Amerykanka Tiffany Shepis (ur. 1979 r. w Nowym Jorku) zadebiutowała w wieku 16 lat w filmie "Tromeo i Julia" (1996) słynnej wytwórni Troma, która szczyci się tym, że robi najgorsze filmy w galaktyce.

Fani filmów Ingmara Bergmana i Stanleya Kubricka pewnie nie znają filmów z udziałem Shepis. To produkcje niszowe, przeznaczone dla zatwardziałych fanów kina klasy B i horrorów. Niektóre mają fantazyjne tytuły np. "Zombies! Zombies! Zombies!", "Cheerleaderki z piłami łańcuchowymi", "Potwór" i "Wygłodniałe morderczynie".

 

Tiffany Shepis występuje w nich od ponad 20 lat i dorobiła się tytułu "królowej krzyku", który przed nią nosiła np. Jamie Lee Curtis, aktorka znana z filmów "Halloween" i "Prawdziwe kłamstwa".

Shepis od swojego debiutu zagrała w ponad 130 filmach, głównie w horrorach, ale na koncie ma też role w bardziej znanych produkcjach: użyczyła także głosu postaci z animowanego serialu "Robot Chicken", wystąpiła w serialowej wersji "12 małp", a w 2014 r. można było ją zobaczyć w "Rekinado 2: Drugie ugryzienie".

Z Tiffany Shepis rozmawiała Marta Górna:

Jesteś "królową krzyku". To tytuł wprost z lat 80.

- Ciągle był na czasie, gdy zaczynałam na początku 2000 roku grać w filmach przeznaczonych od razu na półki wypożyczalni. Ale era "królowych krzyku" powoli dobiega końca. Widzowie chcą kibicować bohaterkom, które przeżywają i pokonują zło. A nie tym, które uprawiają przygodny seks, piją alkohol i wstawione prowadzą samochód. Potem biegają półnago i drą się w niebogłosy, no i szybko giną. Teraz potrzebne są w horrorach silne bohaterki, które skopią maniakowi tyłek.

Piętno "królowej krzyku" przeszkadza?

- Często łączy się ten tytuł z koszmarnym aktorstwem i kiepskimi filmami. Ale wiele "królowych krzyku" było świetnymi aktorkami. Na przykład Brinke Stevens, która sporo grała w latach 80. Ale bycie "królową krzyku" to trochę bilet w jedną stronę. Wielokrotnie na przesłuchaniach do roli słyszałam: "Nie chcemy królowej krzyku". Patrzą na ciebie jak na postać z filmu, a nie jak na aktorkę, która po prostu występuje w horrorach. Jestem wdzięczna, kiedy nazywają mnie "królową krzyku", ale wolałabym być po prostu aktorką.

 

Chcemy silnych bohaterek, bo feminizm ma teraz większy wpływ na popkulturę?

- Chcemy ich, bo silne kobiety są seksowne. Dama w opresji jest atrakcyjna tylko przez chwilę. Zapytaj facetów i kobiety, kogo podziwiają bardziej? Zdecydowana większość odpowie ci, że kobiety z charakterem. Jak Ripley z filmów o "Obcym" albo Nancy z "Koszmaru z ulicy Wiązów". Były seksowne, bystre i silne. Kiedy tworzysz bohaterkę z takimi cechami, na pewno trafisz w gust widzów.

Jesteś fanką horrorów.

- Od dzieciństwa je uwielbiałam, a potem zaczęłam w nich grać. Nic nie sprawia mi większej frajdy niż bieganie po lesie z toporem w ręku albo uciekanie przed kolesiem z toporem. Efekty specjalne w horrorach dają tyle radości! No i wszyscy, którzy pracują na planach horrorów, mają świetne poczucie humoru.

Musisz je mieć, bo pracujesz z tak nonsensownymi scenariuszami, że jeśli potraktujesz je na serio, nie będziesz w stanie zagrać. Trzeba mieć dystans do siebie, aby przekonująco wcielić się w ofiarę gigantycznych mrówek, których tak naprawdę na planie nie ma. Kocham horrory, ale nigdy nie oglądam ich sama. Potem się boję, że ktoś zaatakuje mnie pod prysznicem albo że wielkie robale planują inwazję na mój dom.

Zagrałaś też w "Rekinado 2: Drugie ugryzienie".

- Ta seria to popkulturowy fenomen w USA. Nie dlatego, że te filmy są dobre, ale dlatego, że fabuła jest kompletnie niedorzeczna. Błagałam, żeby mnie obsadzili, każdy by błagał. No i są tam rekiny, a to jest po prostu wspaniałe. Myślę, że popkultura zatacza wielkie koło: brutalne horrory, filmy o seryjnych mordercach, potem kiepskie kino robione dla zabawy i poważne, ciężkie horrory z głębią - to wszystko już było, jest i będzie znowu. Taki krąg strachu. 

Granie w horrorach było twoim przeznaczeniem. Zaczęłaś w filmie "Tromeo i Julia" legendarnej wytwórni Troma.

- Miałam 16 lat i nie spodziewałam się, że dostanę tę rolę. Na przesłuchanie poszłam, bo wszystkie moje koleżanki występowały w filmach i ja też chciałam. Skłamałam, że znam karate. Jako fanka horrorów szybko znalazłam wspólny język z młodymi filmowcami, którzy docenili to, że lubię kino grozy, i zaczęli obsadzać mnie w swoich filmach. Aktorzy z horrorów dobrze się znają, podobnie jak reżyserzy i scenarzyści. Kiedy już zaczniesz, łatwo jest w tym gatunku pozostać.

 

I trudno się z niego wydostać. Chciałabyś?

- Zawsze chcesz spróbować czegoś nowego i lepszego. Nie chciałabym porzucić gatunku, ale chętnie popracowałabym przy czymś mainstreamowym. Ale tutaj pojawia się problem. Horrory stały się teraz bardzo popularne i produkują je wielkie studia, za grube pieniądze. Wiele mainstreamowych aktorek, które wcześniej zarzekały się, że nigdy nie wystąpią w horrorze, teraz przyjmują role w kinie grozy, bo wiedzą, że w weekend otwarcia ich film zarobi w kinach miliony dolarów. Konkurencja jest znacznie większa.

Skąd to nagle zainteresowanie horrorami?

- Rzeczywistość jest przerażająca i nic nie jest w stanie jej dorównać. Potrzebujemy głupiutkich filmów z duchami i mordercami w tle jako odskoczni. No i chcemy znowu poczuć ten dreszczyk emocji, mały zastrzyk adrenaliny, który czuliśmy wszyscy jako dzieci. To przerażenie zmieszane z ekscytacją, które towarzyszy strasznym filmom. Inna sprawa, że kino grozy jest coraz bardziej brutalne, bo jako ludzkość cierpimy na znieczulicę. Lubimy czuć się przerażeni, ale z bezpiecznej odległości.
___________
Wywiad został przeprowadzony w czasie konwentu fanów kina kultowego i horroru "Weekend of Hell", który odbył się w Dortmundzie 13-14 kwietnia 2019 r.