Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piotr Szyliński: W plebiscycie Supermiasta nasi czytelnicy w Szczecinie docenili odnowienie bulwarów i powrót nad rzekę, organizację finałów The Tall Ships Races i nowe ikony architektury: filharmonię oraz Centrum Dialogu Przełomy.

Piotr Krzystek, prezydent Szczecina: – Zgodzę się z wyborem czytelników. Bulwary nas wyróżniają. Łasztownia [wyspa na Międzyodrzu w geograficznym sercu Szczecina] jest dla mnie czymś wyjątkowym. To było moje marzenie, aby oddać ją mieszkańcom. Tę lokalizację dostrzegają już prywatni inwestorzy, zainteresowanie jest ogromne. Doskonale wpisały się w to regaty [w Szczecinie od 2007 r. odbyły się trzy finały TTSR, w przyszłym roku planowane są po raz czwarty]. Miały wypromować Szczecin jako miasto nad wodą. I to się udało.

Fot. Krzysztof Hadrian / Agencja Gazeta

Filharmonia zdarzyła nam się trochę przez przypadek. Potrzebowaliśmy nowego obiektu dla orkiestry, a przy okazji wyszło nam dzieło architektury, jeden z najważniejszych obiektów Europy początku XXI wieku, wyróżniony Oscarem w architekturze, czyli Nagrodą Unii Europejskiej im. Miesa van der Rohe. Wszystkie te trzy rzeczy budują dziś tożsamość miasta. Zna je każdy mieszkaniec Szczecina i niemal każdy zapytany, z czego jest dumny w swoim mieście, wymienia je.

Myślałem, że pan wymieni także ogłoszoną przez siebie w 2008 r. strategię marki Floating Garden, która wyznaczyła kierunek zmian w Szczecinie do 2050 r.

– To nie jest cel sam w sobie, tylko narzędzie. Strategia marki jest po to, żeby wszyscy mieli świadomość, jak miasto chce się układać: zobaczcie, taki mamy cel – miasto nad wodą, ekologiczne. Dlatego markę traktuję jako bardzo ważny moment w życiu miasta, który pozwolił zjednoczyć nas wokół określonego celu, ale to jest tylko instrument.

Mówiąc o Floating Garden, ważna jest jedna rzecz, na którą dziś już mało kto zwraca uwagę – w zakresie ekologii ogromnym kosztem wprowadziliśmy miasto na najwyższe europejskie tory. Po pierwsze za 1,2 mld zł powstał cały system odprowadzania i oczyszczania ścieków oraz doprowadzania wody. Dzisiaj zrzucamy do Odry wodę drugiej klasy czystości. Zbudowaliśmy też system odbioru odpadów ze spalarnią za 880 mln zł, który według mnie jest najefektywniejszy w Polsce. Dzięki temu, że mamy te sfery uporządkowane, możemy śmiało patrzeć w przyszłość.

To spójrzmy na rok 2023 r. Jakie miasto pokaże pan na koniec tej kadencji?

– W 2023 r. zamkniemy proces eliminowania deficytów. Śmieci i woda to już tematy zamknięte. Teraz będziemy domykać dwie inwestycje, na które szczecinianie czekają od lat, czyli stadion piłkarski i Fabrykę Wody, czyli aquapark z edukatorium i całym kompleksem rekreacyjnym. Rozwiążemy także problem dojazdu do portu. Jedyną niezałatwioną rzeczą z wieloletnich deficytów pozostanie nowa siedziba dla Teatru Współczesnego, której z powodu trudnej sytuacji finansowej nie możemy jeszcze projektować.

CEZARY ASZKIEŁOWICZ

Mówi pan o inwestycjach, które idą w setki milionów złotych, ale mamy epidemię koronawirusa. Jak duże straty będą w tegorocznym budżecie Szczecina?

– Przy założeniu, że od 1 lipca wrócimy do normalności, oszacowaliśmy je na 146 mln zł. Mówimy tu o stratach bieżących, ale to się potem przekłada na budżety inwestycyjne. Mamy rozpoczętych szereg kontraktów i nieracjonalne jest ich przerywanie. Przyjęliśmy więc założenie, że jeśli chodzi o inwestycje, w tym roku w zasadzie nic nie zmieniamy. Możemy jedynie opóźnić projekty, które jeszcze się nie zaczęły, z wyjątkiem tych, które mają finansowanie unijne, ze względu na terminy.

