W świecie wypełnionym przedmiotami trzeba się czymś wyróżnić. Firmy zatrudniają projektantów, których zadaniem jest stworzyć rzeczy i rozwiązania wzbudzające pożądanie. Spełnienia brak, ale jeśli producent nas sprytnie omota, nawet tego nie zauważamy. Oto rzeczy, które obiecują więcej, niż mogą nam dać.

Juicy Salif obiecuje sok

I rzeczywiście, sok z pomarańczy się leje. Po rękach, po stole. Wyciskarkę zaprojektował Philippe Starck, od 1990 r. sprzedaje ją firma Alessi. „Kuchnia na tle wyciskarki prezentuje się nowocześnie i trendowo” – twierdzi Ewa z Bydgoszczy, cytowana przez Marcina Wichę w książce „Jak przestałem kochać design”.

Szałowa wyciskarka jest przedmiotem niechęci tych, którzy uważają, że w designie funkcja powinna poprzedzać formę. Trudno korzystać z Juicy Salif, bo jest niestabilna i przy intensywnym użytkowaniu rysuje blat, ponieważ wycierają jej się gumy pod nóżkami. W miarę dobrze działa po użyciu sylikonowej protezy, która jednak psuje jej urodę.

Ale Juicy Salif jest ikoną. Ikoną niespełnienia. Swój egzemplarz ma nawet zdecydowany przeciwnik niefunkcjonalnych przedmiotów Don Norman, który doradza inżynierom z Doliny Krzemowej, jak projektować, by ludziom było łatwo obsługiwać sprzęty. Trzyma Salif w przedpokoju. – Kupiłem pozłacaną, z limitowanej edycji, głównie ze względu na przyczepioną do niej karteczkę: „Proszę nie używać do wyciskania soku. Kwasy zawarte w owocach mogą zniszczyć złocenia”.

Wyciskarkę Juicy Salif zaprojektował Philippe Starck, od 1990 r. sprzedaje ją firma AlessiWyciskarkę Juicy Salif zaprojektował Philippe Starck, od 1990 r. sprzedaje ją firma Alessi Fot. materiały prasowe

Plopp obiecuje siedzenie

Nawet sam projektant nie udaje, że stworzył superergonomiczny mebel, na którym będziemy przesiadywać godzinami. Oskarowi Zięcie Plopp służy jako „przycupnik”.

Wyjątkowość stołka polega na nowoczesnym sposobie produkcji. Zrobiony z zespawanej blachy, pompowany jak dmuchana zabawka, za każdym razem przybiera trochę inny kształt.

Czy to jest zły design? Zły, jeśli chcemy żyć w otoczeniu funkcjonalnych produktów. Dobry, jeśli zależy nam na efektownych obiektach. Plopp ma być tym drugim.

Don Norman na konferencji TED stwierdził, że dopamina, która uwalnia się, gdy czujemy się dobrze, pomaga nam się skupić, działać nieszablonowo. Możemy więc używać Ploppów nawet w biurze, tylko nie liczmy na to, że zastąpią nam biurowe fotele.

Plopp, efektowny mebel do?siedzenia zaprojekto-wany przez  Oskara ZiętęPlopp, efektowny mebel do?siedzenia zaprojekto-wany przez Oskara Ziętę Fot. materiały prasowe

PRL-owskie meble obiecują funkcjonalność

W odświeżonej współczesnej tapicerce wyglądają jak najlepszy światowy design. Ulegając modzie i tęsknotom, zapominamy, że PRL trwał pół wieku. – W tym czasie powstawały i meble ikoniczne, i buble – mówi dr Marta Skowrońska, socjolożka, badaczka sposobów zamieszkiwania.

Ale nawet udane projekty mogą się nie sprawdzić. Kupując odnowione fotele Chierowskiego, zapominamy, że w ciągu ostatniego 40-lecia przeciętny Polak urósł o 8 cm. Wysokim w PRL-u było niewygodnie.

Nawet udane projekty czasem się nie sprawdzają. Kupując fotele Chierowskiego, zapominamy, że w ciągu ostatniego 40-lecia przeciętny Polak urósł o 8 cmNawet udane projekty czasem się nie sprawdzają. Kupując fotele Chierowskiego, zapominamy, że w ciągu ostatniego 40-lecia przeciętny Polak urósł o 8 cm Fot. materiały prasowe

Skowrońska wstawiła do domu sofę z lat 60., elegancką, o prostej linii, na toczonych drewnianych nóżkach. Siedzi wyprostowana, pilnując, by dziecko nie uderzyło się o twardy kant mebla. Obok niej mąż. Narzeka. Jest wysoki, w pozycji półleżącej pół tułowia wystaje mu poza sofę.

