Piekarnik z kilkudziesięcioma programami. Ogromne dotykowe wyświetlacze. Funkcje, które nie wiemy nawet, do czego służą. Ale są. 

Wymagania wobec sprzętu AGD są ogromne. Technologia odmieniana jest przez wszystkie przypadki ma emanować z każdego centymetra urządzenia. Tak właśnie myślimy kupując sprzęt AGD.

A jak wygląda „starcie” z naszpikowanymi technologią urządzeniami w naszych domach? Spośród kilkudziesięciu programów piekarnika używamy termoobiegu, grzałek górnych i dolnych, a z gotowych programów: najwyżej tego do pizzy. Bo wiadomo przecież, że sernik przepisu cioci Jadzi trzeba piec w 180 stopniach, termoobiegu i przez 50 minut. I żaden program gotowy nam tego nie zmieni!

Zatem wychodzi na to, że wcale nie potrzebujemy tych kuchennych „superbohaterów". Potrzebujemy „przyjaciół” – na których możemy liczyć w każdej sytuacji. „Bo jak nam ta beza opadnie, to będzie wstyd przed gośćmi”.

„Przyjaciół”, którzy pomagają nam „ogarniać” codzienne kuchenne wyzwania – informują o czasie, który upłynął od włączenia piekarnika – gdy zapomnę nastawić minutnik. Zaalarmują, jeśli nie wyłączę urządzenia lub nie domknę drzwiczek. I po dżentelmeńsku otworzą drzwiczki piekarnika, bo przecież nie mamy trzeciej ręki. Więc jak pociągnąć za uchwyt, jeśli trzymamy w obu rękach blachę?

Jak zatem wypada starcie technologii z człowiekiem w naszych kuchniach? Technologia – owszem, jest bardzo pomocna. Bez niej nie wyobrażamy sobie dzisiaj życia. Ale tylko prawdziwie użyteczna technologia. Ta, która ułatwia, a nie komplikuje. Która pomaga odnaleźć się w pędzie dzisiejszego świata, a nie go wzmaga – wymagając od nas uczenia się obsługi urządzeń, których używanie było przecież wcześniej takie proste.

Tego właśnie tak naprawdę potrzebujemy w nowoczesnych sprzętach AGD. Mają być „bohaterami drugiego planu”, bo przecież na pierwszym jesteśmy my.

Mają być nastawione na człowieka i jego codzienne potrzeby. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, że technologia nas wspiera, a sprzęty AGD zasługują na miano „zaprojektowanych po ludzku”.