają. To dowód, że ci, którzy z tramwajów korzystają, najlepiej dostrzegają ich dobre strony.

W plebiscycie Supermiasta „Gazety Wyborczej”, budowa linii tramwajowych została uznana za jeden z największych (tuż po zagospodarowaniu brzegów olsztyńskich jezior) sukcesów lokalnych władz w minionym 30-leciu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.