Mieszkania o dużym metrażu obiecują wygodę

Z badań Skowrońskiej wynika, że najważniejszym kryterium wyboru mieszkania jest relacja ceny do metrażu. A sam metraż, choćby i największy, nie daje wygody. – Bywają dwupokojowe mieszkania, w których korytarze mają powierzchnię większą od sypialni. Tak zwane aneksy kuchenne to bardzo często ciemny kąt największego pokoju. Czasem zdarza się, że balkon bywa większy od salonu i jest w dodatku niefunkcjonalny. Są kłopoty z prawidłowym doświetleniem i przewietrzaniem – nie należą do rzadkości 80-metrowe mieszkania, w których okna wychodzą tylko na jedną stronę. Tych grzechów jest zresztą znacznie więcej – mówi Jakub Głaz, krytyk architektury.

Tymczasem na 60 m kw. można dobrze rozplanować funkcje dla czteroosobowej rodziny. Nawet w najmniejszym mieszkaniu w kuchni może być jasno. – Ludzie bardzo rzadko analizują rzuty mieszkań, często nie potrafią tego zrobić. Korzystają na tym deweloperzy – mówi Głaz.

Smartfony obiecują, że będą dużo lepsze

Apple, Huawei, Samsung, Xiaomi walczą, by ich telefony robiły zdjęcia lepsze niż lustrzanka. Samsung ostatnio zaprezentował składany wyświetlacz, konkurencja szuka podobnych rozwiązań. Świętym Graalem jest smartfon całkowicie pozbawiony ramki. Wyścig między markami przypomina zawody bobslejowe, w których gołym okiem nie dostrzeżemy różnicy prędkości. – Specjalistyczne serwisy badają wydajność smartfonów. Użytkownik nie czuje różnicy – mówi dr Michał Młody z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. – Producenci wracają również do rywalizacji na megapiksele. Xiaomi pracuje nad smartfonem z matrycą niemal 50 megapikseli.

Prototyp składanego smartfona z wyświetlaczem Infinity FlexPrototyp składanego smartfona z wyświetlaczem Infinity Flex Fot. materiały prasowe

Trudno się oprzeć pokusie nowych gadżetów. Za nowy smartfon trzeba zapłacić kilka razy więcej, niż można dostać za używany dwuletni. – Nowy telefon jest zapewne nieco szybszy, robi lepsze zdjęcia. Ale czy przeskok jest na tyle istotny, by tak wiele dopłacać? – zastanawia się dr Młody.

Inteligentne domy obiecują wytchnienie

W takim domu o nic nie musisz się martwić – sam zaparzy ci kawę, dobierze odpowiednie światło, muzykę i temperaturę, lodówka wyśle listę zakupów do lokalnego dostawcy.

Marta Skowrońska odwiedziła znajomego w inteligentnym mieszkaniu. – Najchętniej korzysta z lampki nad kuchennym okapem, bo można ją włączyć bez programatora – mówi socjolożka.

Chińczycy zakochali się w pralkach ze zdalnie sterowanymi programatorami. – W Europie takie sprzęty na razie sprzedają się słabiej. Przeciętny europejski konsument nie widzi większego sensu w zdalnym sterowaniu pralką, która i tak nie rozwiesi za niego ubrań – mówi Michał Młody.

Inteligentne systemy wyłączają światło w pustych pomieszczeniach. Gdy zamykasz się z gazetą w hotelowej łazience, gaszą światło w połowie najciekawszego tekstu. Michał Głaz: – W inteligentnym WC musisz się załatwić w ruchu.

Baldachimy nad niemowlęcym łóżeczkiem obiecują szczęśliwe dzieciństwo

Na zdjęciach w serwisach parentingowych nad spokojnym snem niemowlęcia czuwa pastelowy baldachim przystrojony sznurem lampek. – Producenci sprzętów adresowanych do niemowląt wykorzystują niewiedzę rodziców na temat niemowlęcych potrzeb oraz ich chęć, by zapewnić dziecku wszystko, co najlepsze. Niektóre produkty mogą prowadzić nawet do niebezpiecznych dla dziecka sytuacji – mówi Michał Młody. I po dalsze informacje odsyła do facebookowego profilu żony, fizjoterapeutki zajmującej się dziećmi.

Monika Młoda na tapetę wzięła niemowlęce poduszki w kształcie motyla. Mają unieruchamiać główkę bobasa i zapewniać jej ładny kształt. Fizjoterapeutka ostrzega: – Dziecko musi ruszać głową w każdą stronę, dlatego powinno przekładać głowę raz na prawą, a raz na lewą stronę. Unieruchomienie hamuje prawidłowy rozwój ruchowy.