Na razie sytuacja finansowa nie jest najlepsza. W kwietniu nasze wpływy z podatku PIT i CIT były niższe o 40 i 55 procent w porównaniu z minionym rokiem. Jeżeli wyniki z maja będą podobne, wiele miast stanie na progu bankructwa.

Czy pomoc ze strony rządu dla samorządów jest wystarczająca?

– „Tarcza 4.0” niesie pewną pomoc dla samorządów, np. wydłużenie niektórych terminów płatności, o co bardzo zabiegał m.in. Kraków, ale to może nie wystarczyć. Rząd chyba założył, że samorządy jakoś sobie poradzą. Rozumiem, że brakuje na wszystko, ale trzeba też pamiętać, że samorządy wykonują wiele zadań zleconych. Gdyby chociaż za nie rząd zapłacił nam w stu procentach, bylibyśmy w zupełnie innej sytuacji. W Szczecinie każdego roku dopłacamy około 20 mln zł do zadań zleconych przez państwo.

Brakuje też zwykłej życzliwości. Gdy usłyszałem, jak prezydent Andrzej Duda mówi do uczestnika jednego ze spotkań w Polsce, że trzynastkę to on dostał od niego, a podwyżkę za śmieci od samorządu, to przyznam, że mnie to zabolało. Podwyżki to nie jest wina samorządów.

Już rok temu w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” mówił pan, że samorząd jest dla rządu ciałem obcym.

– Cały czas to podtrzymuję. Wypowiedź prezydenta Dudy to przykład dzielenia na „my” i „oni”. A samorząd to element władzy publicznej. Ktoś, kto tego nie wie, nie rozumie, jak działa polskie państwo. Przecież to dzięki samorządom rząd może rozwiązać wiele problemów. Szanujmy się więc i traktujmy poważnie.

Ze strony obozu rządzącego wychodzą pomysły, które mają tę samorządność ograniczać.

– Wracanie do centralizacji jest ogromnym błędem. Centralizacja powoduje, że znika bezpośrednia odpowiedzialność. A jak znika odpowiedzialność, to pojawia się skłonność do podejmowania decyzji o zabarwieniu politycznym, partyjnym.

Niestety, obawiam się, że będziemy coraz bardziej ograniczani w naszych kompetencjach, czego przykłady mamy już z samorządu województwa. Formą odbierania kompetencji jest też ubezwłasnowolnienie finansowe. Przesuwanie pieniędzy samorządowych na zadania, które powinien finansować rząd (np. część podwyżek płacy nauczycieli musimy pokrywać ze swoich pieniędzy), ogranicza nasze działanie gdzie indziej i możliwość decydowania o własnych finansach. Uważam to za jedno z największych zagrożeń.

Kolejne zagrożenie to pomysł centralizacji projektów unijnych, czyli przeniesienie decyzji o unijnym finansowaniu z poziomu regionalnego do Warszawy. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. W Warszawie odpowiedzialność się rozmyje, decyzje będą podejmowane według nie wiadomo jakich kryteriów, a my, samorządowcy, staniemy się tylko petentami.

Może Ruch Samorządowy Bezpartyjni, którego pan jest współtwórcą, powinien był wystawić swojego kandydata na prezydenta?

– My zajmujemy się samorządem. Nigdy nie aspirowaliśmy do tego, aby brać udział w polityce ogólnopolskiej.

Czy Rafał Trzaskowski nie jest kandydatem samorządowców z dużych miast?

– Nie wiem, czy wszystkich, ale z pewnością jest kandydatem, który rozumie rolę samorządu i wie, z jakimi problemami borykamy się na co dzień.

Piotr Krzystek ma 47 lat, z wykształcenia prawnik. Szczecinem rządzi od 2006 r. Przez pierwszą kadencję jako prezydent Platformy Obywatelskiej, przez kolejne dwie (po rozstaniu z PO) w nieformalnej koalicji z PiS. Od 2018 r. jego Bezpartyjni rządzą miastem z Koalicją Obywatelską.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.