Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Historia Wieltonu sięga początku lat 90. Choć jeśli przyjrzeć się jej założycielom – byli nimi Ryszard Prozner i Krzysztof Tylkowski – to podwaliny pod budowę firmy powstały dużo wcześniej. W czasach rodzącej się gospodarki wolnorynkowej panowie parali się różnymi zajęciami: prowadzili warsztat samochodowy, produkowali gwoździe, by wreszcie zająć się importowaniem i przerabianiem naczep ciągników siodłowych.

Rozwój dzięki giełdzie

Początki, jak w przypadku wielu startujących wtedy biznesów, były dosłownie garażowe. W 1996 r. powstała marka Wielton. Przerabianie i modernizowanie naczep przekształciło się w produkcję własnych wyrobów. W 1999 r. firma oddała do użytku nowoczesną halę montażową. Wyposażona była w lasery, plazmy i automat do spawania stalowych belek – coś zupełnie unikalnego jak na ówczesne, polskie warunki.

Kolejne lata to dalszy rozwój firmy, w 2004 r. rozbudowano magazyny. Ale prawdziwy przełom przyszedł dwa lata później. Właśnie wtedy kontrolę nad firmą przejęli bracia Paweł i Mariusz Szataniakowie. Polski świat biznesu doskonale znał już te nazwiska. W tym samym roku wprowadzili oni na warszawską giełdę firmę Pamapol – producenta gotowych dań. Mimo że późniejsze poczynania tej spółki nie okazały dla inwestorów już tak różowe, początek był obiecujący. W ciągu roku na akcjach tego przedsiębiorstwa można było zarobić aż 150 proc.

Ale wróćmy do Wieltonu. Zachęceni sukcesem debiutu Pamapolu bracia Szataniakowie przygotowali do wejścia na parkiet również i Wielton. Stało się tak rok później. Z rynku udało się zebrać 70 mln zł. Kwota ta pozwoliła na zbudowanie w Wieluniu nowoczesnego zakładu produkcyjnego. Rozpoczął się też proces automatyzacji i robotyzacji produkcji. W halach pojawiły się najnowocześniejsze urządzenia gwarantujące jakość i niezawodność nieosiągalną dla ludzkich rąk.

Ekspansja międzynarodowa

Tak znaczny zastrzyk gotówki pozwolił firmie również na myślenie o ekspansji zagranicznej. Plan był taki, by mniej więcej połowę zdobytej z emisji akcji kwoty przeznaczyć właśnie na ten cel. Na celowniku znalazła się Rosja. Firma zamierzała również poszukać okazji do przejęcia konkurentów zza zachodniej granicy.

Wielton konsekwentnie realizował ten plan. W 2013 r. aż 40 proc. eksportu stanowiły wysyłki do Rosji. Firma postanowiła otworzyć tam montownię swoich naczep. Wszystko niestety bardzo się skomplikowało w wyniku konfliktu na Ukrainie i nałożonych na Rosję sankcji.

Na akwizycję dużego, zachodniego konkurenta trzeba było poczekać do 2015 r. Wtedy to firmie udało się kupić 65,3 proc. akcji francuskiej spółki Fruehauf Expansion. Dzięki transakcji polska firma stała się trzecim producentem naczep w Europie, z przychodami na poziomie około 1 mld zł rocznie. Wielton za ponad trzy czwarte akcji Fruehauf Expansion zapłacił 9,5 mln euro. Firma ta produkowała wtedy ponad 4 tys. naczep rocznie. Jej obroty oscylowały wokół 100 mln euro. Fruehauf posiadał zakład produkcyjny we Francji, a odbiorcami jego produktów byli głównie klienci z tego kraju.

Kolejny krok w międzynarodowej ekspansji Wieltonu dokonał się we Włoszech. Jeszcze tego samego roku udało się przejąć upadającą firmę Compagnia Italiana Rimorchi. Za blisko 5 mln euro Wieltonowi przypadł park maszynowy, know-how i klienci firmy. Do portfolio trafiły trzy nowe marki – Merker, Viberti i Cardi, które łącznie zajmują około 20 proc. włoskiego rynku.

Sukcesy te dodały Wieltonowi wiatru w skrzydła. W ubiegłym roku firma przejęła 80 proc. udziałów niemieckiej spółki Langendorf. Wartość transakcji wyniosła 5,3 mln euro. Umożliwiła ona firmie wejście na trudny i hermetyczny niemiecki rynek. Langendorf jest marką z ponad 125-letnią tradycją. Nic więc dziwnego, że – posiadając ją w portfelu – Grupie Wielton dużo łatwiej jest rozpychać się u naszych zachodnich sąsiadów.