Poduszki w kształcie motyla mają unieruchamiać główkę bobasa i zapewniać jej ładny kształtPoduszki w kształcie motyla mają unieruchamiać główkę bobasa i zapewniać jej ładny kształt Fot. materiały prasowe

Poduszki zwiększają ryzyko, że dziecko udusi się, wtulając w nie buzię. Baldachimy utrudniają cyrkulacje powietrza. Monika Młoda: – Wiem, że robienie wyprawki dla niemowlaka to sama przyjemność, ale dziecko nie potrzebuje za wiele.

Kolorowe ściany obiecują radość

Podprogowo kodują nam to reklamy, w których maźnięcie ściany na żywy kolorek odmienia życie mieszkańców. – Wściekły kolor z każdej strony: w kuchni pomarańcz, w korytarzu zieleń, w sypialni błękit – mówi Karolina Słotwińska, kiedyś dziennikarka telewizyjna, dziś pośredniczka w handlu nieruchomościami.

Kolory wyszły z mody, dziś barwne mieszkanie jest jak komunikat „tu dawno nie było remontu”, sprzedaje się je trudniej.

Jola Starzak, architektka projektująca m.in. mieszkania, twierdzi, że w Polsce boimy się bieli. A przecież świetnie się sprawdza w kraju małych, niedoświetlonych mieszkań, bo nie pochłania światła, daje wrażenie przestrzeni. – Kiedy jednak projektant proponuje kolor biały, dla wielu klientów oznacza to, że się nie wysilił – mówi Starzak.

Polacy nie przemalowali kolorowych ścian na biało. Zdecydowali się na szarość. Trudno jednak kupić farbę po prostu szarą. Słotwińska: – Długo oglądałam wzorniki. Do swojej kuchni wybrałam „poranne mgły”. Okazały się… fioletowe.

Ogrodzone osiedla obiecują prestiż

Badania Karoliny Skowrońskiej pokazały, że ludzie wcale nie szukają mieszkań na opłotowanych osiedlach. Kupują je, bo takie oferty dominują na rynku. A potem się skarżą.

– Moja respondentka mogła z okna pomachać do swojej księgowej. By do niej przyjść z dokumentami, obchodziła całe osiedle. Zaletą może być zamknięte podwórko, z którego dziecko nie wyjdzie na ulicę. Ale by dostać się szybciej na przystanek, sprawniejsi skaczą przez płotki – mówi Skowrońska. – Mam pewne poczucie niesprawiedliwości, bo mieszkańcy grodzonych osiedli są obiektem żartów niekoniecznie z własnej winy. Z drugiej strony gdyby im zależało, wywalczyliby u dewelopera brak ogrodzenia

Warszawa, ulica Kwitnąca. Ogrodzone osiedle z PRL-uWarszawa, ulica Kwitnąca. Ogrodzone osiedle z PRL-u Fot. Adam Stępień/Agencja Gazeta

Szynobusy z długimi dziobami obiecują prędkość rakiety. Tymczasem rzadko przekraczają setkę na godzinę

Aerodynamiczny dziób może być uciążliwy, kiedy pociąg złożony jest z kilku połączonych szynobusów. Zajmuje kilka metrów peronu, a nie ma w nim wejścia. Ale wewnątrz kryje się blaszana konstrukcja przypominająca plaster miodu, która w razie wypadku zgniata się, zwiększając bezpieczeństwo pasażerów.

– Bardziej zaawansowani technologicznie producenci stosują zazwyczaj mniejsze dzioby. Wybierają inne rozwiązania, dające ten sam efekt co „plaster miodu” – mówi dr Michał Beim, ekspert w dziedzinie transportu. – Najzabawniejsze, że w kolejnictwie zapanowała moda na dzioby. Montowane są w starych, remontowanych pociągach już tylko jako ozdoba.

Pociągi są bezpieczne – czy dziobate, czy nie. Wypadki na kolei są rzadkością. Urzędnicy śrubują jednak normy dotyczące bezpieczeństwa, wymagają, by nowsze pociągi miały dzioby lub inne, jeszcze droższe rozwiązania chroniące przed zderzeniem.

– Kolej staje się droższa w zakupie i eksploatacji. Samorządy mniej chętnie w nią inwestują, ruch przenosi się na drogi. I to, co miało służyć poprawie bezpieczeństwa, działa przeciwko niemu – zauważa Michał Beim.

Ale to już nie wina projektantów dziobów.