Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: W plebiscycie Supermiasta mieszkańcy wybrali inwestycje i zjawiska, które ich zdaniem były najważniejsze w ciągu 30 lat działania samorządów.

Karol Janas, kierownik Obserwatorium Polityki Miejskiej w Krakowie: – Należy zastrzec, że tego typu plebiscyty nie są do końca miarodajne, nie tylko z uwagi na brak reprezentatywności właściwej badaniom opinii publicznej. Tym niemniej wyniki dają pewien obraz tego, co aktualnie czytelnicy uważają za ważne osiągnięcia swoich miast. W wielu miastach zwrócono szczególną uwagą na przedsięwzięcia, które w namacalny sposób je zmieniły, jak różnego rodzaju rewitalizacje, zagospodarowanie obszarów nadrzecznych, itp.

Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Znalazłem też rzeczy nieco dla mnie zaskakujące, jak np. obwodnica Wałbrzycha. Rozumiem, że to ważna inwestycja z punktu widzenia codziennych potrzeb mieszkańców, ale czy to naprawdę największy sukces tego miasta od 30 lat? Trudno nie zauważyć olbrzymiej metamorfozy miasta, które niedawno kojarzone było niemal wyłącznie z upadkiem przemysłu i głębokim kryzysem gospodarczym. Wałbrzych bardzo sprawnie przeprowadził rewitalizację, ma jedną z najlepiej ocenianych stref ekonomicznych, zainicjował współpracę między miastami w subregionie i rozwija swój potencjał turystyczny. Być może ukończenie obwodnicy, której realizacja wstrzymana została na wiele lat, urosło w oczach mieszkańców do symbolu zmian na lepsze?

W plebiscycie Supermiasta wyjątkowy jest wybór Rzeszowa. Nie wygrała tam żadna droga, hala czy basen, ale Tadeusz Ferenc, prezydent-wizjoner.

– Tadeusz Ferenc to jeden z dłużej piastujących swoją funkcję gospodarzy miast. Taka „stabilność” ma zalety – można realizować długofalowe wizje, ale i są też mankamenty takiego stanu. To bardzo ciekawe, że czytelnicy z Rzeszowa tak oceniają swojego prezydenta. Z pewnością jest liderem, który nadał miastu impet rozwojowy. Można dyskutować nad faktyczną „innowacyjnością” różnego rodzaju pomysłów wdrażanych w Rzeszowie (słynne piesze rondo czy budowa monoraila, o której ostatnio było głośno). Zastrzeżenia może też budzić sposób współpracy z gminami tworzącymi rzeszowski obszar funkcjonalny, ale jasno widać, że miasto, które kiedyś było prowincjonalne, stało się ważnym ośrodkiem w tej części kraju. Ten sukces nie wziął się z powietrza, ale z konsekwentnie rozwijanej wizji Rzeszowa jako prężnie rozwijającego się ośrodka regionalnego. Z tą wizją – jak widać – utożsamia się większość mieszkańców.

W Krakowie z kolei doceniono walkę miasta ze smogiem.

Pomnik Adama Mickiewicza w KrakowiePomnik Adama Mickiewicza w Krakowie fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta

– Kraków to dobry przykład wskazania na problem, który jest teraz bardzo aktualny i medialny. Temat walki ze smogiem wybrzmiał tu szczególnie, ponieważ to właśnie w Krakowie podjęto najszybsze i najbardziej radykalne kroki w walce o czyste powietrze. Władze miasta stanęły na wysokości zadania, choć wciąż jesteśmy dalecy od definitywnego poradzenia sobie z tym problemem. Trzeba powiedzieć, że tak silna wola polityczna na rzecz działań antysmogowych nie zaistniałaby bez olbrzymiej pracy aktywistów, którzy problem pokazali i stworzyli presję, aby coś z tym zrobić. To nie tylko sukces wąsko rozumianego samorządu, czyli prezydenta i radnych, ale przede wszystkim aktywnych i zaangażowanych mieszkańców i organizacji pozarządowych, wśród których należy wskazać Krakowski Alarm Smogowy. To zresztą dość typowe dla Krakowa, że wiele innowacyjnych działań jest bardziej efektem pracy aktywistów czy nawet konkretnych urzędników niż jakiejś szczególnej wizji władz miasta.

Zanieczyszczenie powietrza pokazuje nam, że istnieje wiele problemów, których nie da się rozwiązać bez współpracy z innymi samorządami. Miasto, rozumiane jako spójny system, wykracza dziś daleko poza oficjalne granice administracyjne.

Kiedyś głośno mówiło się o wielkiej metropolii pod roboczą nazwą Krakowice.

– I wciąż czekamy na pociąg, którym można by dojechać z Katowic do Krakowa w pół godziny. Podobno za rok podróż ma trwać godzinę. To ważne, bo łącząca obydwa miasta autostrada już wyczerpała swoje możliwości. Poza tym podróż prywatnym samochodem nie jest dziś ani najbardziej pożądanym rozwiązaniem (ekologia, korki, zatłoczenie miast i trudności z parkowaniem) ani najbardziej komfortowym. Ściślejsza współpraca Krakowa z miastami konurbacji górnośląsko-zagłębiowskiej to olbrzymia szansa na powstanie liczącego się w Europie obszaru metropolitalnego. I znów, realizacja tego potencjału wymaga stworzenia świadomej, dalekosiężnej wizji, pokonania licznych barier, w tym administracyjnych i woli politycznej.

Gdyby Pan miał wybrać największy sukces samorządów, co by to było?

