Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Kiedy przeprowadzałam się rok temu do Warszawy, wiedziałam, że muszę mieć żłobek dla córki – wspomina Natalia, mama trzylatki. – Byłam oswojona z myślą, że wydam mnóstwo pieniędzy na żłobek prywatny, miałam zamiar szukać najtańszego. Ale pomyślałam też, że chociaż wypełnię podanie do żłobka samorządowego. Oglądałam te żłobki, pytałam, sprawdzałam. Kierowniczka jednego z nich powiedziała, że akurat otwiera się żłobek na Mokotowie. I że to żłobek prywatny, ale wszystkie miejsca opłaca miasto. Poradziła mi, żeby przenieść się z płaceniem podatków do Warszawy, bo za to są przyznawane punkty w rekrutacji. Od razu załatwiłam formalności z tymi podatkami. Cud – w ciągu paru dni mieliśmy żłobek. Darmowy, trzeba było tylko płacić za jedzenie, 10 zł dziennie, a teraz 15 zł. W Poznaniu, skąd się przeprowadziliśmy, zapisywaliśmy starszego syna do żłobka zaraz, jak tylko dostał PESEL. Byłam naprawdę zaskoczona, że w Warszawie tak łatwo poszło – mówi.

Cel barceloński

Córka Natalii kończy już przygodę ze żłobkiem. Ma trzy lata i po wakacjach idzie do przedszkola. Tak jak syn Karoliny z Pragi-Południe. Ale on w żłobku publicznym nie był, jest pod prywatną opieką. – Byliśmy na liście w piątej setce – mówi Karolina. – Nie udało nam się dostać.

Natalii poszło łatwiej, bo trafiła z przeprowadzką do Warszawy i zapisywaniem córki do żłobka na czas szczególny. Jesienią zaczął się w stolicy skokowy wzrost miejsc opieki nad dziećmi do lat trzech.

– Warszawa jako jedno z niewielu miast w Polsce osiągnęła tzw. cel barceloński, czyli zagwarantowane miejsca w żłobkach dla co najmniej 33 proc. populacji dzieci w wieku 2-3 lata – chwali się Karolina Gałecka, rzeczniczka ratusza. Oczywiście poziom „użłobkowienia” podnoszą znacznie prywatni przedsiębiorcy, którzy prowadzą żłobki i kluby malucha. Trudno jednak nie zauważyć solidnego wkładu samorządu.

Zaufanie do miejskich żłobków

W lutym 2018 r. Rafał Trzaskowski, wówczas kandydat PO na prezydenta Warszawy, zaprosił dziennikarzy na konferencję przed żłobkiem. Powiedział, że chce, aby każdy mały warszawiak miał prawo do bezpłatnego żłobka. Gdy zostanie prezydentem stolicy, opłaty w miejskich żłobkach ratusz weźmie na siebie. Jeśli nie będzie miejsc w miejskiej placówce, miasto będzie wykupywać miejsca w placówkach prywatnych – mówił wówczas.

Trzaskowski zapowiedział też rozłożony na 4-5 lat program budowy żłobków wart 200 mln zł.

Warszawski samorząd buduje żłobki od lat, z inwestycjami ruszyła Hanna Gronkiewicz-Waltz. Gdy przejmowała rządy w Warszawie po Lechu Kaczyńskim, który nie miał serca do inwestowania w opiekę nad dziećmi i nie zostawił po sobie żadnego nowego żłobka, w całej stolicy było zaledwie około 30 tego typu placówek. Było w nich około 3,1 tys. miejsc. Tymczasem lista chętnych do korzystania z tej formy opieki rosła z roku na rok. Nie tylko dlatego, że młode matki wracały coraz szybciej do pracy. Zmieniał się też wizerunek publicznej placówki, rosło zaufanie do miejskich żłobków. Rosła też z roku na rok liczba nowo narodzonych warszawiaków – od 13 tys. w 2008 r. do 21 tys. dekadę później.

Więcej miejsc niż chętnych

Ekipa prezydent Gronkiewicz-Waltz podwoiła liczbę miejsc opieki nad maluchami, zostawiła 37 nowych żłobków i plany nowych inwestycji. Wprowadziła także instytucję tzw. dziennego opiekuna. To opłacane przez miasto osoby, które zajmują się kilkorgiem dzieci w kameralnych warunkach.

Kolejnym pomysłem było wprowadzenie wartego kilkaset złotych miesięcznie bonu na opiekę w prywatnej placówce, bo mimo budowy nowych żłobków kolejka wciąż była ogromna. Pod koniec 2016 r. na miejsce w żłobku czekało ponad 8 tys. maluchów. Na początku czerwca tego roku wciąż jest wielka – prawie 9 tys. dzieci. Ale we wrześniu zdecydowana większość z nich zajmie miejsca zwolnione przez trzylatki. Po raz pierwszy jest szansa, że prawie wszystkie zmieszczą się w żłobkach, które zapewnia samorząd.

Trzaskowski wprowadził gruntowne zmiany w polityce opieki nad dziećmi. Rodzice nie płacą za miejsca w żłobkach, które prowadzi samorząd, oraz w żłobkach prywatnych, w których miejsca wykupuje miasto. A dokupuje takie miejsca w imponującym tempie.

Warszawa może zapewnić bezpłatną opiekę już niemal 13,4 tys. dzieciom, a pula rośnie z miesiąca na miesiąc. – Czekamy na rozstrzygnięcie kolejnego konkursu na wykup kolejnych 1030 miejsc w placówkach niepublicznych – mówi Karolina Gałecka.

Warszawa cały czas rozwija też własną infrastrukturę, w budowie jest pięć żłobków, a cztery inne będą rozbudowane. Cel tej ekipy to 16 tys. miejsc bezpłatnej opieki nad najmłodszymi dziećmi.

Z płatnych żłobków prywatnych wciąż korzystają rodzice ponad 6 tys. maluchów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.