Langendorf produkuje naczepy, wywrotki, transportery prefabrykatów budowlanych, naczepy niskopodwoziowe, dwupoziomowe, transportery szkła technicznego i pojazdów specjalnych. W segmencie pojazdów do przewozu szkła ma w Niemczech blisko 60-procentowy udział w rynku.

W tym roku Wielton zawalczył o silniejszą obecność na rynku brytyjskim. We wrześniu spółka poinformowała, że przejmuje 75 proc. akcji spółki Lawrence David z Peterborough w środkowej Anglii. Posiadająca 45-letnią historię spółka ma tam 10-procentowy udział w rynku. Wartość transakcji była rekordowa w porównaniu do poprzednich akwizycji Wieltonu. Za udziały w Lawrence David spółka z Wielunia zapłaciła aż 26 milionów funtów.

Rewolucja technologiczna

Jednak nie samymi przejęciami w Wieltonie żyją. Kierownictwo firmy dużą wagę przykłada do tego, by ich produkty były nowoczesne i najwyższej jakości. Właśnie z tą myślą dwa lata temu w Wieluniu otworzono nowoczesne Centrum Badawczo-Rozwojowe. To jedyne w Polsce i drugie w Europie takie miejsce. Inwestycja kosztowała 22 mln zł. 9,5 mln zł dołożyła Unia Europejska.

Po co Wieltonowi takie centrum, tłumaczył Mariusz Golec, prezes zarządu firmy. – W naszej firmie mamy do czynienia z rewolucją technologiczną. Wszyscy zrozumieli, że inwestycje to nie tylko park maszynowy, ale również badania. Jeśli firma chce wypuszczać na rynek konkurencyjne produkty, mierzyć się z najlepszymi, to takie centrum jest jej niezbędne – mówił prezes.

Z zewnątrz budynek wygląda niepozornie. Wrażenie robi dopiero, gdy posłucha się, co jest pod nim. Zanim postawiono stalową konstrukcję, robotnicy wykopali 10-metrowy dół. Na taką głębokość budynek „wchodzi” w ziemię. – Na samym dnie znajduje się 600 ton tzw. masy sejsmicznej. To zbrojony beton. Trzeba go było wylać, a dopiero potem unieść na wysokość 5 cm powyżej posadzki. Podpierają go specjalne poduszki. Chodzi o to, żeby drgania ziemi nie przenosiły się na budynek i nie zakłócały pomiarów. Dopiero powyżej zamontowane są siłowniki – tłumaczył podczas uroczystego otwarcia Maciej Kaczor, dyrektor Działu Badań i Rozwoju Wielton SA.

Na siłowniki wjeżdżają koła naczepy. Urządzenia z siłą 16 ton symulują różne rodzaje drogi. Wcześniej samochody uzbrojone w dziesiątki czujników jeździły po przeróżnych trasach i mierzyły, na co narażone jest podwozie. Dziś w Wieluniu można zasymulować praktycznie każdy rodzaj nawierzchni. Inżynierowie od razu sprawdzają, czy ich obliczenia są poprawne, bez konieczności jeżdżenia naczepą po prawdziwych drogach. Na stanowisku do badania pojazdów w dwa miesiące można zasymulować przejechanie pół miliona kilometrów. Przeciętna naczepa taki dystans pokonuje w około 4-5 lat.

Inne stanowisko służy do badania sztywności konstrukcji. Mierzy nacisk na podłogę, konstrukcję belek głównych, a nawet zderzaków. Jest też przyrząd do sprawdzania odkształceń i wiele innych mniejszych urządzeń badawczych.

Zgodnie z czteroletnią strategią firmy, do 2020 r. biznes Wieltonu ma się powiększyć dwukrotnie. Z 1,2 mld zł przychodu w 2016 r. do 2,4 mld zł w 2020 r. Osiągnięte to ma zostać głównie dzięki zwiększeniu sprzedaży z 13 tys. do 25 tys. sztuk pojazdów każdego roku.

100 firm na stulecie100 firm na stulecie Grzegorz Kubicki

AKCJA "WYBORCZEJ" - 100 FIRM NA STULECIE

Historia niepodległej Polski to także historia jej rozwoju ekonomicznego. Mamy mnóstwo firm, które – nawet w PRL-u – osiągnęły sukces, stały się marką. Chcemy o nich opowiedzieć, celebrując stulecie niepodległości.

POZOSTAŁE TEKSTY NA wyborcza.pl/100firm

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.