Ogrodzenie osiedlaOgrodzenie osiedla fot. Jakub Włodek / Agencja Gazeta

– Na pewno miałbym problem z ułożeniem kolejności rozmaitych zjawisk. Za zaletę naszych samorządów uznałbym brak drastycznej polaryzacji społecznej i politycznej w miastach. Nie ma u nas dzielnic, do których lepiej nie wchodzić, ponieważ są siedliskiem biedy, patologii i wszelkiej przestępczości. Oczywiście, w polskich miastach są dzielnice lepsze i gorsze, ale w porównaniu z wieloma miastami europejskimi wciąż możemy mówić o względnej egalitarności miejskich przestrzeni. Z drugiej jednak strony coraz więcej mamy osiedli grodzonych. Patrząc na te getta, czasem aspirujące do symboli prestiżu i społecznego awansu, czujemy, że coś tu nie gra, że nie tak powinno wyglądać europejskie miasto. I tu niestety dochodzimy do wad…

Mówi pan o oddaniu wielu przestrzeni w miastach deweloperom i zabudowę ich powierzchni na podstawie warunków zabudowy, a nie planów zagospodarowania przestrzennego?

– Dokładnie. Chaos przestrzenny, brak estetyki, niskiej jakości przestrzenie publiczne to jedne ze słabszych stron naszych miast. Prawdą jest także to, że za ten stan rzeczy w pierwszej kolejności należy obarczyć kolejne rządy centralne, które doprowadziły do całkowitej dewastacji systemu planowania przestrzennego w Polsce oraz system orzecznictwa sądowego, który w sprawach dotyczących planowania przestrzennego w gminach zwykł przedkładać interes prywatny (prawo własności) nad interes publiczny, co skutecznie studziło miasta przed planowaniem czegokolwiek z obawy przed bankructwem.

Oczywiście samorządy nie są bez winy. Wielu prezydentów wręcz za dogmat uznało bezwzględny prymat wolnego rynku, bezmyślnie wyzbywając się zasobów komunalnych, bez których trudno dzisiaj mówić o sensownej polityce przestrzennej czy mieszkaniowej. W efekcie nic nie mogło już powstrzymać gwałtownej i chaotycznej suburbanizacji. A to chyba największa porażka naszych miast. W centrach powstają piękne przestrzenie: przybywa deptaków, miasta budują albo remontują swoje rynki, tworzą bulwary, a część mieszkańców i tak chce się wyprowadzić do domku z ogródkiem, najlepiej gdzieś pod lasem. Można rozumieć te marzenia, ale miasta powinny zadbać o to, aby mieszkańcy realizowali swoje zamierzenia w sposób racjonalny i bez szkody dla ogółu. Rozlewanie się miast powoduje ogromne koszty, których mieszkająca w domku rodzina na co dzień nie widzi, a przynajmniej nie w chwili podejmowania decyzji o przeprowadzce. To kwestia konieczności budowy dodatkowej infrastruktury i jej utrzymania, koszty dojazdów, degradacja środowiska, itp.

Co jeszcze warto pochwalić?

– Determinację mieszkańców oraz wybranych przez nich władz w urządzaniu swoich miast. Radzą sobie one raz lepiej, raz gorzej i rozwijają się w różnym tempie, ale starają się brać odpowiedzialność za swoje małe ojczyzny. Widać też, że lokalne społeczności poświęciły dużo energii, by poszukać szansy dla swojego miasta i wykorzystać jego potencjał. Myślę, że pomogła w tym apartyjność wielu wójtów, burmistrzów i prezydentów. Mieszkańcy potrafią ich rozliczyć sami. Partyjne rozgrywki nie są im do tego potrzebne.

Jakie wyzwania stają przed samorządami?

– Będą musiały się uporać z bieżącą sytuacją. Pandemia na pewno zmieni zasady gry, pojawi się kryzys. Wrócą tematy, które w ostatnich latach zeszły na dalszy plan, czyli np. kwestia bezrobocia, albo czy miasta nas coś stać. Znowu będzie trzeba wybierać, z czego zrezygnować. To bardzo niebezpieczny moment, bo miasta mogą wpaść w pułapkę przeciętności. Kryzys to nie jest dobry moment, by osiąść na laurach i cieszyć się dokonaniami z przeszłości. Samorządowcy powinni go potraktować jako szansę kolejnych zmian. Już nie wystarczy budowa basenu albo drogi, trzeba będzie poszukać nowych pomysłów na rozwój. Taka polityka wymaga liderów. Powinni się pojawić gospodarze miast, którzy będą myśleć nie tylko o tym, jak tu i teraz zaspokoić oczekiwania wyborców, jak możliwie bezkonfliktowo administrować posiadanym zasobem, ale też będą stawiać przed sobą i mieszkańcami trudne wyzwania i kreatywnie na nie odpowiadać.

Wyzwaniem jest też umiejętność współpracy. Nawet największe miasta są dziś mocne siłą swojego otoczenia. Nowe szanse daje ściślejsza współpraca sieciowa. Rozwój wielu średnich i mniejszych miast, które dziś tracą swoje funkcje i mieszkańców będzie możliwy, jeśli zostaną bardziej efektywnie wplątane w system powiązań, sieć przepływów, która pozwoli czerpać korzyści z dostępu do globalnych, międzynarodowych rynków. Potrzebujemy silnych i konkurencyjnych metropolii, które włączą nas w te globalne łańcuchy wartości, ale jednocześnie potrzebujemy mądrej polityki, która pozwoli w tym sukcesie uczestniczyć mniejszym i bardziej peryferyjnie położonym miejscowościom. To jest poważne wyzwanie. Nie stać nas na przeciętność.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.