Czy kryminały wymyślili zblazowani Brytyjczycy? Na pewno, choć całej zasługi przypisać im nie można. Za pierwszego literackiego detektywa uznawany jest przecież ten stworzony przez Amerykanina Edgara Allana Poe, autora opowieści z dreszczykiem, który żył i tworzył w pierwszej połowie XIX w.

C. Auguste Dupin może i jest pionierem rozwiązywania fikcyjnych zagadek kryminalnych, ale wiedzą o nim raczej tylko pasjonaci gatunku. Dupin pozostaje w cieniu Sherlocka Holmesa, Herkulesa Poirot i panny Marple. Może dlatego, że jest po prostu nudziarzem. Pochodzi z elit, ale zubożał, a zagadki rozwiązuje dla frajdy, dzięki logice i wyobraźni.

Sherlock Holmes idzie na rekord

Po raz pierwszy robił to w opowiadaniu "Morderstwo przy Rue Morgue" (1841), a potem Poe zaprzągł go do roboty jeszcze dwukrotnie: w "Tajemnicy Marii Roget" (1842) i "Skradzionym liście" (1844). Poe zmarł pięć lat później i zabrał ze sobą Dupina. Ponad 40 lat przyszło ludzkości czekać na kolejnego literackiego detektywa. Kiedy już się jednak pojawił, inni śledczy byli bez szans.

 

Sherlock Holmes po raz pierwszy rozwiązywał zagadki w 1887 r. Zadebiutował w "Studium w szkarłacie", a jego literackim ojcem jest Arthur Conan Doyle, prywatnie detektyw amator. Podobnie jak Watson, poczciwy giermek Holmesa, Conan Doyle był lekarzem. Jego zainteresowania wykraczały jednak daleko poza medycynę. Fascynowały go spirytyzm i historia starożytnych Greków. Należał też do masonerii, a oprócz powieści detektywistycznych i przygodowych napisał też dwutomowe dzieło o historii spirytyzmu.

Jego nienawiść do Sherlocka Holmesa, postaci, którą stworzył, stała się legendarna. To Conan Doyle, a nie nemezis detektywa profesor Moriarty, pałał do neurotycznego śledczego największą nienawiścią. Tak wielką, że postanowił detektywa uśmiercić w "Ostatniej zagadce", w której Holmes i Moriarty po walce na śmierć i życie spadają w odmęty wodospadu Reichenbach w Szwajcarii. 

Jeśli pisarz liczył na to, że to go od Holmesa uwolni, to bardzo się pomylił. Czytelnicy nie pozwolili Holmesowi odejść. W opowiadaniu "Pusty dom" Conan Doyle niechętnie przywraca detektywa do życia. Łącznie Holmes depcze po piętach kryminalistom w czterech powieściach i 56 opowiadaniach. Figuruje też w "Księdze rekordów Guinnessa" jako najczęściej przedstawiana na ekranie fikcyjna postać. Do tej pory wcieliło się w niego ponad 75 aktorów, w tym Basil Rathbone, Jeremy Brett, Robert Downey Jr., Benedict Cumberbatch i Michael Caine.

Belg z duszą Brytyjczyka

Holmes to kwintesencja brytyjskiego dżentelmena. Doskonale wychowany rzadko traci panowanie nad sobą, ale spod kontroli wymyka mu się jego inne hobby. Gdy na horyzoncie nie ma żadnej zagadki, poświęca się narkotykowemu nałogowi. Neurotyczny, wybitnie inteligentny i kiepski w relacjach międzyludzkich podbił serca czytelników na całym świecie, choć żaden z nich pewnie nie chciałby go zaprosić na rodzinny obiad.

 

Podobnie jak Herkulesa Poirot, Belga, którego niemal każda wizyta u zamożnych przyjaciół kończy się morderstwem. I śledztwem, które Poirot prowadzi pomiędzy wystawnym śniadaniem a podwieczorkiem. Wymyśliła go Brytyjka Agata Christie. Powołała Herkulesa do życia w 1920 r., na kartkach książki "Tajemnicza historia w Styles". Łącznie napisała o nim 33 powieści i 50 opowiadań.

Choć Poirot pochodzi z Belgii, wiele ma w sobie z angielskiego snoba. Pedant z nerwicą natręctw, zarozumiały i przekonany o swej nieomylności, podobnie jak Holmes, spodobał się czytelnikom. I choć wcale tego nie potrzebował, jego popularność podbił jeszcze serial z Davidem Suchetem jako Poirotem, który nadawany był w latach 1989-2013.

Starsza pani rozwiązuje zagadki

W tym gronie musi się znaleźć Jane Marple, stara panna z wyboru. Ta wścibska staruszka o sławę z Holmesem i Poirotem konkurować nie może, choć trzeba przyznać, że to właśnie rozwiązywane przez nią zagadki noszą cechy dobrego kryminału. Nie chodzi w nim o zaskoczenie widza najmniej oczywistym rozwiązaniem zagadki, ale o mroczną stronę ludzkiej natury.

 

Panna Marple to doskonały psycholog w przebraniu małomiasteczkowej spryciary. Ona łapie mordercę za rękę dzięki spostrzegawczości i doświadczeniu. Wystarczy jej przejęzyczenie, krzywo zapięty krawat albo wiele mówiące spojrzenie nieostrożnie rzucone w stronę sekretnego kochanka.

Na podwalinach brytyjskiego kryminału stoi dziś kryminał współczesny. Pomijając nowe ekranizacje przygód Holmesa (te z Robertem Downeyem Jr.,) czy Poirota (serial z Johnem Malkovichem) pewne zasady są niezmienne. Detektyw musi być ekscentrykiem wyraźnie odstającym od reszty społeczeństwa. Może jak w "Detektywie Monku" cierpieć na trudną do opanowania nerwicę natręctw, może - jak Saga Norén z szwedzko-duńskiego "Mostu nad Sundem" - być kaleka emocjonalnie. Granicy groteski przekroczyć jednak nie może, bo wtedy szanować nie będą go ani powieściowi adwersarze, ani tym bardziej czytelnik. Brytyjczycy zrozumieli to już dawno temu.